On umiera, a ty? Walczysz ze sobą, bo pewnego dnia chcesz znów się cieszyć, zjeść szarlotkę i uprawiać seks

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
4 lutego 2016
Fot. iStock / vitranc
 

Anna: Nie pytaj mnie o jego chorobę i śmierć, bo to tak, jakbyś pytała mnie o moją śmierć. Nie chcę o niej rozmawiać. Najgorzej było kilka tygodni po pogrzebie, kiedy inni wracają do życia.

Ty masz 29 lat i właśnie nauczyłaś się czegoś o śmierci. Za wcześnie.

Rok później pójdziesz z innym facetem do łóżka. Będziesz miała lat 30 i właśnie nauczysz się, że nic się nie kończy nawet po najgorszej stracie.  Będziesz miała orgazm i będzie ci dobrze. Nowy On zrobi ci kawę, przytuli cię i i powie, że było cudownie.

W czwartą dekadę wchodzisz z przekonaniem, że:

– nie ma niczego na stałe

– to nie jest zła wiadomość tylko dobra

– albo tak do tego podejdziesz albo koniec z tobą, bo to ty masz się dostosować do świata, a nie świat do ciebie

Luty 2015

Anna parkuje samochód przed Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Przyjechała tu z pięcioletnim synkiem, Nikosiem, który dostał skierowania na rezonans magnetyczny z powodu silnych bóli głowy i porannych mdłości. Annie drżą ręce, gdy przekręca kluczyk od samochodu. Drugi raz jedzie z kimś na rezonans magnetyczny. Pierwszy raz – ponad osiem lat temu była na rezonansie ze swoim mężem, Marcinem.

To było już po długich tygodniach chodzenia po lekarzach, robienie nowych badań, ich bezradnego rozkładania rąk. Marcin był słaby, często bolał go brzuch, pogorszył mu się wzrok i cholernie drętwiała mu prawa ręka, miał problemy z koncentracją. No i wymiotował. Złośliwy glejak mózgu IV stopnia – taka padła diagnoza. Cztery miesiące później Marcina już nie było. Nie było też wspólnych planów. Zostało mieszkanie, do którego mieli się wspólnie przeprowadzić. I kredyt.

Anna boi się, że teraz guza mózgu będzie miał Nikoś.

PAMIĘĆ

Hej, co słychać? Spotkasz się ze mną?”

„Nie mam ochoty się z nikim spotykać”

„Kawa też nie?”

„Kawa tym bardziej”

„To opowiedz mi o nim. Daj spokój, możesz albo siedzieć tam w ciemnościach albo coś napisać”

linia 2px

Gdy kogoś tracisz, życie włącza wsteczny bieg. A człowiekowi trudno zaakceptować, że nie porusza się do przodu, że jest unurzany w przeszłości, gdy tymczasem wszyscy mają jakieś cele, plany, widzą jakieś jutro. Dla ciebie jutra nie ma. Twoja nowa rzeczywistość – wypita rano kawa i rozbity talerz, który doprowadza do łez. Nie dość, że straciłaś męża to jeszcze rozbija ci się cholerny talerz. Gdzie jest sprawiedliwość? Nie ma, jest za to ciemna dziura, której nikt nie rozumie, bo ludzie w twoim wieku nie przeżywają śmierci. Jeśli przeżywają to raczej nie śmierć partnera. Nie możesz znaleźć żadnego mądrego artykułu o tym. Czytasz książki o buddyzmie i traktaty filozoficzne. To są jedyne momenty, gdy czujesz względny spokój. Poza niedowierzaniem niewiele istnieje. Dlaczego on? Dlaczego wy? Dlaczego tak? Jak można tak po prostu umrzeć? To jest niemożliwe.

Najgorsze jest to, że wszyscy twoi znajomi i przyjaciele myślą tak samo. Niektórzy pochylają się nad tobą przesadnie, badają twoje reakcje. A może po prostu masz paranoje, a oni chcą pomóc? Inni udają jakby się nic nie stało, zagadują ciszę, która pojawia się między wami, bo ciebie nie interesują rozmowy o awansie, problemach z siostrą, wyborem mieszkania, nawet starania o dziecko cię nie interesują, bo gadania przy tobie o dzieciach uważasz za dużą niestosowność. Strasznie jesteś wobec innych surowa. Cierpienie nie uszlachetnia w ogóle, nie wiesz kto to wymyślił.

Chcesz zamknąć się w mieszkaniu i od nowa przeżywać siebie. Was raczej. Przeglądasz kolejny raz dokumentację choroby. Kartka po kartce. Może można było jednak zbierać pieniądze? Może nie ten lekarz, który powiedział, że nic się nie da zrobić? Nie ta operacja? Może trzeba było cisnąć o więcej. Może to jego wina, że się poddał? A może twoja, bo za mało zrobiłaś.

Po nocach śni ci się odchodzenie. Kroplówki, morfina. To nie twój Marcin. Albo twój. Już sama nie wiesz. Uciekasz z tego pokoju, siadasz na korytarzu – co potem będziesz sobie miesiącami wypominać. Że nie uniosłaś. To trwa tygodniami, miesiącami. Jesteś wykończona. Kolekcjonujesz dobre chwile w ciągu dnia. Ktoś cię rozśmieszył, zasmakowała ci kawa, szefowa cię pochwaliła, wracałaś do domu i święciło słońce. Niestety, często za tymi radosnymi myślami pojawia się kolejna: nie ma już tego z kim dzielić.

ZŁOŚĆ

To może jednak spotkasz się ze mną?”

„A kiedy będziesz w Warszawie?”

„Spotkam. Ale mogę dać tylko przyjaźń, ewentualnie seks. Cholernie brakuje mi seksu”

linia 2px

Ona pojawia się nagle i po prostu rozwala cię od środka. Jak on mógł cię tak zostawić? Jakim prawem w ogóle się z tobą związał, dlaczego miałaś takiego cholernego pecha? To jest nawet dobry moment, bo wtedy wreszcie masz siłę na pracę, bez problemu wchodzisz po schodach i nawet zaczynasz biegać. Skoro on cię zostawił, to ty teraz o nim zapomnisz.

Nawet umawiasz się z koleżanką na kawę i pytasz jak jej starania o ciążę, przygarniasz kota. Na Facebooku pisze do ciebie dawny znajomy, kolega z liceum. Kiedyś ci się podobał, na jakiejś imprezie nawet się całowaliście. Namawia cię, żebyś przyszła na klasowe spotkanie. – Co ja im powiem? Hej, jestem smutną wdową  – żartujesz. On odpisuje:  – Ale musisz być taką egocentryczką? Przecież oni będą mówić o sobie, na miłość boską.

Śmiejecie się z tego pół wieczoru. Z tego mówienia o sobie podczas klasowych spotkań, strojenia się i potrzeba wypadnięcia jak najlepiej. Dopiero w łóżku przypomnisz sobie o Marcinie i o tym, że 11 miesięcy temu przeżyłaś największą stratę. Z wyrzutów sumienia zaboli cię brzuch. A gdyby on tak zapominał o tobie? Z drugiej strony już nie możesz ciągle płakać. Miną długie miesiące zanim zrozumiesz, że można mieć w sobie miejsce na dwie osoby jednocześnie, że pamięć nie wyklucza życia. Że chcesz znów się cieszyć, wyjechać na wakacje, zjeść szarlotkę i uprawiać seks. Nie umarłaś.

A On ma w sobie taką nieznośną radość życia. To trzeba przyznać, nawet M. takiej nie miał. „Idź do lekarza” „Nie pójdę do lekarza”, „Idź do lekarza”, „Nie, nic mi nie jest”.

CODZIENNOŚĆ

Mam poczucie, że ciągle mnie porównujesz. Ciągle mówisz, a Marcin  to , a Marcin to tamto. Nie dość, że mieszkamy w mieszkaniu urządzonym przez niego, bo ty nie chcesz się wyprowadzić to jeszcze on jest z nami wciąż”.

Na początku bierzesz z nowej relacji tylko to, co dobre. Jasno określasz: to tylko seks, nie ma we mnie miejsca na nic innego. On w ogóle się tym nie przejmuje. Targa na szóste piętro zakupy, bo nie znosi jeździć windą, i w ogóle trzeba o siebie dbać. Któregoś dnia stajesz po seksie w kuchni i zauważasz, że ma ciało ładniejsze od Marcina, że ładniej się śmieje i ma większy luz. Jednocześnie nie jest jak Marcin ambitny, nie jest tak uważny i taki męski. Więcej o sobie mówi co czasem cię wkurza, a czasem cieszy. Nie słodzi kawy, Marcin słodził i bardzo głośno przeżywa orgazm. Głowa ci pęka od tych porównań, nawet gdy próbujesz tego nie robić, i tak w końcu coś ci się wymsknie. Jak wtedy, gdy powiedziałaś, że nie rozumiesz, że facet nie umie naprawić kranu, bo Marcin…. Na szafkach stoją zdjęcia Marcina, i wciąż to wasze wspólne – zrobione kiedyś w Paryżu.

Nie widzisz w tym nic zdrożnego, On też ma jakąś przeszłość, zresztą ile pieniędzy w to mieszkanie władował Marcin. Bądźmy proszę sprawiedliwi. Jesteś zła na niego, że tak nie rozumie tego, że ty już nie jesteś czystą kartką, że przeżyłaś piekło.

Przyjaciółka tłumaczy: „On ci daje tyle uczucia, wciąż się przy nim śmiejesz, nawet więcej niż przy Marcinie, nie bądź taka niesprawiedliwa, on w końcu odejdzie, bo nie zniesie tej presji”.

RODZINA

Rok po poznaniu Jego kiepsko się czujesz, jest ci słabo, robisz test ciążowy, widzisz dwie kreski. Marzyłaś o dziecku. Zaraz potem myślisz: czy to z nim, czy to ten, czy na pewno. Ale już bardziej się cieszysz niż analizujesz. Bo wiesz, że w życiu nie ma co w ogóle analizować, że jest tylko „tu i teraz” i nie jest to wiedza, którą zyskałaś dzięki poradnikom jak inne twoje koleżanki.

Rodzisz syna w kwietniu, w tym samym miesiącu, w którym umarł Marcin. I choć nie wierzysz w znaki to jednak…

Nie, nie zapomniałaś o tym, z którym planowałaś życie, którego choroba zabrała. On ma stałe miejsce w sercu i pamięci. Już nie boisz się chodzić na cmentarz i nie masz dreszczy, gdy słyszysz jak ktoś woła do kogoś innego „Marcin”. Widzisz w życiu głównie dobre rzeczy.

Wasze dawne zdjęcia pochowałaś. Zostało tylko jedno, malutkie, na szafce – to wspólnie wypracowany z Nim, Jackiem, Twoim mężem kompromis.

Jesteś szczęśliwa. Gdyby ktoś dzień po śmierci Marcina powiedział Ci, że tak będzie – uznałabyś, że to okrutny żart.  I bzdura.

Kochasz i jesteś kochana, można wszystko.

PS. SMS od Anny: „Badania Nikosia okej. Nie ma guza!!! Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Pojedziemy jednak na te narty”.


Botoks nie tylko wygładza zmarszczki. Zobacz, co jeszcze potrafi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 lutego 2016
Fot. Flickr/Dr. Braun / CC BY-SA
 

Zdecydowana większość pań, na hasło “botoks” gotowa jest udzielić odpowiedzi “walka ze zmarszczkami”. I słusznie, choć ta substancja, czyli toksyna botulinowa ma więcej zastosowań, o których warto powiedzieć.

Botoks to nic innego jak substancja wytwarzana przez przez bakterie Clostridium botulinum. Mimo że brzmi zdradliwie, zastosowana w odpowiedniej dawce, prawidłowo podanej nie powinna zaszkodzić zdrowemu człowiekowi.

Toksyna blokuje impulsy przekazywane z nerwów do mięśni, co wywołuje efekt przejściowego porażenia mięśnia w miejscu podania. Zdarza się że niewłaściwe i nadmierne wstrzykiwanie botoksu można kojarzyć z gwiazdami, których zmarszczki bywają zupełnie wyprasowane, a mimika staje się sztuczna, co wygląda fatalnie. Jednak gdy botoks stosowany jest przez specjalistę z umiarem, zabiegi z jego użyciem przynoszą pożądane efekty. Ponadto taki “paraliż” jest tymczasowy – efekt pojawia się po 2-3 dniach i utrzymuje się do pół roku.

Zastosowanie w medycynie estetycznej jest powszechnie znane: likwidacja zmarszczek oraz korekta wyglądu. W dermatologii botoks z powodzeniem wykorzystuje się do leczenia nadpotliwości w obrębie dłoni, stóp, pach lub czoła. W efekcie serii zastrzyków następuje znacząca redukcja wydzielania potu, nieprzyjemnego zapachu związanego z nadmiernym poceniem się aż do 8 miesięcy.

W okulistyce botuliną koryguje się zeza, w urologii stosuje się do leczenia nadreaktywnego pęcherza moczowego. Z działania botoksu korzystają także specjaliści z zakresu neurologii, przy niwelowaniu bólów głowy, drżeniu samoistnym, dystoniach mięśniowych czyli skurczach i mimowolnych ruchach mięśni. Podobnie korzystają z niej pacjenci cierpiący na dziecięce porażenie mózgowe.

Mimo coraz szerszego spektrum zastosowania, należy pamiętać że botoks może wywołać skutki uboczne, więc jakiekolwiek zabiegi powinny być wykonywane przez sprawdzonego specjalistę, nigdy na własną rękę.


„Nigdy nie wybaczę mojej matce, nie będę żyła tak jak ona…”. My, kalki naszych matek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 lutego 2016
Fot. iStock / kieferpix

To jak wygląda moje życie – to wina mojej matki, tego jak mnie wychowała. Nie kochała mnie zbyt mocno, była nadopiekuńcza, oschła, zbyt wylewna. Czasami bywała zbyt dobra – to też źle, bo nie nauczyła mnie jak walczyć o swoje. Wybaczyć jej? Niby dlaczego, po co? Żeby to ona się lepiej poczuła?

 Nie będę taka jak moja matka

Joanna: „Moja mama rzadko spędzała ze mną czas. Dla niej ważne było, żeby mieszkanie lśniło, żeby był porządek. Pamiętam, że nawet mycie naczyń stawiała wyżej niż przeczytanie mi książki, kiedy prosiłam. Musiałam walczyć o jej uwagę z kurzem na meblach. Celowo miałam bałagan w swoim pokoju, bo tylko wtedy w ogóle mnie zauważała. Krzyczała, że jestem bałaganiarą, syfiarą, że jak można mieszkać w takim burdelu. Ktoś by powiedział – niby nic, ale ja do dziś mam problem z zabieganiem o uwagę innych, kiedy ktoś mnie ignoruje odbieram to jak duży cios, często w relacjach z ludźmi doprowadzam do sytuacji, żeby ktoś mnie porzucił, zostawił. Niczego tak bardzo nie pragnę, jak tego, by nie być jak moja mama. Nie chcę żyć jak ona i biegać z obiadkiem do stołu dla wiecznie niezadowolonego taty. Usługiwać mu, a resztę dnia spędzać na pucowaniu mieszkania….”

Dorota Hołówka (psycholog): Kontakt z matką to dla nas najważniejsza relacja. Matka jest dla nas wzorem kobiecości. Podziwiamy ją, gdy jesteśmy małe, ale rozczarowuje nas, gdy zostajemy nastolatkami. To wtedy właśnie rodzice przestają być dla nas autorytetem, widzimy, że nie zawsze mają rację, że ich poglądy mogą różnić się od naszych. Następuje takie swoiste załamanie wartości, bo świat zewnętrzny pokazuje nam zupełnie coś innego, niż to, czego nauczyli nas rodzice.

To wtedy rodzi się w nas bunt i powtarzamy „Nie będę jak moja matka”, a to niestety najlepsza droga do tego, by powtórzyć dokładnie takie samo zachowania, nawet takie samo życie. Mówiąc „nie będę” kreujemy w naszej podświadomości życie, jakie miała nasza matka, a którego my chciałybyśmy uniknąć. Skupienie się na tym, czego nie chcemy działa jak fatum, bo trudno by nasz mózg wykreował jakąś inną rzeczywistość, skoro myślimy tylko o tej jednej. Gdyby zamienić „nie będę jak moja matka”, na „będę szczęśliwa, czuła, czas spędzony z dziećmi to dla mnie jedna z najważniejszych wartości”, jeśli zmienimy rzeczywistość w naszej głowie, mentalności, emocjach, to wówczas mamy szansę osiągnąć życie inne od tego, którego nie chcemy.

Moja matka zniszczyła mi życie

Izabela: „Z moją siostrą bliźniaczką wychowałyśmy się w patologicznej rodzinie. Matka alkoholiczka, ojciec w więzieniu. Moje życie było koszmarem. Cierpiałam i płakałam w łazience. Już wtedy obiecałam sobie, że moje życie nigdy nie będzie wyglądać, tak jak teraz. Zamykałam oczy i widziałam siebie siedzącą w skórzanym fotelu”. Dziś Izabela jest prezesem dużej firmy, jest kobietą sukcesu, ma udane małżeństwo i fantastyczne dzieci. „Moja siostra jest alkoholiczką, nie chce dać sobie pomóc, zawsze powtarzała, że to matka zniszczyła jej życie, przez nią jest, kim jest. To niesamowite, że wychowałyśmy się w tej samej rodzinie, w tym samym czasie, a nasze życie potoczyło się zupełnie inaczej”.

Dorota Hołówka: Panuje powszechne przekonanie, że to dzieciństwo determinuje naszą przyszłość i wiele ludzi w to wierzy. Ja jednak zawsze podkreślam, że to nie dzieciństwo, a jego interpretacja nas determinuje. Możemy utknąć w pułapce, bo od tego w jaki sposób ja spojrzę na swoją przeszłość , będzie zależało jak wyglądać będzie moja przyszłość. Jeśli matka przysparzała nam w dzieciństwie cierpienia i bólu,  to my mamy dwie drogi do wyboru. Albo spojrzeć na naszą przeszłość i z tego, co się wydarzyło uczynić naszą siłę, albo uznać za słabość i porażkę. To, którą drogę wybierzemy zadecyduje, jak nasze losy się potoczą.

Nigdy jej nie wybaczę

Ola: „Nie umiem wybaczyć mojej matce. Dzięki terapii zrozumiałam, że to ona podkopała moje poczucie wartości. To ona zawsze porównywała mnie z koleżankami, mówiła, że jestem egoistką, że za mało się staram. Nigdy od niej nie usłyszałam, że jest ze mnie dumna, że mnie kocha. Wiecznie stawiała mi wymagania, którym ja nie potrafiłam sprostać. W dorosłym życiu walczyłam z depresją, do której doprowadził mnie nadmierny perfekcjonizm. Chciałam być idealna, by moja matka mnie pokochała, a przypłaciłam to chorobą. Nie umiem jej wybaczyć”.

Dorota Hołówka: Powinniśmy pamiętać o jednym – my wybaczamy przede wszystkim dla siebie. Jeśli sytuacja sprzed 20 lat wywołuje teraz w nas ból, albo co gorsza – tego bólu nie czujemy, choć on w nas jest, to ten manifestuje się w naszych kontaktach z przyjaciółkami, koleżankami, w relacji z dzieckiem. My mamy wybaczyć dla siebie, z korzyścią dla nas samych. Jeśli nie możemy wybaczyć, to oznacza, że istnieje pewien rodzaj przywiązania do emocji, jaką wywołuje decyzja o nie wybaczeniu. Na przykład: kiedy myślę o tym – czuję złość, która pomaga mi wyrażać siebie, dlatego  podświadomie będę potrzebowała tej sytuacji z przeszłości. Przykładowo: jeśli ktoś działa niezgodnie z moimi wartościami, a ja mam problem z asertywnością, będę potrzebowała skontaktować się ze złością, żeby obronić siebie, tak więc emocja ta będzie mnie w pewien sposób wspierała. Zawsze trzymamy się czegoś, co nam służy. Jeśli nie wybaczamy, to widocznie emocje, jakie w nas to wywołuje, są nam potrzebne w jakimś innym obszarze.

Mam takie poczucie, że brak wybaczenia to dostęp do złości lub innej ważnej emocji. W momencie kiedy zmieni się nasza świadomość do tego stopnia, że  zaczniemy otwarcie i bez poczucia winy wyrażać siebie, zaczynamy być gotowi szczerze wybaczyć.

To wszystko przez moją matkę

Edyta: „To kim dziś jestem, to wina mojej matki. Zawsze chciałam być lekarzem, ale ona tłumiła te moje marzenia, mówiła, że to trudne, że może lepiej wybrać co innego. Wiadomo, że mama to autorytet, więc ja się jej słuchałam i dziś siedzę w jakimś durnym urzędzie, jako pracownik budżetówki i pluję sobie w brodę, jaka byłam głupia, że ją słuchałam. Była nadopiekuńcza i dziś ja nie umiem samodzielnie podjąć żadnej decyzji”.

Dorota Hołówka: To częste. Wchodzimy w rolę ofiary, biednej dziewczynki, skrzywdzonej – bo nasza relacja z matką była trudna. A gdyby tak przestać rozkładać na części pierwsze tego wszystkiego, a spojrzeć z inne strony: co dało mi to co się wydarzyło, jaką siłę mogę czerpać, co z tego pakietu nie zawsze pełnego miłości i troski mogę wziąć czyniąc siebie silniejszą? Łatwo nam zrzucić winę za swoje wybory na innych. Marzymy o wolności, a kiedy ona zostaje nam dana, to boimy się odpowiedzialności za podjęcie samodzielnych decyzji, wycofujemy się z różnych działań, a winą obarczamy – jeśli jest ku temu okazja, własną matkę, to jak nas wychowała.

Warto jednak pamiętać o przeszłości naszych rodziców, często pokolenia powojennego, kiedy nikt się nie zastanawiał, jak wychować dzieci. To jest pokolenie energii lękowej i uważam, że należy im się szacunek. Nasze matki mogły nam dać to, co same dostały od swoich rodziców. Piękne, co obserwuję podczas w pracy grupie, kiedy odkrywamy, że każda krytyka ze strony naszych rodziców: „co ty robisz”, „jak się zachowujesz”, „skąd ta dwója”, była wyrazem ich głębokiej troski o nas. Każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej, na miarę swoich możliwości. Te wszystkie krytyczne komunikaty kierowane w naszą stronę  niosą za sobą poczucie winy naszych matek i rodziców w ogóle, że nie są tacy doskonali jak chcieliby być. Że są wkurzeni na siebie i tę złość wyrażają krytykując nas.

Z tym, co się wydarzyło w naszym dzieciństwie, możemy zrobić co chcemy, ale gdy się zdecydujemy się temu przyjrzeć, zobaczyć, czy to ból, czy cierpienie, czy złość wówczas dajemy sobie możliwość transformacji, możemy coś dla siebie zrobić. Jeśli stanę oko w oko ze stanem, który wywołuje we mnie przeszłość, relacja z matką, to przestanę żyć jak marionetka. W przeciwnym razie to przeszłość ma nad nami władzę.


 

Dorota Hołówka/arch. prywatne

Dorota Hołówka/arch. prywatne

Dorota Hołówka – psycholog, international coach ICC, jest ekspertem w dziedzinie budowania relacji oraz swobodnego realizowania celów. Od 12 lat wspiera ludzi w obszarze motywacji, założycielka Stowarzyszenia Nowa Psychologia. Twórczyni autorskiego programu pracy z ciałem, który od kilku lat zmienia życie bardzo wielu ludziom. Doradca w programach radiowych i telewizyjnych, felietonistka miesięczników psychologicznych.


Zobacz także

Czy to już molestowanie seksualne?

„Rusz swój zgrabny tyłeczek i leć po kawę”. Trzeba mieć odwagę, by się przeciwstawić mężczyźnie

Śniadanko – słodzianko, czyli cukier jest wszędzie – nawet w tych produktach, o których byście nie pomyśleli!

Konkurs „Nowa JA”