Piekło krzywdzonych dzieci jest wyłożone naszym milczeniem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 kwietnia 2017
Fot. iStock/Imgorthand
Fot. iStock/Imgorthand

Boli mnie całe ciało, gdy czytam o dzieciach maltretowanych, bitych, głodzonych. O dzieciach, nad którymi znęcają się dorośli, których nie chroni miłość rodzicielska, które nie doświadczają poczucia bezpieczeństwa tam, gdzie dla nas powinno ono być oczywiste.

Patrzę na moich synów – mają 9 i 11 lat i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że są bici tak mocno, że ich ciało pokryte zostaje siniakami, że w mojej obecności ktoś podnosi na nich rękę, kabel, metalową rurę… Że głodzi ich, ogranicza zwykłe ludzkie potrzeby – jedzenie, ubranie, higienę.

Patrzę na nich i najchętniej odwróciłabym wzrok od tej wizji, od tego, jak bardzo by cierpieli, jakim koszmarem byłoby ich życie, jak bardzo byliby samotni, bezradni i zastraszeni. Z jak ogromnym strachem wracaliby do domu, który dla nich powinien być azylem, bezpieczną przystanią. Do domu, gdzie czeka ich tylko cierpienie i krzywda.

Patrzę na nich i myślę, że są dzieci, które z tornistrem błąkają się po ulicach do późnych godzin, aż ich pijani rodzice zasną i nie będą ich bić, wyzywać, a oni będą mogli wykraść kawałek chleba i spokojnie położyć się spać.

Patrzę na moich synów i widzę dwóch dużych już chłopców. A co, gdyby byli młodsi? Gdyby przyszli na świat niekochani, niechciani. Gdyby ich matką była kobieta, która nie potrafiłaby ich ochronić, dla której ważniejsze byłoby samopoczucie konkubenta, niż jej własne dziecko? Co, gdyby on przypalał ich papierosami, rzucał o ścianę, a ona udawałaby, że tego nie widzi, że nic się nie dzieje.

Tak rzadko oceniam ludzi, tak rzadko wydaję jakiekolwiek osądy, ale tu nie potrafię pohamować wściekłości i braku zrozumienia. Jak można na świat powołać dziecko, by jego życie zamienić w koszmar? Jak można katować małego dwulatka, który jeszcze mówić nie potrafi, który nie ma siły oddać, krzyczeć i zakryć głowy rączkami broniąc się przed kolejnymi uderzeniami. Jak można na to patrzeć? Pozwolić na coś takiego! Jak można nie stanąć w obronie bezbronnego zupełnie dziecka?

Bito ją po twarzy, głowie, nogach. Raz, drugi, trzeci. Aż w końcu krzyki katowanej dwuletniej Amelki usłyszeli sąsiedzi. I to dzięki nim rodzicami dziewczynki zajęła się policja. – Spadła ze schodów – łgali w żywe oczy zwyrodnialcy. Nic im to nie pomogło. Klaudia O. (21 l.) i Paweł G. (26 l.) zostali zatrzymani, a nazajutrz on usłyszał zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Czytaj więcej

Chodzi o trzy dziewczynki, które teraz mają dwa, pięć i sześć lat. Według śledczych, 27-latek bił je po całym ciele, przypalał twarz papierosem i zapalniczką, podnosił wysoko i potrząsał, szarpał i ubliżał. Efektem były poparzenia i połamane kończyny. Najbardziej ucierpiała najmłodsza dziewczynka mająca wtedy zaledwie 11 miesięcy. Czytaj więcej

Nieprzytomna 2-latka została zabrana w bardzo ciężkim stanie do gorzowskiego szpitala. – Dziecko trafiło do nas z obrażeniami głowy. Miało uraz czaszkowo-mózgowy, odbite płuca oraz pozostałe liczne obrażenia. Musieliśmy pilnie przeprowadzić operację. Dziewczynka przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii, jest w stanie śpiączki farmakologicznej ze względu na poważne obrażenia jakich doznała. Czytaj więcej

Gdy funkcjonariusze udali się do jej domu okazało się, że 11-latka była w nim sama wśród zwierzęcych odchodów oraz spleśniałego jedzenia, a na jej ciele znajdują się liczne siniaki. Rodzice usłyszeli już zarzut znęcania się nad dzieckiem. Czytaj więcej

Dzieci, które trafiły do domu G. były bite m.in. tłuczkiem do mięsa, przywiązywane do krzeseł, zastraszane i za karę wywożone do lasu. Ich gehenna trwała 5 lat. Skończyła się dzięki odwadze jednego z dzieci, które powiedziało swojej nauczycielce, że boi się wracać do domu. Szkoła powiadomiła policję, prokuraturę i opiekę społeczną. Najstarsze z dzieci przebywa w ośrodku wsparcia, troje młodszych – rodzeństwo – w domu dziecka. Czytaj więcej

Dziecko miało obrażenia m.in. na głowie, twarzy, i stopach. Dziewczynka była też zaniedbana. Jeszcze w trakcie policyjnych działań, matka dziecka i jej konkubent, tłumaczyli, że rany są efektem upadku dwulatki ze schodów, do którego miało dojść dwa tygodnie temu. – Lekarz po badaniu stwierdził, że jest to niemożliwe, że takie obrażenia absolutnie nie mogą być wynikiem upadku. Czytaj więcej

To są wiadomości z ostatniego miesiąca… Wystarczy wpisać w przeglądarkę: „znęcanie się nad dziećmi”… I wyskakuje cała list zwyrodnialców, którzy katowali dzieci, którzy je głodzili, bili…

Stawiane są im zarzuty – oprawcom i matkom, które nie reagowały… tymi wiadomościami stawiane są zarzuty nam wszystkim, którzy odwracają wzrok, którzy udają, że nie słyszą za ścianą płaczu i krzyków dziecka, którzy w milczeniu mijają pijanych rodziców pchających wózek, którzy nie reagują widząc dziecko błąkające się późnymi godzinami po osiedlu. Nam są stawiane zarzuty każdą taką wiadomością. Zarzut zaniechania, zarzut współudziału w cierpieniu tych dzieci.

Od 1. lipca zmieni się prawo zaostrzające kary za znęcenia się nad dziećmi, które nie ukończyły 15 -tego roku życia:

– ten, kto pozbawi dziecko wzroku, słuchu, mowy, kto doprowadzi je do ciężkiego kalectwa, trawłej choroby psychicznej będzie podlegał karze pozbawienia wolności na minimum 3 lata

– ten, kto w wyniku znęcia się nad dzieckiem doprowadził do jego śmierci podlega karze pozbawienia wolności od 5 lat, karze 25 lat lub dożywotniego pozbawienia wilności

– za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem grozić będzie kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności

Kiedy myślę o tych dzieciach, w śpiączkach, których ciało zostało skatowane… O tych dzieciach, które od urodzenia żyją w ciągłym strachu i w przekonaniu, że przemoc to jedyna forma miłości… trudno mi przełknąć informację o jakiejkolwiek karze… Bo czym jest pozbawienie wolności do tego, piekła, które zgotowane zostało bezbronnemu malcowi?

Nikt z nas nie może mieć spokojnego sumienia. Nikt nie może nie zauważać krzywdy dziecka, bo przecież to właśnie ty, czy ja możemy być jedyną osobą na świecie, która temu dziecku pomoże! Nikt inny!

Według nowych przepisów każdy, kto posiądzie wiedzę o przestępstwie popełnianym wobec dziecka będzie miał społeczny i prawny obowiązek zawiadomienia o tym fakcie odpowiednich organów… Za nie podjęcie próby pomocy, niepowiadomienia służb o tym, że dziecku dzieje się krzywda, grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech. To już realna kara, a nie tylko wyrzut sumienia…

A przecież czasami wystarczy zadzwonić anonimowo na policję, złożyć do sądu rodzinnego anonimowo pismo z opisem sytuacji lub zgłosić swoje obawy do ośrodka pomocy społecznej. Już to może ocalić życie dziecku. Nie zapominajmy o tym. Popatrzcie na swoje dzieci… Na dzieci siostry, brata… Na dzieci znajomych… I wyobraźcie sobie, że ktoś okrutnie je krzywdzi… i zostańcie z tym obrazem, by zostać wrażliwymi na cierpienie dzieci, które czasami bez słowa skargi nas mijają…


A kiedy ona jest zmęczona, idzie spać mówiąc: „kocham cię” i ja wiem, że kocha

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 kwietnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Kobieto!

Chcesz być szczęśliwa to bądź! Że to farmazony i że już wywracasz oczami i sarkastycznie prychasz, albo z kpiną w głosie mielisz jakiś komentarz do tych słów? Ale poczekaj, chcę ci coś powiedzieć. Tak, jestem facetem. Tak, mam za sobą ponad 20-letni związek ze szczęśliwą kobietą. I nie, ona wcale nie jest szczęśliwa dzięki temu, że ma właśnie mnie obok siebie. Przeszliśmy różne burze i kryzysy.

Pierwszy, gdy skończyliśmy studia, zaczęliśmy pracę i kiedy obowiązki każdego z nas wydawały się ważniejsze i poważniejsze od obowiązków tej drugiej osoby. Ja uważałem, że ciężko pracuję i utrzymuję nasz małe mieszkanko, ona choć zarabiała tyle samo, powtarzała, że nie chce być dodatkowo sprzątaczką i kucharką na pełnym etacie.

Drugi kryzys przyszedł, gdy nasz syn pojawił się na świecie, bo przecież miało być tak pięknie, a tymczasem teściowa non stop u nas przesiadywała. Na mnie patrzono wilkiem, cieszyłem się, kiedy na spacer mogłem z młodym wyjść, bo chciałem być ojcem, tylko nie wiedziałem jak, a one mi tego zupełnie nie ułatwiały. Z wieczną pretensją, że nie ma mnie w domu, że za dużo pracuję, że w ogóle jestem do niczego. Tak się czułem. Ona w domu z młodym, ja w pracy ze świadomością odpowiedzialności. Ale nasze drogi mijały się zupełnie. Tak, bywało, że celowo dłużej zostawałem w pracy, żeby wrócić, jak oni już będą spać, po wszystkich tych wieczornych rytuałach, w których ja byłem tylko przeszkodą.

Nie było łatwo, ale z czasem coraz lepiej. Bo oboje tego chcieliśmy, bo dziecko zmobilizowało nas do rozmów o nas. Wiele przykrych słów potrafiliśmy sobie powiedzieć, wiele złych o sobie usłyszeć. Ja byłem egoista widzącym tylko czubek własnego nosa, który ustawił się tak, żeby mi było najwygodniej. Ona ze świetnej, uśmiechniętej dziewczyny zmieniła się w utyskującą na każdym kroku kobietę, która bardziej przypominała swoją matkę niż moją ukochaną żonę.

A później drugie dziecko i jakoś tak łatwiej. Dzieciaki pochłonęły nas kompletnie. Byliśmy rodzicami. Ja wyjeżdżałem na jakieś służbowe delegacje, dbałem o to, by z kolegami się spotkać, pojechać wspólnie na jakiś mecz. Nawet to nie zauważyłem, kiedy zaczęła mówić „nie wiem”, „obojętnie”. Na wakacje – nie wie, gdzie pojedziemy. Jaki film chce obejrzeć – jej obojętnie. Czy gdzieś wyjdziemy? Obojętnie. Zmęczona, śpiąca. Zamiast usiąść ze mną wieczorem sprzatała kuchnię, prasowała, a później zasypiała, nim ja zdążyłem się obok niej położyć.

Wyobraź sobie, że masz obok siebie kogoś zupełnie przezroczystego, kto nie chce być zauważany. Nie, nie należę do tych idealnych mężów, którzy nagle spostrzegli, że coś jest nie tak i zaczęli drążyć skałę, w którą zmieniła się ich żona. Żona, która bez słowa robiła kolację, przechodziła obok, wieszała pranie, a każde pytanie: „Co ci jest”, zbywała: „Jakby cię to w ogóle obchodziło”. Obchodziło, ale ona nie dawała szans na rozmowę, a mi się coraz mniej chciało rozmawiać. Miałem swoje problemy w pracy, w domu obowiązki – a to coś naprawić, pomalować, z dziećmi wyjść na rower. Co jest takiego, co zobojętnia nas na siebie? Co sprawia, że przestaje nam zależeć na wzajemnym szczęściu. Zamykamy się w swoich światach, bo nam w nich wygodnie. Mi przynajmniej wygodnie było – praca, siłownia, dzieci, w domu obiad, posprzątane. Tylko jakoś tak w tej wygodzie coś cię ugniata, wiesz, że to iluzja, że tak naprawdę to nie jest, czego chciałbyś, czego oczekujesz, bo obok siebie masz kobietę, która coraz bardziej się oddala. Już się nie śmiejcie wspólnie, nie gotujecie razem, nie rozmawiacie rano w łóżku, tylko zrywacie się szybko, żeby zdążyć dogonić dzień.

„Zmieniłaś się” – mówiłem, a ona, że każdy się zmienia, że ja też. Wiecie, to jak rzucanie piłką o ścianę, zawsze do ciebie wróci w niezmienionej postaci. My się tak od siebie odbijaliśmy. „Czego chcesz?” – pytałem, a ona nie umiała mi udzielić odpowiedzi, kiedyś w złości wykrzyczała, że to wszystko przeze mnie, że przeze mnie jest nieszczęśliwa, że to ja mam na wszystko czas, a ona tkwi w jakimś kieracie, z którego nie widzi wyjścia.

Zabrałem dzieci na weekend. Nie, nie wpadłem na ten pomysł sam, mam mądrą mamę, która od dawna widziała, co się dzieje, ale swoim zwyczajem trzymała się z daleka nie wtrącając się. Wyjechałem, powiedziałem, żeby się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze i żeby odpoczęła.

Byłem winny całemu złu, które ją spotkało, byłem winny jej nieszczęściu, byłem winny temu, gdzie pracuje, jak wygląda i co robi. Nie jest łatwo słuchać czegoś takiego, zwłaszcza gdy nie bardzo wiesz, o co chodzi. Męska logika podpowiada: masz problem – rozwiąż go, tylko co, jeśli faktycznie ja byłem problemem?

Poszliśmy na terapię. Oboje podjęliśmy taką decyzję. Ona z braku nadziei, że coś się może zmienić, ja ze strachu, że mogę ją stracić. Usłyszałem jakim jestem egoistą, jakim prostakiem dbającym tylko o swoje wygody. Wielu rzeczy nie dostrzegałem, wielu nigdy wcześniej sobie nie powiedzieliśmy. Ale to wtedy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zacząłem ją pytać, czego chce, co lubi robić, na co ma ochotę. A ona w końcu zaczęła mówić… Płakaliśmy chyba jaki dzieci, które znalazły drogę do domu… Płakaliśmy wiele razy wtedy tam, w tym gabinecie – z bólu, z bezsilności, ze złości, ale na końcu ze szczęścia. I żadne z nas tych łez się nie wstydziło.

Dlaczego o tym piszę, bo dziś to już za nami, a ja mam obok siebie szczęśliwą kobietę, która realizuje się zawodowo, rzuciła pracę, otworzyła swój biznes, do czego niezbędne jej było… moje wsparcie i wiara, że jej się uda, a nawet jeśli nie, to pewność, że nadal będę obok. Mam mądrą żonę, która rezerwuje tylko dla siebie jeden weekend co jakiś czas, żeby odpocząć, wyjechać do przyjaciółki, ze mną zostawić dzieciaki, choć one już duże. Mam ciekawą życia kobietę – wyjechaliśmy w końcu sami na wakacje, co jakiś czas chodzimy razem na koncerty, odwiedzamy znajomych, znowu razem gotujemy. A kiedy ona jest zmęczona, idzie spać mówiąc: „kocham cię” i ja wiem, że kocha, a ona ma pewność, że moja miłość nie ukrywa niewypowiedzianych pretensji.


Mów inaczej, a wszystko się zmieni. Jak kształtować rzeczywistość słowami

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 kwietnia 2017
Marzą ci się piękne loki? Sprawdź, jak łatwo modelować włosy w domu
Fot. iStock / Milan Stojanovic

Masz zaburzone poczucie wartości, ciągle się obwiniasz, nie potrafisz pomyśleć o sobie dobrze, ze współczuciem i wyrozumiałością? A może gubi cię zbyt wysokie mniemanie o sobie? Na początek zmień język, którego używasz w stosunku do siebie samego! To, co sobie mówimy bezpośrednio na nasze samopoczucie. Nawet mała zmiana może  pomóc ci zmienić swój obraz w swoich oczach. 

1. Zamiast mówić „Nie jestem w tym dobry,” mów „Czego mi brakuje, żebym odniósł sukces?”

2. Zamiast mówić „Jestem w tym świetny”, mów „Jestem na właściwej drodze”.

3. Zamiast mówić „Poddaję się”, mów „Spróbuję zmienić strategię”.

4. Zamiast mówić „To jest zbyt trudne”, mów „To będzie wymagało trochę czasu i wysiłku”.

5. Zamiast mówić „Nie potrafię zrobić tego lepiej”, mów „Zawsze można coś poprawić, popracuję nad tym”.

6. Zamiast mówić „Nigdy tego nie zrozumiem”, mów „Poćwiczę nad tym, żeby lepiej sobie radzić”.

7. Zamiast mówić „Popełniłem błąd”, mów „Moje błędy pomagają mi w życiowym doświadczeniu”.

8. Zamiast mówić „Nigdy nie będę tak dobry jak…”, mów „Dowiem się, jak on/ona to robi”.

9. Zamiast mówić „To jest wystarczająco dobre”, mów „Czy stać mnie w tym momencie na więcej?”.

10. Zamiast mówić „Plan A nie zadziałał”, mów „Jak to dobrze, że alfabet ma całe mnóstwo innych liter”.

Właściwych słów,powinniśmy uczyć także nasze dzieci. Pozytywna, dobra motywacja, przynosi o wiele lepsze efekty wychowawcze, gdy jest stosowana konsekwentnie, ale również wtedy, gdy stanowimy jej przykład…


Źródło: Gottman Institute


Zobacz także

OSK_Kv_3

Ogólnopolskie Spotkanie Kobiet. Zapraszamy na konferencję

Akcja "Miłość to spotkania"

Podsumowanie akcji „Miłość to spotkania”

Fot. iStock / KQconcepts

Ile rzeczy możemy osiągnąć dotykając przez chwilę czyjegoś ramienia…