„Pie*dolę to. Mam dość”. Bo naprawdę mam. I powtórzyć – o ironio – słowa piosenki, której nie cierpię: „Ja wysiadam”

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
31 lipca 2018
Fot. iStock/pixelfit
 

Mam dość. Ja wiem, że lato, słońce i z założenia każdy powinien się uśmiechać i być szczęśliwym, bo jak nie teraz, to kiedy? A mi się nie chce. Rzygam już tymi zdjęciami plaż, wycieczek. Każdy prześciga się w zdjęciach wakacyjnych, gdzie to nie był, co robił, jak się nie bawił. Szczęśliwe rodzinki na zdjęciach, które na co dzień skaczą sobie do oczu. Dawno się już przekonałam, że im więcej szczęścia na Facebooku czy Instagramie, tym proporcjonalnie mniej go w prawdziwym życiu. I niech każdy rozstrzyga to według własnego sumienia. Mnie nic do tego, mam to w dupie, ale choć się staram, to jednak nadal obok obłudy i hipokryzji przejść obojętnie nie potrafię.

No więc – mam dość. Mam dość skwaru, uśmiechów, achów i ochów nad kolejnymi opowieściami, jak to jest cudownie. Mam dosyć uśmiechania się do znajomych znajomych i odpowiadania na tysiące pytań: a ile lat mają dzieci, a jakich języków się uczą, a ty gdzie pracujesz, twój mąż. Mam ochotę czasami wywiesić na plecach listę, ile zarabiam, gdzie mieszkam i jak się ostatnio bzykałam z mężem, byleby już nikt mnie o to nie pytał.

I nie, moja złość nie jest skierowana do świata, do ludzi. To nie ich wina, że chcą być mili, ciekawscy, czasami nawet wścibscy. To ja mam problem, bo zamiast wykrzywiać usta w sztucznym grymasie, chciałabym uciec. Spieprzyć na drugi koniec świata, tak by nikt mnie nie odnalazł.

Mam dosyć moich dzieci, męża, mojego życia. Ile kobiet ma odwagę się do tego przyznać? Ile z was nie dopuszcza nawet takiej myśli do głowy? A ja pozwoliłam się jej rozpasać, a niech się wygrzewa w słońcu i czerwienieje z wściekłości.

Mam dość odpowiadania od rana na setki pytań:

– Mamy jakieś plany? (czytaj: jaką atrakcję dzisiaj dla nas wymyślisz)

– Co na śniadanie? (jakby nie wystarczyło zajrzeć do lodówki)

– Co na obiad? (dlaczego to zawsze ja mam wiedzieć)

– Kiedy pojedziesz na zakupy? (nigdy)

– Gdzie są moje kąpielówki?(w dupie)

– O brokuł w lodówce, coś z nim zrobić? (wyrzucić?)

– Co robisz?

– O czym myślisz?

Mam dość zwracania uwagi, dopytywania, myślenia, zastanawiania się, co komu po co i dlaczego. Tak, wiem, już słyszę te głosy: „Sama sobie zrobiłaś, to tak masz”. Tyle, że mnie nie znasz. Naprawdę na wiele rzeczy mam wyrąbane, naprawdę siadam wieczorem z książką, a dzieciaki same sobie robią kolację, naprawdę jadąc z mężem na wakacje się świetnie bawię. Ale czasami mam dość. Czasami chciałabym, żeby wszyscy dali mi święty spokój. Żebym mogła uciec, zaszyć się gdzieś w jakieś głuszy, gdzie nie dosięgną mnie pytania dzieci i uwagi męża. Gdzie nie będę musiała uśmiechać się do pani w sklepie, która do mnie zagaduje, a ja z grzeczności i uprzejmości odpowiadam, bo myślę sobie, że starsza i pewnie nie ma z kim porozmawiać.

Mam ochotę wyjść ze swojej skóry, stać na chwilę potworem i oznajmić światu, żeby na jakiś czas się ode mnie odpie*dolił. Zapomniał. Żeby wypluł mnie ze swojego gardła i zostawił oniemiałą gdzieś na brzegu.

Chcę wypić rano kawę w ciszy i w spokoju i nie musieć wstawać o szóstej rano, żeby tego doświadczyć. Chcę się zatrzymać. Niech wszystko wiruje wokół, a ja chcę stanąć w miejscu. Tu i teraz, na jakieś zielonej (koniecznie dzisiaj zacienionej) łące i poczuć jak pachną kwiaty, jak pachnie ziemia, usłyszeć ptaki i świerszcze, spojrzeć w niebo. I nie mieć niczym zajętej głowy, a jedynce co czuć, to wdzięczność. Wdzięczność za życie jakie mam, za te wrzeszczące i ciągle coś chcące dzieciaki. Za męża, który choć wkurza, to kocha. Za życie z nim, które staramy się czynić lepszym, co nie jest ku*wa łatwe (tak, tej walki o to, żeby było dobrze, też mam czasami dość). Za to, co mam, bo to w sumie bardzo, bardzo dużo. Za ludzi, których spotykam. Tych, którzy mnie uczą raniąc i tych którzy uczą wspierając i dając swoją przyjaźń. Za każdy poranek, kiedy mogę wstać i uśmiechnąć się. Za to, co było i co jeszcze przyjdzie. Za możliwość wyborów, tych trudnych i tych banalnych. Za próby (czasami tak dalece nieudolne) bycia sobą. Za to kim i gdzie jestem.

Kiedy mam dość. Kiedy ogarnia mnie frustracja granicząca z kurewsko wściekłą furią zamykam oczy. I staję na tej łące, żeby sobie przypomnieć, o co w tym życiu chodzi. Gdzie jest w nim moje miejsce. Czego ja chcę i czego pragnę. Żeby nabrać dystansu i powiedzieć: „Pie*dolę to. Mam dość”. Bo naprawdę mam. I powtórzyć – o ironio – słowa piosenki, której nie cierpię „Ja wysiadam”. A potem, poczuć łzy na policzkach. Pomyśleć, że o to właśnie chodzi. Żeby czuć, żeby się szarpać, bać się, śmiać się, burzyć i budować na nowo. I czasami mieć dość. I znaleźć miejsce, gdzie będzie można się zaszyć i spojrzeć w niebo ze uspokojoną głową. Takiego miejsca też wam życzę, z którego dostrzeżecie, co to w tym popieprzonym, ale jedynym życiu jakie mamy, chodzi naprawdę.


„Jak być lepszym mężem”. Szokujący poradnik dla współczesnego faceta

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
7 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy
 

Przeczytałam wczoraj wytyczne poradnika dla kobiet (TUTAJ CAŁOŚĆ), które chcą być dobrymi żonami. I chociaż poradnik pochodzi lat 50-tych ubiegłego stulecia, to jednak odnoszę (chyba trafne) wrażenie, że niektórzy panowie na tamtym etapie się zatrzymali. Przyklasnęliby wszystkim zaleceniom, do których powinniśmy się stosować. Ale dobra, o tym już było.

Zastanowiło mnie bardziej coś innego. Dlaczego nigdy nie powstały poradniki dla mężczyzn. Dlaczego nigdy nikt panom nie powiedział, co mają robić,jak się zachowywać, żeby być dobrymi mężami. Może oni bycie mężami mają tak zakorzenione w swojej naturze, jak podobno my macierzyństwo.

Zresztą często jest tak, że faceci po prostu wiedzą. Co więcej – wiedzą lepiej. I jeszcze nam objaśnią to, na czym uważają, że się znają, choć często nie mają pojęcia. Cóż, drodzy panowie, to tak nie działa. Wasze: „Nie histeryzuj”, „O co ci właściwie chodzi” nie wystarcza do bycia dobrym mężem. Wasza upolowana w pracy zdobycz w postaci kasy, to nie jest wszystko, bo wyobraźcie sobie, my też potrafimy sobie poradzić. My też pracujemy, zarabiamy, mamy swoje zainteresowania, potrzeby i czasami serdecznie dość waszej wszędobylskiej mądrości i upierdliwej obecności. Może więc tak czas usiąść na tyłku i pomyśleć o tym, co ja mogę zrobić dla mojej kobiety, żeby była ze mną szczęśliwsza? Co mogę jej dać, żeby poczuła się ważna?

Dobra, dobra, już widzę to wasze przewracanie oczami i mielone w zębach: „Pie*dolenie”. Zapomniałam – przecież wy wiecie lepiej, kiedy nam dobrze i jak być najlepszym mężem na świecie. Ale gdyby tak wam coś podpowiedzieć, gdyby tak skusić się w końcu na poradnik dla facetów, nie dla kobiet, i to wcale nie o tym, jak być lepszymi kochankami, tylko partnerami w życiu, może byście jednak dowiedzieli się czegoś nowego o sobie? Co wy na to? A może wy, drogie panie, podsunęłybyście kilka rad swoim facetom, którzy rozsiadają się na kanapie jedną ręką dzierżąc pilota, a drugą drapiąc się po jajkach i krzyczą w stronę kuchni, czy kupiłaś piwo, bo przecież to ty byłaś na zakupach…

Czym różni się dobry mąż od dobrej żony? Kompletnie niczym. Cały pic polega na tym, że oboje robią to samo. Nie ma podziałów, nie ma, że ktoś zasługuje na więcej. Panowie – śmieszy was poradnik z lat 50-tych dla kobiet? Chcielibyście, by wasza żona stosowała się do jego zaleceń? A co powiecie na poradnik dla facetów, który podpowie wam, jak być lepszymi mężami?

„Jak być lepszym mężem”. Szokujący poradnik dla współczesnego facet

1. Nim położysz się spać – posprzątaj

Siedzisz wieczorem najdłużej? Bo jeszcze maile, mecz, film? Rozkoszuj się chwilą ciszy, gdy dom już śpi i posprzątaj pozostałości dnia. Zbierz ręczniki z ziemi, wstaw naczynia do zmywarki, daj ubrania dzieci do prania, ogarnij bałagan. Twoja żona o wiele przyjemniej zacznie dzień, gdy rano zastanie wysprzątane mieszkanie.

2. Zrób zakupy

Pamiętaj, by zawsze po pracy z przygotowaną wieczorem lista zakupów jechać do sklepu. Kup wszystko to, czego w domu brakuje, nie zapominaj zwłaszcza o ciężkich rzeczach – takich jak woda, karma dla psa, kilka litrów mleka, których twoja żona nie będzie musiała dźwigać.

3. Przygotuj posiłek

Pamiętaj, że twoja żona wraca do domu głodna. Zrób jej przyjemność i przygotuj dla niej coś pysznego do jedzenia. Jeśli pracujesz dłużej – nie szkodzi, to zawsze może być coś do odgrzania zostawione na kuchence lub w piekarniku. Pomyśli o tobie ciepło, gdy zaspokoi pierwszy głód.

4. Dbaj o siebie

Popatrz na siebie. Czy nadal jesteś tym atrakcyjnym facetem, którego twoja żona poznała przed laty. Uważaj – atrakcyjność jest ważna dla miłości, która bez niej obumiera i dostaje zeza od oglądania się za fajnymi, zadbanymi facetami. Weź się w garść. Przestań sobie wmawiać, że dobrze jest jak jest – z tym brzuchem, zadyszką na schodach i piwem w ręce. Ona będzie szczęśliwa, gdy dla niej zadbasz o to, jak wyglądasz.

5. Uśmiechaj się

Nawet, jak ci się nie chce, to się uśmiechaj i bądź miły. Twoja żona spędziła w pracy wystarczająco dużo czasu wśród niemiłych i złośliwych ludzi. Przy tobie niech się relaksuje, a nie wysłuchuje kolejnych pretensji. Uśmiech – przecież jest pięknie, prawda?

6. Rozśmieszaj ją

Zapewnij jej rozrywkę, żeby pozostać dla niej interesującym. Zabierz ją na weekend, a jeszcze lepiej – zamów hotel dla niej i jej przyjaciółek, zapewniając, że w domu wszystkim się zajmiesz. Skrzyj dowcipem, dobrym humorem i energią. W końcu twojej żonie też należy się odrobina rozrywki, nawet w domu.

7. Zajmij się dziećmi

Rano wykąp, ubierz, nakarm. Pamiętaj, żeby umyły zęby. Zapewnij im rozrywkę, żeby twoja żona mogła odpocząć po ciężkim dniu w pracy. Najlepiej zabierz je z domu na całe popołudnie, nie zapomnij o kolacji.

8. Uciesz się, że ją widzisz

Ale nie dlatego, żeby przekazać jej wszystkie obowiązki. Co to, to nie. Uciesz się, że jest w domu, zadbaj, by usiadła wygodnie na kanapie, podaj jej lampkę wina, spytaj, co by zjadła. Niech w domu będzie cisza, by ona mogła się zrelaksować.

9. Wysłuchaj jej

Przede wszystkim pozwól jej mówić pierwszej. Słuchaj jej uważnie, zadawaj pytania wykazujące twoje zainteresowanie tym, co mówi. Poczekaj z tym, co ty chcesz jej powiedzieć. Przyjdzie jeszcze na to odpowiednia pora.

10. Nie narzekaj

Kiedy wychodzi z przyjaciółkami nie pytaj, kiedy wróci, daj jej pełną swobodę działania, pokaż, że jej ufasz, niech ona wie, że cierpliwie będziesz na nią czekać. Nie zarzucaj jej pretensjami, swoimi problemami. Niech twoja obecność będzie dla niej ukojeniem, a nie piętrzeniem się zmartwień i kłopotów.

11. Ustalaj z nią swoje plany

Niech ona wie, że się z nią liczysz. Nim zaprosisz kolegów na mecz, nim umówisz się na męskie wyjście – najpierw z nią o tym porozmawiaj. Spytaj, czy nie ma innych planów, czy nie będzie jej to przeszkadzać. Szanuj jej plany, znaj swoje miejsce w tym związku.

12. Ona tworzy ognisko domowe

Pamiętaj, że to ona sprawia, że w waszym domu jest ciepło i czule, i rodzinnie. Nie zapominaj o tym i nie próbuj jej odebrać tej roli. Bądź przy niej, bądź uważny na jej potrzeby, wsłuchuj się w to co mówi i czego oczekuje. Ona chce dla ciebie jak najlepiej, nigdy o tym nie zapominaj.

I jak, panowie? Trochę śmieszno, ale też trochę straszno, prawda? Nim zaczniemy wymagać od innych, zacznijmy od siebie, wtedy można się mądrzyć i ironizować. Kobiety są silne, są mocne, dzisiaj już potrafią pokazać, na co je stać. Czy to ostrzeżenie? Tak. Jak najbardziej. Czas najwyższy, by takie głupoty jak poradniki dla lepszych żon przestały krążyć po świecie. A jeśli nie przestaną? Będę pierwszą, która napisze poradnik dla facetów z adnotacją, że każda kobieta ma prawo od swojego faceta oczekiwać, żeby był lepszym dla niej mężem.


Żaden związek nie jest idealny i nigdy nie będzie. Można tylko uczynić go zdecydowanie lepszym, jeśli pewne rzeczy odpuścimy

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
2 lipca 2018
Fot. iStock/GiorgioMagini

Ostatnio co i rusz słyszę, że faceci są do bani, że mężowie rozczarowują, że związki zamiast nas uszczęśliwiać, tylko ciągną w dół, odbierają energię.

Faceci są be, bo nie rozmawiają, nie słuchają, nie są czuli, są powolni, zbyt szybcy, mało zainteresowani, nie dość uważni, zbyt bardzo skupieni na sobie. Za to my jesteśmy na nich skupione na maksa. Na naszych mężach, partnerach, stałych czy nowych związkach. Jesteśmy skupione, jakby od tego jednego mężczyzny zależało nasze być czy nie być. Nasze życie, zdrowie, szczęście, szacunek, poczucie bycia kochaną – wszystko!

Wyobrażacie sobie takie brzemię? To, że ktoś was obarcza wszystkimi oczekiwaniami, własnymi pragnieniami i marzeniami. Spotykacie faceta, który mówi wam: „Teraz ty masz mnie uszczęśliwić. Masz być idealna, taka, która będzie kochać wbrew wszystkiemu i wszystkim, która wypełniać będzie wszystkie moje braki i odpowiadać na każde potrzeby”.

Dobra, ja nie jestem żoną idealną. O matko – do idealności naprawdę wiele mi brakuje. Potrafię być wredną suką, czepliwą krową, sfochowaną księżniczką. Wiem, gdzie włożyć szpilkę, by zabolało, jak uderzyć, by zostawiło ślad (nie wprost oczywiście). To, że mój facet ze mną wytrzymuje naprawdę zasługuje na nagrodę, choć on ostatnio przyznał, że podobnie w drugą stronę, więc trochę jesteśmy kwita.

Ale wiecie, jak go poznałam, wiedziałam, że będę mieć z nim dzieci. Taka wizualizacja – zobaczyłam nas z dwójką dzików, którzy scalą nas na maksa. I tak właśnie jest – to, co scala najbardziej, to dzieci. Ch*j z tą miłością, czułością, świetnym seksem – to wszystko przemija, wygasa, na chwilę ulega zapomnieniu, ale są dzieci, które każą nam przy sobie trwać na dobre i złe. Pytanie, jak długo tak wytrzymamy i czy to złe jest do przełknięcia i w efekcie do pokonania.

Ale oprócz dzieci jesteśmy jeszcze my – roszczeniowe. Bo on nie wysłał SMS-a, nie zadzwonił, nie przyniósł kwiatów, nie porozmawiał, nie wysłuchał, nie zauważył, że dzisiaj miałyśmy zły dzień, nie zaprosił na kawę, nie kupił kwiatów.

Szczerze – rzygać mi się chce od takich żalów i pretensji. Nie mogę słuchać tych, które same ze sobą nie są szczęśliwe, ale winy całego zła świata, które je dotyka, upatrują w facecie, z którym żyją.

Drogie Panie – przestańcie się zawieszać na tych facetach, na waszych związkach. Przestańcie w końcu za jedyną wytyczną waszego dobrego życia uznawać związek, w którym żyjecie. Jasne, można mówić, że to jego wina, że gdyby go nie było, to nikt by was nie ograniczał, lepiej by się wam żyło, wtedy to dopiero góry byście przenosiły. Można. Można też próbować go nieustannie zmieniać, żeby słuchał, żeby był czuły, żeby dawał zrozumienie i wsparcie, kiedy same nie jesteśmy w stanie sobie tego zapewnić. Ba – możemy chcieć, by on wierzył bardziej w nas, niż my same. W końcu to on na pytanie: „Kochanie, jak wyglądam w tej sukni”, powinien bez wahania odpowiadać, że olśniewająco, a my i tak mu nie uwierzymy, jeśli olśniewająco nie będziemy się czuć. Ale wiadomo – to jego wina, bo nie potrafi być szczery, bo zbyt krótko na nas popatrzył, źle ocenił, nie zauważył niuansów. Ja pie*dolę, na litość boską – serio?

Mój mąż ostatnio mi powiedział, że już dawno miałby dość związku, w którym musiałby się zawsze ze mną gdzieś pokazywać, że trzymałabym go kurczowo za rękę, nie wypuszczała samego z domu, kontrolowała i sprawdzała, gdybym tylko czekała w domu, aż wróci, by zasypać go opowieściami mijającego dnia. I wiecie co – ja to szanuję.

Jasne, że zajęło nam trochę czasu – i lekko nie było – przejście przez wszystkie burze i zawirowania naszego związku (jak mówiłam – łatwym typem do życia nie jestem). Ale dziś wiem jedno – największa krzywda, jaką można sobie wyrządzić, to przekonanie, że na związku nasze życie się kończy. Tu jest jego początek i ostateczny koniec.

Żaden związek nie jest idealny i nigdy nie będzie. Można tylko uczynić go zdecydowanie lepszym, jeśli pewne rzeczy odpuścimy, jeśli przeniesiemy punkt ciężkości także w inne obszary naszego życia, a nie jedynie na „mój ci on”.

Zastanów się, czego chcesz, kobieto? Bo to, że nie można mieć wszystkiego już dawno powinnaś wiedzieć. Masz zaradnego chłopaka, który gniazdko przykręci, auto naprawi, pokój pomaluje, kafelki położy? To się ciesz, a że mruk i pogadać z nim nie można? Masz od tego przyjaciółki, z którymi na kawę i wino się umawiaj i staremu daj spokój, kiedy on zmęczony po pracy. Masz typa, który znowu dużo gada, uwielbiacie dyskutować, rozmawiać, spierać się i nawzajem inspirować? Tylko on w domu nic nie zrobi? Wklep sobie numer do pana złota rączka, który wszystko zrobi i ciesz się, że masz w domu faceta, który daje ci to, co dla ciebie ważne.

Bo przede wszystko warto zastanowić się, co dla ciebie jest najważniejsze – poczucie bliskości, bezpieczeństwa, akceptacji? Co on ci daje? A jeśli są braki, to czy możesz je zalepić gdzie indziej? On nie dzieli twojej pasji? Nie musi! Ty uwielbiasz biegać, chodzić po górach, pływać na żaglach – bardzo dobrze, znajdź sobie towarzyszy, a jemu daj spokój, niech on zajmie się tym, co lubi, a później nawzajem sobie o tym opowiecie. Kto powiedział, że związek to kurczowe trzymanie się siebie? Kochasz go? To przyjmij go jakim jest, ze wszystkim co ma i czego mu brakuje. Tak jak on przyjmuje ciebie. I zajmij się sobą, rób to, na co masz ochotę. On jest. Jeśli się boisz, że odejdzie, bo przestaniesz wkładać maksimum swojej uwagi w związek, trudno. Widocznie nie było to warte twojego poświęcenia.