Oda do przeklinania. Podobno najwięcej przeklinają ekstrawertycy! Czy to na pewno prawda?

Karolina Krause
Karolina Krause
17 grudnia 2016
Fot. iStock/max-kegfire
Fot. iStock/max-kegfire

Nie wiem jak wy, ale ja tam lubię sobie od czasu do czasu zarzucić soczystą k*rwą. A czasami nawet kilkoma dziennie. Bez owijania w bawełnę przyznam po prostu, że lubię przeklinać. Przeklinanie mnie uspakaja. Dzięki niemu mogę dać upust moim emocjom i znów poczuć się jak zbuntowana nastolatka (śmierć lizusom!). A niekiedy zwyczajnie sprawia mi przyjemność. Bo, jak ci taki babsztyl zajedzie drogę, a ty o mały włos nie skasowałabyś auta, to już chyba lepiej wyrzucić to z siebie, niż doprowadzić takową w złości do płaczu. Wiem, ja też mam czasami gorszy dzień. Ja też raz na jakiś czas czegoś nie zauważę, ale no „na miłość boską!” (żeby nie powiedzieć tego „cudownego” słowa na „k”) za jeżdżenie z telefonem w ręku powinno się wsadzać za kratki! Ok, samej zdarzyło mi się kiedyś napisać sms’a lub dwa, ale to były nagłe wypadki – powiedzmy.

Wracając jednak do mej przywary ciągłego przeklinania, muszę wam się przyznać, że żywot takiej osoby wcale nie jest łatwy. A już szczególnie ciężko jest wtedy, kiedy idzie się na 8/10 godzin do pracy z gromadką małych krasnali, które co chwila robią coś takiego, że brzydkie słowa same cisną ci się na język. Gwoli wyjaśnienia mowa tutaj o przedszkolu. I żebyście wzięły mnie tutaj za jakąś w najlepszym razie „nieczułą kobietę, która minęła się z powołaniem”, dodam od razu, że kocham dzieci. Wszyyyystkie dzieci. I szczerze?Myślę, że one mnie też. A już najbardziej uwielbiam jak cała dziesiątka wpada nagle na pomysł, żeby zrobić mi tak zwany „grup hug”. Czyli krótko mówiąc: każde po kolei rzuca się na ciebie w radości, ciągnąc za włosy, kopiąc po wszystkim co się da, a co po niektóre łokcie trafiają w twoje najbardziej intymne miejsca. I mówię to całkiem poważnie. Nikt w życiu nie da wam tyle miłości co kilka małych 3-latków. Możecie mi wierzyć. A dla tych, krótkich momentów szczęścia, warto jest trzymać język za zębami.

Ale do rzeczy. Podobno tymi osobami, które przeklinają najwięcej są najczęściej ekstrawertycy (możecie sobie wyobrazić, ile razy w życiu użyłam już tej wymówki). Istnieją nawet dowody na to, że przeklinanie w pracy nie tylko motywuje do działania, ale też poprawia relacje między współpracownikami. W końcu dobrze jest się czasem przekonać, że kumpel przy biurku obok to nie maszyna. Bo już mogłabyś przysiąc, że widziałyście gdzieś, wychodzący z nogawki, kabel od zasilania… No ale cóż, najwidoczniej musiało ci się przewidzieć. Z kolei inne badania mówią o tym, że obrzucanie się mięsem uśmierza drzemiący w nas ból. Bo jak coś komuś bardzo leży na sercu to i pewne, że jak sobie przeklnie to od razu mu będzie lepiej. Jakby się nad tym dobrze zastanowić to z dwojga złego lepsze to niż kieliszek wódki. Czyż nie?

W zasadzie przeklinanie to temat, który interesuje dziś psychologów podejrzanie często. Swoje trzy grosze miał też do dorzucenia nawet sam Zygmunt Freud, który stwierdził kiedyś, że „człowiek, który pierwszy cisnął obelgę zamiast kamienia, był twórcą cywilizacji”! Chwała ci dziadku Freud!

Mogłabym tu oczywiście mnożyć korzyści płynące z tej niebywałej poezji, jaką jest sztuka używania wulgaryzmów, ale niestety (niestety dla mnie) dziś mamy 17 grudnia. A to oznacza, że dopadł nas ten „najgorszy z możliwych” czas w roku, jakim jest Dzień bez Przekleństw. I „kij z tego”, że jest sobota, a ja chciałam wybrać się jeszcze po świąteczne zakupy. Siedzę uziemiona w domu i przeglądam ostatnie prezenty w internecie. Bo przecież jak tylko postawię stopę na zewnątrz, to już wy dobrze wiecie, co mnie strzeli. Choinki, ozdóbki, świeczuszki (jedyne w sowim rodzaju oczywiście) i cały ten kordon wygłodniałych świątecznych prezentów, ludzi. No przecież jasna sprawa, że pierwsza k*rwa pójdzie od razu przy zapalaniu auta – bo zimno. BARDZO zimno. A druga zaraz potem, gdy tylko pomyślę o parkowaniu – bo miejsca mało. BARDZO mało, żeby nie powiedzieć „ni chu.ja”.

Ale jeśli wy nie macie, aż takich problemów z przeklinaniem jak ja. To proszę bardzo, droga wolna! Ja zostaję tutaj w mojej oazie spokoju. Gdzie nic nie zmusi mnie do tego, by pobrudzić sobie usta. No chyba, że ten sąsiad na dole znowu zacznie wiercić o 11 wieczorem. To wtedy nie obiecuję, że wytrzymam do tej ostatniej godziny!


5 zachowań, które pomagają podtrzymać dobre relacje w związku

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
17 grudnia 2016
Fot. iStock/AntonioGuillem
Fot. iStock/AntonioGuillem

Układ pomiędzy partnerami wymaga inwestycji czasu, uwagi i uczucia. Na związek nakładają się okresy wzlotów, jak i upadków, gdy wydaje się, że nic nie ma tu sensu. A jednak wiele spraw można wyjaśnić i naprawić, a związek nabiera nowych rumieńców. 

Praca nad dobrymi relacjami trwa rzez cały czas. Nie da się zrobić czegoś na zapas i korzystać z zainwestowanych emocji. Związek należy budować latami, pamiętając o tym, że mimo wielu trudów, szacunek i podziw dla siebie nawzajem powinien stanowić jego mocną podstawę. Kompromis pomagający pacyfikować groźne sytuacje, świadomość dawania i czerpania ze związku oraz praca nad wspólnym dobrobytem ułatwiają obopólne starania. Warto znać także 5 zachowań, które symbolizują świetne relacje z partnerem.

5 rzeczy, które pomogą każdej parze

1. Znajomość partnera

Trzeba wiedzieć o sobie małe rzeczy, które składają się na jestestwo każdego z partnerów. Ważne jest to, co partner lubi, akceptuje czy wręcz nie znosi. Spędzanie dużej ilości czasu z drugą połową ułatwia naukę wielu z tych rzeczy, co wpływa na poprawę wspólnych relacji. Pewne rzeczy obserwujemy samodzielnie i zapamiętujemy, o inne trzeba zapytać i zrozumieć, aby odkryć ukryty sens niektórych zachowań drugiej osoby.

2. Granice, których się nie przekracza

Pomimo wspólnoty w związku, powinna zostać zachowana dla jego dobra pewna niezależność partnerów. Dobrze jest wiedzieć o sobie wiele rzeczy i mieć świadomość tej drugiej osoby. Ale przekraczanie pewnych granic intymności, poczucia bezpieczeństwa nie jest niczym dobrym i prowadzi do wycofywania się drugiej osoby. Wzajemny szacunek dla granic osobistych jest rozszerzeniem miłości i szacunku dla partnera. Zachowana przestrzeń osobista pozwoli na swobodne złapanie oddechu, gdy zajdzie taka potrzeba.

3. Wspólne życie

Nie chodzi tu o formalne zamieszkanie i założenie obrączki na palec wybranka. W pędzie do zapewnienia odpowiedniego poziomu życia zapominamy często, że żyjemy razem i zaczynamy żyć obok siebie, pochłonięci swoimi sprawami. Dobre relacje zależą od tego, czy para spędza wspólnie czas, poznając się jeszcze lepiej. Nie chodzi tu o miejsce, w którym przebywają, ale o rzeczywiste zaangażowanie w codzienność i radość ze swojego towarzystwa.

4. Głośny śmiech

Śmiech jest lekarstwem na wszystko i doskonale rozładowuje napięcie oraz zły nastrój. Cokolwiek nie staje się powodem do śmiechu, ważne, by bawiło was wspólnie. Nie warto traktować wszystkiego zbyt poważnie, a już na pewno nie należy rozpamiętywać starych urazów.

5. Podsycane uczucie

Miłość należy nauczyć się dawać, jak i przyjmować. Bez stałej troski o to, co łączy parę, nawet najgłębsza miłość traci na intensywności. Trzeba uczyć się całe życie zrozumienia i wybaczania sobie nawzajem różnych przewinień. I kochać się nawet wtedy, gdy trudno się zgodzić z poglądami drugiej osoby.

źródło: www.powerofpositivity.com


A ty? Co spakujesz do swojej życiowej walizki? 10 rzeczy, które powinny się w niej znaleźć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 grudnia 2016
Fot. iStock/fcscafeine
Fot. iStock/fcscafeine
Następny

Podobno im jesteśmy starsi, tym mądrzejsi. Podobno. Ale to nie wiek świadczy o naszej mądrości, ale doświadczenie, które posiadamy na podstawie różnych życiowych sytuacji. Pytanie, czy potrafimy wyciągnąć lekcję? Czy wszystko to, co nas spotyka, sprawia, że bagaż, który ze sobą dźwigamy, jest dla nas ciężarem? Czy przeciwnie – możemy sięgać do ten naszej życiowej walizki i wyciągać z niej to wszystko, czego dotychczas się nauczyliśmy, dzięki czemu nasze życie staje się prostsze.

Co w takiej walizce mogłoby się znaleźć?

Zobacz także

Fot. iStock / OcusFocus

Ja – idealna matka, żona, córka i pracownik… Ja – alkoholiczka – piszę dzisiaj do ciebie

Głupie błędy, które popełniałam, jako młoda dziewczyna

Głupie błędy, które popełniałam, jako młoda dziewczyna

Fot.  Screen z YouTube / CallMeKat

„Bycie blisko osoby chorej też wymaga mocy!”. Już jest druga część filmu o depresji, który podbił serca internautów