Odważyła się stanąć na scenie ze swoim gwałcicielem. Dla wielu kobiet jest dziś bohaterką

Karolina Krause
Karolina Krause
13 lutego 2017
Fot. Screen z Youtube Maikel Akkermans
Fot. Screen z Youtube Maikel Akkermans
 

Jest grudzień 1996 roku, 16-letnia Thordis Elva wybrała się właśnie ze swoim o 2 lata starszym chłopakiem Tomem Strangerem na szkolną potańcówkę. Thordis jest najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi – ich wspólne wyjście na bal to nieformalne oświadczenie przed całą szkołą, że ona i Tom oficjalnie są parą. I choć wszystko w tym momencie wydaje się być idealne, ten wieczór nie przejdzie do ich pamięci, jako radosne wspomnienie. Raczej jako coś, o czym obydwoje chcieliby zapomnieć. Tylko, że jedno z nich przez długie lata nie będzie potrafiło tego zrobić…

Dzień, w którym Thordis i Tom wybrali się na szkolny bal bożonarodzeniowy, był dla niej także pierwszą okazja do spróbowania alkoholu. Padło na rum. Zdecydowanie za dużo rumu. Thordis była w bardzo złym stanie – kilkakrotnie wymiotowała, więc ochroniarze już chcieli wzywać pogotowie. Wtedy Tom zaproponował, że ją odwiezie.

To było, jak w bajce – leżałam bezpiecznie w jego ramionach, które delikatnie ułożyły mnie na łóżku. Tylko, że wtedy cały ten miłosny obrazek przeobraził się w horror.”

Gdy Tom zaczął zdejmować z niej ubrania, dziewczyna natychmiast oprzytomniała. Była jednak zbyt słaba, żeby mu się przeciwstawić. Ból jakiego wtedy doświadczyła był tak rozrywający, że prawie całkowicie ją otumanił.

Żeby nie zwariować, zaczęłam wpatrywać się w mój budzik. Tamtej nocy nauczyłam się, że w dwóch godzinach mieści się aż 7200 długich sekund.” – wyznaje dorosła dziś kobieta, stając ramię w ramię ze swym oprawcą.

Zanim jednak Thordis odważyła się opowiedzieć o tym razem z Tomem, na konferencji Ted Women w październiku 2016 r., musiała przejść przez wieloletni proces. A jednym z jego etapów, było przebaczenie tego co, jej zrobił.

Kilka dni po szkolnym balu, Thordis i Tom zerwali ze sobą. Przez wiele miesięcy dziewczyna zanosiła się łzami, starając się zrozumieć, co właściwie zaszło tamtej nocy. Gdy w końcu zidentyfikowała całe zdarzenie jako gwałt, on zdążył wrócić już do swojej ojczystej Australii, zostawiając przeszłość za sobą.

Tom Stranger: „Moje wspomnienia na temat wydarzeń z następnego dnia są raczej mgliste. Pamiętam, że za dużo wypiłem i to dziwne uczucie pustki, którą za wszelką cenę starałem się jakoś zapełnić.[…] Ale nie chciałem zobaczyć się z Thordis. […] Gdzieś w środku czułem, że zrobiłem coś złego, ale nie mogłem się do tego przed sobą przyznać. Tak jakby prawda, o tym, co zrobiłem nie była możliwa do przyjęcia. […] Wytłumaczyłem więc sobie, że to był po prostu seks i to pozwoliło mi iść dalej. Mimo to, podświadomie wiedziałem, że to kłamstwo. I przez wiele lat ciążyło mi to na sercu.”

Prawda jednak nie pozwoliła mu sobie zapomnieć. 9 lat później otrzymał list, w którym Thordis konfrontuje go z krzywdą, jaką jej wyrządził.

Thordis miała wówczas 25 lat i przechłodziła załamanie nerwowe. Lata obwiniała się o to, co zaszło między nimi tamtej nocy i trzymanie tego w sekrecie doprowadziły jej samoocenę do ruiny. Została bowiem wychowana w przekonaniu, że to kobiety ponoszą odpowiedzialność za gwałt. „Bo mają za krótkie spódniczki, bo zbyt szeroko się uśmiechają, bo ich oddech pachnie alkoholem” – a ona tego wieczora była „winna” każdej z tych rzeczy.

Ale tego dnia coś w niej pękło. Przelała wtedy całą gorycz na papier i ku swojemu zaskoczeniu, zamiast listy oskarżeń, z pomiętej kartki spoglądały na nią jej własne słowa – „Chciałabym Ci wybaczyć”. Przeanalizowała w swojej głowie wszystkie możliwe scenariusze: A co jeśli odpowie, że sobie coś ubzdurałam? Jeśli wszystkiemu zaprzeczy? Albo co gorsza – jeśli nic nie odpowie? Gdy uznała, że jest już gotowa na wszystko, zdecydowała się wysłać list. Nie tylko dlatego, że on zasługiwał na przebaczenie, ale przede wszystkim dlatego, że ona potrzebowała odnaleźć swój spokój.

Jednego jednak nie przewidziała – Tom odpisał, a jego odpowiedź przepełniona była ogromnym, żalem. A był to dopiero początek drogi, która miała ich czekać. Po 8 latach trudnej, wymagającej, ale na wskroś szczerej mailowej konwersacji, Thordis i Tom postanowili się spotkać. Zdecydowali, że zobaczą się ze sobą w Kapsztadzie, w połowie drogi między Australią, a Islandią – gdzie znajduje się rodzinny dom Thordis. Tom miał wówczas 35 lat i wreszcie nazwał gwałt, gwałtem.

To co wynieśli z tego doświadczenia to nie tylko, przebaczenie, które potrzebne było im obojgu, ale także chęć podzielenia się nim ze światem. Ponieważ, jak mówi Thordis „zbyt długo już traktujemy przemoc seksualną, jako problem kobiet”, czas byśmy do tej dyskusji wprowadziły także mężczyzn. Bo to właśnie do nich należy odpowiedzialność za to, co się dzieje. I decyzja o tym, by się zatrzymać.

Thordis zwraca także uwagę na język, którego używamy mówiąc o „ofiarach przemocy”. O wstydzie, którego doświadczają kobiety.

Szacuje się, że jedynie 10% kobiet zgwałconych w Polsce zgłasza się na policję. Wiele z nich zostaje zgwałconych w ich własnych domach, przez osoby, które miały je kochać. W miejscu, w którym miały być bezpieczne. Te kobiety nie chcą jednak o tym mówić. Boją się stygmatyzacji, postrzegania ich jako „ta, która została zgwałcona”. Nazywanie kogoś „ofiarą gwałtu” odbiera im bowiem pewnej mocy, odziera z godności, szacunku.

Łatwo nam także postrzegać gwałcicieli, jako tych „nieludzkich”, „potworów”. „Jak jednak możemy starać się zrozumieć społeczny problem, jakim jest przemoc, jeśli przestaniemy postrzegać sprawców, jako ludzi?”

Dlatego Thordis zebrała w sobie odwagę, by wystąpić na scenie wraz ze swoim oprawcą. By pokazać, że po tym traumatycznym wydarzeniu, jakim jest gwałt, można odnaleźć spokój, że można normalnie żyć, że można wybaczyć. I dlatego wielu kobiet jest dziś bohaterką.


Źródło: ted.com


Seks nasz powszedni. Średnio jesteśmy z niego zadowoleni

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 lutego 2017
Fot. iStock/nd3000
Fot. iStock/nd3000
 

Seks tu, seks tam. Miewam wrażenie, że seks na stałe zagościł w naszym dniu. Coraz go więcej, coraz częściej się o nim pisze i mówi. To w końcu nie czasy Michaliny Wisłockiej, kiedy to rewolucyjnym było wydanie samej książki o seksie. Teraz mamy szeroki dostęp do lektury, a także samych seksuologów, ekspertów, możemy z uch wiedzy czerpać garściami.

I wydawałoby się, że zatem w kwestii seksu powinniśmy zmierzać w coraz lepszym kierunku. Rozwijać się, edukować, doświadczać nowego – w końcu seks przestaje być tematem tabu, możemy o nim rozmawiać, czytać właściwie wszystko, co się nam spodoba.

Czy korzystamy z tych dobrodziejstw współczesności? Czy nasze życie seksualne kwitnie? Otóż… nie.

Profesor Zbigniew Izdebski kilka dni temu przedstawił już po raz piąty raport na temat seksualności Polaków. Co by nie powiedzieć, dobrze nie jest.

Okazuje się, że tylko 42% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego, przy czym mężczyźni stanowią 55% a kobiety 49%. Mówi się o tym, że seks jest istotną składową naszych związków, a tymczasem w ciągu ostatnich 20 lat nasza aktywność seksualna spadła o 10% (z 86% do 76%). I nie ma to związku z naszą pruderyjnością, czy zawstydzeniem – no tego nikt mi nie wmówić. Okazuje się, że najczęstszą przyczyną braku seksu w związku jest stres i zmęczenie.

Paradoks. Pracujemy, spieszymy się, zarabiamy kasę po to, by niczego sobie nie odmawiać, by żyć spokojnie, a tymczasem, to właśnie praca i stres z nią związany zabiera nam to co najcenniejsze – bliskość, intymność. Warto się nad tym zastanowić – co jest dla nas ważniejsze, jeszcze jeden wysłany mail, wykonany telefon, czy nasz związek, najbliższe nam osoby?

Pamiętam, jak czytając jedną z książek Pauliny Młynarskiej oburzałam się, że kobiety zmuszają się do seksu. Rozkładają nogi chcąc mieć święty spokój, czy nawet coś dla siebie załatwić. W jakim świecie my żyjemy, żeby uprawiać seks, bo ON chce. Raport profesora Izdebskiego rozwiewa moje wątpliwości. Otóż żyjemy w kraju, w którym 30% kobiet przyznaje się, że uprawiało seks, chociaż nie miało na niego ochoty. Aż ciśnie mi się na usta – ile z nich zostało zgwałconych kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy? Smutny to obraz.

Seks wygląda trochę tak jak nasze życie. Poświęcamy czas na wiele nieistotnych rzeczy, zapominając o tym, co ważne. Nawet gra wstępna skróciła się z 20 do 15 minut. Może stąd chociażby po stronie kobiet tak wysokie niezadowolenie z seksu?

Profesor Izdebski w swoim raporcie porusza także kwestię zdrady. Co piąty mężczyzna uważa, że w zdradzie nie ma nic złego, tego samego zdania było 14% biorących w badaniu kobiet. To może nie jest aż tak zaskakujące jak, fakt, że z 29% tych, którzy przyznają się do zdrady, niemal 60% związków się nie rozpada. Ma to się nijak do głoszonych przez kobiety: zdrady bym nigdy nie wybaczyła, odeszłabym. Tu jest wybór, albo żyjesz w błogiej nieświadomości, albo na szczerości, choć bolesnej budujesz od nowa związek. Może to naiwne myślenie, bo zaraz ktoś powie: bo boją się zostać same, to co mają zrobić. Może i tak.

Co ciekawe, zdrada jest ściśle związana z wykonywanym zawodem. Zdradzamy najczęściej na wyjazdach służbowych, w delegacjach, na imprezach integracyjnych, a nawet w biurze.

Badania nie napawają optymizmem, cały czas seks spychany jest jako dodatkowy, a nie podstawowy element związku. Nieustannie bywa demonizowany, często traktowany zbyt poważnie. A przecież to najprzyjemniejszy sposób na rozładowanie stresu, na pobycie tak naprawdę razem, zatrzymanie się i czerpanie radości z tego, co dla nas zupełnie naturalne. Smutny ten raport… Bo mam wrażenie, że się od siebie oddalamy, że pochłania nas coś, co nie przytuli, nie wesprze, nie pocieszy, coś, co tak naprawdę nie jest dla nas w życiu najważniejsze.


źródło: dane za WPROST


7 pytań, które każdy z nas powinien chociaż raz w życiu sobie zadać i… szczerze na nie odpowiedzieć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 lutego 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Jak często zadajesz sobie pytania, na które nie umiesz znaleźć odpowiedzi? O siebie, o twój związek, twoje życie w ogóle? Myślałaś kiedyś o tym, że brak odpowiedzi może być wynikiem źle postawionych pytań?

Jesteśmy mistrzami w pytaniach typu: „Jaki sens ma moje życie”, a kto umie na to odpowiedzieć? Jak skupić się na szczegółach, kiedy zastanawiamy się nad rzeczami wielkimi?

Eh… to tylko prowadzi do jeszcze większego zagubienia, do dawania sobie mało precyzyjnych odpowiedzi.

Jak możemy zmienić swoje życie, jeśli nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy, o co nam chodzi? Chcesz wiedzieć, na jakim etapie swojego życia jesteś? Czy jest w tobie potrzeba zmian?

Oto 7 pytań, które warto sobie zadać. Nie spiesz się, to żaden test, po prostu bądź szczera sama ze sobą.

Co byś zmieniła w swoim życiu, jeśli dowiedziałabyś się teraz, że umrzesz w ciągu 10 lat?

No to jest pytanie! Świadomość zbliżającej się śmierci to doświadczenie, które zmienia życie, dlatego to pytanie pojawia się nie bez powodu. Żyjemy tak, jakbyśmy mieli na tym świecie być całą wieczność… Unikamy myślenia o śmierci, a przy tym nie skupiamy się na fakcie, że życie mamy TYLKO jedno… Co pierwsze przyszło ci do głowy? Jeśli uczciwie odpowiesz na to pytanie, na nowo ustawisz sobie listę priorytetów.

Wyobraź sobie, że pochylasz się nad noworodkiem. Jaką radę byś dała temu rozpoczynającemu się życiu?

W odpowiedzi na to pytanie zawrze się bardzo wiele, będzie w niej wszystko to, czego się nauczyłaś, będą twoje pragnienia, potrzeby. To, jak żyjesz, a jak być chciała żyć. Wraz z wiekiem mamy wiele nowych doświadczeń, z których często nie potrafimy lub boimy się skorzystać.

Ile tak naprawdę masz lat?

Wiadomo, że nasz kalendarzowy wiek ma się nijak do tego, na ile lat się czujemy, dlatego tak ważny jest wgląd w siebie i odpowiedź na to pytanie. Ile mam lat dzisiaj, jak się czuję, kim jestem? Nastolatkiem, dzieckiem, a może staruszkiem?

Jak największy błąd w swoim życiu popełniłaś?

Warto pamiętam, że popełnianie błędów jest jedną z najbardziej odkrywczych rzeczy w naszym życiu, bo pozwala nam poznać siebie, nasze słabości. Praca nad naprawieniem błędów, wyciąganie z nich lekcji to jeden z najlepszych sposób zrozumienia siebie. Jaki był twój największy błąd i jak go naprawiłaś? To jedno z kluczowych pytań pozwalających zmienić siebie.

Co chciałabyś zrobić, ale boisz się działać ze względu na opinię innych?

Strach przed byciem osądzanym za swoje decyzje to bardzo często hamulec naszych działań. Czego pragniesz, jakie są twoje potrzeby, o których nie mówisz głośno? Działasz w oparciu o szacunek do siebie, czy z obawy przed opinią innych? Zastanów się i odpowiedz sobie szczerze na to pytanie, a dotrzesz do tłumionych w sobie uczuć.

Wymień pięć rzeczy, które zrobiłaś w ciągu ostatniego roku, a które będziesz pamiętać do końca życia.

Odpowiedź na to zadanie pomoże ci ocenić, czy naprawdę żyjesz zgodnie z wyznaczonymi sobie celami, ze swoimi wartościami? Czy może zagubiliśmy się w rutynie i zapomnieliśmy, co dla nas ważne? Jeśli bez trudu znajdujesz te pięć rzeczy, to znaczy, że żyjesz intensywnie i korzystasz z tego, co podsuwa ci życie. Jeśli masz z tym problem, to może warto spojrzeć wstecz, zastanowić się i w końcu pomyśleć trochę o sobie?

Czy praca daje ci szczęście? Czy lubisz to, co robisz?

Każdy powinien mieć taką pracą, którą lubi, bo praca jest jednym z filarów naszego życia i naszego zdrowia psychicznego. Przecież nawet nasze samopoczucie zależne jest od życia zawodowego.

Dlaczego nie pozwolić sobie na pracę, którą będziemy lubić? Dlaczego jej nie zmieniać? Jesteś w stanie pracować do końca życia w zawodzie i w miejscu, w którym jesteś obecnie?


Zobacz także

Nie przepraszaj! Za te 10 rzeczy nigdy nikogo nie przepraszaj

Nie przepraszaj! Za te 10 rzeczy nigdy nikogo nie przepraszaj

Fot. iStock / SrdjanPav

Chcesz zresetować zegar biologiczny? Spróbuj jeść w innej porze dnia

Fot. iStock

„Mamo, nie jestem już dzieckiem”. Poznasz to po pokoju