O miłości nie myślałam w ogóle, sama przyjdzie, jak będzie chciała. No i przyszła. Usiadła w ostatniej ławce i cierpliwie czekała

Anika Zadylak
Anika Zadylak
2 stycznia 2017
Fot. iStock / Andreea_Condrat
Fot. iStock / Andreea_Condrat

Kuba: – Nie opowiemy ci o płomiennym romansie, który zaczął się od rzucenia się na siebie. Nie powiem ci też, że to miłość od pierwszego wejrzenia, że magiczna i niezwykła, choć dla nas na pewno. Ja po prostu zawsze byłem trochę inny, taki poważniejszy przez co nawet mniej lubiany, rozumiany. I gdy pierwszy raz zobaczyłem Asię, to nie pomyślałem z przerażeniem, że o rany, zakochałem się w swojej nauczycielce. Po kilku lekcjach, po tym jak mówiła, jak potrafiła zaciekawić swoim podejściem do drugiego człowieka, poglądami i dobrym sercem, sprawiła, że zapragnąłem nie tyle jej, co kobiety takiej jak ona. Zrozumiałem, że z tą swoją przedwczesną dojrzałością, tylko z kimś takim będę umiał być szczęśliwy. Nie zbliżałem się do niej specjalnie, nie aranżowałem przypadkowych spotkań. Myślę, że los i tak zrobiłby po swojemu. Po prostu postawił nas na jednej ścieżce tak, byśmy w żaden sposób nie mogli się ominąć.

Joanna: – Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, po prostu nie sądziłam, że to co zdarzało mi się gdzieś tam słyszeć, spotka też mnie. Nie rozważałam, co bym wtedy zrobiła i jak się zachowała. Zawsze tak jest, gdy coś cię nie dotyczy. Kuba nie zrobił na mnie efektu wow! (śmiech) choć faktycznie nawet dyrektor nie raz powtarzał, że ten Kowalski wygląda, jakby siedział już ze trzy lata w jednej klasie. Ale z czasem zauważyłam, że nie o wygląd tu chodzi, a o mentalność. Dojrzałego, rozsądnego faceta, który wie, czego w życiu chce. Nie bałam się rozmów z nim, nawet tych nieco za długich na szkolnym korytarzu, bo nie czułam się z tym niezręcznie. To wszystko wydawało mi się takie normalne. Zwykła relacja z uczniem, który lubił pytać i wiedzieć więcej, niż jest w książce.

Wtedy byłam na swój sposób szczęśliwa. Miałam swoje mieszkanie, dobrą pracę i garść przyjaciół. O miłości nie myślałam w ogóle, trzymałam się tego, że sama, przyjdzie jak będzie chciała. No i przyszła. Usiadła w ostatniej ławce i cierpliwie czekała.

Kuba: – Nigdy bym do tej szkoły nie trafił, gdyby nie fakt, że w 2010 roku moi rodzice rozwiedli się i mama zabrała mnie do rodzinnego miasteczka. Miałem już 16 lat i rozumiałem decyzję mamy o przeprowadzce. Nigdy nie miałem problemów z klimatyzacją w nowych miejscach, to pewnie wynikało z tego, że posiadałem „stary” charakter. Nie byłem typem rozrywkowego nastolatka, zawsze wolałem ciszę, a w wolnym czasie pracowałem.

Uczyłem się dobrze, więc szybko też odnalazłem w nowej klasie. Wiadomo, liceum przed maturą, lekko nie jest, szczególnie kiedy ma się poważne plany na przyszłość. Ja miałem, te związane ze studiami i dalszą pracą w medycynie. Dlatego każdy dobry nauczyciel był dla mnie bardzo cenny. I Asia takim darem właśnie była. Zresztą, nie tylko ja to zauważyłem, koleżanki czy koledzy z innych klas, też zawsze bardzo ją chwalili.

Nie będę ukrywał, że mi się podobała, zawsze była taka dziewczęca, mało makijażu, włosy zwyczajnie związane i tenisówki na nogach. Taki zwykły człowiek, to ciągnęło, budowało zaufanie. Ponad rok zajęło mi zrozumienie, że coś do niej czuję, że może to nie miłość, ale też już dawno przestało to być zwykłą sympatią.

Joanna uśmiecha się lekko do tamtych wspomnień: – Mimo tego, że nawet mnie nie dotknął, było coś między nami, tylko ja nie wiedziałam, czy Kuba też do widzi. Pamiętam sytuację, kiedy wchodzę do sklepu, a tam Kuba z mamą. Stoimy, rozmawiamy i nagle głupio dostrzegam, że ma takie mądre oczy. I czuję, że zaczynam się peszyć, wychodzę wściekła na siebie, choć kompletnie tego nie rozumiem. Albo wpadamy na siebie nad jeziorem, niedaleko naszego miasteczka. Albo on nagle jest na wernisażu. A żadne z nas o tym nie wspominało wcześniej.  Mogłabym wymieniać w nieskończoność, ale nie chcę na siłę i komukolwiek udowadniać, że nie robiliśmy niczego specjalnie. Nie pisał do mnie SMS-ów czy liścików. Niczego nie pospieszał, niczego nie wymagał i nie oczekiwał.

Tylko coraz więcej ze sobą rozmawialiśmy, nie uciekaliśmy już w popłochu, gdy spotykaliśmy się gdzieś przypadkiem. Ale też nigdy nie zaprosiłam go do siebie, nie zaproponowałam wspólnego wyjścia. W głębi siebie miałam poczucie winy, takie etyczne hamulce. I nie chodziło o różnicę wieku, to nadal i przede wszystkim był mój uczeń. I z tym było mi najciężej i nie ukrywam, że to postawa Kuba pomogła mi najbardziej.

Kuba: – Nie starałem się być dorosłym mężczyzną na siłę, ja taki po prostu byłem zawsze. A gdy zorientowałem się, że Aśkę po prostu kocham, tym bardziej chciałem ją chronić. Miłość jest ważna ale taka, żeby nikogo nie krzywdzić. Wiedziałem, że mogę jej narobić problemów, że nie jestem sam, bo jeszcze moja mama i rodzice Joanny, że praca, inni nauczyciele i dyrekcja. No i sąsiedzi, którzy co prawda życia za nas nie przeżyją, ale potrafią je „umilić”, a nam i tak już nie było łatwo.

W szkole musiałem się bardzo pilnować, żeby nie zdradzić się choćby tym, jak na nią patrzę, gdy możemy być sami. Albo nie wypalić z czymś głupim, nie powiedzieć po imieniu. Ale chyba obojgu nam zbyt bardzo zależało, bo nikt się nigdy nie domyślał. Nawet wtedy, gdy pierwszy raz pozwoliła mi się pocałować i wyszeptała, że też mnie kocha, choć nie wie, kiedy i jak to się stało. A potem zadzwoniła i powiedziała, że jednak nie może, bo ten pocałunek sprawił, że zabiły ją wyrzuty sumienia. Że co z niej za nauczyciel, skoro dopuściła do czegoś takiego. Nie tłumaczyłem jej wtedy, że przecież dla mnie to też nie jest zwyczajna sytuacja. Też się martwię, jak powiem o tym matce, co z nami będzie jak się wyda, że Asia przeze mnie straci pracę. Wszystko wtedy we mnie cierpiało ale mimo to, nadal zwyczajnie chodziłem do szkoły, nadal tak jakby nic się nie stało i nigdy nie wydarzyło, mówiłem jej dzień dobry.

Joanna: – I to mnie chyba przekonało najbardziej. To, że nie jest szczeniakiem, który teraz będzie wymuszał i szantażował. Był jak facet, o którym marzy każda kobieta. Spotkaliśmy się po kilku tygodniach, które były dla mnie koszmarem. Tęskniłam za nim, tak zwyczajnie, jak tęskni się za ukochanym. I powiedziałam swoim rodzicom. Ojciec szalał, krzyczał, kazał mi się wynosić na leczenie głowy. Mama spokojnie prosiła, żebym to jeszcze raz przemyślała, że muszę być pewna zanim podejmę kolejne kroki. Zadzwoniłam po Kubę, przyjechał po mnie. Mama uścisnęła mu dłoń i powiedziała, żeby mnie nie ranił. Odpowiedział, że mnie kocha i jest po to, żeby na to nikomu nie pozwolić. Jeszcze tego samego dnia podjęliśmy decyzję, że wszystko zostanie po staremu do matury. Potem się zwolnię, sprzedam mieszkanie i wyjedziemy. Oboje tego chcieliśmy, żeby chronić nie tylko siebie ale przede wszystkim, naszych bliskich.

Kuba: – Nie chcemy robić bilansu strat i zysków, ani myśleć co byłoby, gdyby któreś z nas się poddało i zrezygnowało. Minęło już sporo lat, gdzie wróżono nam szybkie i bolesne rozstanie. A my się nad tym nigdy nie zastanawialiśmy, tylko po prostu żyjemy. Mieszkamy w fajnym miejscu, pracujemy, niczego nie planujemy, bo dobrze nam ze sobą. Brakuje nam jedynie akceptacji ze strony ojca Asi. Zresztą mi również, bo raz, że ją to boli, co mnie zwyczajnie smuci. Dwa, że przecież my nie zrobiliśmy nikomu nic złego. Nawet się przeprowadziliśmy, żeby zejść ludziom z oczu, nie prowokować do plotek i obciążania naszych rodzin. Ale liczę na to, że jej tata to kiedyś zrozumie, że da się zaprosić i zje z nami obiad. Przecież to co nam się zdarzyło, jest takie normalne.  Bo czy jest na świecie ktoś, do kogo miłość najpierw zapukała i zapytała, czy jej chce? Czy ona rozsądnie łączy ludzi w pary? Nie. Bo wtedy, nie byłaby prawdziwą miłością.

Joanna: – Niczego nie żałuję i wiem, że nigdy nie będę. Cieszę się, że nie uciekłam przed tym, co rozbudził we mnie Kuba. Bo gdybym wtedy nie pozwoliła sobie na uczucie, zagłuszyła to, co we mnie rosło, dziś oboje bylibyśmy niespełnieni. Wciąż tęsknilibyśmy za tym, co się nie wydarzyło. Czemu nie daliśmy szansy. Może nawet zranilibyśmy więcej osób, wiążąc się kiedyś z kimś innym, na siłę. A teraz zasypiamy obok siebie i razem się budzimy, nie boimy różnicy wieku ani biegnącego czasu. Jak człowiek jest szczęśliwy i żyje zgodnie z sobą samym, to go w ogóle nie czuje, tego przemijania. I to nieprawda, że  prawdziwa miłość, taka na zawsze, zdarza się tylko raz. Zdarzyć się może każdemu, tylko od nas zależy, czy będziemy umieli ją dostrzec. I nie będziemy się bali w nią uwierzyć i zawalczyć. My ją mamy, bo żadne z nas nie zawahało się otworzyć przed nią drzwi.


6 kłamstw, które musisz przestać sobie wmawiać

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 stycznia 2017
6 kłamstw, które musisz przestać sobie wmawiać
fot. itock/ swissmediavision

Słynny serialowy doktor House powtarzał niemal w każdym odcinku „Everybody lies” – wszyscy kłamią. I miał rację, bo kłamiemy wszyscy równo jak leci. I nie chodzi tutaj o wymówki, by nie brać dodatkowej pracy do domu, odwołać spotkanie z przyjaciółką, pozbyć się natrętnego sprzedawcy z infolinii, czy uniknąć najazdu teściów – najczęściej okłamujemy przede wszystkim samych siebie.

Większość z tych kłamstw nie jest szkodliwa – wiadomo, lepiej jest być szczerym i prawdomównym, ale czasami dla uniknięcia niepotrzebnych tarć posługujemy się małym oszustwem, które ułatwia nam codzienną egzystencję. Ale co z kłamstwami, które zakorzeniły się w naszych umysłach, które powtarzane ciągle przestały w naszym mniemaniu być nieprawdą, a które wcale nam nie pomagają? Wręcz przeciwnie – one szkodzą, negatywnie wpływają na nasze zachowanie i nie pozwalają na wprowadzenie zmian w naszym życiu! Czas spojrzeć prawdzie w oczy i pozbyć się ich raz na zawsze – oto sześć kłamstw, które musisz przestać sobie wmawiać zaczynając już od teraz!

Jeśli COŚ się zdarzy, to COŚ INNEGO (np. szczęście, radość) zadzieje się wtedy automatycznie

Och, jakże często używamy tego typu zdań. „Jak schudnę 20 kilogramów, to znajdę miłość”. „Jak zmienię pracę, to moje życie stanie się o wiele lepsze”. „Jak będę mieć chłopaka, to odnajdę sens swojego życia”. Gówno prawda! Zamiast czekać na to mityczne COŚ, które odmieni ciebie i wszystko dookoła, pracuj nad tym by zyskać szczęście, radość, miłość, satysfakcję właśnie tu i teraz, w tym punkcie twojego życia. Ani lepsza figura, ani nowy chłopak nie sprawią, że znikną twoje problemy z poczuciem własnej wartości, samooceną, lękami czy depresją. A co, jeśli nie schudniesz albo nie znajdziesz innej pracy? Czy pozwolisz na to, by jedna rzecz decydowała o całokształcie twojego życia?

Zmienię go, nawet jeśli on tego nie chce

„Sprawię, że będzie lepszym człowiekiem, zupełnie innym. Przestanie robić to i tamto, a zacznie coś innego, odmiennego. Dzięki mnie jego życie będzie lepsze, a on szczęśliwszy”.

Znacie to skądś? Nie ma nic złego w tym, że chcemy komuś pomóc, zainspirować go i zmotywować do zmian, ale myślenie, że możemy to zrobić nawet wbrew czyjejś woli, z góry skazuje nas na porażkę! Bo prawda jest taka, że aby kogoś odmienić, ten ktoś musi tego chcieć. Inaczej to walka z wiatrakami i zderzanie się z murem – a zderzenie to będzie dla nas nieprzyjemne i bolesne. Lepiej nie zakładać sukcesu i nie oczekiwać zbyt wiele, bo gdy nasze oczekiwania się nie spełnią, poczujemy się nieszczęśliwe i smutne.

Jutro zacznę od nowa. Dzisiaj jeszcze nie muszę się starać.

„Od jutra przechodzę na dietę, więc teraz zjem jeszcze tę resztę czekolady i ciastka z szafki.  Od poniedziałku biorę się za siebie, zaczynam ćwiczyć, ale na razie polenię się na kanapie. Od nowego roku rzucam palenie, ale dzisiaj jeszcze kupię nową paczkę”.

Jutro, za tydzień, od poniedziałku, od nowego roku… Takim odwlekaniem wprowadzenia zmian dajemy sobie przyzwolenie na pofolgowanie, nie mamy wyrzutów sumienia, że pogłębiamy swój nałóg i złe nawyki, sami siebie sabotujemy! A przecież nie trzeba czeka do konkretnej daty, godziny, czy miejsca – jeśli chcesz coś zmienić, z czymś ci źle, to zacznij już, teraz, dzisiaj. Nie odkładaj tego na później w nadziei, że motywacja sama cię odnajdzie i sił przybędzie – wszystko zależy od ciebie i twojej gotowości, nie od ustalonej, magicznej daty.

On nie chciał, nie miał nic złego na myśli.

Pewne zachowania, komentarze, czy głupie uwagi można puścić mimo uszu, usprawiedliwić złym humorem, zmęczeniem, poszukać dla nich usprawiedliwienia – zwłaszcza, gdy chodzi o bliską nam osobę. Ale jeśli coś staje się regułą, zdarza się znacznie częściej niż powinno i rani nas wciąż i wciąż, to czas powiedzieć dość. Poniżanie, krytykowanie, publiczne drwiny, umniejszanie naszych sukcesów i podkreślanie wad, agresywny styl rozmowy nie zawsze można usprawiedliwić (i nie zawsze trzeba!).  Zamiast szukać kolejnych wymówek, lepiej zadajmy jedno ważne pytanie – czy to na pewno tylko kolejny przypadek, czy może objawienie czyjegoś prawdziwego oblicza?

Gdy COŚ się zmieni, będę mieć więcej wolnego czasu

Gdy dzieci pójdą do przedszkola, gdy zmienię zawód, gdy przeprowadzę się bliżej pracy, gdy skończę kurs… to wtedy będę mieć więcej wolnego czasu. Gdyby tylko było to prawdą! Ale niestety, tak już jest, że nasze obowiązki i zadania rozszerzają się tak, by wypełnić każdą, najmniejszą lukę w naszym dniu. Jeśli myślisz, że nie masz na nic czasu i jesteś bardzo zajęta, dodaj sobie jeszcze jedną rzecz, a zobaczysz, jak wiele czasu miałaś wcześniej! Jeśli chcesz mieć go więcej dla siebie i na swoje przyjemności, musisz już teraz zobaczyć, z czego możesz zrezygnować, co skrócić, jak lepiej zorganizować swoją pracę. Nie łudź się, że wolny czas sam do ciebie przyjdzie – musisz ustalić zdrowe granice i sama zadać o należną ci chwilę odpoczynku i relaksu.

Po prostu brak mi silnej woli

Jakie to proste i łatwe wytłumaczenie – nie udało mi się, bo brakuje mi silnej woli, jestem słaba. Najczęściej jednak wcale nie chodzi tutaj o naszą wolę, ale o złe nawyki. Jeśli chcesz schudnąć, nie kupuj słodyczy na zapas i nie trzymaj ich w szafce. Jeśli chcesz kontrolować wydatki i wprowadzić oszczędności, zlikwiduj niepotrzebną kartę kredytową, a na zakupy chodź z listą i kupuj tylko to, co zapisałaś. Jeśli chcesz więcej czytać, nie oglądaj telewizji „jak leci” – włączaj ją tylko na swój ulubiony program lub serial, a resztę czasu poświęć na lekturę. Samodyscyplina to nie wszystko – oprócz niej potrzebne są konkretne działania i dostosowanie naszego środowiska do założonego celu. Im bardziej przyjazne będzie i im mniej w nim pokus, tym bardziej realny stanie się nasz sukces.


Na podstawie www.psychologytoday.com

Zapisz

Zapisz


Horoskop psychologiczny

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
2 stycznia 2017
Fot. iStock
Następny

Czytałyście już horoskop na 2017 rok? Ba! żeby tylko swój ;). Już od grudnia horoskopy czyhają na nas we wszystkich kobiecych pismach, magazynach i stronach internetowych. Obiecują nam wiele, ostrzegają przed straszliwymi wydarzeniami i… ale dziś zupełnie nie o tym.

Bo my postanowiłyśmy ciut przewrotnie znaleźć dla horoskopu zupełnie inną formę.

Horoskop psychologiczny – co możesz zyskać w nowym roku?

Astrolodzy swoje, a my swoje 😉

Bo nowy rok i nowe postanowienia to kusząca szansa, którą sami sobie dajemy. To symboliczny moment, by mocniej się zmotywować, uwierzyć w siebie albo w to, w co wierzyć chcemy. Postanowienia mają wtedy dla nas większą moc, trochę przypominającą samospełniającą się przepowiednię – bo zostawiamy za sobą uprzedni balast niepowodzeń i porażek.

Sprawdźcie swój horoskop psychologiczny, czyli… to będzie naprawdę dobry rok!

Pod warunkiem, że weźmiesz sprawy swoje ręce – bo zawsze jest coś, co możesz dla siebie zrobić.


* na podstawie: astrolabium.pl

Zobacz także

Jak się czesać na co dzień? Trzy najlepsze triki

Jak się czesać na co dzień? Trzy najlepsze triki

Fot. iStock/MilosStankovic

Czego mężczyźni nie wiedzą o seksualności kobiet, a czego kobiety nie wiedzą o seksualności mężczyzn?

fot. iStock/ grinvalds

10 podróży, które powinna odbyć każda z nas zanim umrze