Odwróć wzrok i udawaj przed nimi, że cię nie ma – nadchodzą wkurzający rozmówcy

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 grudnia 2016
Fot. iStock / mikkelwilliam
Fot. iStock / mikkelwilliam

Dobrze wiemy, że inspirująca rozmowa dodaje nam motywacji, poprawia humor i zmusza do myślenia dając tym samym szansę na gimnastykę naszego mózgu. Ale niestety, czasami trafia się nam rozmówca, który zamiast inspirować, najnormalniej w świecie nas wkurza i doprowadza do białej gorączki. Jakich typów warto unikać i czego można się po nich spodziewać?

Dobra rada

Zawsze wie, co należy zrobić w danej sytuacje i nigdy nie zawaha się, by ci o tym powiedzieć lub wręcz wydać szczegółowe instrukcje postępowania.  Czy to plama na obrusie, wychowanie dziecka,  zepsuty samochód, czy wahania na międzynarodowych rynkach – Dobra Rada doskonale wie, co należy zrobić, by sytuację naprawić. I wcale nie musisz dopytywać się o poradę – udzieli ci jej chętnie nawet, jeśli sobie tego nie życzysz i nie oczekujesz.

Wieczny żartowniś

Kawałami sypie jak z rękawa, żarty trzymają się go zawsze i wszędzie, bez względu na okolicznośći. Rozmowa z nim to jedno wielkie stand up comedy połączone z programem „Śmiechu warte” na żywo. Nie zważa na twój humor, kontekst i sytuację – przecież dobry kawał nigdy nie jest zły. Nie kumasz jego sucharów? Najwyraźniej gdzieś zgubiłaś swoje poczucie humoru i jesteś strasznie smutną nudziarą. Bo przecież on na żartach zna się jak mało kto, jest królem komedii. A może jednak błaznem?

Mam zawsze rację

Cokolwiek byś nie powiedziała, Pan/Pani „Mam zawsze rację” wie lepiej i nie masz, co się kłócić. Racja jest do niego/niej przynależna, ma ją na wyłączność, w abonamencie bez limitu. Będzie jej bronić niczym Kmicic Jasnej Góry, a gdy tylko spróbujesz wytknąć błąd lub coś zarzucisz, uzna cię za wroga śmiertelnego i wpisze na swoją czarną listę. Potakuj, nie zadzieraj, dyskusje zostaw dla kogoś z nieco szerszą perspektywą – głowa muru nie przebijesz.

Krytyki nie przyjmuję

Krytykować możesz wszystko i wszystkich, ale jeśli tylko spróbujesz – nawet delikatnie – zwrócić mu/ jej uwagę możesz być pewna, że zostanie to uznane za atak. Nie ma tutaj miejsca na konstruktywną krytykę, przyjacielską wymianę poglądów, a nawet życzliwą radę – ten typ nie przyjmuje uwag na swój temat pod żadną postacią. Konsekwencje twoich słów będą dotkliwe – albo zacznie się z tobą wykłócać, wpadnie w szał i odbije piłeczkę wytykając ci różne rzeczy, albo malowniczo walnie focha i będzie się dąsać przez kilka dni.

Wszystko zamienię w seks

Nie ważny jest temat waszej rozmowy, bo prędzej czy później ten typ sprowadzi go do seksu, chuć, rządza i wyuzdanie wycieka z każdym wypowiadanym przez niego zdaniem. O polityce pogadać nie można- bo członkowie rządu. O pogodzie też nie bardzo- latem będzie wiedział, od czego ci gorąco, a zimą chętnie rozgrzeje. Narzekanie na zdrowotne dolegliwości odpada w przebiegach – każda choroba bierze się z niedoboru seksu, a kulinaria to już w ogóle tabu (ach, te afrodyzjaki). To może lepiej pomilczeć? Choć i w tym może znaleźć coś podniecającego…

Jestem taki głupi i nieważny

Ten typ przeprasza, że żyje, nie powie o sobie dobrego słowa, za to samokrytykę składa ochoczo i z zaangażowaniem. Jest głupi, brzydki, gruby i w ogóle na niczym się nie zna. Coś tam mówi, ale to w ogóle nie jest istotne, nie powinnaś go słuchać i brać pod uwagę – przecież on jest taki niemądry i nieważny. Pytanie tylko, czy swoją postawą chce cię zmusić do pocieszania i podkreślania jego dobrych cech, czy to rodzaj masochizmu?

Profesor języka polskiego

Profesorowie Bralczyk i Miodek mogli śmiało wejść z tym typem w dyskusję, choć pewnie i im wytknąłby jakiś błąd językowy i skorygował tu i ówdzie. Słownik języka polskiego ma w głowie (ortograficzny i wyrazów obcych także), a jego misją jest dbałość o staranność i poprawność wypowiedzi – zwłaszcza cudzej. Pilnuj się zatem i bacz na to, co i jak mówisz – w razie popełnienia błędu z pewnością szybko się o tym dowiesz, bo ten samozwańczy Mistrz Mowy Polskiej głośno i z radością cię poprawi.

Wieczna deprecha

Jego życie ma wyłącznie czarne barwy, jest do bani, do kitu i całkowicie pozbawione sensu. Radość, dobry humor, śmiech i pozytywna energia to dla niego abstrakcja, zna je jedynie ze słyszenia i telewizji. Rozmowa z Panem/ Panią Wieczną Deprechą to opowieść bogata w nieszczęścia, narzekania i marudzenie, wylewane żale, po raz wtóry przeżywane porażki i błędy. Marność nad marnościami, a wszystko to marność!

Obecny ciałem, duchem… niekoniecznie

Będzie potakiwał, wtrącał „yhm” i „acha”, ale myślami błądzi gdzieś zupełnie indziej lub wgapia się w ekran swojego smartfona i pod stołem daje lajki na fejsie. Jego ciało wprawdzie jest razem z tobą, ale na prawdziwą uwagę i skupienie nie masz co liczyć. Tylko nie bierz tego do siebie, to nie ma nic wspólnego z tym co mówisz i na jaki temat – po prostu ten typ tak ma i koniec.


Utknęłam, czułam się nieszczęśliwa, jak w pułapce. A to było tylko moje życie

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 grudnia 2016
Fot. iStock / bugphai
Fot. iStock / bugphai

Życie mamy tylko jedno i powinniśmy je w pełni wykorzystać, robić to, co sprawia nam radość i daje satysfakcję – niby proste, ale od świadomości do wykonania daleka droga. Zdarza się, że wpadamy w życiowy impas, który nazywamy dołem lub kryzysem, stawiamy sobie pytania, ale nie znajdujemy na nie odpowiedzi. Marzymy tylko o jednym – wielkiej zmianie, przełomie, uwolnieniu się z bieżącej sytuacji. Dla jednych taką pułapką będzie praca, dla innych wypalony związek lub obowiązki domowe i rodzicielskie.

Karolina, lat 32 – „Oszukiwałam nie tylko jego, ale przede wszystkim samą siebie”

Byliśmy tacy… tacy oczywiści – to chyba najlepiej opisujące nas słowo. Razem od początku liceum, razem na studiach, nierozłączna para. Znajomi powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że mamy szczęście, że znaleźliśmy swoje drugie połówki, wielu nam zazdrościło. Ja sama myślałam tak bardzo długo i byłam pewna, że Adam jest Tym Jedynym, z którym założę kiedyś rodzinę i zestarzeję się. Nie wiem kiedy z tej pewności wyrosło przyzwyczajenie, a miłość zamieniła się w przywiązanie, jak długo oszukiwałam nie tylko jego, ale przede wszystkim samą siebie. Gdy Adam oświadczył się automatycznie powiedziałam „tak”, choć wcale tego nie chciałam! Dlaczego nie powiedziałam, co naprawdę czuję? Nie umiałam go skrzywdzić odmową, bo nawet jeśli nie był miłością mojego życia, to nadal był jego bardzo ważną częścią.

Przez rok narzeczeństwa dzień w dzień biłam się z myślami, chciałam wyznać mu prawdę i zrzucić z serca ten ogromny ciężar. Na widok białek sukni dostawałam dreszczy, a planowanie wesela było koszmarem, odwlekałam to na ile mogłam. Poszłam nawet do mamy po radę, ale usłyszałam tylko, że to nerwy, że mam się nie wygłupiać, bo takiego faceta to dzisiaj ze świecą szukać. Przeryczałam wiele nocy wyrzucając sobie niewdzięczność i brak uczuć – przecież powinnam go kochać tak samo jak kiedyś, muszę go kochać! I wtedy spotkałam Piotrka – wiem, to takie typowe i banalne, ale co poradzić. Zakochałam się jak głupia, znowu TO poczułam, ale tym razem do zupełnie innego faceta. Nie doszło między nami do niczego więcej niż pocałunek, nie jestem aż tak zła – najpierw musiałam wyjaśnić wszystko z Adamem. Wybuchnął ogromny skandal, moja rodzina obraziła się na mnie, mama błagała wręcz bym się opamiętała, a najspokojniej przyjął to… mój narzeczony! Do dzisiaj pozostajemy w dobrych stosunkach i oboje ułożyliśmy swoje życia – jak się okazało, nie tylko ja postępowałam wtedy jak należało, a nie jak chciałam.

Joanna, lat 36 – „W pracy myślałam tylko o tym, jak bardzo nie chcę tutaj być”

To była mała firma, w której wszyscy dobrze się znaliśmy i tworzyliśmy niemal rodzinny zespół. Praca była wymagająca, ale szybko okazało się, że mam do niej dryg i bez problemu radzę sobie z powierzanymi mi zadaniami. Szef doceniał mnie pytając o opinię w sprawie nowych projektów, obdarzając zaufaniem, szybko stałam się ważnym członkiem zespołu. Czułam się dobrze, pewnie, bezpiecznie – i to właśnie mnie zgubiło. Mijały lata, a ja chciałam czegoś więcej, chciałam się rozwijać, iść do przodu, awansować, zarabiać lepsze pieniądze. Tutaj nie miałam na to szans, nie było wyższego stanowiska, lepszej posady, perspektyw na zmianę. Moje obowiązki stały się niemal rutynowe, dni niewiele się od siebie różniły, znudziłam się tą przewidywalnością. Doszłam do etapu, gdy w pracy myślałam tylko o jednym – jak bardzo nie chcę tutaj być.

Choć byłam lojalna i obowiązkowa, czułam się jak oszust – szef polegał na mnie, wszyscy znaliśmy się dobrze i niejedno razem przeszliśmy, a ja coraz częściej planowałam odejście. Marzyłam o zmianie, ale trzymały mnie wspomnienia i sympatie wobec współpracowników. Bałam się, że w nowej firmie będzie inaczej, że nie dam sobie rady, że ludzie będą zupełnie inni. Tkwiłam w swoim nieszczęściu ze strachu i wygody, niby szukałam czegoś innego, ale nie do końca chciałam znaleźć. Zdecydowałam się dopiero po interwencji przyjaciółki i męża – nie mogli dłużej patrzeć na moje wypalenie i rosnącą frustrację, dosłownie kazali mi złożyć wypowiedzenie. W firmie wszyscy byli w szoku, próbowali przekonać do zmiany zdania, namawiali, prosili. Na szczęście szybko znalazłam coś innego i musiałam zaryzykować. Dzisiaj wiem, że niepotrzebnie zwlekałam z tym tak długo, bo na nowo odnalazłam zawodową pasję, a praca znowu jest interesująca i przyjemna.

Monika, lat 35 – „Stałam się kurą domową, Matką Polką, kobietą od gotowania i prasowania”

Każdy dzień był podobny do poprzedniego, do bólu przewidywalny. Budzik dzwonił o tej samej porze, codziennie leniwie podnosiłam się z łóżka z tą samą myślą – oto kolejny dzień, który trzeba przetrwać. Przetrwać, nie przeżyć, bo życia było w tej mojej egzystencji niewiele. Utknęłam, czułam się jak w pułapce, nieszczęśliwa i smutna. Pranie, sprzątanie, pieluchy, smoczki, kaszki – to był mój świat, w którym tkwiłam, choć zawsze zarzekałam się, że ze mną będzie inaczej. Ja – kobieta aktywna, wykształcona, z sukcesami zawodowymi i ambicjami, stałam się kurą domową, Matką Polką, kobietą od gotowania i prasowania. Niezauważalnie, wbrew własnej woli, wbrew wcześniejszym planom i składanym sobie samej obietnicom.

Chciałam wrócić do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim, ale córka sporo chorowała, więc zostałam w domu. Mąż głośno się do tego nie przyznał, ale było mu to nawet na rękę, dobrze zarabiał, nie martwił się kwestiami finansowymi, a w domu był spokój, ład i porządek.  Starałam się być na bieżąco z nowymi trendami i zmianami w branży, nie chciałam całkiem „odpaść” zawodowo, ale z perspektywy piaskownicy i karuzeli wszystkiego nie mogłam dostrzec. Kiedy już myślałam, że będę mogła wrócić do pracy, jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o drugiej ciąży. Wstyd się przyznać, ale zanim zaczęłam się tym cieszyć, pomyślałam, że przez to będę musiała zostać w domu na kolejne lata, że utknę na zawsze w tych czterech ścianach, niczego w życiu już nie dokonam. Najpierw płakałam z rozpaczy i bezsilności, a dopiero potem ze szczęścia.

Dzisiaj, gdy syn ma już rok, a córka cztery lata, wciąż uczę się cieszyć życiem rodzinnym i macierzyństwem, doceniać czas spędzany z dziećmi i czerpać z tego satysfakcję. Pomaga mi też bardzo praca zdalna, na niewielką część etatu – dzięki niej mogę chociaż trochę poczuć się znowu częścią tej wielkiej, biznesowej maszyny. Mam nadzieje, że już niedługo będę mogła wrócić na pełen etat, bo choć kocham swoje dzieci, to chce być kimś więcej niż wyłącznie ich matką, nadal nie czuję się dobrze w skórze pani domu, to zupełnie nie moja rola.


Hipsterskie Boże Narodzenie – jak wyglądałaby stajenka, gdyby Jezus urodził się w tym roku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 grudnia 2016
Fot. Screen/modernnativity.com
Fot. Screen/modernnativity.com

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wyglądałby żłóbek, gdyby Jezus urodził się w roku 2016 ? . Casey Wright postanowił przedstawić scenę narodzin Chrystusa, we współczesnych okolicznościach i dzięki temu, stała się bardzo wymowna…Józef kołysząc małego Jezuska robi sobie selfie, a Maria, pozując do zdjęcia, popija latte, pokazuje znak „peace” i charakterystycznie wydyma usta „na kaczuszkę”. Zgrabna figura w legginsach nie wskazuje na to, że właśnie urodziła dziecko. Figurki są ręcznie malowane, jedyne w swoim rodzaju, a całą stajenkę możecie nabyć za jedyne 129 dolarów.

Fot. Screen/ modernnativity.com

Fot. Screen/ modernnativity.com

Trzej królowie przyjechali na Segwayach, z paczkami z Amazona pod pachą. Krowa zjada bezglutenową karmę, a pasterz, ze słuchawkami w uszach, przegląda Co myślicie o takiej stajence?

Fot. Screen/ modernnativity.com

Fot. Screen/ modernnativity.com

Fot. Screen/ modernnativity.com

Fot. Screen/ modernnativity.com

Hipster Nativity Set from Allison Baker on Vimeo.

 


Źródło: modernnativity.com

 

 


Zobacz także

Fot. iStock / misfire_asia

Pomarzymy wspólnie? Trwa nasza akcja. Tydzień trzeci, dzień #4

5 przyjemności, które nie kosztują

5 przyjemności, które nie kosztują nic poza czasem

Fot. iStock / da-kuk

„Przepraszam, jutro już wstanę”. O silnej kobiecie, która przeżywa załamanie