Otyłość to nie problem, tylko jego objaw

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
19 kwietnia 2017
Fot. iStock / Rostislav_Sedlacek
Fot. iStock / Rostislav_Sedlacek

Jak często zdarza Ci się słyszeć słowa ?

– Boli, weź tabletkę przeciwbólową !

– Wzdęło Cię, znam świetny preparat przeciwko wzdęciom !

– Jesteś zestresowana, weź coś na uspokojenie!

No i w końcu : Utyłaś, to schudnij !

Tak jak ból jest tylko objawem tego, że coś niepokojącego dzieje się w organizmie. Tak nadmierne kilogramy – to krzyk ciała, że dzieje się coś złego w ciele, duszy bądź środowisku życia. Dlatego najczęściej polecana dieta odchudzająca jest jedynie przysłowiową tabletką przeciwbólową – na ból zęba. Nie usuwa przyczyn problemu, często go potęgując. Pewnie znasz osoby, które mimo licznych diet, jakim się poddawały – wyglądają wciąż tak samo, lub jeszcze gorzej. To znaczy chudną owszem, by za czas jakiś przytyć ponownie, jeszcze więcej. To osoby, które uwierzyły, że wystarczy schudnąć aby pozbyć się problemu. Nie chcę, w tym miejscu pisać o licznych wadach „kuracji” odchudzających, których jestem zagorzałą przeciwniczką, jedynie podkreślić ich jałowy charakter w walce z plagą współczesności.

NIE WYLECZYMY NIKOGO Z OTYŁOŚCI, JEŚLI BĘDZIEMY SKUPIAĆ SIĘ NA REDUKCJI WAGI

To tak, jakbyśmy całą energię kierowali na to, by ząb już nie bolał, nie myśląc o tym, jak go uzdrowić. Uzdrowienie zęba, to z jednej strony usunięcie źródła choroby, z drugiej działania profilaktyczne – by pozostał zdrowy jak najdłużej. Znając przyczyny jego złego stanu, zwiększamy szansę na to, że będą to działania skuteczne. Podobnie z nadmierną ilością kilogramów, która najczęściej ma, dające się odnaleźć i nazwać przyczyny. Analiza tych przyczyn i dobrze opracowany plan zmiany – to pierwszy krok do sukcesu. Spadek wagi powinien być skutkiem działań podjętych na podstawie planu, a nie celem samym w sobie.

Dlatego uważam, że nie sposoby redukcji wagi powinny zaprzątać głowy specjalistów – a skutecznej diagnozy. Umiejętność analizy zebranych danych, i wspólne z klientem stworzenie planu działania, to podstawa na bazie, której można rozpocząć właściwą terapię. Coraz częściej tak się dzieje, chociaż w mojej ocenie wciąż za rzadko.

Dobry specjalista to osoba ciekawa Twoich problemów, patrząca na nie w sposób całościowy, która nie oddziela duszy od ciała. Problem otyłości jest problemem całego człowieka. Im więcej specjalista chce się dowiedzieć, w tym lepszych rękach jesteś.

GDZIE SZUKAĆ PRZYCZYN PROBLEMU Z NADMIAREM KILOGRAMÓW?

Coraz więcej wiemy o otyłości, przede wszystkim to, że przyczyny mogą być bardzo różne, lub wiele z nich może nakładać się na siebie.

Powinniśmy, więc szukać ich w ciele, psychice i środowisku.

Szukając ich w ciele warto rozważyć stan mikroflory jelitowej, stan układów hormonalnych, niedobory składników odżywczych, obciążenie organizmu toksynami, pasożytami, przyjrzeć się zdiagnozowanym chorobom, przyjmowanym lekom.

Analizując środowisko dobrze jest przyjrzeć się stopniu jego zanieczyszczenia, używanej na co dzień chemii ( zarówno tej do utrzymania domu w porządku, jak i tej służącej do codziennej higieny, pielęgnacji ciała). Nie mniej ważny jest styl życia ( praca, odpoczynek – aktywność ) oraz jedzenia ( jego jakość, ilość, regularność, złe i dobre nawyki). W końcu warto popatrzeć na najbliższą rodzinę (pierwotną), na jej przyzwyczajenia, przekonania dotyczące życia, jedzenia, szczęścia oraz wygląd jej poszczególnych członków.

Człowiek, nie zapominajmy o tym – obdarzony jest jedyną w swoim rodzaju ( odróżniającą go od reszty) psychiką, na którą składa się wiele skomplikowanych elementów. Obszary, które warto przeanalizować to: odczuwanie i podatność na stres, umiejętność radzenia sobie z emocjami, umiejętność zachowania równowagi między realizowaniem potrzeb innych a swoich, umiejętność zachowywania równowagi między pracą a odpoczynkiem, samoocena, wiara w osiąganie założonych celów, umiejętność odraczania gratyfikacji, poczucie sprawstwa i wiele innych.

Tylko całościowa analiza oraz umiejętność wskazania możliwych powodów problemu z nadmiarem kilogramów, pozwoli Ci wejść na ścieżkę prowadzącą do ich usunięcia. Jeśli będziesz pracować nad usunięciem przyczyn problemu, żadne diety odchudzające nie będą Ci potrzebne. Fakt, że droga do poradzenia sobie z problemem nie zawsze jest łatwa, zazwyczaj wymaga podejmowania wielu działań i zmiany dotychczasowego myślenia o sobie, świecie itp. Ale dobra wiadomość jest taka, że wejście na drogę zmiany i dojście do celu zależeć będzie przede wszystkim od Ciebie. Czas zatem poznać przyczyny swoich problemów z wagą i przejąć kontrolę nad ich usuwaniem. Kiedy przejmiesz kontrolę nad swoją drogą poczujesz, że żyjesz i już nigdy nie będziesz chciała oddać jej w ręce choćby najlepszego specjalisty od metamorfozy w siedem dni.


Jak nie myśleć o nadwadze? Zanim postawisz zbyt pochopnie cel – przeczytaj

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
25 kwietnia 2017
Fot. iStock / tevecoleimages
Fot. iStock / tevecoleimages

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie historie moich klientek, które zęby zjadły na licznych próbach odchudzania się, a mimo to dalej zmagają się z własnym ciałem.

Kiedy jednej osobie się nie powiedzie, można powiedzieć przypadek. Kiedy dziesięć postępuje podobnie, osiągając podobne rezultaty warto zastanowić się – co jest nie tak.

Co może być problemem? Moim zdaniem, w dużej mierze, to w jaki sposób myślą o własnym problemie z wagą i jakie cele sobie stawiają.

Jednym z pierwszych pytań, jakie zadaje osobie, z którą widzę się pierwszy raz jest: – Dlaczego chcesz to zrobić ( schudnąć) oraz, Co chcesz osiągnąć, jaki jest twój cel. Na tak zadane pytania, najczęściej pada odpowiedź; Źle mi z tym, co jest oraz chciałabym schudnąć x kilogramów.

Pozornie wszystko jest ok, większość osób tak właśnie widzi proces zmiany.

Jest mi źle z tą wagą, chcę to zmienić (czyli nie chce, żeby było mi źle), kiedy schudnę będzie mi lepiej.

Takie myślenie ma jednak bardzo wiele pułapek.

Nie podlega dyskusji, że duża waga to duży ciężar, także psychiczny. Rzadko komu jest z tym dobrze. Uwolnienie się od wagi jest, więc postrzegane jako uwolnienie się od problemu. Jest to jednak myślenie na skróty, które ( tak jak skrót lektury) pomija, jakże ważne niuanse.

Jest mi źle – schudnę będzie mi dobrze – nie mówi nic o przyczynach złego samopoczucia. Myślenie, w taki sposób pozbawia możliwości wnikliwej analizy prawdziwych przyczyn zastanego stanu rzeczy. Dlatego jedynym lekarstwem zdaje się pozbycie kilogramów. Kiedy schudnę moje problemy znikną.

Ale czy na pewno, przecież to, co doprowadziło do ich wzrostu pozostanie nierozwiązane. Pozbycie się nadmiaru kilogramów nie jest żadnym rozwiązaniem problemu, dlatego tak często kilogramy wracają. Warto zacząć myśleć, że dopóki nie rozwiąże swoich problemów – nie schudnę. A więc tym, z czym ci źle – to prawdopodobnie problemy, które doprowadziły cię do miejsca, w którym jesteś dziś.

Pamiętaj !!! STRATA KILOGRAMÓW NIE JEST ROZWIĄZANIEM PROBLEMU

Wczoraj zapytałam Kasię, z którą spotkałam się pierwszy raz, co chce osiągnąć. Jak większość osób odpowiedziała: Chcę schudnąć 20 kg najlepiej do listopada, bo wtedy mam wesele.

Cel Kasi jest prosty, mierzalny, określony w czasie i osiągalny, wydawałoby się idealny. Do stawiania takich celów namawiają specjaliści. Ale ma jedną podstawową wadę – nie dotyczy problemu (bo przecież nie waga jest problemem, to tylko objaw ). Skoro cel koncentruje się na liczbie, plan do jego realizacji też będzie koncentrował się na tym, jak tą liczbę osiągnąć. Będzie najczęściej się ograniczał do zastosowania jednej z metod odchudzania.

Jak pokazuje doświadczenie, tak postawiony cel ma także inny minus. Kasia, jak większość osób zakłada, że utrata wagi będzie stała. Wówczas postawienie takiego celu jest nie tylko niewystarczające ale wręcz szkodliwe. Zakłada bowiem, że zadanie zostało wykonane od razu po pojawieniu się na wadze pożądanej liczby. A przecież każdy, kto się odchudzał wie, że nie sztuką jest schudnąć lecz utrzymać ten efekt. Mózg jednak, mówiąc obrazowo odhaczył zadanie i przeszedł w stan odpoczynku. Mobilizacja na okres odchudzania się została zawieszona. Następuje odprężenie. Wiecie z jakimi skutkami.

Z tego właśnie powodu namawiam do stawiania celów w inny sposób. W jaki?

Zanim postawisz cel zbyt pochopnie, weź kartkę i podziel ją na pół. Po prawej stronie opisz miejsce, w którym jesteś dziś. Opisz je bardzo dokładnie. Zastanów się z czym jest ci naprawdę źle, co ci się nie podoba, co prowadzi cię w ramiona nadwagi. Po lewej stronie napisz – jak ( twoim zdaniem) być powinno, aby otworzyły się drzwi do prawdziwej zmiany.

Kasia wykonała to zadanie w taki sposób:

Jak jest:

– jestem gruba, smutna, zła, unikam ludzi, nie podejmuję wyzwań, nie jestem aktywna, nie rozwijam się, nudzę się, boję się przegranej, jem dużo słodyczy, jem jedzenie przetworzone, nie chce mi się gotować, nie chce mi się robić zakupów, nie dbam o otoczenie jedzenia i wiele innych

Jeśli założymy, że wszystkie te czynniki prowadziły Kasię w objęcia nadwagi, czyli były problemem, to zmiana ich, praca nad nimi powinna ten trend odwrócić. Nie jest to jednak praca od dziś – do za pół roku. Jest to praca na zawsze, bo na zawsze Kasia chce rozwiązać swoje problemy. Rozwiązując te problemy ma duża szansę, że objawy ( zbyt duża ilość kilogramów) zmniejszą się lub cofną.

Jak będzie:

– będę Panią swoich emocji

– wyjdę do ludzi bez względu na to, jak wyglądam

– wyznaczę cele rozwojowe na miarę swoich możliwości

– rozpocznę aktywność sprawiającą mi przyjemność i będę ją kontynuować

– będę gotować proste rzeczy

– jeść będę uważnie i w spokoju

Realizacja tego celu wymaga stałej kontroli, czy jesteś wciąż na dobrej drodze, czy nie zbaczasz. Nie ma określonego czasu zakończenia, bo zakłada, że zmiana będzie na stałe. Nie można powiedzieć sobie stanę się Panią swoich emocji do listopada, lub wyjdę do ludzi do lipca. Bo to ciągły proces, który podlega zmianom zachodzącym w człowieku przez całe życie. Dlatego cały czas wszystkie te cele trzeba weryfikować, ale przede wszystkim mieć je na względzie.

Następnym krokiem, który postawi Kasia będzie ułożenie planu działania dla każdego celu. Planu, który będzie stanowił wizualizację drogi, jaką trzeba pokonać, aby ten cel osiągnąć.
Ale to już materiał na inny tekst.

Pamiętaj: CELE KRÓTKOTERMINOWE PROWADZĄ DO KRÓTKOTERMINOWYCH EFEKTÓW


Jeść czy nie jeść, czyli świąteczny ból głowy

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
14 kwietnia 2017
Fot. iStock / M_a_y_a
Fot. iStock / M_a_y_a

Przed nami czas świątecznych dni, który nierozerwalnie łączy się z suto zastawionym stołem. I choć tę tradycje tu i ówdzie, ci i owi starają się przełamać, trzyma się ona mocno.

A zatem, świętowanie to synonim siedzenia przy stole i zaspokajania potrzeb podniebienia. Ci, którzy do tej pory próbowali się ograniczać, walcząc z nadmiarem kilogramów przeżywają prawdziwe katusze stając przed dylematem – jeść czy nie jeść.

Większość w końcu ulega rzucając do kąta swoje postanowienia. Kąt musi być koniecznie ciasny, żeby z niego te postanowienia nie wyszły, powodując dyskomfort podczas delektowania się smakołykami.

Wcześniej czy później jednak pojawia się refleksja, która pociąga za sobą sznur utkany z poczucia winy. Poczucie winy, niczym kokon owija szczelnie winowajcę, aby ten przypadkiem nie próbował się wymigać od odpowiedzialności.

Skoro dał się ponieść poezji smaku, musi teraz zejść do piekła wyrzutów sumienia. I tak kończy się świąteczna idylla.

Czy to Święta Zmartwychwstania, Bożego Narodzenia, czy po prostu imieniny cioci Heli, weekend majowy lub wesele Tomka – wszystkie one psują szyki odchudzającym się. Wszystko było by prostsze, ( czytaj odchudzanie) gdyby nie ten świąteczny czas.

Kiedy podejmujemy postanowienie o zmianie nawyków żywieniowych, optymistycznie zakładamy, że oto trwać będziemy w nałożonych przez siebie ramach, bez względu na okoliczności. Założenie to z gruntu jest fałszywe i faktycznie krzywdzące osobę, która takie założenie przyjmuje.

Zamykając się na świąteczny czas, unikając go, bojąc się go – najczęściej tylko wzmagamy pragnienie, przeżywamy poczucie niesprawiedliwości ( inni mogą, ja nie), czujemy się wyalienowani, co gorsza niezasługujący na oddech od codzienności ( nawet jeśli to oddech z pełnym żołądkiem). A czas świąt przecież, to zatrzymanie się, chwila inna od powszedniości, zazwyczaj uroczysta i połączona wiecznym węzłem z celebracją pożywienia.

Skoro tak jest, dlaczego nie włączyć tego czasu do planu swojej zmiany ( lub odchudzania – jeśli ktoś woli), czy dobre nawyki żywieniowe oznaczają wieczny post.

Nic bardziej błędnego – tu tak, jak wszędzie obowiązuje zasada równowagi. Samokontrola,w tym także wola, będzie miała łatwiej, jeśli święta będziemy traktować jak święta.

I słyszę już te głosy, że przyzwolenie na jedzenie uruchomi lawinę. A czy lawiny nie uruchomi zakaz ? Skoro i tak, większość się złamie i przy tym stole zasiądzie, tyle że z poczuciem wstydu i winy.

W takiej sytuacji łatwiej stracić panowanie nad sobą, ponieważ gdy już zaczniemy jeść, nie chcemy pamiętać o tym, co do tej pory przed jedzeniem nas powstrzymywało. A te wszystkie oskarżenia pod swoim adresem, w czymś po fakcie pomogą? Raczej chyba tylko w pogorszeniu samooceny.

Dlatego nie dziwcie się, że jestem zwolenniczką świętowania, bez wyrzutów sumienia, bez względu na etap zmiany nawyków. Bo przecież świętowanie nie oznacza brak hamulców w jedzeniu ( te najczęściej zawodzą, jeśli stawiamy sobie zakazy) – oznacza przyzwolenie na radość, by potem z nabytą siłą, powrócić na obraną drogę. Zauważcie na koniec, jak powraca się po porażce ( „miałam nie jeść a najadłam się, jestem do niczego”), a jak po mile spędzonym czasie – chyba z większą ochotę i siłą