Jak optycznie powiększyć mały pokój? Poznaj kilka prostych trików, dzięki którym stanie się on ciepły i przytulny

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
15 czerwca 2017
Fot. iStock/miodrag ignjatovic
Fot. iStock/miodrag ignjatovic

Szukasz pomysłu, jak powiększyć mały pokój? Istnieje kilka prostych trików. Dzięki nim sprawisz, że będzie wyglądać na większy oraz stanie się miejscem ciepłym i przytulnym, w którym chętnie będziesz spędzać czas. Jesteś gotowa na zmianę?

Ustaw meble w odpowiedni sposób

W małym pokoju nie ma miejsca na masywne meble. Rozsądnie wybierz tylko to, co ci jest naprawdę potrzebne i z czego będziesz korzystać. Wybierz rzeczy proste i lekkie, bo zbyt ciężkie będą przytłaczające. Nie powinny sięgać sufitów, najlepiej gdyby kończyły się w połowie ściany. Świetnym pomysłem są meble wielofunkcyjne, które można wykorzystać w wielu sytuacjach np. rozsuwane stoliki, które będą służyć za stolik i etażerkę, czy łóżko na podwyższeniu, pod które możesz włożyć pudła.

Oprócz tego warto kierować się według zasad, które mówią o tym, jak najlepiej ustawić meble. Przede wszystkim nie powinny stawać ci na drodze. Duże trzymaj z dala od drzwi, a dłuższe stawiaj wzdłuż długich ścian.

Utwórz mniejsze powierzchnie użytkowe

Dobrym rozwiązaniem jest stworzenie stref np. telewizyjnej, sypialnianej lub do robienia makijażu. Przy ich tworzeniu ważne jest, aby mieć jasno określone funkcje, które będą pełnić. Choć może się wydawać, że jest to niemożliwe na małej powierzchni, naprawdę optycznie powiększa, bo stworzenie stref może pomóc zrównoważyć pokój. Jednak muszą być one jasno rozdzielone np. za pomocą dywaniku w kolorze podłogi, co sprawi dodatkowo wrażenie bardziej otwartej przestrzeni.

W każdej z części ogranicz dodatki do minimum. Te, których użyjesz, mogą być w jednym kolorze, który będzie różny w zależności od strefy, w której je wykorzystałaś.

Kolory ścian – jasne czy mocne?

Istnieje kilka sprzecznych opinii na temat koloru ścian, w których powinien zostać pomalowany mały pokój. Jedna z nich mówi o tym, że białe i jasne ściany sprawią, że będzie się on wydawać większy. Inni za to obstawiają mocniejszy kolor, ponieważ wyraźniej zaznaczają granice. Jaka jest prawda? Obie grupy mają rację. Jeśli chcesz połączyć obie wersje, świetnym rozwiązaniem jest pomalowanie jednej ze ścian, najlepiej oddalonej jak najdalej od drzwi, na mocniejszy kolor.

Możesz także pomalować ściany w poziome lub pionowe pasy, które także optycznie powiększają pokój. A jeśli chcesz, aby wydawał się on wyższy, podłoga powinna być ciemniejsza od sufitu.

Fot. iStock/gerenme

Fot. iStock/gerenme

Zadbaj o symetrię

W małych pokojach sprawdzą się symetrycznie ułożone przedmioty np. dwie takie same półki po obu stronach zawieszonego telewizora, kwiatki w dwóch kątach tej samej ściany. Mogą być to także meble w tych samych kolorach np. niebieska sofa i krzesło.

Wiszące i stojące

W małym pokoju ważne jest, aby została zastawiona jak najmniejsza przestrzeń na podłodze. Dlatego idealnym rozwiązaniem są wiszące półki, na których możesz ułożyć książki i pamiątki.

Lustra

To nieodłączny element, który musi znaleźć się w małych pomieszczeniach. Umieszczone w odpowiednich miejscach sprawiają, że może się ono wydawać nawet dwukrotnie większe. W zależności od tego, jaki efekt chcesz osiągnąć, możesz wybrać lustra pionowe lub poziome. Te pierwsze podwyższają, a drugie poszerzają pokój.

Przy wyborze lustra warto zwrócić uwagę na obramowanie. Powinno być ono jak najbardziej proste i lekkie, żeby nie dodawały ciężkości do wnętrza.

Oświetlenie

Odpowiednie oświetlenie gra ważną rolę. Zasada jest prosta: jasne, mocne światło powiększa przestrzeń, przytłumione sprawia, że staje się bardziej przytulnie, ale optycznie jest zmniejszone.

Najlepszym rozwiązaniem są duże okna, nawet na całą ścianę. Jednak jeśli nie możesz sobie na nie pozwolić, mniejsze okna warto udekorować delikatną, tiulową firanką, co nada pomieszczeniu lekkości i świeżości.

Mały pokój nie musi być problemem. Dobrze urządzony sprawi, że znajdzie się w nim wszystko, czego potrzebujesz. Dzięki tym wskazówkom będzie ciepły, przytulny i już nie będziesz narzekać, że jest za mały.


 

Źródło: roomsketcher.com, homebook.pl


7 kłamstw, które najczęściej słyszymy od mężczyzn

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 czerwca 2017
Fot. Pixabay / unsplash /
Fot. Pixabay / unsplash / CC0 Public Domain

Na temat kłamstwa powiedziano już wiele. Czy bywa dobre, czy zawsze jest złe. Ale my nie o tym.

Szczerze mówiąc, gdyby ktoś mnie zapytał, kto kłamie częściej: kobiety czy mężczyźni, odpowiedziałabym bez wahania, że kobiety.

A tymczasem okazuje się, że to mężczyźni kłamią trzy razy częściej niż kobiety i co najciekawsze – najczęściej kłamią właśnie kobietom. Badanie opublikowane w Daily Mail, a przeprowadzone na 2000 osób potwierdziło, że mężczyźni kłamią sześć razy dziennie, a kobiety około trzech razy.

Dlaczego tak się dzieje?

Być może powodem jest chęć zaimponowania kobietom, może to forma unikania konfrontacji z uczuciami kobiet w momencie obaw, niepewności, niewierności.

W jakich sprawach mężczyźni kłamią najczęściej? Najczęściej kłamią mówiąc:

– jestem żonaty, mam dziewczynę – gdy chcą uniknąć głębszej relacji

– jesteś pierwszą kobietą, z którą to zrobiłem – żeby nam zaimponować, byśmy poczuły się wyjątkowo

– miałem problem z samochodem i nie mogłem się z tobą skontaktować – łatwiej skłamać, niż się tłumaczyć

– nigdy bym cię nie zranił – a jednak często to robią

– spotkałem się z tą kobietą, ale nic się nie wydarzyło – czy aby na pewno „nic” znaczy „nic”

– jesteś moim przyjacielem – czyli – nie chcę skrzywdzić twoich uczuć, ale nie kocham cię

– zadzwonię do ciebie jutro – i nigdy nie dzwoni

I choć mężczyźni kłamią częściej, to jednak kobiety są zdecydowanie lepszymi kłamcami. Zdaniem psychologa Manuela Alarcona Molina, dzieje się tak dlatego, ponieważ kobiety lepiej kontrolują emocje związane z poczuciem winy i żalu, a gdy mają naprawdę ważną tajemnicę, nie mówią o niej nikomu, nawet najlepszej przyjaciółce.

A wiecie jakie kłamstwo jest używane zarówno przez mężczyzn jak i przez kobiety? „Nic się nie stało, wszystko w porządku” – kiedy tak naprawdę nic nie jest w porządku.

I oczywiście, że kłamiemy wszyscy – kobiety, ile kosztowała nowa sukienka, a mężczyźni na temat tego, o której wrócą z drinka z kolegami.

Tak ten świat jest urządzony, ale prawda, że czasami miło pomyśleć, że ktoś kłamie więcej od nas? I że jest to mężczyzna.


źródło: exploringyourminde.com

 


Dlaczego nie powinniśmy naprawiać innych i dlaczego to nigdy nie wychodzi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2017
Fot. iStock / JANIFEST
Fot. iStock / JANIFEST

Uważamy, że jeśli kogoś kochamy, jego radość i szczęście, ale też ból i cierpienie są dla nas na pierwszym miejscu. I że jeżeli ktoś, nie radzi sobie (naszym zdaniem) z życiowymi problemami, mamy prawo „przerabiać go” i naprawiać, tak, by zaczął działać i reagować zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Ale próba naprawiania innych wcale nie musi wypływać z naszych pozytywnych uczuć i intencji. Ona może też być przejawem obsesji kontroli, uważania się za kogoś lepszego i mądrzejszego od innych, przekonania, że wszyscy powinni być tacy, jak my tego chcemy. Może przynieść więcej zła niż korzyści, obu stronom.

Być może masz w sobie dar „naturalnego opiekuna”

Ludzie powierzają ci swoje tajemnice, choć dopiero cię poznali. Może instynktownie lgną do ciebie ci, którzy czują, że im pomożesz, albo że przynajmniej wysłuchasz. Na początku naprawdę słuchasz, sprawiasz, że zaczynają wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że czują się bezpiecznie.

Ale jest też druga strona medalu. Pomaganie innym ludziom może wejść nam w nawyk. Może stać się uzależnieniem, jedynym sposobem, na jaki pokazujesz swoją miłość i troskę. Zaczniesz myśleć, że rozwiązywanie ich problemów to twoja odpowiedzialność. Zaczniesz żyć ich życiem, przekonany, że postępujesz słusznie, że zaraz „zaprowadzisz tu porządek”. I powoli, otoczysz swoim ramieniem opiekuna jak toksycznym bluszczem, pokierujesz cudzym życiem, będziesz miał oczekiwania dotyczące zmian, jakie twoim zdaniem powinny się dokonać w osobie, której pomagasz wrócić na właściwy tor. Skąd pewność, że ona tego właśnie chciała? Właśnie teraz stajesz się kimś niewygodnym, kimś, kto bezpardonowo kontroluje i wpływa na jej decyzje.

A ty? Jak męczennik czekasz na wdzięczność, na uznanie, na podziw dla twojego altruizmu. Nie czekaj, dostaniesz jedynie zdawkowe zapewnienia o wdzięczności, które ze szczerością mają niewiele wspólnego.

Bo nawet nie zauważyłeś, kiedy to, co w twoim mniemaniu była pomocą, zamieniło się w nieznośny ciężar. Twoja przyjaciółka zwierzyła ci się z problemów małżeńskich, ty znalazłeś mieszkanie do wynajęcia. Podjąłeś już za nią decyzję, zakończyłeś jej związek. Każdego dnia utwierdzasz ją w przekonaniu, że to, co postanowiłeś jest dla niej najlepsze. Ale nie jesteś nią i nigdy nie byłeś żadną ze stron jej związku. Twój brat zastanawia się nad zmianą pracy, ty uważasz, że popełnia życiowy błąd. Robisz mu więc „pranie mózgu”, manipulujesz i sprawiasz, że zaczyna wierzyć, że sam nie jest w stanie zadecydować czego naprawdę pragnie, co sprawia, że jest szczęśliwy. Już ty się wszystkim zajmiesz, żeby było tak, jak trzeba.

Twoje rozumienie miłości, przyjaźni, życzliwości, jest wypaczone, bo opiera się na braku akceptacji i szacunku dla decyzji innych. Nawet jeśli to są, w twoim mniemaniu, złe decyzje. A przy tym wszystkim, nie zostawiasz sobie miejsca na pracę nad samym sobą, na analizowanie swoich potrzeb, swojego podejścia do relacji z innymi.

Dlaczego nie powinieneś naprawiać innych

1. Głębokiej, prawdziwej i trwałej zmiany można dokonać jedynie samemu

I to w samym sobie. Zmiana wymuszona czyimiś oczekiwaniami, a nie pochodząca z potrzeby serca, z przekonania, nieprzepracowana w sobie i okupiona godzinami spędzonymi na myśleniu o tym, co jest dla mnie najlepsze, nigdy nie przyniesie trwałych efektów.

2. Nie wiesz, co jest dobre dla innych

Wiesz, co jest dobre dla ciebie, czego ty potrzebujesz. Nie jesteś w stanie wejść do umysłu drugiego, nawet najbliższego człowieka i wiedzieć na pewno, że zmiany, które na nim wymusisz sprawią, że będzie szczęśliwy. Możesz więcej zepsuć niż naprawić.

3. Nie masz do tego prawa

Dlaczego pozwalasz sobie na wchodzenie z butami w życie, emocje, innych ludzi? Dlaczego dajesz sobie przyzwolenie na pomaganie, jeśli nikt cię o to nie poprosił? Tak, pomóc możesz tylko wtedy, kiedy druga osoba tego chce, nie wtedy, kiedy ty chcesz.

4. Każdy z nas jest odpowiedzialny za samego siebie

A to znaczy, że nie możesz żyć cudzym życiem i cudzymi problemami. Ale też nie możesz wiecznie tłumaczyć i „przykrywać” błędów drugiej strony. Nie możesz wiecznie wyciągać z tarapatów, spłacać długów i leczyć cudzych ran, wynikających z powtarzania tych samych zachowań.

5. To niszczy twoją relacje

Jeśli w swojej obsesji naprawiania i rozwiązywania problemów drugiego człowieka jesteś bezkompromisowy, apodyktyczny, autorytarny, zaczynasz działać bez szacunku dla jego emocji. Oczekujesz efektu, jesteś niecierpliwy, jeśli go nie widzisz. Dajesz poczucie, że ta osoba cię zawodzi, wpędzasz w poczucie winy. Sprawiasz, że się od siebie oddalacie, bo zaczynasz być toksyczny.

Niech każdy z nas żyje tak, jak chce, byle nie krzywdził innych. Niech popełnia błędy i wyciaga z nich swoje własne wnioski. Przestań wierzyć w to, że twoją misją jest kogoś uratować przed samym sobą. Uratuj siebie.


Zobacz także

Fot. Unsplash/Sarah Greybeal / CCO

„Nie chciałam jego picia, rodzinnej fikcji. Odeszłam. Po latach przyszła nagroda”. Historia samotnej matki

Fot. iStock / Marco_Piunti

Może to naiwne, ale czasami nie rozumiem zupełnie tego świata…

Fot. Materiały prasowe

To nie Malediwy, tylko Polska… Będziecie zaskoczeni tym, gdzie znajduje się ten piękny hotel