Oskarżone o „czarną bluzkę”… Nauczycielki muszą tłumaczyć się przed komisją dyscyplinarną. Dokąd zmierzamy?

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
10 lutego 2017
Oskarżone o "czarną bluzkę"... Nauczycielki muszą tłumaczyć się przed komisją dyscyplinarną. Dokąd zmierzamy?
Fot. Flickr/Iga Lubczańska / CC BY 2.0

Podczas październikowego, czarnego protestu dziesięć nauczycielek z Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu przyszło do pracy ubrane na czarno. W czasie przerwy, gdy nie opiekowały się dziećmi, zrobiły sobie zdjęcie i pokazały je na Facebooku. Fotka nie podobała się jednemu z kolegów, który o całej sprawie doniósł nie tylko do kuratorium, ale także do MEN. Rozpętała się burza, a przeciwko kobietom wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Ja podaje Dziennik Zachodni, postawiono im zarzut „publicznego manifestowania swoich poglądów związanych z poparciem dla zorganizowanego w tym dniu na terenie całego kraju protestu dotyczącego zmian przepisów w zakresie prawa do aborcji.” Groziła im za to nawet utrata pracy.Dzisiaj, w piątek przed Śląskim Kuratorium Oświaty w Katowicach stawiła się jedna z nich, Aleksandra Piotrowska. Szczęśliwie została uniewinniona. Nie uchybiła godności zawodu nauczyciela.

Komisja dyscyplinarna uznała, że każdemu obywatelowi RP zapewnia się wolność sumienia i religii oraz wyrażania swoich poglądów. Zaznaczyła jednocześnie, że etyka zawodu nauczyciela wymaga szczególnego wyczucia w wyrażaniu publicznym swoich poglądów. Czyli niby nie ukarała, ale pogroziła palcem.

W tej chwili można by uznać, że całe zamieszanie wokół zdjęcia było tylko burzą w szklance wody i zamknąć temat. „Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”

Wydaje mi się jednak, że spuszczenie nad tą sprawą zasłony milczenia byłoby znacznym uproszczeniem. Po pierwsze fakt wszczęcia postępowania dyscyplinarnego na podstawie donosu za bardzo przypomina niechlubne czasy PRL. A fakt, że kuratorium nie zignorowało tego donosu, nie machnęło ręką i nie puknęło się w czoło, świadczy o tym, że ryzyko, iż ktoś za ujawnianie swoich poglądów na prywatnym koncie może stracić pracę, jednak istnieje. Zastraszono pracowników szkół? Z pewnością tak. Na przyszłość każda nauczycielka trzy razy się zastanowi, zanim zdecyduje się na bluzkę takiego a nie innego koloru.

Sporo mówi się ostatnio o klauzuli sumienia. Dyskutujemy, czy ginekolog może mieć prawo do odmawiania dokonania aborcji czy przepisywania antykoncepcyjnych środków hormonalnych. Pytamy, czy prawo do klauzuli sumienia ma lekarz-genetyk, który bada chore dzieci? Osoby o konserwatywnych poglądach bronią tych lekarzy twierdząc, że żyjemy w kraju, w którym wolność sumienia i wyznania gwarantuje nam przecież konstytucja. I lekarz też ma do tego prawo.

Ile ludzi, tyle opinii. Ja uważam, że trudno zmuszać lekarza do postępowania wbrew sumieniu. Jego wybór. I wybór każdej z nas. Możemy wybrać takiego, który klauzulą sumienia się nie zasłania. I wydaje mi się, że problemu ze sprawami światopoglądowymi nie powinno być aż do czasu, gdy byłby to jedyny lekarz przyjmujący np. w gminnym ośrodku zdrowia. Bo wtedy pacjentki są zmuszone do przyjęcia za własne poglądów lekarza. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. A to już nie fair.

Ale ze swoim wysoko tolerancyjnym podejściem do klauzuli sumienia, trudno mi się zgodzić z tym, że ktoś odmawia prawa do własnych przekonań i kierowania się własnym sumieniem nauczycielkom. Czy to ma oznaczać, że prawo do klauzuli sumienia ma lekarz, ale nauczyciel już nie? Albo że prawo do ujawniania własnych poglądów ma tylko ten, kto ma poglądy „słuszne?” Albo żyjesz zgodnie z zasadami głoszonymi przez partię rządzącą, albo będziesz mieć kłopoty? Tak już mieliśmy. I wcale nie był to dobry czas dla tego kraju i żyjących w nim ludzi.

Trudno jednak dyskutować z faktem, że nauczyciel jest zawodem szczególnym. Z pewnością nie chciałabym, żeby na lekcje do mojego dziecka przychodziła nauczycielka wyglądająca jak przydrożna tirówka. Albo nauczyciel w damskich fatałaszkach i w pełnym makijażu. Ale dlaczego miałabym się zastanawiać nad tym, w jakie ciuchy wskakuje nauczyciel po przyjściu do domu. Nie jest moją sprawą, czy zakłada sukienkę w kwiatki czy w kratkę. Nie obchodzi mnie, czy wspomniana wyżej nauczycielka przegina się kusząco przed mężem lub kochankiem. Mnie obchodzi to, co robi w szkole a nie w swoim domu.

Oczywiście gdyby ci nauczyciele po pracy leżeli pod szkołą pijani w rowach i dzieci by na to patrzyły, to też by mi się nie podobało. Ale od czarnych bluzek do pijaństwa droga daleka. One nie zrobiły nic zdrożnego na oczach swoich uczniów. A czarna bluzka to jeszcze nie przestępstwo.


„Wiesz, gdy w końcu uwalniasz się z piekła, to zwykła cisza, staje się rajem”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
10 lutego 2017
Fot. iStock/Fot. iStock / ArminStautBerlin
Fot. iStock/Fot. iStock / ArminStautBerlin

– Ktoś chyba zadzwonił na policję i powiadomił, że siedzimy na przystanku. Był środek nocy, bardzo zimno, miałam 10 lat. Seweryn, mój brat, niespełna pięć. Bardzo się baliśmy, ale wolałam uciec niż znowu oberwać. W pogotowiu opiekuńczym bardzo miła pani nam powiedziała, że teraz już nie musimy się o nic martwić, że zamieszkamy gdzieś, gdzie nikt nas nie będzie krzywdził. Ale, gdy zobaczyłam budynek, do którego nas zawieźli już po sprawie sądowej, poczułam się, jakby nas ktoś oszukał.

Dom dziecka to takie miejsce, do którego nikt nigdy nie chciałby trafić. To jedna z tych instytucji, o których myślimy, że najlepiej by było, gdyby w ogóle nie musiała istnieć. Niestety, każdego dnia trafiają tam dzieci w różnym wieku i z różnych przyczyn. Nie zawsze jest to alkohol i przemoc, choć niestety w większości przypadków z tego właśnie powodu, wychowuje się i dorasta tu większość podopiecznych. Marta spędziła w domu dziecka długie lata, odebrana wraz z młodszym bratem pewnej zimowej nocy.

– Naiwnym sercem dzieciaka marzyłam, że od razu trafimy do ludzi, którzy nas zaadoptują, pokochają i nie będą nas bić. Kiedyś na podwórku jedna dziewczynka, powiedziała mi, że jej mama tak mówiła, że tak dla nas byłoby najlepiej. A tymczasem my znaleźliśmy się w ogromnym domu z setką takich samych jak my – niechcianych, porzuconych, odebranych. I tak jak wtedy płakałam, bo nie chciałam tam być, tak dziś, myślę tylko jedno: całe szczęście, że wychowałam się w bidulu.

Marta jest dziś dorosłą kobietą i podwójną mamą, choć rodziła tylko raz. – To dlatego, że dostałam zgodę sądu, na zabranie do siebie mojego brata. Był to dla mnie priorytet, że jak tylko stanę na nogi, pierwsze co zrobię, to prawna opieka nad Sewerynem. Ale może po kolei.

Alkohol, wrzaski, obcy ludzie, szarpanie i strach to jedyne, co pamiętam z rodzinnego domu. Oczywiście, sąsiedzi zgłaszali i co jakiś czas panie z opieki zaglądały, ale zawsze kończyło się tak samo. Matka się ogarniała i udawała, że jest po prostu bieda, nic poza tym. Aktorka z niej była pierwszorzędna, płacz, strach o nas, błaganie o szansę. I tak w kółko. Była chwila taka dłuższa i chyba jedyna – około roku względnego spokoju. To wtedy, gdy urodził się Sewerynek. Nie wiem, dlaczego akurat przez te parę miesięcy nie dość, że sama nie piła to jeszcze nie pozwalała robić w domu menelowni. Tak było przez prawie całą jej ciążę, ona też piła rzadko. Czar jednak prysł bardzo szybko i wszystko wróciło ze zdwojoną mocą. Ona jakby chciała odbić sobie te parę miesięcy trzeźwości. Wlewała w siebie ogromne ilości, nie zwracała na nic uwagi, zwłaszcza na nas. Jak piła, lepiej było zejść jej z oczu. Czasem z pokoju nie wychodziliśmy po kilkanaście godzin. Sikałam do słoika, brat w pieluchę albo na dywan. Trzeźwa jeszcze gorzej, bo bardzo nerwowa, teraz wiem, że przez głód alkoholowy. Albo wyła. Nie płakała. Tylko zawodziła tak, że do dziś mnie to budzi w koszmarach. I wtedy ojciec ją tak strasznie bił i krzyczał. A potem nas. Wiesz, o czym marzyłam wtedy najbardziej? Żeby mieć takie ciastko, które wystarczy, że je zjesz i będziesz duża. Na tyle, żeby móc ochronić Sewerynka.

Wtedy zimą uciekliśmy, bo brat sikał w majtki ze strachu, gdy się zaczynały krzyki. Wzięłam go za rękę i poszliśmy, nikt nie zauważył. Nie chciałam siedzieć na klatce schodowej, bo jakby sąsiad zauważył, to by nas zaprowadził do domu. Ojciec by nas połamał. Poszliśmy na przystanek, było zimniej, niż myślałam. Siedzieliśmy tam długo, mały zaczął przysypiać, nie chciał mnie słuchać. Nigdy się tak nie bałam.

Potem chyba policja przyjechała, a za nią karetka. Cieszyłam się, Sewerynka dobudzili, nawet nie myślałam, gdzie nas wiozą. Byle najdalej od rodziców. Te procedury jakoś tak szybko poszły, a może byłam zbyt jednak przejęta, żeby pamiętać. Usłyszałam „dom dziecka” i zamarłam. Jak to – myślałam, przecież miała być rodzina, małżeństwo, które nie podnosi nawet głosu. W końcu upragnieni rodzice, dla których będziemy najważniejsi. A tu niewielki pokój, dzielony z trzema innymi dziewczynami. Brat w innej części budynku. Tak, widywaliśmy się, ale rozumiesz, ja miałam 10 lat. Co ja mogłam czuć? Jeszcze ten strach potęgował uczucie tego, że tam jest bardzo źle, że koleżanki nieprzychylne, a wychowawcy nieludzcy.

Każdy gest odbierasz jako atak. Miałam tak bardzo długo. Chyba to uczucie zawiedzenia, że niby lepiej, bo spokojniej. I jedzenie zawsze na czas, wyprane i książki do szkoły. Ale jednak nie to do czego w końcu odważyłeś się uciec. Dopiero, jak zobaczyłam, że się śmieje, pierwszy raz w życiu mój mały braciszek i gdy okazało się, że nie tylko jedna „ciocia” tam jest fajna i opiekuńcza. Że dzieciaki w większości jak ja. Złamane, ale dobre. Czasami sieroty, gdzie rodzice odeszli w chorobie czy wypadku. Choć nie wiem, co gorsze. Stracić dobrą, ukochaną mamę, to już lepiej, niż mieć taką, przed którą się ucieka. Było nas tam sporo, zdarzały się problemy, jakieś bójki małe nawet, ale zawsze wiedziałam, że nic nam nie grozi.

Mogłam spokojnie się uczyć, planować przyszłość i wierzyć, że mi się uda. Nam się uda, bo Seweryn zawsze był najważniejszy. Ktoś może pomyśleć, że jednak nie do końca jest się z czego cieszyć, bo tyle lat nikt nas nie chciał do adopcji. Wiesz, gdy w końcu uwalniasz się z piekła, to zwykła cisza, staje się rajem. A myśmy to mieli w domu dziecka, upragniony spokój. I wbrew pozorom, ogrom szczerej miłości. I wsparcie, o którym mogłeś tylko pomarzyć. Przestałam się jąkać, zaczęłam coraz lepiej zapamiętywać. Miałam bardzo dobre oceny, chciałam się uczyć. I nareszcie mogłam. Otrzymałam bardzo dużo pomocy na starcie w dorosłe i już samodzielne życie, poza ośrodkiem oraz fachową pomoc, żeby odzyskać brata.

Pewnie, że tęskniłam za tym obrazem. Gdzie mama i tata, ja i mój brat. W normalnym, spokojnym miejscu. Oni pracują i nie piją, my chodzimy do szkoły i mamy kolegów. Możemy ich do siebie zaprosić, nie musimy się wstydzić. Ale to co dostałam i tak było nieporównywalnie lepsze od miejsca, z którego przyszliśmy.

Ojca Amelki, mojej córeczki poznałam rok po opuszczeniu murów bidula. Zwyczajnie, w pracy. Miał takie łagodne oczy, nawet nieśmiały wręcz był. To wzbudzało we mnie, poczucie bezpieczeństwa. Jest najlepszą, nagrodą w życiu. On i nasza córka i Seweryn.

Nie powiem ci, że warto było przejść przez tamto bagno z dzieciństwa, bo żaden dzieciak na to nie zasługuje. Nigdy, nawet najbardziej krnąbrny. Na brak miłości własnych rodziców. Nie chciałabyś wiedzieć, jak to jest być niechcianym dzieckiem.

Ale jeśli już musi, bo los go ot tak, nie polubił, to tylko w takim miejscu, w którym my mogliśmy być. Dom dziecka już zawsze, będzie mi się kojarzył z czymś dobrym. Bo dzięki temu, że tam trafiłam, moja córka będzie go znała tylko z opowieści.


10 rzeczy, które zrozumieją tylko ci, którzy tłumią emocje

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 lutego 2017
Fot. istock/g-stockstudio
Fot. istock/g-stockstudio

Bóle brzucha, które nie mają uzasadnionej przyczyny, przyspieszony rytm bicia serca, bezsenność… Badania wykazują, że kiedy całą swoją energię koncentrujesz na ukrywaniu prawdziwych emocji, ryzyko, że zachorujesz na nowotwór zwiększa się aż o 70%.  A szanse, że w końcu osiągniesz szczęście i satysfakcję z tego, co się w twoim życiu dzieje, maleją, bo nie mówisz o tym, czego pragniesz, co cię boli, co chcesz zmienić. Trwasz w pułapce własnych uczuć, nie podejmując działania.

Znasz to? „Odchorowywanie” decyzji i zachowań podjętych zachowawczo, złość na siebie samego, że znowu nie powiedziało się tego, co aż „krzyczy” gdzieś środku. Przekonywanie siebie i innych, że „wszystko w porządku”, wtedy, kiedy czujesz, że jest zupełnie na odwrót? Jeśli na poniższej liście znajdziesz punkty, które brzmią znajomo, pora zacząć pracować nad swoimi emocjami i odzyskać wewnętrzny spokój.

10 rzeczy, które zrozumieją tylko ci, którzy tłumią emocje

1. Nigdy się osiągasz uczucia wewnętrznego spokoju

Wewnątrz wciąż toczysz wewnętrzny dialog, w twojej głowie ciągle trwa konflikt. Musisz przecież mieć jakąś odskocznię, bo ta szalona wojna wewnątrz ciebie, wykończy cię.

2. Jesteś jak magnes dla cudzych, negatywnych uczuć

Osoby, które tłumią własne uczucia, często mają tendencję do odczuwania i okazywania nadmiernej empatii. Dostosowują się, dostrajają do samopoczucia innych. Chłoną jak gąbka i mocno przeżywają ich „nieszczęścia” tak, jakby to o nich chodziło.

3. Pozwalasz toksycznym ludziom cię wykorzystywać

Możesz być w pełni świadomy tego, jak źle jesteś traktowany, ale nigdy nie doprowadzisz do konfrontacji. Będziesz siedzieć cicho, przyjmując bez słowa wszystko, co usłyszysz. Do pewnego momentu. Wybuch nastąpi w najbardziej nieodpowiednim czasie i miejscu.

4. Żyjesz w trybie „przetrwania”

Tłumienie negatywnych uczuć, nie jest dla ciebie zdrowe, ale to twój instynkt przetrwania podpowiada ci, że tak właśnie należy postępować. Myśl o tym, że miałbyś się odsłonić, powiedzieć wprost, co czujesz powoduje, że tracisz grunt pod nogami. Milczenie to twoje bezpieczeństwo.

5. Emocje, które odczuwasz najmocniej, są przytłaczające i niewygodne

Na początku jeszcze nie jest tak źle, odsuwasz to do siebie, starasz się lekceważyć. Ale potem zaczyna się robić coraz „ciaśniej”. Nie ma już miejsca na to, co dobre, jasne i piękne. Najprostsze emocje odczuwasz boleśnie intensywnie, ale ciągle nie możesz ich pokazać na zewnątrz.

6. Boisz się rozpłakać, bo wiesz, że nie będziesz w stanie przestać

Płacz jest to świetny sposób, żeby wylać z siebie, wyrzucić cały ten stres. Jednak nie dal ciebie. Dla ciebie myśl o płaczu jest niepokojąca. Jesteś tak wyczerpany, że jeśli zdarzy ci się takie uzewnętrznienie uczuć, nie zapanujesz nad nim. Wstrzymujesz więc łzy.

7. Twój wewnętrzny niepokój ciągle się nasila

Lęk jest w twoim przypadku prawdziwym problemem, dotyczącym twojego zdrowia psychicznego. Niestety, ktoś, kto nie może dzielić swoich uczuć z innymi, nie potrafi również mówić o swoim lęku. Unikasz tego tematu jak ognia, zaprzeczając samemu sobie, co jeszcze bardziej napędza twój strach. Boisz się, że i on wymyka ci się spod kontroli.

8. Twój gniew jest gwałtowny

Złość jest jedną z najbardziej niebezpiecznych emocji, kiedy się ją tłumi. Jeśli przez dłuższy czas ją w sobie chowasz, zamienia się z niekontrolowaną energię, która może wybuchnąć w dowolnym momencie. Najgorzej, jeśli uderzy w niewłaściwe osoby.

9. Denerwujesz się, kiedy masz się odezwać, nawet podczas swobodnej rozmowy

Boisz się odsnłonić. Jesteś tak bardzo przyzwyczajony do „przechowywania” wszystkiego wewnątrz siebie, że chowasz tam nawet najprostsze myśli i poglądy. Musisz spróbować się przełamać. Pamiętaj, twoje opinie i idee są ważne dla ludzi, którzy cię kochają.

10. Zdarza się, że nie pozwalasz innym się do siebie zbliżyć

Myślisz, że w ten sposób siebie chronisz. Boisz się tak samo ostrej krytyki jak i ciepłych słów, wypowiedzianych z miłością. Masz olbrzymi problem z samoakceptacją i nie zauważasz, że są wokół osoby, które mogą pomóc ci zdjąć ten ciężar.


Na podstawie: dailyvibes.org

 

 


Zobacz także

Fot.  Screen z Youtube

Nawet nie wiesz, jak wiele mechanizmów używasz, żeby się obronić… Nasze tarcze, zbroje i przekleństwa

Ten krótki, tybetański test podpowie ci, kim naprawdę jesteś. Wystarczy, że odpowiesz na trzy pytania

Ten krótki, tybetański test podpowie ci, kim naprawdę jesteś. Wystarczy, że odpowiesz na trzy pytania

Fot. iStock / CentralITAlliance

10 minut egoizmu, czyli ceremonia znalezienia siebie. „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”