Picie wina pobudza nasz mózg bardziej niż rozwiązywanie trudnych zadań matematycznych – twierdzą naukowcy

Redakcja
Redakcja
7 maja 2018
Fot. iStock/AzmanL
Fot. iStock/AzmanL
 

Okazuje się, że picie wina to idealny trening dla mózgu, angażujący więcej szarych komórek niż jakiekolwiek inne ludzkie zachowanie. Tak uważa jeden z wybitnych neurobiologów doktor Gordon Shepherd z uniwersytetu medycznego w Yale. Uważa on, że wąchanie i analizowanie wina przed jego wypiciem wymaga „doskonałej kontroli nad jednym z największych mięśni w ciele”. 

Degustacja wina sprawia, że misterne mięśnie języka działają razem z tysiącami receptorów smaku i zapachu. Cały proces angażuje mózg bardziej niż słuchanie muzyki czy rozwiązywanie trudnych zadań matematycznych, twierdzi naukowiec.

Dr Shepherd spędził wiele lat badając, jak ludzki mózg przetwarza smak. Dzisiaj uważa, że odczucia smakowe są o wiele bardziej subiektywny niż wcześniej sądzono, ponieważ każdy używa własnego układu odniesienia do przetwarzania smaku, który jest „w dużym stopniu zależny od naszych własnych wspomnień i emocji oraz od towarzystwa” Shepherd podaje, że smak nie jest zawarty w samym winie, jest tworzony przez mózg degustatora.

Oczywiście uprzedza przed zbyt dużą ilością spożywania wina. Kac niestety nie wpływa korzystnie na nasz mózg.

I co wy na to?


źródło: Independent

 

 


18 rzeczy, które możesz kontrolować w swoim życiu, nawet jeśli myślisz, że jest inaczej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 maja 2018
Fot. iStock/Jasmina007
Następny

Nie zawsze możemy kontrolować to, co dzieje się w naszym życiu. Czasami wszystko idzie dobrze i nagle coś się psuje, kompletnie nas tym zaskakując. Życie jest pełne zwrotów akcji, wzlotów i upadków. Często zdarza się, że jesteśmy wyczerpani ilością rzeczy, którym musimy sprostać, by przejść do następnego dnia. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że marnujemy naszą cenną energię, koncentrując się na sytuacjach, które są poza naszą kontrolą. Istnieje wiele aspektów życia, których nie możemy zmienić, ale to nie znaczy, że jesteśmy bezsilni.

Nie możesz kontrolować wszystkiego, ale zawsze możesz mieć pod kontrolą co najmniej 18 rzeczy w swoim życiu:

# 1 – Twój poziom uczciwości

Podczas, gdy znajdujesz się w sytuacji, w której możesz zachować się nieuczciwie, to ostatecznie ty decydujesz, jak zareagujesz. Nikt nie może zmusić cię do kłamstwa lub oszukiwania innych.

# 2 – To, czy prosisz o pomoc

Nasze życie pełne jest wyzwań i trudności. Jeśli walczysz, tylko ty możesz poprosić o pomoc tych, którym ufasz najbardziej.

# 3 – Twój poziom sprawności

Otrzymujesz tylko jedno ciało, które warto by było zdrowe i w optymalnej kondycji. Możesz wybrać, jaki sport chcesz uprawiać, by ciało ci służyło przez długie lata.

# 4 – Osądzanie innych

Wybór, czy osądzać ludzi wokół siebie, jest całkowicie w twoich rękach. To nic pozytywnego w twoim życiu, ale to ty decydujesz czy chcesz się angażować w ten zły nawyk.

# 5 – Twoje przekonania

Podczas, gdy inni mogą próbować wpływać na twoje przekonania lub otwierać oczy na nowe pomysły, pod koniec dnia tylko ty masz zdolność decydowania o tym, co widzisz jako prawdę w swoim życiu.

# 6 – Twój sen

Sen jest konieczny, aby pozwolić ciału odpocząć, zregenerować siły i przygotować się na kolejny dzień. Ilość i jakość snu jest zawsze pod twoją kontrolą.

# 7 – Podejmowanie ryzyka

Przez całe życie mamy możliwość podejmowania ryzyka i wychodzenia ze strefy komfortu na każdym kroku. To, czy skorzystamy z tych możliwości, czy nie, zależy od nas.

# 8 – Twoja postawa

Możesz nie być w stanie kontrolować tego, czego doświadczasz, ale masz pełną kontrolę nad tym, jak chcesz na to zareagować.

 

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

 

 

„Sorry Kochanie, ja po prostu znam go lepiej”. Przyjaciółka mojego chłopaka zatruwa mi życie i nie wiem jak to przerwać

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2018
Następny

Była między nami od zawsze. To znaczy, odkąd go znam. Na tyle ważna, by pojawić się w jego opowieściach już na naszej pierwszej randce. Na tyle istotna, by przedstawił mi ją w drugim tygodniu naszego „bycia razem”. I właśnie – nie „obok”, nie „w pobliżu”, ale zawsze między nami, tak to odczułam. Przyjaciółka mojego faceta. Osoba, o której on mówił, że jest jedynie najlepszym kumplem, że nie widzi w niej kobiety i powtarzał, że w żaden sposób nie jest dla mnie konkurencją. Ktoś, kto uświadomił mi jak bardzo mocno potrafię nienawidzić. Ktoś, kogo obecność rzuca cień na mój związek, odbiera mi pewność siebie.

Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie „jestem z nim szczęśliwa”. Dziwne, prawda? Mam naprawdę wspaniałego faceta, troskliwego, opiekuńczego. Mężczyznę, z którym świetnie się rozumiem, który planuje nam wspólną przyszłość. A jednak, kiedy myślę o nim wiem, że ona nie odpuści, że będzie starała się nam ją planować razem z nim. Że kiedy się zaręczymy, będzie doradzała nam, gdzie urządzić przyjęcie weselne i w jakiej sukience bardziej mu się spodobam. Ba, ona wybierze pierścionek zaręczynowy. I co gorsza, on jej posłucha.

Pierwsze spotkanie z przyjaciółką Michała było… dziwne. Siedzieliśmy we trójkę w kawiarni, ona wypytywała mnie jak podczas rozmowy o pracę: „A co będziesz robić za 10 lat?”, „Ale myślisz, że moglibyście stworzyć rodzinę?”. Dość intymne pytania jak na kogoś, kogo widzisz pierwszy raz w życiu. Zestresowana, odpowiedziałam coś zdawkowo, ale wrażenie zostało.  Już wtedy miałam wrażenie, że mnie sonduje, że od jej opinii zależy, czy będziemy się nadal spotykać z Michałem, czy nie. A poza tym – wpędziła mnie w kompleksy. Wysoka, szczupła o długich jasnych włosach. Moje przeciwieństwo.

Widziałam, jak wymieli kilka spojrzeń, a może mi się tylko wydawało. Jasne, że poczułam jakąś dziwną zazdrość, bo więź między nimi była ewidentna. To absolutnie nie jest uczucie, którego się spodziewasz w pierwszych dniach związku. A miało być jeszcze gorzej.

Wkrótce okazało się, że przyjaciółka Michała odgrywa w jego życiu naprawdę dużą rolę. Pomijając wysyłane do niego kilkanaście razy w ciągu dnia wiadomości, zdjęcia z podróży służbowych, telefony o dziwnych porach, konsultowała z nim dosłownie wszystko. I nieważne, że Michał, gdy byliśmy razem, tych telefonów często nie odbierał. Kiedy już odebrał, słyszałam jak się jej tłumaczy, że jest ze mną i „nie może teraz…”. Kiedy protestowałam, że nie, że OK, chętnie posłucham, może pomogę, zbywał mnie słowami „zanudziłabyś się, to nasze sprawy, nic ciekawego”. A ja nie chciałam, żeby mieli swoje sprawy. A przynajmniej, żeby nie mieli ich TYLE.

Kiedy ze sobą zamieszkaliśmy, ona była pierwszą osobą, która nas odwiedziła. Skrytykowała wybór kanapy, ustawienie stołu w salonie i wyśmiała kolekcję moich ukochanych kryminałów („o, ty to naprawdę czytasz?”).

Wszystko to niby żartobliwie, ale kiedy wyszła, Michał zagadnął całkiem serio: „A może byśmy spróbowali z tym stołem w drugą stronę?”. Może to śmieszne, ale trzasnęłam drzwiami i wyszłam na godzinny spacer. A kiedy wróciłam, nie potrafiłam mu powiedzieć, dlaczego. Dlaczego mam dość jego przyjaciółki w naszym życiu. Dlaczego nie mogę spędzić z nim weekendu nie zastanawiając się, czy ona nie wyskoczy z propozycją wycieczki rowerowej, a on natychmiast na to przystanie. Dlaczego, kiedy wybieramy się na imieniny do jego matki, Michał ma już gotowy prezent, bo ona pomogła mu go wybrać.

Czasem słuchając ich rozmów, wspomnień dotyczących wspólnych znajomych, przeżyć, wyjazdów czuję się dosłownie jak piąte koło u wozu. Czasem mam ochotę wykrzyczeć, że mam dość tego dziwnego trójkąta. Czasem (tak jak wtedy, gdy zadzwoniła do mnie przypominając o  imieninach Michała i zasugerowała mi od razu, co powinnam mu kupić), odpowiedzieć zbyt głośno „dzięki, poradzimy sobie bez ciebie”. Dużo kosztowało mnie to jedno zdanie. Ale zaraz potem przyszedł SMS: „Sorry, kochanie, mam nadzieję, że się nie gniewasz, ja po prostu znam go lepiej”.  W głowie ruszyła lawina myśli. Co to znaczy „lepiej”? W jakich sytuacjach go poznała? Spali ze sobą? Tak czy siak, teraz jesteśmy razem, to nasz związek jest priorytetem. I ten związek się za chwilę skończy, jeśli ta sytuacja będzie trwała.

Tamtego dnia nalałam sobie wina do kieliszka i zadzwoniłam do Michała z zamiarem poważnej rozmowy. Powitały mnie krótki, przerywane sygnały. Zajęte. To przyjaciółka zadzwoniła się poskarżyć. „Mogłabyś być milsza dla Kaśki – powiedział mi wieczorem – To naprawdę życzliwa osoba”. Odpowiedziałam milczeniem. Znowu.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Fot. iStock/YinYang

Jak przetrwać żałobę, nie oszaleć i pamiętać?

Fot. iStock/MediaProduction

Nie możesz doczyścić brudnego piekarnika? Wypróbuj ten sposób

Fot. Materiały prasowe

Codziennie na serce umiera w Polsce około 250 kobiet. Kampania „Całym sercem z kobietami”