Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #3 [23.04.]

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 kwietnia 2016
Fot. Unsplash/Verne Ho / CCO
Fot. Unsplash/Verne Ho / CCO
 

Bawicie się z nami? Postanowiłyście tym razem zadbać o swoją urodę. To może wizyta u fryzjera? Od dawna marzycie o blond włosach, albo o wściekle rudym kolorze? To na co czekacie? Szkoda czasu na analizowanie „co inni powiedzą” i „jak będę wyglądać”. Ja przez chwilę byłam blondynką, cóż decyzja okazała się średnia, ale przynajmniej wiem, że na blond już nigdy się nie skuszę. W przeciwieństwie do mojej koleżanki, której w blond okazało się być doskonale.

To jak? Farbujemy włosy? Nie zapomnijcie w komentarzach wpisać, jak zadbałyście dzisiaj o swój wygląd.


 

A poniżej na zachętę przypominamy o wyjątkowych nagrodach ufundowanych przez BaByliss.

Depilator IPL

Depilator IPL BaByliss | Akcja "Bądź piękna każdego dnia"

Mat. prasowe

Prostownicę 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Lokówkę

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Czas trwania: 20.04.2016 – 18.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 27.05.2016

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wyzwania w naszej akcji


Prosta drożdżówka, która nie może się nie udać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 kwietnia 2016
13077317_1309137262432989_1234810326_n
 

Ciasto drożdżowe to często niedoścignione marzenie wielu kobiet. A bo to te drożdże muszą wyrosnąć, a nie wiadomo, co znaczy odstawić w ciepłe miejsce – to znaczy jak ciepłe?

Tak, drożdżówka dla wielu bywa wyzwaniem. Ale my mamy dla was banalnie prosty przepis. Ciasta jest tyle, że można zrobić dwie blachy lub rozłożyć na jeden dużej z piekarnika. Można też dodać dodatki, które lubimy. Świetnie smakuje z masą makową, z budyniem, owocami, choć pyszna jest z samą kruszonką. Nawet dwa dni później idealnie smakuje posmarowana masłem.

SKŁADNIKI:

1 kostka świeżych drożdży

2,5 szkl. mleka

1 szkl. cukru

5 jajek

1 kg mąki 0.5 kg kostki margaryny do pieczenia

WYKONANIE

Drożdże rozpuszczamy w niedużej ilości ciepłego mleka z łyżką mąki i łyżką cukru i odstawiamy do wyrośnięcia. Uwaga – rozczyn rośnie błyskawicznie. Ubijamy białka, na koniec dodajemy cukier, a później kolejno po żółtku. Do tak przygotowanej masy dodajemy drożdże. Wszystko mieszamy i powoli na zmianę dodajemy mąkę i ciepłe mleko (ja dodaję bardziej ciepłe niż chłodne). Nie ma się co spieszyć. Na koniec dodajemy roztopiony tłuszcz i to jest etap, kiedy ciasto wyrabiam przez chwilę ręką, aż odklei się od ręki.

13082006_1309137249099657_1337623621_n

Rośnie

Odstawiamy w ciepłe miejsce – może być na parapecie, gdzie świeci słońce. Kiedy ciasto wyrośnie – a rośnie dość szybko, wykładamy na blachę lub dwie. I myślimy nad dodatkami. Całość posypujemy kruszonką. I wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na około 40 minut. Zawsze z termoobiegiem.

I tyle. Smacznego.


P.S. Przepis podsunęła mi moja siostra i dzięki niej mogę sobie pyszne proste drożdżówki piec 😉


Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 kwietnia 2016
Zrobiło mi się niedobrze słysząc, że rozwód to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć
Fot. Pexels / Splitshire / CC0 Public Domain

Zostawił ją. Tak po prostu. Myślała: „Jak rzecz, zużyta, wyrzucona, nieprzydatna”. Leżała w pościeli, która jeszcze nim pachniała. Nie chciała jej zmieniać. Jakby ten zapach dawał jej nadzieję na jego powrót. Z trudem zwlekała się zrobić dzieciom śniadanie, wysłać do szkoły. One sobie same już dobrze radziły. Czasami córka pytała, czy dobrze się czuje. „Oczywiście, nic mi nie jest” odpowiadała jak automat. Oni wychodzili w dzień. Do szkoły, na zajęcia. Dziękowała, ze są już nastolatkami, że nie musi już koło nich biegać. Dziś nie miałaby na to siły.

A czasami przeklinała, bo może gdyby byli młodsi, gdyby byli jeszcze dziećmi, to on nigdy by nie odszedł? Zostawałby każdego dnia dla dzieci, a ona wyczułaby to i postarała się bardziej. Może krócej karmiłaby piersią. Może pojechałaby na ten weekend, który on jej zaproponował, ale wtedy dzieciaki były chore. Nie chciała ich zostawiać z jego matką.

Kiedy leżysz

Został jej zapach pościeli. I zwolnienie od psychiatry. 20 lat małżeństwa sąd zamienił w nic w pół godziny. Miała nadzieję, że stanie się inaczej, że on jednak wróci. Przyjęłaby go. Byłaby dla niego najlepsza na świecie. Już nigdy nie narzekałaby, że nie odwiesza ścierki w kuchni, że upomina ją, gdy to ona prowadzi auto. Nie mówiłaby, że jest zmęczona, gdy on miał ochotę na seks. Byłaby żoną idealną. „Dlaczego dopiero, gdy ktoś odchodzi, widzimy, co robiłyśmy źle” – mówiła przyjaciółce, a ona jak mantrę jej powtarzała: „To nie jest twoja wina, to on okazał się fiut*m, który stracił jedną część ciała dla młodszej”. Nie wierzyła przyjaciółce. Leżała w pościeli i wciąż i wciąż miała nadzieję, że przyjdzie, że wejdzie z walizką – tą z którą pewnego dnia wyszedł i powie: „Tylko ciebie kocham, przepraszam”. Ale mijały tygodnie i nic się nie zmieniało. Jedynie jego zapach był coraz mniej odczuwalny. Ale lubiła przypominać sobie, jak się kochali w tym łóżku, jak on chrapał, jak kłócili się o kołdrę, aż w końcu kupili dwie osobne. Tej jednej nienawidziła. Gdyby mogła, to tę kołdrę oskarżyłaby o rozpad swojego małżeństwa.

Ale mogła oskarżać tylko siebie.

Kiedy jesteś na kolanach

Było jej wstyd. Była upokorzona, jako kobieta, jako żona i kochanka. Bo skoro on odszedł, to jak to świadczy o niej? Ona jest wybrakowana, stara, nieatrakcyjna. „Pewnie mu nie dawała” – tak, na pewno tak wszyscy wokół myślą, może nawet i mówią. Już nie miała nadziei. Pojawiła się złość i furia. Na strzępy podarła pościel wyrzuciła kołdry. Łóżko sprzedała, zmieniła meble w sypialni. Chciała wymazać go z życia, jakby go nigdy nie było. Pojawiał się – przyjeżdżając po dzieci, albo pisząc, że chciałby z nimi gdzieś pojechać na weekend, który nie był jego weekendem. Ta cisza w domu. Ta bezczynność. Kiedy była nikomu niepotrzebna. Gdy dzieci nie było, wpadała w szał likwidowania wszelkich oznak jego bytności w tym domu, wszystko co zbyt mocno się jej kojarzyło z przegranym małżeństwem zmieniała, wyrzucała. I tak, kiedy dzieci wróciły po jednym z weekendów, zastały przemalowany salon i jej sypialnię. Nowe doniczki do kwiatów. Kochała doniczki, te które od niego dostała wytłukła co do jednej. Nowe ręczniki. Pościel. Świeżość mieszkania momentami pozwalała odetchnąć głębiej. „Sama to wszystko zrobiłaś” – pytał mąż przyjaciółki z podziwem rozglądając się po mieszkaniu. To dodawało jej siły i wywoływało nawet uśmiech na jej twarzy. Tylko te noce…

Kiedy podnosisz głowę

Miała cel – pozbyć się go z życia, pozbyć się wszystkiego, co by jej o nim przypominało. Przyszedł dzień, kiedy już nic nie zostało. Rozejrzała się po mieszkaniu. Usiadła w fotelu, a w głowie jej dudniło: „I co teraz, i co teraz”. Nie chciała wracać do łóżka w sypialni, nie chciała już rozpamiętywać. „Żyj swoim życiem” – przeczytała ostatnio. Swoim życiem… Tylko gdzie ono jest? Przecież on – oni byli całym jej życiem. „Pójdziesz ze mną do kina, proszę” – zadzwoniła do przyjaciółki, a gdy się zgodziła, płakała. Płakała nad sobą, nad swoim strachem, że nie podoła dźwignąć tego swojego życia, że pierwszy raz kogoś o coś poprosiła. Była wdzięczna. Nawet nie za ten wieczór, za film. Była wdzięczna, za to, że ona się zgodziła. Tak po prostu. Obiecały sobie powtarzać takie kinowe dni chociaż raz w miesiącu.

Poszła na zakupy. Sukienka, spodnie, nowa bluzka – schudła w tak zwanym międzyczasie. Już nie chciała wyglądać jak w żałobie. W tych ciemnych ubraniach. To niesamowite jak zwykłe zakupy potrafią zmienić człowieka… „Taka głupota” – myślała śmiejąc się do samej siebie i do mężczyzny, który ją właśnie minął zatrzymując przez chwilę na niej swój wzrok.

Kiedy się prostujesz

„Rozwód to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić” – usłyszała kiedyś i wtedy zwymiotowała. Ze stresu, z rozpaczy, z obrzydzenia. Dziś zaskoczona uśmiecha się do tych słów. Spotykamy się w trzecią rocznicę jej rozwodu. Siedzi przede mną piękna, dojrzała kobieta. Ma modnie obcięte włosy. I cudownie kolorową apaszkę na szyi. „Pamiętam tamte zakupy i to pierwsze wyjście do kina, nadal mnie zadziwia, że człowiek tak niewiele potrzebuje, żeby zobaczyć, że wokół niego dotyczy się całkiem fajne życie”. To wtedy po powrocie do domu otworzyłam komputer i zaczęłam czytać historie kobiet tak bardzo podobne do mojej. Tylko one były w zupełnie innym miejscu, stanęły na nogi. Mówiły, że w końcu mogą robić, co chcą, że są wolne od ograniczeń, które same sobie narzucały, choć często robili to też mężczyźni”.

Tak bardzo się bała. Zapisała się na kurs tańca. Poprosiła córkę, żeby z nią chodziła. Tak dawno nie tańczyła, tak dawno tak się nie śmiała i nie czuła się tak dobrze. Zobaczyła łzy w oczach córki i popłakała się na tej sali, między obcymi ludźmi. Uzbierała pieniądze na wycieczkę do Paryża – poleciały we trzy. Trzy przyjaciółki, kobiety, które obok niej były przez cały ten czas. Dzisiaj nie myśli o sobie, że jest rozwódką. „Jestem szczęśliwą kobietą” – odpowiada, gdy pytam, kim dziś jest. „Wiesz, to jest nieprawdopodobne i niezmiennie mnie zadziwia, jak wiele zależy od nas samych. Przecież ja mogłam zostać tam, w tej pościeli. Pewnie byśmy się nigdy nie spotkały, albo minęłybyśmy się na ulicy – ja smutna i samotna kobieta i ty pędząca gdzieś do przodu”. Takich kobiet wiele widuję. Ale myślę sobie, że ta historia pozwoli choć jednej z nich podnieść się. Uwierzyć, że szczęście naprawdę zależy od nas. Że nic nie przegrywamy, wręcz przeciwnie z każdej bitwy możemy wyjść zwycięsko, gdy tylko złapiemy szansę na wygraną. I nawet, gdy myślimy, że już nic dobrego nas nie czeka, że nic już nie jesteśmy warte, trzeba podnieść głowę i rozejrzeć się by zobaczyć „jakie fajne życie” toczy się wokół.


Zobacz także

Fot.  Screen z Twitterachristhebarker

Świat stracił ich w 2016 roku, ale nie sposób o nich zapomnieć

Fot. iStock / AleksandarNakic

Kochany Ekstrawertyku, świat jest pełen ludzi zupełnie do ciebie niepodobnych

Screen/You Tube

Ja pie*dole, no łeb spadł mi i leży obok. Czy ci panowie nie mieli własnego rozumu?