O co chodzi z tymi rezydentami? Przecież lekarze na brak kasy narzekać nie mogą

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 października 2017
Fot. iStock/Chris Ryan
Fot. iStock/Chris Ryan

Ma 25 lat, skończył studia, niełatwe, bo medyczne. Pomyślisz: „sam tego chciał, jego wybór”. Tyle, że gdyby nie jego wybór, ty nie miałbyś się u kogo leczyć. Nikt do studiowania medycyny nie zmusza, ale są jednak ci, którzy to wyzwanie podejmują. Pewnie z różnych pobudek, część, o chce pomagać innym i ma poczucie misji, część mając nadzieję, na spokojnie finansowe życie za kilka lat.

Tyle tylko, że te kilka lat zmienia się w kilkanaście. Najpierw sześć lat studiów, później 13 miesięcy stażu. To początek. Staż, na którym stażyści zarabiają 2007 złotych brutto. Czyli jakieś 1400 złotych na rękę, czy nawet mniej. Ale jednak siedem złotych powyżej minimalnej jest? Jest. W tym czasie nie mogą dorabiać na dyżurach, w innych szpitalach. Więc udzielają korepetycji, zostają tłumaczami. Rozmawiam z rezydentem, którego kolega dorabiał jako instruktor tańca towarzyskiego i więcej był w stanie zarobić niż na stażu, a nawet na rezydenturze.

Od początku jest pod górkę. Jasne, wiem, zaraz usłyszę, że nikt ich do tego nie zmusza. Ale co, jeśli oni by tych studiów nie wybrali, jeśli nie zdecydowaliby się zostać lekarzami, jeśliby uparcie nie kształciliby się w tym czasie? Tak samo tobie nikt nie kazał zostać nauczycielem, sprzedawcą, pracownikiem korporacji czy dziennikarzem. Każdy wybiera swoją drogę. Ich jest ciut inna, bo nakierowana na ratowanie ludzkiego życia, bez względu na to jaką ostatecznie specjalizację wybiorą.

Jeśli zdasz egzamin zaczyna się wyścig o rezydenturę. Jeśli nie wybierasz wąskiej specjalizacji, chcesz zostać lekarzem rodzinnym – z rezydenturą nie ma większego problemu. Jednak gdy myślisz na przykład o hematologii, endokrynologii, cóż, może być gorzej. Bo w całej Polsce mogą być dla ciebie zaledwie dwa miejsca, a może mniej. To nie żart. Teraz rozumiesz, dlaczego okres oczekiwania do endokrynologa wynosi nawet 300 dni, bo specjalistów zwyczajnie nie ma, bo rząd nie przeznaczył środków na ich kształcenie. I co ma powiedzieć kobieta w ciąży, która w trzecim miesiącu dostaje skierowanie do endokrynologa? Nim ją przyjmie, zdąży urodzić… Idzie prywatnie klnąc na opiekę zdrowotną, bo tylko kiedy zapłaci, może być spokojna o swoje zdrowie. Tylko czy winni są lekarze?

Rezydent to lekarz bez specjalizacji, skazany na to, co szpital, w którym pracuje, akurat wymyśli mu do roboty. Nie może się sprzeciwić, bo kto wtedy podpisze mu specjalizację? I tak od czterech do sześciu lat musi wytrwać. – Pamiętam jak w pierwszym miesiącu rezydentury skierowano mnie na nocny dyżur na SOR, gdzie trafiało wielu pacjentów. Jako stażysta byłem wszędzie prowadzony za rękę, a tu nagle rzucono mnie na głęboką wodę i właściwie nikt się nie zastanawiał, czy dam sobie radę. Jasne, że mogłem dzwonić do kierownika specjalizacji, ale jak budzić go o trzeciej nad ranem, kiedy szef dyżuru w tym czasie też jest zajęty?

Ile zarabia rezydent na umowie o pracę podpisaną ze szpitalem? Niecałe 2300 złotych na rękę. Rezydenci sami mówią: „Zarabiamy tyle, ile panie na kasie w Biedronce, tyle, że nasza odpowiedzialność jest zupełnie inna”. Tak, wiem – zaraz ktoś powie: „to niech idzie na kasę”, ale ja znowu się pytam: „Kto nas wtedy będzie leczył? Prywatna praktyka lekarska w Biedronce?”. Może to jest myśl…

Bajońskie sumy u lekarzy? Na pewno nie ze szpitalnego etatu. To lekarze specjaliści po pracy w szpitalu idą do swoich prywatnych gabinetów, pewnie po cichu dziękując za to, że system opieki zdrowotnej w Polsce kuleje tak, że mogą dorobić prywatnymi wizytami. I nie ma co się dziwić, każdy chciałby dorobić.

Dorabiają też rezydenci, są tacy, którzy zarabiają w szpitalu 14 złotych za godzinę. Wyobraź sobie. Masz 30 lat, chciałabyś założyć rodzinę, mieć dziecko (uwaga wówczas specjalizacja się wydłuża), a co miesiąc na twoje konto za ciężką pracę wpływa niewiele ponad dwa tysiące złotych. Uczysz się kolejny rok, podczas gdy twoi koledzy rozwijają swoją karierę, awansują… A ty nie dość, że się uczysz, że zarabiasz marnie, to jeszcze masz świadomość, że twoje zaangażowanie odbija się od muru, bo środki na opiekę zdrowotną wydatkowane przez państwo są tak małe, że jedyne co możesz, to (przepraszam za rzewność) zapłakać nad losem swojego pacjenta, któremu pomóc nie możesz, bo nie masz na to funduszy. Zwyczajnie. Brak kasy. A rząd lekarzy pyta, jak zwiększyć środki? Ale czy to lekarzy sprawa? Czy oni mają powiedzieć – odbierzcie innym, dajcie nam? Czy mają sugerować przeznaczenie 500+ na lepszą opiekę? Nie, bo to nie jest ich sprawa. Oni chcą leczyć ludzi, chcą leczyć ich jak najlepiej, ale muszą mieć do tego stworzone warunki. I tak, jak zapewniają rezydenci, nie chodzi im w pierwszej kolejności o wynagrodzenia. Oni chcą, by zwiększono środki na opiekę zdrowotną. I nie ich obowiązkiem jest myślenie, skąd te pieniądze pozyskać. Oni chcą leczyć w godnych warunkach i tyle.

Nie chcą pracować po 400 godzin w miesiącu. Ale jakie mają wyjście? Jak mogą inaczej dorobić, jak nie wziąć dodatkowych dyżurów nie dość, że lepiej płatnych, bo wykonywanych na kontraktach, to często w jakiś sposób narzuconych przez szpital, w którym robią specjalizacje.

Rezydenci to lekarze od wszystkiego i do wszystkiego. Upychani przy łataniu dziur w dyżurach i brakach kadrowych. Mają często po 30 lat i więcej, nie widują swoich rodzin, jeśli zdecydowali się je założyć, bo wracają późno do domu, odsypiają czasami nawet 60-godzinne dyżury i wracają do pracy marząc o tym, by dotrwać do końca specjalizacji. Czy wtedy jednak ich warunki się zmienią? Może tak, choć niekoniecznie i nie wszystkich. Pytanie powinno brzmieć: czy zmienią się warunki pacjentów, skoro dzisiaj minister zdrowia, mówi, że pacjenci są najważniejsi, a kobietom (nomen omen pacjentkom) odbiera prawo do standardów opieki okołoporodowej. Sami rezydenci widzą i słyszą jak zaprzecza sam sobie.

Dzisiaj odbyło się spotkanie z panią premier Szydło. Media podawały obietnice złożone przez panią premier jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, a minister zdrowia obwieścił porozumienie kilka godzin wcześniej… Wstępnie obietnice zakładają wzrost nakładu środków na opiekę zdrowotną do 6% PKB, a także zwiększenie wynagrodzenia dla rezydentów jeszcze w tym roku. Jak będzie naprawdę? Czy opieka zdrowotna w Polsce się poprawi? Dzisiaj brzmi to raczej jak marzenie ściętej głowy. Rezydenci wrócili do protestu głodowego…


Od jutra zmiana przyzwyczajeń. Wiesz, czego nie należy robić tuż po przebudzeniu?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
11 października 2017
Fot. iStock/filadendron
Fot. iStock/filadendron

Wiesz już, że nie należy późno kłaść się spać i lepiej też zrezygnować z wieczornego drinka, by rano po prostu obudzić się, a nie zmartwychwstać. Idziesz więc do łóżka o stałej porze, nie jesz przed snem, gasisz wszystkie światła w pokoju, a mimo to nie możesz rano dojść do siebie, jesteś poirytowana i masz problemy z koncentracją w pracy. Bardzo możliwe, że o poranku, zaraz po przebudzeniu popełniasz kilka podstawowych błędów.

Zaliczasz kilka drzemek

Budzik dzwoni po raz pierwszy, a ty zamiast wstać, naciskasz przycisk drzemki. Potem znowu i znowu. To duży błąd, ponieważ w ten sposób kilka razy wybudzasz się ze snu, co totalnie rozstraja organizm. Gdy jutro budzik znów zadzwoni, po prostu wyłącz go i wstań. Żadnych drzemek!

Zwijasz się w kłębek

To właśnie rozciąganie i przeciąganie się w łóżku dodaje nam sił i energii. Jeśli po przebudzeniu przekręcasz się na drugi bok, obierasz pozycję embrionalną i otulasz się kołdrą, zbyt szybko się nie rozbudzisz.

Wstajesz w ciemności

Światło daje nam sygnał, że czas już się obudzić. Latem wystarczy odsłonić zasłony tuż po przebudzeniu. Jesienią i zimą warto zapalić lampkę. Zdecydowanie łatwiej wstać, gdy wokół jest jasno.

Sprawdzasz pocztę

I to najczęściej jeszcze w telefonie, leżąc w łóżku. W ten sposób już po otwarciu oczu wywołujesz u siebie stres. Jeśli dodatkowo chodzi o pocztę służbową, zaczynasz żyć pracą, zanim jeszcze przekroczyłaś próg biura.

Robisz wszystko bardzo dokładnie

Rano najlepiej działać na autopilocie, zamiast wysilać swój mózg. Energii musi bowiem starczyć ci na cały dzień. Nie przykładaj zbyt wielkiej uwagi do porannych czynności.

Pijesz kawę

Jeszcze do końca nie wiesz, jaki dziś dzień tygodnia, a już grzejesz wodę na kawę? Niedobrze. Pierwszą filiżankę powinniśmy pić dopiero po 9:30. W przeciwnym razie zmniejszy się produkcja kortyzolu, hormonu, który dodaje nam energii. A najlepiej w ogóle zrezygnuj z kawy. Na początku będzie ciężko, ale efekty naprawdę cię zaskoczą.

Zostawiasz niepościelone łóżko

Tuż po przebudzeniu powinnaś zrobić porządek z pościelą. To bardzo dobry nawyk, ponieważ pozwala nam w pełni „zakończyć porę snu” i przejść do kolejnych elementów dnia codziennego. Co więcej, dzięki temu łatwiej będzie ci wieczorem zasnąć, gdy pójdziesz do sypialni, w której panuje ład i porządek.

Źródło: Business Insider


Mężczyźni marzą o starszych kobietach i mają ku temu przynajmniej 7 powodów

Redakcja
Redakcja
11 października 2017
Fot. iStock/MStudioImages
Fot. iStock/MStudioImages

Nie istnieje żaden schemat, wg którego można znaleźć dla siebie idealnego partnera. Wygląd jest istotny, choć to konsekwencja tego, co każdy z nas indywidualnie uzna za cechy piękne lub pociągające. Wiek również nie gra większej roli, choć zazwyczaj kobiety marzą o starszych, bardziej doświadczonych partnerach, a mężczyźni równie często swoje zainteresowanie kierują w stronę starszych kobiet.

Choć w tej materii nie ma absolutnie żadnej reguły, wydaje się, że dojrzałość zarówno kobiet i mężczyzn, daje szansę młodszej osobie w związku pominięcie możliwości popełnienia różnych błędów i ciekawsze życie erotyczne.

Bardziej dojrzała oznacza lepszą?

Mężczyźni preferujący starsze od siebie partnerki przyznają, że jest ku temu kilka ważnych powodów, dla których marzą o dojrzałych partnerkach. Młodsze dziewczyny mimo iż bardzo atrakcyjne, nie mają tych wszystkich zalet, co kobiety troszkę dojrzalsze, o kilka lat bardziej doświadczone. Obecnie związki młodszego chłopaka ze starszą dziewczyną, nie powodują już wielkiego szoku, szczególnie, że mają one miejsce w szeroko komentowanym świecie polityki czy sztuki. Poza tym, skoro związek dziewczyny z 10 lat starszym mężczyzną nie jest powodem do niezdrowego poruszenia, to dlaczego związek kobiety z 10 lat młodszym partnerem ma nadal być tematem do dyskusji?

7 powodów, dla których mężczyźni wolą starsze kobiety

1. Starsze partnerki nie zawłaszczają dla siebie partnerów

Bardziej dojrzałe kobiety mają zazwyczaj w przeciwieństwie do młodszych koleżanek ułożone życie, swoje pasje, własne zdanie na wiele tematów. Nie muszą więc „wisieć” na partnerze i poza jego obecnością cenią sobie czas na własne przyjemności. A pewien zakres wolności w związku jest bardzo komfortowy i dla niej i dla niego.

2. Starsze partnerki są niezależne

Zazwyczaj mają ugruntowaną pozycję zawodową i wiedzą, czego chcą od życia. Zarządzają doskonale własnymi zasobami, odkładają oszczędności i bardzo często mieszkają we własnym M4. Posiadają samochód, osobne konto w banku i nie muszę zastanawiać się co kupić, a z czego zrezygnować, żeby móc się wybrać z partnerem na wakacje. Niezależne finansowo kobiety same sobie fundują przyjemności i mogą sobie pozwolić na komfort podejmowania własnych decyzji. Po prostu świadomie korzystają z życia.

3. Starsze kobiety nie tracę czasu na bezsensowne kłótnie

Kobieta starsza od swojego partnera ma więcej życiowego doświadczenia i dojrzałości, więc nie traci czasu na tzw. pierdoły. Zamiast kłócić się i przepychać o to, kto ma rację bardziej doświadczona kobieta wie, jak załagodzić sytuację. Dojrzała partnerka posługuje się konkretnymi argumentami i wykorzystuje swój autorytet, podejmując szybkie i konkretne decyzje. Poza tym kobieta, która potrafi przejąć kontrolę nie tylko w życiu codziennym, ale także w łóżku, jest dla wielu mężczyzn bardziej pociągająca.

4. Dojrzała kobieta wie, co lubi w łóżku

Z reguły ma już opracowany repertuar erotyczny, wie w jaki sposób zakomunikować własne potrzeby oraz jak sprawić przyjemność partnerowi. Mężczyźni kochają bardziej dojrzałe kobiety, bo są one wspaniałymi nauczycielkami erotycznego życia, poza tym są  bardziej cierpliwe i otwarte na nowości w seksie.

5. Starsza kobieta nie ma tylu kompleksów

Nie ma również potrzeby porównywać się stop z dziewczynami z okładek czasopism czy telewizji. Rzadko przestrzega restrykcyjnej diety, chcąc podobać się facetowi. Często to ona wybiera faceta i nie musi zabiegać o niego w ten sposób. Odpuszcza sobie frustrację i nie marnuje energii na rzeczy, które nie są w jej życiu tak bardzo istotne. Celebrują chwile i często doceniają swoje ciała bardziej, niż młodsze koleżanki oraz potrafią cieszyć się swoimi kształtami. Po prostu widzą więcej atutów, niż kompleksów.

6. Dojrzała partnerka lepiej zna życie

Mając doświadczenie w miłości, na kanwie zawodowej i w życiu, potrafi mądrze korzystać z tej wiedzy. Mieć taką kobietę u boku to prawdziwe wyzwanie, bo jej wiedza i zebrana mądrość robi wrażenie na facetach. A poza tym dobre słowo przestrogi może uchronić młodszego partnera przed popełnieniem niepotrzebnych błędów. Starsza partnerka słucha swojego partnera, jest mniej egoistyczna i samolubna, zwraca większą uwagę na potrzeby partnera, dzięki czemu łatwiej wypracowuje kompromisy.

7. Starsze kobiety są bardziej stabilne emocjonalnie

Zazwyczaj hormony nie buzują tak jak u młodszych kobiet. Starsze wiedzą, na czym zależy najbardziej i wiedzą jak to osiągnąć. Nie marnują czasu i energii na fochy, trzaskanie drzwiami. Są bardziej stabilne i potrafią lepiej kontrolować emocje i prowadzić konstruktywna rozmowę. Wyciągają więcej wniosków z dotychczasowych doświadczeń i są silną podporą w chwilach życiowego kryzysu.

źródło: ministerstworelacji.pl


Zobacz także

Gdybyś dostała od losu drugie życie, co zrobiłabyś inaczej?

Gdybyś dostała od losu drugie życie, co zrobiłabyś inaczej?

Fot. iStock/mihailomilovanovic

A gdyby w prezencie podarować sobie i innym piękny uśmiech? Akcja „A co ty byś sobie podarowała w prezencie”

Fot. Pixabay / jjill111 /

Dzień #4. „Zadbaj o siebie naprawdę” #SlimemGO