Pięć wskazówek, jak wytrwać w postanowieniu i nie rezygnować z treningu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2019
Fot. iStock/izkes
 

Usłyszałam wczoraj w radiu, że do połowy lutego większość z nas rezygnuje z noworocznych postanowień. Myślałam sobie: „co jest, przecież my naprawdę chcemy coś zmienić z pierwszym stycznia, naprawdę wierzymy, że nam się uda!”. A później klops. Na siłownie wracają stali bywalcy, po ścieżkach biegają ci samo ludzie, co przez cały rok, a na fitnessie pani łączy dwie grupy, bo się uczestniczki powykruszały.

Ja tam zawsze powtarzam – mierz postanowienia na własne możliwości. Przemyśl, zaplanuj, nastaw się realnie na wykonanie planu, żeby się później samą sobą nie rozczarować. Ćwiczenia to jedna z tych rzeczy, która wychodzi nam najrzadziej. Dlaczego? Bo trudno wytrzymać w rutynie treningowej, zwłaszcza, gdy wcześniej tego nie robiliśmy. Mam pomysł – do połowy lutego jeszcze chwila i może, żeby nie odpaść, przeczytacie i wdrożycie w życie te metody, z którymi łatwiej będzie wam znaleźć motywację do trwania w noworocznym postanowieniu?

Zmień nastawienie

Przede wszystkim przestań myśleć: „ja pie*dole znowu trening, a poleżałabym w domu”. Postrzeganie ćwiczeń jako najgorszej części dnia, mordęgi, czegoś do czego się zmuszamy, nie prowadzi do niczego dobrego. Niech twoim priorytetem będzie zdrowie, sprawność, dobra kondycja, niech aktywność fizyczna stanie się jakością twojego „ja”, lepszą wersją ciebie, a nie koszmarnym obowiązkiem, którym się katujesz. Znajdź coś, co lubisz robić – biegać, tańczyć, skakać, ćwiczyć bardziej statycznie – jest tyle możliwości. Uprawiaj ulubioną formę aktywności fizycznej, a nie taką, której się boisz.

Słuchaj muzyki

Łatwo ulec pokusom – telewizja, kawa z przyjaciółką i dużym ciastkiem, drzemka, o dobrą wymówkę, żeby nie iść na ćwiczenia nigdy nie jest trudno. Aby nie ulegać tym pokusom, nagradzaj się miłymi rzeczami. Może niech czas treningu będzie okazją do posłuchania muzyki, na co nigdy nie masz czasu, a przecież ćwiczyć można w słuchawkach. Możesz słuchać nie tylko muzyki, ale też książek. Oderwą cię od zerkania na zegarek i sprawdzania, ile jeszcze czasu zostało. Badania potwierdziły, że ci, którzy słuchają czegoś, co lubią podczas treningu zdecydowanie częściej do niego wracają.

Stawiaj sobie proste cele

Najgorzej, jak ktoś zaczyna ćwiczyć, bo chce schudnąć pięć kilogramów w dwa tygodnie. Tak, to jest możliwe, ale z ogromną szkodą dla twojego ciała, kiedy nie jesz, ćwiczysz nieustannie. Po co ci to? Niech aktywność fizyczna będzie przede wszystkim sposobem na zdrowy tryb życia, na pielęgnowanie swojego ciała. „Ćwiczę, bo chcę być zdrowa” – niech to będzie celem, a wszystkie miłe skutki uboczne i tak przyjdą z czasem.

Planuj treningi

Niech staną się nawykiem, bez którego za chwilę trudno będzie ci się obejść, ale też do którego musisz dopasować swój plan dnia, by unikać wymówek. Niech to czasami będzie nawet wybranie schodów zamiast windy, pójście przystanek dalej na autobus. Pomyśl, czy wolisz ćwiczyć rano czy wieczorem, w weekendy czy w środku tygodnia. Niech one nie będą dla ciebie przeszkodą, ale przyjemnością.

Odrzuć nudę

Czasami rezygnujemy z aktywności, bo zaczyna się nam ona nudzić. Ja tak mam – odpuściłam sobie już dawno wszystkie fitnessy, aerobiki, pilatesy, bo mnie to nudzi. Biegam zmieniając trasy, chodzę na siłownię, gdzie bardzo, ale to bardzo rzadko trafia mi się to samo ćwiczenie – trenerzy są fantastyczni i wydaje mi się, że pomysłów na usprawnienie mojego i innych ciała, nigdy się nie kończą.

Aktywność fizyczna jest super, naprawdę. Nic nie daje takiego kopa do działania, nie wywołuje uśmiechu na twarzy, jak dawka wysiłku, wiem o czy mówię, więc zachęcam was w wytrwaniu w noworocznych postanowieniach.


Był sobie … penis. Seks oralny jest dla mężczyzny miarą naszego – kobiecego – zachwytu

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
15 stycznia 2019
Fot. iStock/Denisfilm
 

„Kobieta może nie komplementować za nic swojego partnera, lecz jeśli uprawia z nim seks oralny – będzie czuł się nieustannie chwalony (…)” – tak twierdzi profesor Lew Starowicz, najbardziej uznany polski seksuolog. Dodaje przy tym w swojej najnowszej książce „On. Pytania intymne”, że są i tacy mężczyźni, którzy za taką formę seksu są w stanie oddać wszystko. Naprawdę?

Penis. Kwintesencja męskości. Źródło kompleksów i dumy. Mały członek wybaczany jest tylko w jednym przypadku przez kobietę – kiedy ma władzę i pieniądze lub kiedy jest absolutnym samcem alfa. I nie ma co nad tym dyskutować, wielkość penisa ma dla mężczyzny bardzo duże znaczenie psychiczne i relacyjne: podlegający ciągłej ocenie, porównaniu. Pominięcie tematu męskiego penisa przez kobiety, bądź całkowite milczenie na jego temat, jest dla mężczyzny bardzo niepokojące. Wielkich rozmiarów członek jest marzeniem każdego mężczyzny, a źródło tego pragnienia zakodowane w jego myślach od początków życia człowieka na ziemi – atawistyczne i kulturowe.

Co takiego jest w tej pospolitej „lasce”, że mężczyzna potrafi porzucić partnerkę, tylko z tego powodu, że go w tym obszarze seksu nie zadowala?

Ano potrafi. I zdaniem profesora Starowicza, który niejedną parę małżeńską na swojej kanapie gościł z tego powodu. W przypadku seksu oralnego, członek jest w stanie permanentnego zachwytu, a u wielu mężczyzn bodźce są wtedy mocniejsze niż podczas klasycznego seksu. Poza tym to ogromny ładunek intymności i świadczy o bezwarunkowej akceptacji mężczyzny.

Prawdą jest, że potrafią odejść od swojej życiowej partnerki, która dobrze gotuje na rzecz innej, która lubi seks oralny. Dzieli przy tym mężczyzn na trzy grupy:

– pierwsza grupa – on ma kochankę, która lubi seks oralny a jemu wydaje się, że trafił do nieba i przestaje się liczyć dla niego rodzina;

– druga grupa – on traktuje seks oralny jako wyraz dla swojej męskości, wręcz istnienia; jeśli ona uprawia z nim seks oralny, znaczy, że w pełni go akceptuje i wielbi, jeśli nie, oznacza to dla niego, że nie jest nim zafascynowana i szuka innej;

– trzecia grupa – on jest uwarunkowany na seks oralny tylko i wyłącznie, bez tego nie jest w stanie osiągnąć satysfakcji.

Jak więc zostać mistrzynią i umiejętnie korzystać z tej broni masowego rażenia?

Niestety jednoznacznych wskazówek profesor nie zostawia, ponieważ każdy mężczyzna jest inny i każdy penis jest inny. Zaleca uważność, trening, sugeruje, żeby zwyczajnie … rozmawiać z partnerem. Namawia do finezyjności, żeby pieszcząc partnera utrzymywać z nim kontakt wzrokowy, wyczuwać jego emocje.

Jedno jest pewne, która z nas zgłębi jej tajniki, wygra wszystko!


Na podstawie książki prof. Lwa Starowicza „On. Pytania intymne”.

(Wyd. Czerwone i Czarne)


Nie zapraszaj depresji na kawę. To toksyczna przyjaźń, która zniszczy ci życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 stycznia 2019
Fot. iStock/Carlo107

Ostatnio media społecznościowe obiegł łańcuszek z zaproszeniem do domu dla tych, którzy cierpią na depresję, a przynajmniej zauważają jej symptomy. Smutne, że przez Facebooka trzeba zapraszać ludzi do swojego domu, ciekawe, ile osób zmagających się z depresją realnie z takiego zaproszenia skorzystało.

Nie neguję, ale nie jestem fanką takich pomysłów, bo nikomu nic dobrego nie przynoszą, ewentualnie poprawiają nastrój tym, którzy taki wpis na swojej ścianie umieścili. Bo depresja proszę państwa, nie przychodzi na kawę i ciastko, nie wpada na butelkę wina i wieczorne pogaduchy. Depresja bierze wszystko, całość. Ona jest kawą, ciastkiem, przyjaciółką. Nie dzieli się z nikim i z niczym. A co najgorsze – skrada się i jak toksyczna przyjaciółka odbiera przyjaciół, znajomych, chęć do zwierzeń. Jest świetną aktorką – w ileż to już mitów na jej temat uwierzyliśmy, a ona nadal ma się bardzo dobrze. Chodzi do pracy, uśmiecha się, rozmawia, zasysa nasze życie niepostrzeżenie.

Dopiero ci, którzy z niej wychodzą, którzy dali radę się z nią pożegnać mówią, czym jest, jak ją rozpoznać, jak nie dać się nabrać na jej sztuczki. Zamiast zapraszać ją na kawę, lepiej najpierw nauczyć się rozpoznawać jej prawdziwe objawy

Czujesz, że ciągle udajesz

Masz poczucie, że tkwisz w jakimś oszołomieniu? Że ciągle odgrywasz siebie, jakąś rolę, zamiast być sobą? Stajesz się doskonałym aktorem w graniu samego siebie, by inni nie zorientowali się, że każdego dnia za rękę idziesz z depresją?

Musisz udowodnić, że walczysz i potrzebujesz pomocy

Jak wiele razy już słyszałaś: „daj spokój, nie przesadzaj, masz piękne życie”, „to chwilowe załamanie, pewnie pogoda, wyjdzie słońce i będzie lepiej”, „jesteś zmęczona, powinnaś odpocząć”. Depresja chowa się za wszystkimi tymi słowami i nikt nie wierzy, że z nią walczysz, bo przecież twoje życie się nie rozpada.

Dobre dni są względnie „normalne”

Dobry dzień, to taki, kiedy jesteś w stanie wcześnie wstać, kiedy bierzesz prysznic i wchodzisz bez problemu w codzienność. Nie czujesz niepokoju. Taki dzień może ci minąć bez poczucia całkowitej rozpaczy, co więcej – masz pewność swoich zdolności i umiejętności.

Ale złe dni są nie do zniesienia

Wtedy właśnie walczysz ze sobą, żeby się w ogóle obudzić. Wchodzisz pod prysznic wstydzą się własnego ciała. Robisz makijaż, żeby ukryć to, co w tobie głęboko skryte. . Nie chcesz rozmawiać, nikomu nie chcesz przeszkadzać. Bywasz urocza, bo nie masz ochoty komplikować sobie życia jeszcze bardziej. A później wracasz do domu i bezmyślnie gapisz się w sufit marząc o tym, żeby zniknąć.

Przetrwanie złych dni wymaga od ciebie ogromnej ilości energii

W zły dzień wszystko idzie nie tak. Na każdą czynność musisz poświęcić więcej czasu. Często patrzysz w przestrzeń próbując odzyskać kontrolę nad swoim umysłem. Jesteś sfrustrowana, pogrążona w poczuciu własnej beznadziejności. W takie dni robisz tylko to, co jest niezbędne, bo na inne rzeczy nie masz kompletnie siły. Starasz się zapanować nad łzami, które cisną ci się do oczu.

Życie z depresją jest wyczerpujące

Ukrywanie toksycznej przyjaciółki pochłania mnóstwo energii i uwagi. Skupiasz się na tym, żeby się uśmiechać, żeby zmusić się do uśmiechu. Jesteś przekonana o swojej bezużyteczności. Wydaje ci się, że twoja osoba niepotrzebnie marnuje tlen, więc ze wszystkich sił starasz się udowodnić, że jesteś najlepsza – w pracy, w domu, wśród przyjaciół. Chcesz pozbyć się tego wrażenia, bo masz nadzieję, że dla kogoś okażesz się jednak być ważną.

Prośba o pomoc jest najlepszą rzeczą, jaką możesz dla siebie zrobić

Chociaż ona cię przekonuje, że nie ma takiej potrzeby. Choć umacnia cię w przekonaniu, że i tak ci nikt nie pomoże, bo jesteś beznadziejna, nie pozwól jej tobą zawładnąć. To toksyczna przyjaźń, wiele odbiera niczego nie dając w zamian.

Szukaj pomocy. Porozmawiaj z kimś, komu jeszcze ufasz, znajdź specjalistę, który wie, jak postępować z depresją. Zawalcz o siebie.


Zobacz także

20 ważnych rzeczy o miłości i życiu, które chciałabym, żeby ktoś powiedział mi jeszcze przed 30-tką. Pewnie nie popełniłabym kilku błędów

„Kiedy spadł ten śnieg???”. Niesamowite wideo pokazujące piękno i siłę zimy

Anna Męczyńska: „Sama należę do kobiet powyżej 44 rozmiaru, 38 to miałam chyba od razu jak się urodziłam”