Piękna bez skalpela, czyli o czym 40-latka musi pamiętać

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
5 marca 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Młodzieńcza skóra charakteryzuje się sprężystością. Jest odporna na rozciąganie oraz nacisk i szybko wraca do swojego pierwotnego kształtu. Słowem – zachowuje się jak sprężyna. Chcąc jak najdłużej cieszyć się piękną, jędrną skórą, pozbawioną zmarszczek, powinnaś więc skupić się na poprawie jej jędrności. Z myślą o kobietach, którym zależy na opóźnieniu procesów starzenia, a które jednocześnie nie chcą korzystać z usług medycyny estetycznej, Clarins udoskonalił swoją wyjątkową serię Extra-Firming. Piękno jest na wyciągnięcie ręki. Oto, o czym musisz pamiętać po 40. roku życia.

Gimnastyka twarzy

Na twojej twarzy znajduje się wiele mięśni, które każdego dnia pracują. Chcąc utrzymać je w dobrej kondycji, trzeba ćwiczyć. Spokojnie, nie mówimy o siłowni. Jest kilka prostych ćwiczeń, które powinnaś wykonywać przez kilka minut rano i wieczorem – najlepiej wtedy, gdy nałożysz na twarz krem pielęgnacyjny, dostosowany do potrzeb twojej skóry. Zacznij od mięśnia jarzmowego i śmiechowego. Co musisz zrobić?

1. Uśmiechnąć się od ucha do ucha – dzięki temu uwydatnisz kości policzkowe.

2. W następnej kolejności popracuj nad mięśniem szczękowym, który odpowiada za owal twarzy – dobrze wyćwiczony uchroni cię przed pojawieniem się drugiego podbródka. Otwórz szeroko usta i dotknij językiem tylnich ścian przednich zębów.

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

3. Na koniec poćwicz mięśnie nosowo-wargowe. To właśnie one odpowiadają za ewentualne zmarszczki w kącikach ust i bruzdy przynosowe. Ułóż usta tak, jakbyś chciała powiedzieć „o”. Teraz obróć górną wargę nad  dziąsłami. Gotowe!

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

Zaliczyłaś już pierwszy trening. Co dalej? Pielęgnacja!

Krem na dzień

Wraz z wiekiem twoja skóra traci jędrność i sprężystość. Twój krem powinien więc wykazywać działanie przeciwzmarszczkowe, nawilżające i regenerujące. Wszystkie chciałybyśmy też, żeby był ultralekki, przyjemny w zapachu i ekspresowo poprawiał wygląd skóry. Wszystkie te wymogi spełnia Clarins Extra-Firming Jour, dostosowany do wszystkich typów skóry. Te z nas, które zmagają się z przesuszonym naskórkiem, mogą wybrać wersję bogatą do skóry suchej. Już po 7 dniach stosowania Clarins Extra-Firming Jour zauważysz znaczną poprawę skóry. Po 28 dniach będzie ona wyraźnie wygładzona, owal twarzy podniesie się, drobne zmarszczki znikną. Cera jest ujednolicona i promienna, a twoje rysy twarzy nabierają młodzieńczego wdzięku. Uzyskanie efektu liftingującego jeszcze nigdy nie było tak proste. Dodatkowy atut? Można stosować go pod makijaż. Ty zadajesz szyku, a twoja skóra jest chroniona przed zanieczyszczeniami i wolnymi rodnikami.

na dzien

Clarins Extra-Firming Jour

Krem na noc

Poza dzienną pielęgnacją, nie możesz zapominać o tej nocnej. To szalenie istotne, ponieważ właśnie w czasie snu w twojej skórze zachodzą różne procesy regeneracyjne. Krem, który stosujesz na noc powinien wykazywać silne działanie przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Po wieczornej gimnastyce twarzy nałóż na skórę Clarins Extra-Firming Nuit. Wiesz, w czym tkwi jego sekret? Zawiera wyciąg z uwodnionej krzemionki z kamienia księżycowego, która optymalizuje procesy regeneracyjne w skórze. Delikatnie wmasuj krem w skórę i delektuj się jego zapachem. Ten codzienny rytuał wprowadzi cię w dobry nastrój przed snem, a krem będzie działał w momencie, gdy odnowa komórkowa osiąga swój szczyt. Po przebudzeniu zauważysz, że twoja skóra wygląda na wypoczętą. Koniec z szarym odcieniem! Po 28 dniach odzyska swój dawny blask, będzie wyraźnie wygładzona i ujędrniona. Co więcej, koloryt twojej skóry znacznie się wyrówna. Efekt? Zdecydowanie młodsza i piękniejsza cera.

 Clarins Extra-Firming Nuit

Clarins Extra-Firming Nuit

Styl życia

O czym jeszcze musisz pamiętać, żeby na dłużej zachować młodość? O odpowiedniej diecie i aktywności. Zapomnij o alkoholu i papierosach – stosowanie używek odbija się na twojej skórze. Zadbaj natomiast o odpowiednie jej nawilżenie od wewnątrz – pij dużo wody mineralnej. Ogromne znaczenie ma także to, co trafia do twojego żołądka. To ostatni dzwonek, by zmienić swoje nawyki żywieniowe. Postaw na produkty bogate w witaminy i mikroelementy, jedz ryby morskie, które zawierają kwasy omega-3, a także sięgaj po ziarna zbóż i nabiał. Nie zapomnij również o codziennej dawce ruchu. Sport pomoże ci cieszyć się dobrym zdrowiem, wpłynie na jędrność twojej skóry i znacznie opóźni procesy starzenia. A przede wszystkim – wprowadzi cię w dobry nastrój.

Wiesz, dlaczego od niektórych 40-latek bije taka radość życia? Ponieważ są szczęśliwe i pewne siebie. Można to osiągnąć tylko wtedy, gdy dbamy o siebie – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Clarins Extra-Firming zaopiekuje się twoją skórą, ty zadbaj o swoje pozytywne nastawienie i bądź piękna po 40-tce bez skalpela.


Artykuł powstał we współpracy z marką Clarins


Jak przestać się martwić o rzeczy, które powiedziałaś lub zrobiłaś? Odpowiedz sobie na trzy pytania

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 marca 2018
Fot. iStock/Tamara Dragovic
 

Dalajlama powiedział: „”Jeśli obawiasz się jakiegoś bólu lub cierpienia, powinieneś sprawdzić, czy możesz coś z tym zrobić. Jeśli możesz – nie musisz się o to martwić; jeśli nie możesz nic zrobić, to też nie musisz się martwić”.

Gdyby to było takie proste? Bo ty kładziesz się wieczorem pełna lęku i obaw i z tym samym budzisz się rano. Zastanawiasz się, czy dobrze się zachowałaś. Czy dobrze zrobiłaś. Czy znajomi nie odebrali cię źle… Analizujesz calutki dzień próbując dodać sobie otuchy, że nic takiego się nie wydarzyło, a jednak niepokój cię nie opuszcza, a rano strach dławi gardło.

Życie z takim obciążeniem jest cholernie trudne. Kiedyś przeczytałam, że „strach to grzech pierworodny, niemal wszystko zło na świecie ma źródło w tym, że ktoś się czegoś boi”. Jest jak oślizły wąż, oplata się wokół naszej codzienności odbierając nam radość życia. Tak bardzo się boimy, że nie mamy odwagi zmierzyć się z tym strachem. Tymczasem okazuje się, że jedyna droga do pozbycia się towarzyszącego nam nieustannie niepokoju prowadzi właśnie przez zmierzeniem się z nim twarzą w twarz. Chcesz sobie pomóc? Kiedy następnym razem poczujesz strach, usiądź spokojnie i odpowiedz sobie na trzy pytania:

Czego właściwie się boję?

Innymi słowy, co jest najgorszą rzeczą, jaka może się stać? Może znowu ktoś nie będzie ze mną rozmawiał? Może będą się ze mnie śmiać? Może ktoś poczuł się urażony tym, co powiedziałam? W zależności czego się boimy zwizualizujmy sobie ten strach: może skończyć się mój związek, mogę stracić pracę?

Czy mogę to zmienić?

Kiedy już wiesz, czego tak naprawdę się boisz, zastanów się czy możesz zmienić tę sytuację? Dopisz sobie przy swoich lękach „tak”, kiedy wiesz, jakie kroki możesz podjąć. Jeśli twoja odpowiedź brzmi „nie” – odpuść sobie. Początkowo nie jest to łatwe, ale z czasem przestanie sprawiać ci większe trudności.

Gdyby ktoś, kogo kocham bał się właśnie tego, co bym mu powiedziała?

Bardzo ważne, by się nad tym zastanowić. Większość z nas świetnie radzi sobie z radzeniem innym. A gdyby tak dobrze poradzić sobie, pomóc konkretną radą. Powiedziałabyś przyjaciółce w twojej sytuacji: „Daj spokój, nie przejmuj się?”. To powiedz to także sobie. Jak i wiele innych rzeczy, które radziłabyś swoim najbliższym. Taka postawa budzi zaufanie i miłość do samego siebie.

Nie dajmy się wplątać w sidła strachu. Nie nakręcajmy się naszym niepokojem, tylko nauczmy się sobie z nimi radzić, w najlepszy dla nas sposób.


źródło: tinybuddha.com

 


Kobiety – pocieszycielki. Wstrząsająca powieść przełamująca tabu o cierpieniu kobiet

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 marca 2018
Fot. Wydawnictwo

Świat dopiero się o nich dowiaduje. „Pocieszycielki”, czyli seksualne niewolnice, które Japończycy przywozili dla swoich żołnierzy z Korei do specjalnych ośrodków, chcą by zwrócono im godność.  O ich niewyobrażalnym cierpieniu mówi również powieść „Biała Chryzantema” , w której Mary Lynn Bracht opowiada historię dwóch sióstr, kobiet, których miłość jest na tyle silna, by pomóc im przetrwać okrucieństwa wojny.

Anna Frydrychewicz: Jakie jest znaczenie tego symbolu – białej chryzantemy – dla Koreańczyków? Tytuł Twojej książki jest wymowny, prawda?

Mary Lynn Bracht:W kulturze koreańskiej, białe chryzantemy są kwiatami żałoby, oznaczają śmierć. Podczas pogrzebów ozdabia się nimi fotografie zmarłych. To symbol naprawdę ściśle związany z grobami i ze śmiercią. Wybrałam ten tytuł, bo obie – i Hana i Emi – bardzo wiele wycierpiały w ciągu swojego życia. Żałobne kwiaty najlepiej oddają ten cały ból, którego zaznały, te wszystkie straty, które poniosły – zarówno podczas Pierwszej Wojny Światowej jak i Wojny Koreańskiej (wojna tocząca się w latach 1950–1953 na terytorium Półwyspu Koreańskiego między komunistycznymi siłami KRLD (północnokoreańskimi) i wspierającymi je wojskami ChRL, a siłami ONZ  wspierającymi wojska Republiki Korei – przyp. red.).

W jaki sposób to cierpienie Koreanek, mam na myśli ich rolę jako “pocieszycielek”, wciąż wpływa na ich życie, a może nawet na życie współczesnych kobiet?

W Korei Południowej żyje już tylko trzydzieści „pocieszycielek”. Wiele ugrupowań kobiecych wspiera je i ich sytuację,  pomagając uzyskać odszkodowania za zbrodnie, które na nich popełniono na nich w czasie II wojny światowej. Młodsze pokolenie południowokoreańskich kobiet, studentki uniwersytetów, naukowcy i ogół ludności cywilnej zaczęło wreszcie uznawać „kobiety-pocieszycielki” za symbol walki o prawa człowieka i walki ze zbrodniami wojennymi. Wielu dołączyło do „pocieszycielek”, wspierających inne kobiety, które podczas wojny padły ofiarami na tle przemocy seksualnej. Jedna z „pocieszycielek” założyła fundację Nabi (Motyl), aby zebrać pieniądze na cele charytatywne w Demokratycznej Republice Konga, tym samym wesprzeć organizację zwaną Domem Wysłuchania, która pomogła ponad 6000 kobiet – ofiar wojny.

Fot. Wydawnicwo

Fot. Materiały prasowe

Czytałem gdzieś, że twoja książka była inspirowana po części historią twojej rodziny. Czy był to główny impuls do napisania „Białej Chryzantemy?”

Moja matka urodziła się w Korei Południowej w roku, w którym skończyła się Wojna Koreańska. Dorastała w tym kraju, kiedy powstawał z gruzów po Drugiej Wojnie Światowej i po wojnie domowej, dlatego też mogła podzielić się ze mną wieloma historiami ze swojego dzieciństwa. Wychowywała mnie, uświadamiając mi te dysproporcje gospodarcze między obiema Koreami oraz wpływ ubóstwa na życie ludności. Wiedziałam od dziecka, że te najbardziej negatywne skutki najczęściej spadają na kobiety i dziewczęta. Niesprawiedliwy, dyskryminujący podział ze względu na płeć, dawał im od początku mniejsze szanse na dobry start w życiu.

Gdy dowiedziałem się o „pocieszycielkach”, o ich bezsilności wobec władzy obcego okupanta, o okowach patriarchatu, w których tkwiły, współczułam im w tej trudnej sytuacji. Cierpiały, więc należało im się zadośćuczynienie za zbrodnie popełnione na nich tylko dlatego, że uznawano je za obywateli drugiej kategorii. Kiedy minęło ponad dziesięć lat od momentu, w którym po raz pierwszy poznałam historię „pocieszycielek” i wciąż nie zrobiono nic, by jakoś „naprawić” historię, postanowiłam napisać „Białą Chryzantemę” w nadziei, że pewnego dnia świat zachodni dowie się, co te kobiety przeżyły i o co walczyły w ostatnich latach ich życia.

Jak przygotowałaś się do napisania tej książki? To musiał być długi proces.

Spędziłam prawie sześć miesięcy, przeprowadzając wstępne badania nad sytuacją kobiet w Korei – wtedy i obecnie. W ramach tych badań przeczytałam wszystko, co tylko mogłam o wschodnioazjatyckim udziale w II wojnie światowej, no i rzecz jasna o wojnie koreańskiej. Historia i kultura Azji Wschodniej jest głęboka i fascynująca, zachłysnęłam się nią poznając korzenie i  miejsce urodzenia mojej matki. Odkryłam też nowe, interesujące dla mnie tematy, jak masakra w Czedżu, czy Powstanie 4 kwietnia.

Zajęło mi trochę czasu, żeby następnie odsunąć nieco te wszystkie fakty w mojej podświadomości, zanim nie stworzę opowieści o mojej bohaterce. Nie chciałam stworzyć książki historycznej, moim celem było opowiedzenie historii o dziewczynie porwanej podczas wojny, o kobiecie,  która nigdy nie należała do siebie samej. Po roku wstępny szkic był gotowy. Półtora roku później, dzięki mojemu niesamowitemu agentowi Rowanowi Lawtonowi, książka była zredagowana i gotowa do prezentacji na Londyńskich Targach Książki w 2016 roku.

„Pocieszycielki” siłę, aby przeżyć tę niewiarygodnie bolesną sytuację, czerpały z ich relacji z innymi kobietami.

Tak, związek Hany z innymi kobietami zdecydowanie pomógł jej przetrwać. Wiele pocieszycielek, które przeżyły wojnę, opowiedziało w jaki sposób udało im się zachować siebie, skąd czerpały moc, by się nie poddać.  Niektóre wracały myślami do domu, to pozwalało im przetrwać najtrudniejsze momenty, inne zawierały przyjaźnie z innymi ofiarami handlu ludźmi. Dla Hany sposobem na odnalezienie w sobie siły, była miłość i relacja z jej siostrą Emi. No i oczywiście marzenie o powrocie do domu, na wyspę „kobiet – nurków” , haenyeo.

Czy ta emocjonalnie wstrząsająca i trudna historia stanowi dziś element powszechenj świadomości w Korei i Japonii? Czy naucza się o tym w szkołach, na uniwersytetach?

Większość Koreańczyków z Korei Południowej i chińskich studentów dowiaduje się o „kobietach pocieszycielkach”, o  wszystkich okrucieństwach popełnionych przez Japonię podczas wojny chińsko-japońskiej i II wojny światowej, dopiero na uniwersytecie. Ale niedotyczy to studentów japońskich. Ich podręczniki pomijają wiele szczegółów z obu wojen. Oczywiście, skutkuje to brakiem zrozumienia czasami wrogich, relacji między Japonią i innymi narodami wschodnioazjatyckimi. Łatwo byłoby uniknąć tej wrogości i niechęci poprzez odpowiednią edukację. Wiedza pomogłaby zaprowadzić wzajemne zrozumienie i szerzyć tolerancję, a to one ostatecznie przynoszą przebaczenie i pokój. Niedomówienia i ignorancja mogą natomiast prowadzić do nietolerancji, gniewu, przemocy, a nawet do wojny.


Mary Bracht 2 (1)Mary Lynn Bracht skończyła studia magisterskie na kierunku Creative Writing, na University of London. Jest Amerykanką o koreańskich korzeniach, mieszka w Londynie, a dorastała w dużej imigranckiej społeczności kobiet, kobiet które wychowały się w powojennej Korei Południowej. W 2002 roku Bracht odwiedziła rodzinną wioskę swej matki i właśnie podczas tej podróży po raz pierwszy usłyszała o „pocieszycielkach”. „Biała chryzantema” to jej debiutancka powieść.

 

 


Zobacz także

Dzieckiem być – dla każdego oznacza coś innego…

Dramat w trzech aktach. Boimy się nazwania prawdy po imieniu. Którym z bohaterów ty jesteś?

Po raz trzeci celebrowaliśmy kobiecą siłę.III Koktajl Kobiet Sukcesu już za nami!