„Pan Bóg będzie nas sądził”, więc czy Bóg istnieje? W kościele azyl znaleźli sprawcy najgorszych z możliwych krzywd

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 maja 2019
Fot. iStock/Avalon_Studio
 

Obejrzałam „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich. Nie zaskoczyły mnie już wypowiedzi ofiar. Wiem, do czego są zdolni dopuścić się dorośli wobec dzieci. Wiem, bo rozmawiałam z Anią, której brat kazał zlizywać dżem ze swojego penisa, gdy ona miała 10 lat. Wysłuchałam historii Joli, którą wykorzystywał ojczym, historii Marka, którego oprawcą był nauczyciel muzyki. Znam te historie. Wiem, do czego dzieci były zmuszane. Rozmawiałam z psychologami, traumatologami. To, co spotkało ofiary wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie, odbija się ogromnym piętnem w ich dorosłym życiu, niszczy ich. Tego nie da się wymazać, zapomnieć, ciało przypomina, kiedy masz 30, 40 lat, budzisz się i nie wiesz, co się dzieje, skąd te emocje, strach, obrzydzenie. Niszczysz siebie i swoje życie nie zdając sobie sprawy ze źródła tego procesu. Są ci, którzy znaleźli w sobie siłę i chęć poznania prawdy o sobie, a tym samym zmierzenia się z traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa. Dzieciństwa, które powinno był pełne dobroci, miłości i poczucia bezpieczeństwa. A stało się koszmarem, którego nikt z nas nie chciałby doświadczyć.

Brat Ani żyje i ma się dobrze. Ona powiedziała rodzicom, nie uwierzyli… Każą jej siadać koło brata podczas bożonarodzeniowej wigilii i składać mu życzenia, opiekować się jego dzieckiem.

Ofiarom wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie mało kto wierzy. Bo przecież to przyjaciel rodziny, czasami najbliższa osoba, ktoś, kto się tobą zajmuje, kto poświęca ci czas, kto krzywdy nigdy by nikomu nie zrobił. Ale robi. I tak, zgadzam się, że pedofilia, a raczej wykorzystywanie seksualne dzieci, bo nie każdy oprawca jest pedofilem, nie dotyczy jedynie kościoła. Ale to właśnie w kościele azyl, schronienie i wsparcie powinny otrzymać ofiary tych niemieszczących się nam w głowach zachowań.

Ksiądz jest jak Jezus – pada w filmie, jest kimś, kogo należy słuchać, ufać, kto zna tajemnicę kościoła, kto co niedzielę umie zamienić wodę w wino, kto nigdy w życiu się nie skrzywdzi, bo przecież głosi dobro, mówi o miłowaniu, o miłosierdziu, jest pierwszym po Bogu, który dla ludzi chciał jak najlepiej. Tak myśli dziecko. Dziecko, które ksiądz dotyka na lekcjach religii, przed kim się obnaża, kogo uczy masturbacji, kogo zapoznaje z seksem oralnym, kogo gwałci.

Napisała do mnie jedna z ofiar wykorzystywania seksualnego, z którą kilka miesięcy temu rozmawiałam: „Gdyby Twoje dziecko tak potwornie skrzywdził zwykły człowiek – nauczyciel, lekarz, policjant, czy przedstawiciel innego zawodu – nie ustałabyś w konsekwentnym szukaniu sprawiedliwości. Co bardziej gwałtowna osoba, pewnie osobiście, próbowałaby wymierzyć sprawiedliwość. Na wsi pedofila – sąsiada, zadźgaliby widłami. W mieście skutecznie by mu obrzydzili życie. Czasem wystarczy choćby cień podejrzenia rzucony na osobę świecką, a rozpętuje się wręcz ,,trzecia wojna światowa”. Co dzieje się jednak, gdy pedofil to kapłan ? Kapłan przestaje być zwykłym człowiekiem. Jest traktowany jak ,,nadczłowiek”. Istnieje powszechne przyzwolenie na to, że jakby wolno mu więcej. (…) Kościół stał się azylem dla ludzi, którzy w zwykłym środowisku byliby potraktowani nader surowo i bez zbędnych ceregieli”.

I to uderza w dokumencie braci Sekielskich z całą mocą. Z jednej strony mamy ofiary, które mierzą się nieustająco z tym, co je spotkało. Z drugiej całkowitą ignorancję księży. To, co na mnie zrobiło największe wrażenie, to brak skruchy, brak potrzeby zrozumienia, empatii. Jak można księdza z wyrokiem za wykorzystywanie seksualne, wysyłać na rekolekcję dla dzieci, podczas których mówi, że to trudny czas dla księży, bo wszyscy się ich czepiają? Jak proboszcz przyjmujący takiego księdza może nie zostać poinformowany o jego przeszłości. Jak to się dzieje, że koledzy w sutannach nie są informowani o tym, czego dopuścił się ich przyjaciel w wierze? Jak to jest, że inny ksiądz, także z wyrokiem, spowiada ludzi? On? On, który tak potwornie skrzywdził dzieci, teraz wysłuchuje grzechów innych i daje im rozgrzeszenie? Jak to jest, że ksiądz, o którym wiadomo było, że wykorzystuje chłopców, zostaje przeniesiony do innej parafii z zaznaczeniem, że jeśli dopuści się ponownie tych czynów, zostanie zwolniony z obowiązków kapłańskich? Dziecko popełnia samobójstwo, inne podejmuje taką próbę. Ile dzieci pada ofiarą jednego księdza, który mówi: „Przecież prosiłeś, żebym cię trochę popieścił”. Bez wytrysku nie było grzechu. Nie było grzechu, jeśli jeden z księży zastanawia się, czy wykorzystywanie seksualne siedmioletnich dziewczynek nie było objawieniem miłości ojcowskiej? Chce swoją ofiarę pocałować w rękę w ramach przeprosin? Oni nie rozumieją, co zrobili. Nie mają świadomości, że ich czyny są złem, złem w najczystszej postaci. Jeden z nich mówi: „Pan Bóg będzie nas sądził”. Nasuwa mi się pytanie, że jeśli Bóg ma sądzić, to może Boga nie ma, tak jak nie ma lęku przed jego sprawiedliwością. Gdyby wierzyli w Sąd Ostateczny, w to, że życie wieczne zależne jest od tego, jak żyją tu na ziemi, dopuściliby się tego wszystkiego? Nie boją się piekła, którym tak chętnie nas straszą?

A co z najwyższymi kapłanami kościoła? Z biskupami, arcybiskupami? Oni także uważają, że winnych wykorzystywania seksualnego osądzi dopiero Bóg? Że oni zasługują jedynie na boską sprawiedliwość, a ta nasza, ziemska nie ma znaczenia? Otóż ma. Dla ofiar, dla kolejnych dzieci, które z ufnością przychodzą do księży na oazy, schole, przygotowania do pierwszej komunii. Przychodzą i słyszą: „Tylko nie mów mamie”. Nie wiedzą, co się dzieje, nie mają świadomości, że to coś złego, bo przecież to ksiądz, ksiądz nie krzywdzi.

A potem, gdy w dorosłym życiu przyjdzie im się zmierzyć z traumą, gdy zdobędą się odwagę, by zgłosić przestępstwo, będą musiały przysiąc na Boga, że nikomu nie powiedzą o tym, co je spotkało, przysięgnąć przed księdzem, bez świadków, że nie wyjawią swoich zeznań. Nie będą wiedzieć, czy ich oprawca poniósł karę, czy zostały wobec niego wyciągnięte konsekwencje. Nie będą wiedzieć, bo nigdy nie będą stroną w sprawie.

Rzygać mi się chce. Jest mi niedobrze, kiedy patrzę na to poklepywanie się po plecach, na te wymieniane pocałunki. Jakby szeptali sobie na ucho: „Nie martw się, ochronimy cię, nic ci nie grozi”. Nam natomiast mówią, że przecież ostatecznie w człowieku została skłonność do złego, która w każdym z nas drzemie. Także w księdzu, dlatego kościół daje mu przyzwolenie do gwałcenia dzieci. To przecież pozostałość po grzechu pierworodnym.

P.S. Teraz za późno jest na „przepraszam”. Niewielu nabierze się na piękne słowa w oświadczeniach. To czas, żeby podjąć działania, tylko czy nasz polski kościół w ogóle tego chce?


Sekielski pokazał, jak polski kościół stoi ponad prawem…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 maja 2019
Fot. YouTube / SEKIELSKI
 

Sekielski pokazał, jak polski kościół stoi ponad prawem… Nie po drodze mi z takim kościołem. Nie chcę być jego częścią. W takim kościele, nie ma Boga ani nawet zwykłej, świeckiej sprawiedliwości czy prawa.  Kościół pokazał się od najgorszej strony. Po obejrzeniu tego dokumentu, można śmiało powiedzieć, że tak jest. Skończyły się domniemania, opowieści kuzynek i ofiar, którym się nie wierzy.

Najbardziej przerażają mnie nie opowieści skrzywdzonych, a fakt z jaką starannością i uporem polski kościół kryje przestępców. Takie słowa nie będą już nigdy nadużyciem. Wysłannicy Boga na Ziemi, to raczej kiepsko działający sztab kryzysowy dużej korporacji. Nieważne, jakim kosztem. Nieważne, jak. Byleby się jakoś i tym razem udało.

Zastanawiałyśmy się w redakcji przed premierą, czy sprawcy naprawdę żałują tego, co zrobili. Po obejrzeniu tego filmu, myślę jedno. Oni nie żałują, oni tylko boją się kary… Sprawcy i hierarchowie polskiego kościoła. I wstyd mi, gdy kolejny raz czytam „Przepraszamy”.

Dzisiaj jedyne, co można zrobić, to nie obiecywać i przepraszać, bić się w pierś i mówić, że teraz już wszystko się zmieni, tylko bezwzględnie wyciągnąć konsekwencje od każdego, kto powinien je ponieść. Nie ma miejsca na jutro, dopóki nie naprawi się tego, co już się zdarzyło.

Jakim prawem zmusza się ofiary do utrzymania tajemnicy? Dręczy psychicznie w pokoju „jeden na jednego”? Każe przysięgać, że wszystko zostanie w tymże pokoju – wiedząc, że nikt nie kiwnie palcem, by sprawca poniósł konsekwencje?

Jakim prawem przestępca z prawomocnym wyrokiem sądu, w oczach kościoła jest ofiarą,  którą trzeba ratować w trudnej sytuacji?

Jakim prawem, w naszym kraju, w XXI wieku, tak ogromna instytucja może bez żadnych konsekwencji ukrywać przestępcę?!

Kodeks Karny, Art. 239. § 1. Kto utrudnia lub udaremnia postępowanie karne, pomagając sprawcy przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego uniknąć odpowiedzialności karnej, w szczególności kto sprawcę ukrywa, zaciera ślady przestępstwa, w tym i przestępstwa skarbowego albo odbywa za skazanego karę, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art. 304. Obowiązek zawiadomienia o przestępstwie
§ 1. Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję.

Dzisiaj nie da się już udawać, że to się nie dzieje. Że to co złe, to nie u nas.

Hołownia napisał na Facebooku, że ten film nie jest atakiem na kościół, tym atakiem było to, co robili księża i ich biskupi. Niestety nadal jest.

Nie mówcie, że to wszystko jest rozdmuchane, że takich księży jest niewielu – tak samo jak w każdym innym zawodzie. Owszem. Ale nie spotkałam się w innych zawodach z proceduralnym i codziennym ukrywaniem popełnianych przestępstw.

Obojętnie, w co wierzycie i komu. Czy macie krzyż w domu, czy nie. Czy brzydzi was tęczowa flaga czy cieszy. Ten film powinien obejrzeć każdy dorosły człowiek – choć nie każdy da radę unieść to, co za sobą niesie.

PS: Mierzi mnie, gdy czytam dziś nagłówki o tym, że Kaczyński obiecuje surowe kary za pedofilię… Naprawdę? Przez ostatnie cztery lata nikt na to nie wpadł?


Azjatycki przepis na szczupłą sylwetkę

Redakcja
Redakcja
12 maja 2019
Fot. Materiały prasowe

Kuchnia azjatycka ma w Polsce coraz większą rzeszę fanów. Jej popularność sprawia, że spróbować jej można niemalże w każdym mieście. Na sklepowych półkach już od dłuższego czasu znaleźć można też wszystkie składniki potrzebne do przygotowania tradycyjnych, azjatyckich potraw.

Kuchnia azjatycka ma bardzo wiele zalet. Nie tylko obfituje w bogactwo smaków, ma również walory zdrowotne. Dowodem na to są statystyki pokazujące, że w krajach azjatyckich nadwaga jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Także nowotwory i choroby układu krążenia nie są tam tak częste, jak w Europie czy Ameryce. Eksperci z światowej organizacji zdrowia twierdzą, że w dużej mierze jest to właśnie zasługa odpowiednej diety oraz składników, z jakich przygotowywane są potrawy.

Sztuka smażenia

Dania kuchni azjatyckiej są stosunkowo tłuste, w dodatku mięsa, ryby i warzywa smaży się na głębokim, mocno rozgrzanym oleju. Kluczowa jest jednak kwestia wyboru tłuszczu oraz technika smażenia, bowiem w przeciwieństwie do kuchni europejskiej, nie używa się tu masła, a olejów roślinnych – sojowego i sezamowego. Obfitują one w korzystne dla zdrowia, nienasycone kwasy tłuszczowe, które przyspieszają metabolizm i obniżają poziom złego cholesterolu we krwi. Ponadto większość potraw smażona jest na woku – krótko i w bardzo wysokiej temperaturze. Tak przyrządzone produkty zachowują większość swoich składników odżywczych.

Fot. Materiały prasowe

Ryba to podstawa

Jednym z podstawowych składników diety Azjatów są ryby morskie. To bogate źródło wspierających układ krążenia kwasów Omega-3. Oprócz ryb, w daniach kuchni azjatyckiej znaleźć można także drób, zazwyczaj kaczkę lub indyka, a rzadziej kurczaka, gdyż jest on uważany za mięso gorszego sortu, z dużą ilością niepotrzebnych antybiotyków.

Ryż – nie tylko lekkostrawny, ale też zdrowy

Ryż dostarcza dużej ilości węglowodanów złożonych, które powinny być podstawowym źródłem energii. Stanowi cenne źródło potasu, przez co spożywanie go pomaga regulować ciśnienie krwi, a dzięki zawartemu w nim magnezowi ukoi nerwy i poprawi koncentrację. Dodatkowo ryż zawiera także żelazo i cynk, co wpływa na poprawę odporności. Bogactwo ryżu to również witaminy z grupy B, regulujące pracę układu nerwowego, jak również witamina E, która chroni organizm przed wolnymi rodnikami oraz błonnik, mający wpływ na poprawę trawienia.

Przyprawy i dodatki dobre na trawienie

W kuchni azjatyckiej dominują wyraziste, ostre przyprawy – chili i imbir, które   wspomagają trawienie i ułatwiają spalanie tłuszczu. Czosnek reguluje poziom cholesterolu we krwi i działa bakteriobójczo oraz antynowotworowo. Podobne działanie mają grzyby shitake. Natomiast ulubiona przyprawa mieszkańców Azji, czyli trawa cytrynowa, pobudza i ożywia, z kolei mięta
i kolendra
mają działanie uspokajające.

 

Fot. materiały prasowe

Autorem komentarza jest Vinh Quang Tran, właściciel restauracji Meet&Eat w Galerii Mokotów oraz Tran Tran.


Zobacz także

Ile ja ci synu jeszcze tych drożdżówek przywiozę w życiu?

Patrycja Załug

Regulamin konkursu „Polko, pokochaj siebie prawdziwą”

Jedyna na świecie aplikacja, dzięki której sprzedasz swoje ubrania, kupisz nowe i będziesz modna jesienią