„Odchudzanie jest w głowie. Bez wsparcia drugiego człowieka nie damy sobie rady z dietą”

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
16 października 2016
fot. archiwum prywatne
fot. archiwum prywatne
 

Setki diet, tysiące godzin spędzonych na wymyślnych treningach, głodówki, 200 kalorii… Czego nie zrobimy dla idealnej sylwetki i lepszego samopoczucia? Monika Honory w pewnym momencie powiedziała dietom stanowcze basta! Zamiast poddawać się kolejnym dietom, postanowiła przeanalizować wszystkie swoje doświadczenia i stworzyć coś, co będzie idealnie dopasowane do niej.  Program: „Przemiany wg Moniki Honory” miał być na początku planem tylko dla niej samej. Zupy zawładnęły jej życiem, wyeliminowały 40 zbędnych kilogramów, ale że w przyrodzie nic nie ginie – w ich miejsce wstąpiło ogromne szczęście. Dziś z „Programu Przemian” korzystają setki osób, bo to nie dieta, ale prawdziwy styl życia.

Agnieszka Sierotnik: Zadam Pani bardzo proste pytanie. Jest Pani szczęśliwa?

Monika Honory: Bardzo! Bez namysłu! Po pierwsze przez względy bardzo osobiste, a po drugie przez to co teraz dzieje się wokół mnie, ale nie tyle wokół mojej osoby, co mojego programu. To bardzo rzutuje na to, w jaki sposób sprawiam, że inne osoby czują się szczęśliwe. Myślę, że jestem szczęśliwa tak bardzo, jak nigdy dotąd w moim życiu.

Ale droga do szczęścia była bardzo długa i wyboista.

Bardzo długa, bardzo kręta i wyboista. Myślę, że właśnie dlatego teraz tak doceniam to, co mam. Gdyby przyszło mi to z lekkością i łatwością, albo wręcz było podane na tacy, nie patrzyłabym na to w taki sposób jak teraz. Nie byłabym też emocjonalnie zaangażowana, a przy okazji nie miałabym takiej siły, motywacji i empatii do wspierania innych osób.

Kiedy zaczęła się ta droga?

Sięga dzieciństwa, kiedy byłam małą dziewczynką. Już wtedy miałam problemy z nadwagą, choć nie było to spowodowane chorobami. Po prostu tak się zadziało – miałam apetyt, lubiłam jeść różne rzeczy, a przy okazji miałam relatywnie spowolniony metabolizm. To wszystko wpłynęło na to, że tkanki tłuszczowej było coraz więcej i więcej. Próbowałam się z tym zmagać nawet jako nastolatka. Rodzice zaprowadzali mnie do dietetyków, a ja próbowałam różnych diet sama, gdy poczułam na własnej skórze, że mam problem z wagą.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

Niech zgadnę, reakcja otoczenia?

Tak. Reakcja otoczenia mocno dała mi do zrozumienia, że odstaję od grupy. Oczywiście pod względem wizualnym. Dorastałam jako osoba, która ma zaniżoną samoocenę i zaniżone poczucie własnej wartości. Pomimo tego, że miałam zalety w różnych innych obszarach osobowości. Jednak na pewnych etapach dorastania akceptacja otoczenia ma bardzo duże znaczenie. U mnie niestety było to zachwiane. Dorastałam więc jako ta inna, która wyróżniała się w sposób negatywny. Próbowałam wszystkich znanych w Polsce diet i dobrze wiem, co znaczy być na diecie. Jednak nie był to sposób odżywiania, a bardzo wyniszczający proces. Byłam na głodówkach, dietach monoskładnikowych, poprzez mniej lub bardziej zdrowe rozwiązania farmakologiczne i układanie diet indywidualnych przez dietetyków. Myślę, że teraz doceniam to, co mam, właśnie dlatego, że kiedyś mówiłam o swojej przeszłości jak o porażkach.

Czym były te porażki?

Przede wszystkim pojawiającym się efektem jojo, choć oczywiście chudłam na dietach. Teraz rozumiem funkcjonowanie organizmu, wiem, że nie było innej możliwości. Dla mnie efekt jojo był najgorszym przeżyciem pod kątem psychicznym. Dzisiaj, kiedy mam opracowany swój program redukcji wagi, 300 osób odchudziło się ze mną przez rok, a kolejne 500 jest w trakcie, mogę się dzielić swoimi doświadczeniami i wspierać tych, którzy są na tej samej drodze, na której byłam ja. To daje mi ogromną radość i satysfakcję, a osobom które korzystają z mojego programu – dużo wsparcia.

Łącznie 800 osób straciło z Panią pewnie setki, o ile nie tysiące kilogramów!

To ludzie, którzy na swoim koncie mają wiele diet, ale i wiele niepowodzeń. Czasem chodzi o redukcję pięciu kilogramów, ale bardzo często są to osoby z naprawdę dużą nadwagą. Za każdym razem podkreślam, że mój Program Przemian to nie jest typowa dieta. Może to też powód, dla którego  rzadziej młode osoby korzystają z mojej pomocy. Młodzi chcą szybkiego, radykalnego rozwiązania, koncentrując się tylko i wyłącznie na spadku wagi. Nie myślą o tym, co będzie dalej, czy rzeczywiście uda im się zachować tę osiągniętą dietą wagę. To właśnie brak myślenia pod kątem efektu jojo. Rzadko jako priorytet stawiają zdrowe i bezpieczne rozwiązania w zgodzie z samym sobą (ze swoimi potrzebami, upodobaniami, preferencjami). Częściej walczą ze swoim ciałem i organizmem. I ja tak kiedyś robiłam.

W jakim wieku są osoby, które się z Panią odchudzają?

Około 30+, ale górnego limitu nie ma żadnego. Najstarsza pani, która się ze mną odchudza ma 89 lat! Mężczyźni i kobiety, całe spektrum społeczeństwa. Mój Program zakładał, że będą mogły z niego skorzystać również te osoby, które mają bardziej ograniczony zasób portfela, jak  i te, które nie mają dostępu do modnych składników stosowanych w nowoczesnych dietach. U mnie musi być smacznie, zdrowo, w miarę prosto, a składniki muszą być dostępne w pobliskim sklepie czy na targu.

Może właśnie te składniki promowane przez popularne trenerki fitness są problemem dla przeciętnego Kowalskiego.

Każda moja odpowiedź jest poparta doświadczeniami ze swojego życia. Przeszłam tą drogę, którą teraz rozpoczynają osoby decydujące się na Przemiany. Jestem świadoma tego, że to mój ogromny atut. Umówmy się, zupełnie inaczej tworzy się pewne rzeczy, kiedy znamy to tylko z książki, zupełnie inaczej, gdy dochodzi do głosu własne doświadczenie.

Z zawodu nie jest Pani dietetyczką, ale skończyła Pani wiele kursów z dietetyki czy psychodietetyki. Ciężko było zderzyć doświadczenie z teorią?

Przez wiele lat przygotowywałam się na medycynę. Ciało, organizm, człowiek – to moja pasja. Byłam bardzo aktywną studentką kursów, która podważała co drugą teorię. Za każdym razem, kiedy jestem w towarzystwie profesjonalistów, zadaję wiele pytań i tłumaczę: wy znacie teorię, patrzycie z punktu widzenia książek,, a ja za każdym razem odnoszę się do psychiki osoby otyłej. Może czasem naginam teorie dietetyczne. Jestem w tym kontrowersyjna – dobrze o tym wiem, ale robię to na rzecz uwzględnienia psychiki osoby otyłej. Jestem dowodem na to, że odchudzanie dzieje się w głowie. Wszystko to, co dzieje się z naszym ciałem jest efektem zmian, jakie zachodzą w naszej psychice. Pod tym podpisuję się ja i ludzie, którzy postanowili się ze mną odchudzać.

Daje Pani ludziom to, czego najbardziej potrzebują – wsparcie.

Nie jestem psychologiem. Jestem po prostu osobą, za którą poza wszelkimi kursami i wiedzą z podręczników stoi doświadczenie. Praktyka i świadomość tego, co siedzi w ich głowie i na jaki problem napotykają w pewnym momencie, wpływa na to, że łatwiej mi uprzedzić i uświadomić ich, jakie kroki będą musieli postawić w procesie odchudzania. Lepiej powiedzieć wcześniej, jakiego rodzaju przeciwności losu spotkają na swojej drodze osoby odchudzające się i pomóc im wcześniej się na to przygotować, niż pozwolić na to, żeby byli tym zaskoczeni.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

To odróżnia Program Przemian od innych diet.

Dokładnie. Na samym początku mówię, że waga najprawdopodobniej zatrzyma się w czasie redukcji kilogramów; na tydzień, na dwa, na miesiąc – i co wtedy? Tłumaczę, z czego wynika taka reakcja organizmu. Bardzo wiele osób często pisze mi wtedy: „Pani Moniko, od kilku dni waga stoi”. Zawsze na tym etapie się poddawałam, bo miałam wyrzuty sumienia, obwiniałam się, szukałam przyczyny w samej sobie, ale dzięki wcześniejszemu tłumaczeniu trwam, bo wiem, że mówiła Pani o tym momencie”. Zawsze mówię, że świadomość ma moc.

 Jeżeli wiem, co mnie czeka – jest mi po prostu łatwiej?

Tak, dlatego zawsze tłumaczę, co po kolei czeka osobę odchudzającą się, radzę jak uporać się z zaskakującymi rzeczami, ale także podtrzymuje ich w przekonaniu, że naszym celem nie jest szybka redukcja wagi. Wiem, że utarło się już powiedzenie „Monika Honory odchudza zupami”, ale moją wewnętrzną misją jest to, żeby uświadomić ludziom, że im bardziej dieta jest oderwana od naszej rzeczywistości – czyli tego jak jemy, jak żyjemy, jaka jest nasza zasobność portfela, jaka jest dostępność produktów, czy ćwiczymy, jakie zapachy i smaki lubimy – tym ryzyko pojawienia się efektu jojo jest większe. Bo ludzie i tak powrócą do swoich nawyków sprzed diety. Dlatego zamiast zakazywania jedzenia i nakazywania ostrego ćwiczenia, tak jak wszystkie trenerki, wprowadzam zmiany stopniowo.

Stopniowo, czyli jak?

Uwzględniam wszystkie indywidualne preferencje. No chyba, że ktoś powie mi, że nienawidzi zup – wtedy niestety nie będę mogła mu pomóc. Ludzie mają wybór, sami decydują o tym, co dzisiaj zjedzą czy będą ćwiczyć już teraz, czy dopiero za jakiś czas. Pytają się siebie: na co dzisiaj masz ochotę czyli po prostu czego w organizmie brakuje. Kwintesencją jest zrozumienie właśnie tego, że mój Program Przemian to nie jest dieta. To sposób na oczyszczenie organizmu, w szczególności jelit, po to, aby przyspieszyć metabolizm. On wyrówna gospodarkę wodno-mineralną, wpłynie na wyrównanie kwasowości i zasadowości organizmu, a miłym efektem ubocznym jest redukcja kilogramów.

Daje Pani swoim podopiecznym ogromny wybór.

Wszyscy, którzy są w tej odchudzającej się społeczności, wiedzą, że wybór należy do nich. A bardzo często, dzięki naszej grupie na Facebook’u „Zupomania”, wspierają siebie nawzajem. Stworzyła się taka społeczność, która motywuje się do wytrwania. Najważniejszy jest jednak fakt, że mogą wybierać w tylu smakach, zapachach i ilości porcji sprawia, że stracenie kilogramów nie stanowi dla nich najważniejszego elementu całej układanki. Są tacy, którzy chudną ze mną 10 kilogramów miesięcznie, ale są też tacy którzy tracą dwa. Najważniejsze jest to zrozumienie, że każdy organizm w cudowny dla siebie sposób redukuje wagę w tempie, które jest właściwe tylko i wyłącznie dla niego.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

 

Wygląda na to, że psychika naprawdę potrafi czynić cuda.

Uważam, że bardzo niewiele osób poradziłoby sobie w czasie redukcji wagi bez wsparcia drugiego człowieka. Oczywiście są tacy ludzie, którzy świetnie radzą sobie sami. Częściej są to jednak mężczyźni niż kobiety. Bo jak sobie postanowią, że będą się w dany sposób odżywiać, to nie ma odwrotu. Wszyscy, którzy są ze mną w kontakcie przez warsztaty, konsultacje osobiste czy grupę na Facebook’u jednogłośnie stwierdzają, że sam fakt posiadania kogoś, kto ich rozumie i codziennie do nich pisze, czy  publikuje filmy motywacyjne jest fundamentem.

Większość dietetyków stawia ogromne wymagania swoim pacjentom.

Ja tego nie robię. Mam wielu podopiecznych, którzy mówią: „straciłam przez ostatni miesiąc tylko 2,5 kilograma, a mój dietetyk uważa, że powinnam zredukować co najmniej 5”. Ja uważam, że ma to zrobić w swoim tempie, z szacunkiem do swojego organizmu. Przykładam ogromną wagę zarówno do ciała, jak i do ducha. Dlatego nazywam to holistycznym sposobem odchudzania. Po pewnym czasie słyszę, że osoby mają do swojego ciała tak pozytywne nastawienie, jak jeszcze nigdy w życiu. Bo nawet jeżeli mają ciągle dużą nadwagę, uczą się szacunku do siebie i nieobwiniania się za wagę.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

I wtedy pojawia się szczęście?

Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że bardzo często ludzie nieszczęśliwi to ci, którzy są negatywnie nastawieni do świata zewnętrznego i do ludzi, którzy ich otaczają. Sama siebie uczyłam i teraz przekazuję innym, że trzeba nauczyć się motywowania siebie i innych, empatii, a przede wszystkim, szacunku do samego siebie. Właśnie dlatego swój program nazywam „przemianami”. Bo chodzi o to, żeby zmiany zaszły wewnątrz nas. Żebyśmy nauczyli się stawiać siebie na pierwszym miejscu.

Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego w każdym wywiadzie podkreśla Pani jak ogromną rolę w  Programie: „Przemiany wg Moniki Honory” ma psychika.

Jeżeli pracowałabym tylko nad fizycznością, na każdym kroku napotykałabym na przeszkody. Te bariery będą wynikały z wielu problemów psychicznych. Ale przecież ja też tam byłam, przeszłam wiele diet. Byłam dla siebie naprawdę okropna. Uzależniłam się od liczenia kalorii, katorżniczo ćwiczyłam, przechodziłam głodówki. To wszystko miało jeden mianownik – nie dbałam o siebie.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

 

Co z fizycznością w czasie Przemian?

Zawsze tłumaczę, co będzie się działo. Krok po kroku, żeby lepiej zrozumieć i być przygotowanym. Nad wszystkim pieczę medyczną sprawuje doktor – lek.med. Katarzyna Jańska. Program jest na tyle, na ile oczywiście może być wirtualnie, bezpiecznym programem dla każdego. Pomimo wszystko, pierwsze pytanie, które zadaję to „jaka jest twoja historia dietetyczna”. I już w czasie tej pierwszej wypowiedzi można wywnioskować, co siedzi w człowieku.

Co najczęściej odpowiadają?

Że są niekonsekwentni, że zjedli kawałek czekolady, choć to przecież zabronione, że nigdy dieta im się nie udawała. Wtedy dobrze wiem, że trzeba wrócić do psychiki i rozkochać tych ludzi w samych sobie. To są ogromne zmiany! Cały klucz polega na tym, że wszystko co robimy musi być zgodne z nami, z naszym stylem życia. Sama dobrze pamiętam, że jedząc tylko jajka, jabłka, ćwicząc codziennie kilka godzin, licząc kalorie czekałam tylko na moment, aż to się skończy. A ja w moim Programie mam zupełnie inny program. Kiedy po trzech etapach ktoś otrzyma swoją upragnioną wagę, przechodzi do  IV etapu – utrzymania jej. To ten najdłuższy, trwa sześć-osiem miesięcy. Może jednak wtedy jeść wszystko, co chce, nie tylko zupy. Jednak bardzo dużo osób mówi mi wtedy, że tak uzależnili się od zup, że nie chcą jeść nic innego! Proces wykluczenia tylu zup z ich codziennego menu jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, ponieważ ludzie rozkochują się w zupach.

Zupy rządzą światem!

Gdyby Pani dzisiaj do mnie przyjechała, mogłabym ugościć pięcioma różnymi zupami! Zupy są u mnie zawsze – zamrożone, zawekowane. To naprawdę uzależnia w pozytywny sposób. Dlatego zamiast czekać na koniec, ludzie nie chcą się od tego uwolnić. Bo widzą, jak to dobrze wpływa na ich samopoczucie, zdrowie, no i przede wszystkim wygląd, który jest tym pierwszym czynnikiem motywującym do zmian.

Jak wyglądają zupy, które pojawiają się w „Programie Przemian”?

Większość zup jest oparta na warzywach. Czasami ludzie mówią mi, że nigdy nie zjedli tyle warzyw, ile zjedli w ciągu Przemian! Każda zupa jest złożona z proporcji 50% porcji stałej (ryż, makaron, ryby, mięso), a drugie 50% to po prostu płyn. Proszę zobaczyć, ile to płynów dostarczanych do organizmu! Dzięki temu poprawia się nawilżenie organizmu od środka.  Wypicie jednorazowo dwóch litrów wody nic nam nie da, ale rozłożone w czasie przyjmowanie płynów mniejszymi porcja, daje większą możliwość wchłonięcia ich przez organizm. Najważniejsze jednak, że w zupach jemy wszystko, co nam się podoba. Oczywiście pilnuję ile jest białek, ile węglowodanów, czy  nie ma rzeczy smażonych. Jednak możemy do nich włożyć wszystko, co chcemy. Zawsze podaję za przykład mojego męża, który kiedyś powiedział „okej, zjem zupę jak będzie w niej golonka!'”.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

I była?

Podjęłam to wyzwanie! W zupie była mała porcja ugotowanej golonki, oczywiście bez skóry, podlana bulionem rosołowym. Naprawdę, tutaj najważniejsza jest kreatywność! W mojej nowej książce będą nawet zupy deserowe.

Mąż musiał być bardzo zdziwiony, gdy zobaczył golonkę w zupie!

Oj był! Bardzo się ucieszył i raz na jakiś czas, rzeczywiście robiłam mu taką zupę z golonką. Specjalnie dla niego!

Pamięta Pani pierwszą osobę, która skorzystała z Pani „Programu Przemian”?

Trudno mi sobie teraz przypomnieć, ale to wszystko dlatego, że najpierw wieści rozeszły się po znajomych. Pocztą pantoflową poszła informacja, że odchudzam się zupami. W momencie, kiedy TVN wyemitował materiał o mojej metodzie, codziennie otrzymywałam kilkaset maili! Każdy prosił o pomoc, wsparcie, doradzenie w kwestii wyboru zupy czy składników. Nie byłam na to zupełnie przygotowana! Założenie na samym początku było takie, że tylko ja skorzystam z tego programu. Bo gdy stanęłam przed lustrem po podsumowaniu wszystkich diet, stwierdziłam, że tylko osoba, którą widzę w lustrze, może mi pomóc.

To wcale nie miało stać się pracą?

Nigdy nie pomyślałam sobie „okej, może teraz zamiast pracować na rynku SPA, zajmę się zupełnie innym biznesem”. Wszystko to, co robię, dzieje się z potrzeby ludzi. To właśnie na podstawie pytań, które dostawałam po wizycie w TVN, napisałam swoje dwie książki: „Przygotowanie do odchudzania” oraz z przepisami na moje zupy: „Zupy sycące, ale nietuczące” To bardziej motywacja, niż zupełny opis mojego Programu. To bardzo spersonalizowany „Program Przemian”, który dopasowuje w czasie indywidualnych spotkań, warsztatów czy konsultacji telefonicznych.

fot. archiwum prywatne

fot. archiwum prywatne

 

Wróćmy na chwilę do początku naszej rozmowy. Która z diet, które Pani przeszła, była z perspektywy czasu najgroźniejsza dla organizmu?

Myślę, że było to połączenie dwóch diet. Początkiem tego była wizyta u dietetyka i ustalenie diety na 1200/1500 kalorii. Jak przy każdej diecie, na samym początku zaczęłam chudnąć. Jednak nikt mi nie powiedział, że w pewnym momencie waga stanie. Byłam tak zdesperowana, że chciałam jeszcze i jeszcze, więc pomyślałam, że skoro już schudłam i więcej nie chudnę, zacznę jeść coraz mniej. Do tego bardzo dużo ćwiczyłam. W końcu zaczęłam stosować dietę, która miała nie więcej niż 200 kalorii. Przeplatałam ją głodówkami. I właśnie ten moment braku odpowiedniej świadomości, doprowadził mnie po pierwsze do obsesyjnego liczenia kalorii, po drugie do uzależnienia od ważenia się. Dzisiaj ważę się raz na miesiąc, wtedy robiłam to codziennie – rano, wieczorem, przed ćwiczeniami, po ćwiczeniach. Uzależniłam się też od uczucia głodu, bo myślałam, że skoro jestem głodna, to na pewno nie utyję. Może to nie jest zbyt chlubne dla mojej osoby, ale mówię o tym, żeby otworzyć ludziom oczy.

Brzmi to naprawdę bardzo groźnie.

Skończyło się to u mnie dużym wyniszczeniem organizmu. Miałam zaniki pamięci. Gdyby wtedy ktoś mnie zapytał, co robiłam rano – nie potrafiłabym odpowiedzieć. Nie miałam siły wejść po schodach na pierwsze piętro, miesiączki zatrzymały się na kilka miesięcy, włosy zaczęły wypadać, wypróżniałam się bardzo sporadycznie. Regeneracja była bardzo długą drogą, a przy okazji pojawił się efekt jojo. Miałam wrażenie, że tyję ‚z powietrza’, co było prawidłową reakcją organizmu. Jednak właśnie to wydarzenie mnie obudziło i właśnie na nim opieram większość swojej teorii. U mnie osoby otyłe dopiero w pewnym momencie włączają aktywność fizyczną, nie liczą kalorii, nie mogą się często ważyć, mają zabronione głodówki. U mnie po prostu nikt nie może chodzić głodny.

Słucham Pani i w głowie pojawia mi się moja dieta. Same warzywa i jabłka, dwa posiłki dziennie, godziny ćwiczeń…

Ja wiem, że jeżeli nie ta ostatnia historia i postanowienie, że muszę coś zrobić ze sobą nie będąc na diecie, pewnie nadal próbowałabym katorżniczych diet. Tonący brzytwy się chwyta, a w przypadku osób, które nie radzą sobie z nadwagą, to kolejne wyniszczające diety. Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy przychodzą do mnie i opowiadają o dietach, które stosowali, często chwytam się za głowę. Dwa posiłki dziennie? A gdzie masa innych składników odżywczych? Poza tym dwa posiłki dziennie służą tylko gromadzeniu tkanki tłuszczowej, a nie spalaniu jej. Ale ja sama jestem dopiero teraz tego świadoma. Musiałam przez to wszystko przejść, przeanalizować i przede wszystkim – bardzo mocno nad sobą pracować, żeby nie ulec pokusie na każdym kroku. Nie mówię o zjedzeniu kawałku czekolady, bo jak miałam na nią ochotę, to po prostu ją jadłam. Chodzi mi bardziej o pokusę szybkiego odchudzania.

Ta pokusa jest ogromna…

Właśnie dlatego robiłam wszystko, żeby mój  Program: „Przemiany wg Moniki Honory” był podzielony na etapy. Bo cały szkopuł polega na tym, żeby redukować wagę powoli, ale także nie czuć tych ogromnych restrykcji. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaakceptować „okej, będzie wolniej, ale bezpiecznie”.


Miarą społeczeństwa jest to, jak traktuje ono swoje kobiety i dziewczynki. 10 cytatów, za które kochamy Michelle Obama

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 października 2016
Fot.  Screen z YouTubeBarackObama.com
Fot. Screen z YouTubeBarackObama.com
 

Jest niezwykła, piękna, mądra i silna. Chyba nie będzie już drugiej takiej Pierwszej Damy… Świat pokochał naturalny wdzięk Michelle Obamy, ona sama stała się ikoną współczesnej kobiecości. Swoją postawą i niezgodą na seksizm i dyskryminację kobiet, stara się konsekwentnie zmieniać rzeczywistość – naszą i naszych córek.

10 cytatów z Michelle Obamy, którymi poruszyła nasze serca:

1. Miarą społeczeństwa jest to, jak traktuje się w nim kobiety i dziewczynki.

2. Silni mężczyźni, mężczyźni, których stawia się innym za wzór, nie poniżają kobiet, żeby poczuć swoją siłę.

3. Te skandaliczne komentarze na temat naszego ciała, brak szacunku dla naszych ambicji i intelektu, to przekonanie, że z kobietą możesz zrobić co tylko chcesz… To jest po prostu okrutne i przerażające.

4. Każdy mężczyzna, który wykorzystuje swoją siłę, aby wykorzystać kobietę, jest tchórzem.

5. Jako kobiety, musimy walczyć o siebie wzajemnie.

6. My, kobiety, może osiągnąć wszystko. Nie ma dla nas ograniczeń.

7. Każda matka ciężko pracuje, a każda kobieta zasługuje na szacunek.

8. Żaden kraj nie może się naprawdę dobrze rozwijać, jeśli tłumi potencjał swoich kobiet i  tym samym, pozbawia się wkładu w ten rozwój połowy swoich obywateli.

9. Jeśli to wszystko jest bolesne dla nas, dorosłych kobiet, jak to działa na nasze dzieci? Jakie przesłanie otrzymują nasze małe dziewczynki słuchając o tym, jak powinny wyglądać, jak powinny się zachowywać? Czego uczą się o swojej wartości jako przyszli specjaliści, jako istoty ludzkie, czego dowiadują się o swoich marzeniach i aspiracji? (o seksizmie i poniżaniu kobiet)

10. Nadszedł czas dla nas wszystkich, aby wstać i powiedzieć: dość. To musi się skończyć już teraz. (o seksizmie i poniżaniu kobiet).


Zródło: huffingtopnpost.com, pbs.org


„To twoja wina”. A właśnie, że nie! 7 rzeczy, o które partner nigdy nie może mieć pretensji

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
16 października 2016
fot. iStock/gilaxia
fot. iStock/gilaxia
 

Można mieć pretensje o niedopilnowane dzieci, kolejne spóźnienie się na umówione spotkanie, skarpety niedbale rzucone na środku pokoju, brak prezentu w rocznicę ślubu albo jawne zlekceważenie naszej prośby. Można kogoś obwiniać o to, że o czymś zapomniał, czegoś nie zrobił lub odwrotnie – zrobił, choć nie powinien. W każdym związku toczy się gra pt. „to twoja wina”, a każdy z graczy mniej lub bardziej świadomie zbiera punkty, zalicza upomnienia, a gdy humor wybitnie nie dopisuje, to nawet i nagany. Są jednak rzeczy, o które nawet najbardziej zacięci gracze pretensji mieć nie powinni, bo to wbrew zasadom wszelkim i dobru relacji wybitnie nie służy.

Stres w pracy

Winienie ciebie za stres w JEGO pracy to tak jakby Eskimosi mieli pretensje o upały w Afryce. Przecież to nie ty wydajesz mu służbowe polecenia, nie ty masz wymagania, co do efektywności wykonywanych zadań, nie ty wyznaczasz terminy i przydzielasz (lub nie) premie. Życie zawodowe należy oddzielić grubą krechą od osobistego i postawić wyraźne granice. Przynoszenie do domu złych emocji i wyżywanie się na domownikach z powodu niepowodzeń w pracy, nie spowoduje rozwiązania kłopotów i tego, że stres zniknie – wręcz przeciwnie, dołoży tylko dodatkowych problemów i frustracji.

Niespełnione marzenia

To bardzo wygodne wyjście z sytuacji – nie spełniłem swoich marzeń przez ciebie, to ty ponosisz winę, na ciebie zrzucam całą odpowiedzialność. Łatwiej jest mieć przecież pretensje do kogoś niż do samego siebie, prawda? Nie daj sobie jednak wmówić, że to prawda – jeśli ktoś czegoś naprawdę chce i o czymś gorąco marzy, to nic i nikt go nie powstrzyma przed realizacją celu! Marzenia same się nie spełniają – czasami potrzeba do tego ogromu pracy i wysiłku. Może komuś zabrakło determinacji?

Twoje potrzeby i uczucia

Wszyscy czegoś chcemy, czegoś w danym momencie potrzebujemy. Czasami w związku potrzeby twoje i partnera nieco się rozmijają, ale nie oznacza to, że można mieć o to pretensje – zamiast bezsensownie się obwiniać spróbujcie znaleźć rozsądny kompromis. Podobnie jest z uczuciami – nawet jeśli nie zawsze są one zrozumiałe dla drugiej strony i czasami wydają się irracjonalne, to nie do końca mamy nad nimi kontrolę (ach, te hormony!). Zamiast wymówek i pretensji przyda się odrobina zrozumienia, cierpliwości, a czasami po prostu duży przytulas i bycie obok.

Popełnione błędy

A kto ich nie popełnia! Każdy z nas ma na koncie niemałą ich ilość, a pewnie jeszcze co najmniej drugie tyle przed sobą. Zamiast szukać winnego w partnerze, lepiej wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość i odrobić lekcje, jakie daje nam los. Nie daj sobie wmówić, że błąd partnera jest twoim błędem i to ty ponosisz odpowiedzialność – to z jego strony próba wybielenia siebie i zrzucenia winy na kogoś innego, a że jesteś najbliżej i pod ręką, to wypadło na ciebie. Bardzo nieładna i niedojrzała zagrywka.

Choroba

W szczęściu i w nieszczęściu, w bogactwie i w biedzie, w zdrowiu i w chorobie – czy nie taki powinien być związek dwojga kochających się ludzi? Jeśli partner ma do ciebie pretensje o chorobę, to albo jest nieczułym draniem, albo nie dojrzał do relacji z drugim człowiekiem. Kochający partner w sytuacji choroby służy wsparciem, pocieszeniem, radą i pomocą, a jedyne pretensje, jakie może mieć, to pretensje do losu.

Twoja rodzina

Rodziny się nie wybiera- nawet jeśli twoja osobista nie wygląda jak z obrazka, to nie wszystko potrafisz w tej kwestii zmienić. Możesz jedynie zadecydować o tym, jak będą wyglądać twoje i twojego partnera relacje z bliskimi ci osobami, na ile „wpuścisz” ich do waszego związku i wspólnego życia. Jeśli robisz, co możesz, starasz się i stawiasz jasne granice, to pretensje są bezzasadne – na osobowość i charakter innych nic nie poradzisz. Albo partner przyjmuje cię z dobrodziejstwem inwentarza, zaakceptuje i nauczy się tolerować twoich bliskich (uwaga, ta zasada działa także w drugą stronę!), albo czeka was nieustanna przepychanka, kłótnie i sprzeczki.

Wszystko, nieustannie i bez przerwy

Jeśli partner obwinia cię o wszystko, zawsze ma jakieś pretensje i żale, to z pewnością nie jest w porządku. Wieczne obwinianie jednej osoby za każde zło tego świata i każdą osobistą porażkę to oznaka poważnych problemów. I to nie twoich, tak dla jasności! Porozmawiaj z partnerem i wyjaśnij otwarcie, co czujesz i co chciałabyś zmienić, a jeśli to nie naprawi sytuacji, może warto poszukać kogoś, kto dla odmiany będzie widział w tobie same dobre rzeczy i źródło szczęścia? Przecież właśnie na to zasługujesz!

Zapisz


Zobacz także

Fot. iStock/elenaleonova

„Jest ktoś” – usłyszałam od męża nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi. „Jak to jest ktoś?” – spytałam…

Jak mądrzy ludzie radzą sobie z tymi toksycznymi? Kilka sposobów na rozbrojenie "toksycznego"

Zamiast inwestować w kolejny związek, musisz zainwestować w siebie. Dlaczego po toksycznej relacji potrzebujemy czasu dla siebie

Fot. iStock /  Voyagerix

Niepowtarzalne wnętrza nie rodzą się w katalogach. Zainspiruj się na dobre