Pięć kaw dziennie nie odwodni twojego organizmu. Nie musisz pić litrów wody – mówią naukowcy

Redakcja
Redakcja
28 kwietnia 2018
Fot. iStock / pasgen kongsuk
 

Teraz zewsząd słychać: „Pij wodę”, „Woda to życie”. Mamy nawilżać nasze ciało od środka, unikać tego, co nas odwadnia – zwłaszcza kawy i herbaty, bo te zwierają kofeinę. Czy to jedna prawda? Doktor Ali Webster przeprowadziła badania, by dowiedzieć się, co stanie się z naszym organizmem, jeśli przez cały dzień będziemy pić tylko kawę i herbatę unikając czystej wody.

Okazało się, że picie w dużych ilościach kawy (czyli pięciu filiżanek kawy dziennie), ma efekt moczopędny, co jednak nie oznacza, że jej działanie jest mniej nawilżające. Doktor zaznacza, że zwiększamy z czasem tolerancję na kofeinę, więc rzadziej biegamy do toalety.

Innym powodem, dla którego napoje zawierające kofeinę uważane są za odwadniające, według doktora ,jest uczucie suchości w ustach, które niektórzy odczuwają po wypiciu kawy. Jednak to uczucie związane jest ze związkami zawartymi w kawie i herbacie, niektórych owocach i ciemnej czekoladzie. Wiążą się one ze ślina powodując wysuszanie. Doktor twierdzi, że nie przekłada się to jednak na odwodnienie, ponieważ te napoje to głównie woda.

Czy wiecie, że kawa może podobne właściwości nawilżające do wody?

Naukowcy na Uniwersytecie w Birmingham bezpośrednio porównali wpływ spożycia kawy z wodą spożytą w różnych technikach hydratacji.

W badaniu 50 mężczyzn pijących kawę od trzech do sześciu filiżanek dziennie, uczestniczyło w dwóch 3-dniowych próbach.

W oddzielnych przypadkach każdy z uczestników spożywał albo cztery 200 ml kubki kawy dziennie, albo taką samą ilość wody.

Wynik badań pokazały, że nie było znaczących różnic we krwi czy w moczu ze względu na stan nawodnienia organizmu. Wywnioskowano, że kawa spożywana regularnie i z umiarem zapewnia odpowiednia ilość płynów do nawilżenia organizmu. Było to jednak badanie przeprowadzone na bardzo małą skalę, więc nie wiadomo czy jest do końca wiarygodne.

Jak podaje doktor Webster: dla większości zdrowych dorosłych osób bezpieczne jest spożywanie do 400 mg kofeiny dziennie – czyli około czterech filiżanek zwykłej kawy lub ośmiu filiżanek czarnej herbaty, Zielona herbata ma nieco mniej kofeiny niż czarna herbata (około 25 mg na filiżankę), więc można pić jej więcej.

Webster jednak ostrzega, że zbyt częste spożycie kofeiny może powodować niepożądane skutki uboczne, takie jak rozstrój żołądka, zgaga, zwiększony niepokój lub nerwowość, bezsenność, drżenie mięśni i zwiększone tętno.

Średnio około 80% naszego spożycia wody pochodzi z płynów do picia, a pozostałe 20% z żywności – szczególnie tej o dużej zawartości wody, czyli warzyw i owoców. Przy czym zalecana dzienna dawka płynów dla kobiet wynosi około 11 szklanek wody lub 2,2 litra, a dla mężczyzn około 13 szklanek lub trzy litry. Oczywiście wszystko to jest zależne od tego w jakim klimacie żyjemy, jak bardzo aktywni jesteśmy.

Picie wystarczającej ilości wody jest ważne dla usuwania produktów przemiany materii wynikających z normalnego metabolizmu organizmu. U osoby z prawidłowo funkcjonującymi nerkami nadmiar wody jest wchłaniany w przewodzie pokarmowym, przesączany przez nerki i usuwany z ciała poprzez oddawanie moczu.

Jak sprawdzić czy nie jesteśmy odwodnieni?

Najlepszym sposobem na utrzymanie równowagi wodnej w ciele jest monitorowanie koloru moczu – powinien on być jasnożółty.


„Przestań zwracać mu uwagę”. Jak walczymy ze sobą przy dzieciach, mimo, że miało być inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 kwietnia 2018
Fot. istock/gradyreese
 

Bierzecie rozwód, wydaje ci się, że przez chwilę jest spokój. Nie „siedzicie już sobie na głowie”, nie musicie na siebie patrzeć, emocje się uspokajają, nawet jeśli uczucia nie do końca wygasły. Powoli godzicie się z tym, że właściwie macie już oddzielne życia.

Ale tak naprawdę wciąż jest w was mnóstwo złości, skumulowanych złych emocji, pretensji i żalu. I walczycie ze sobą przy dzieciach, choć przecież po rozstaniu, miało być łatwiej, lepiej, spokojniej. Choć przecież rozstaliście się dla nich, żeby nie cierpiały dłużej z powodu waszych konfliktów. Tak było ze mną i z moim byłym mężem.

Staraliśmy się, bardzo. Kiedy wyprowadziłam się z dziećmi z domu, mąż był w naszym nowym mieszkaniu częstym gościem. Najpierw sama o to zabiegałam, zależało mi na tym, żeby dzieci czuły, że nadal mają oboje rodziców, że na oboje mogą liczyć. Żeby czuły, że mimo zmian, jakie nadeszły w ich życiu, czuły, że nadal mają rodzinę. Na początku czuł się u mnie nieswojo, ustaliliśmy jednak, że dwa razy w tygodniu przychodzi do dzieci wieczorem, że jemy razem kolację, rozmawiamy o tym, co się wydarzyło w szkole, planujemy ewentualne wspólne wyjazdy. Ma być z uśmiechem, bez nerwów. Jasne, że się zmuszaliśmy. Ale po kilku tygodniach te spotkania zaczęły naprawdę dobrze funkcjonować, dzieci wydawały się spokojne i szczęśliwsze, zawsze dopytywały, kiedy tata przyjdzie. Po trzech miesiącach było naprawdę dobrze, wszystko toczyło się naturalnie.

Pół roku później mąż poznał swoją obecną partnerkę, zakochał się. Kilka razy nie pojawił się na wieczornym spotkaniu, kilka razy odwołał wycieczkę, wspólne kino. Zaczęło się robić nerwowo.

We mnie, wciąż samotnej, odezwał się dawny żal, zazdrość, złe emocje. Dobra atmosfera zniknęła ja za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Były mąż przychodził nadal, a ja miałam coraz większą pretensję, że wychodzi coraz wcześniej, bo spieszy mu się do niej. Mimochodem wymykało mu się: „Agata to, Agata tamto…” Był szczęśliwy, chciał się tym dzielić, nawet ze mną, z dziećmi. Ale, jak to zakochany, bywał u nas obecny jedynie ciałem. Rozkojarzony, tracił cierpliwość do dzieci, nie poświęcał im już czasu tak, jak dawniej. Młodszemu synowi zaczął nagle zwracać uwagę, że źle trzyma widelec. Na starszego kilka razy krzyknął, że nie radzi sobie z banalnymi zadaniami z arytmetyki. Ja, rozgoryczona, stawałam natychmiast w obronie dzieci, dorzucając komentarze dotyczące jego nowego życia. To wystarczyło. Wróciły kłótnie, „dogadywanie sobie”, złość. Wróciły pretensje, a my znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Jemu znów zaczęły przeszkadzać we mnie te same rzeczy, co przed rozwodem, ja wypominałam mu błędy, które popełnił pięć lat temu. W domu znów pojawiły się krzyki, niepozoromienia i łzy.

Postanowiliśmy na jakiś czas przerwać te spotkania. To oczywiście nie jest dobre rozwiązanie, synowie tęsknią za ojcem, ja nie mam chwili odpoczynku. Zmiana w życiu mojego byłego męża wpłynęła na nas wszystkich. A ja zrozumiałam, że wciąż nie „przepracowałam” w sobie naszego rozstania.


Chcesz w końcu ruszyć do przodu, zmienić swoje życie? Pozbądź się zachowań, które pożerają twoją energię i cię ograniczają

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 kwietnia 2018
Fot. iStock/filadendron

Słyszysz, że koleżanka właśnie zmieniła pracę. Dzwoni przyjaciółka, że wyjeżdża na super wakacje, bo udało się jej w końcu odłożyć pieniądze. Inna spełnia swoje marzenia zapisując się na kurs tańca. Tymczasem ty, masz wrażenie, że stoisz w miejscu, że w twoim życiu nic się nie zmienia. Cóż, często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele naszych zachowań, przyzwyczajeń nam szkodzi – trzyma w miejscu i nie pozwala się rozwijać.

A ty chcesz w końcu ruszyć do przodu? Zmienić swoje życie? Jeśli tak, musisz zrobić jedno – przestać tracić energię na niepotrzebne rzeczy, które tylko cię ograniczają, blokują. Zaraz zapytasz: „A co to takiego?”. Proszę bardzo.

Próbowanie zdobycia akceptacji i miłości ludzi, którzy nie zamierzają cię kochać.

Udowadnianie innym, że mogą coś zrobić, choć oni w ogóle nie chcą się rozwijać.

Spełnianie oczekiwań swojego młodszego „ja”, które nadal wyobraża sobie, że twoje życie będzie wyglądać jak bajka. Wybacz sobie, że takie nie jest i weź to, co tu i teraz.

Unikanie emocji, których nie chcesz czuć. To mechanizm obronny przed zderzeniem się z prawdziwymi problemami. Tyle tylko, że to sposób nieskuteczny, bo tak nigdy sobie nie pomożesz.

Wyobrażanie sobie, co złego może się w twoim życiu zdarzyć, niż myślenie o tym, żeby wszystko poszło dobrze.

Skupianie się na swoich porażkach, bo wydaje ci się, że jeśli się za nie wystarczająco wstydzisz, zmienisz się.

Powracanie i analizowanie konfliktów, które już były, minęły. Nic nie zmieni myślenie: „co by było gdyby”.

Skupianie się na życiu innych i wytykanie im, co robią źle – masz niewystarczającą wiedzę, żeby dokonywać takich ocen.

Spędzanie czasu z ludźmi, których naprawdę nie lubisz tylko dlatego, że boisz się, że będziesz sama.

Tkwienie w związku, w którym nie jesteś szczęśliwa, tylko dlatego, że boisz się odejść.

Tracenie drogocennych minut i godzin życia na wybudzeniu się z odrętwienia uczuć, które są dla ciebie niewygodne, zamiast je przyjąć, i pozwolić pokazać po co i dlaczego się pojawiły.

Mocne trzymanie się przestarzałych opinii innych. Ludzie się zmieniają, nie zapominaj o tym.

Poświęcanie czasu na planowanie niż na działanie.

Staranie się, żeby wszystko wyglądało idealnie dla innych, zamiast budować swoje życie takim, jakim naprawdę chcesz, żeby było.

Zastanawianie się, dlaczego nie dostałaś tego, czego chciałaś. Może warto wziąć pod uwagę, co i dlaczego cię przed tym chroniło?

Przekonanie, że zawsze wiesz, co jest najlepsze.

Unikanie zmian.

Plotkowanie jako sposób na towarzyskie życie. Jeśli wśród twoich znajomych nie ma lepszego tematu, może czas ich zmienić?

Bycie zbyt dumnym, żeby rozwiązać konflikt i pójść na kompromis.

Bycie zbyt dumnym, by przyznać rację komuś innemu.

Bycie bardziej zaangażowanym w to, by odnieść sukces, niż by być szczęśliwym i dobrym.

Spełnianie cudzych oczekiwań na twój własny temat.

Zapominanie, że przyszłość może być lepsza niż teraźniejszość i że to ty jesteś jedyną osobą, która może coś zmienić.

Czy któraś z tych rzeczy jest ci dobrze znana? Może czas coś zmienić i… ruszyć do przodu.


Zobacz także

Po czterdziestce warto nieco przyspieszyć krok

11 rzeczy, których lepiej nie robić na pusty żołądek

KOmma Lika- gra partnerstwo

Myślisz, że jesteś dobrym partnerem na życie… A czy masz odwagę to sprawdzić? Zagrajmy!