Nowa reforma, stare metody. Czy doczekamy się kiedyś edukacji na miarę XXI wieku?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
16 lutego 2017
Fot. iStock / Imgorthand
Fot. iStock / Imgorthand

Nowa podstawa programowa podpisana. Reforma idzie w ruch, koniec z gimnazjami, witaj ośmioletnia podstawówko, witajcie tematy znane od pokoleń. Bo jeśli myślicie, że reforma objęła także i zagadnienia, które dzieci poznają w szkole, to jesteście w wielkim błędzie. Od lat przecież uczymy się w szkołach rzeczy, które dziś pamiętamy jedynie z tego, że… na nic nam się nie przydały!

Edukacja na miarę naszych czasów

Tymczasem równolegle z reformą w naszym kraju, zmiany w systemie edukacji planuje także Finlandia – państwo, które od lat uważane jest za pioniera i którego edukacja uznawana jest za jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszą nawet) na świecie.  Skoro ich system jest najlepszy, to po co zmieniają? Szefowa tamtejszego Departamentu Edukacji tłumaczy to tym, że istnieją szkoły, które przekazują wiedzę w staromodny sposób, taki, który był korzystny kiedyś, ale zupełnie nie nadaje się w XXI wieku. Finowie postanowili, że zamiast pojedynczych, ściśle określonych przedmiotów, uczniowie będą uczyć się interdyscyplinarnie, czyli np. poznając zagadnienie II Wojny Światowej będą robić to z perspektywy historycznej, geograficznej i matematycznej, a jeśli zdecydują, że interesuje ich np. praca w kawiarni, nauka obejmie język angielski, podstawy ekonomii i umiejętności komunikacyjne – czyli te zagadnienia, które faktycznie przydadzą im się podczas takiej pracy.

Zmiany te zostaną wprowadzone dla starszych uczniów, od 16 roku życia. Idea jest taka, by młodzież samodzielnie wybierała tematy, zjawiska, wydarzenia, o których chce się uczyć mając na uwadze swoje plany na przyszłość, ambicje i możliwości. Dzięki temu nie będą musieli „wkuwać” obszernych zagadnień z każdej dziedziny nauki, a skupić się na tym, co ich interesuje i co kiedyś będzie im potrzebne. Finowie stawiają także na zmiany w zakresie komunikacji – będą zachęcać do pracy zbiorowej, łączyć dzieci w małe grupy, w których będą dyskutować nad wybranym zagadnieniem i uczyć się współpracy, a nauczyciele zostaną doszkolenie w zakresie nowych metod przekazywania informacji dzieciom i technik nauczania.

Tymczasem u nas…

…zmiany nie oznaczają postępu, a reformy nie są wcale krokiem naprzód – bez względu na to, co twierdzą twórcy ustaw i rozporządzeń. Choć zagadnienia są obszerne, z pewnością ważne i istotne, to brakuje najważniejszych rzeczy – dopasowania ich do współczesności i połączenia ich w całość. Tak, by czytając „Pana Tadeusza” szóstoklasista wiedział, dlaczego w inwokacji Polak mówi „Litwo, ojczyzno moja”. By zdawał sobie sprawę, że historia to nie tylko bitwy, wojny, konflikty i martyrologia, ale także kultura, sztuka, tradycje, zwyczaje i obyczaje – a na nadmierne akcentowanie historii militarnej i brak codzienności wskazują eksperci po lekturze nowej podstawy programowej. Uczniowie śpią na lekcjach słuchając o defenestracji praskiej czy przebiegu wojny stuletniej, wykuwają „na blachę” daty pamiętnych bitew, po czym zapominają o nich szybko po opuszczeniu szkolnych murów, za to mają problem z określeniem czy barok był przed gotykiem i czy Piłsudski mógł znać Chopina.

Nie lepiej jest z przyrodą, którą jako jedną z pierwszych wymieniają wszyscy, których pytam o koszmary i źródła udręki szkolnej. Wykuwanie na pamięć wszystkich parków krajobrazowych i dopływów Wisły i Odry to trochę strata czasu – lepiej nauczyć korzystania z mapy, poświęcić czas na praktyczne umiejętności, dzięki których takie informacje bez problemu (i bez Internetu nawet) dzieciaki będą potrafiły znaleźć. Nie wiem też , po co było mi poznawanie szczegółowej budowy raka – o wiele bardziej przydałaby się wiedza na temat profilaktyki choroby o tej nazwie, zdrowego żywienia, czy antykoncepcji. Nie szukajcie jednak tej ostatniej w nowej podstawie, bo tematu tego nie ma – widocznie uznano go za mało ważny.

Zagadnienia z fizyki i chemii także nie są przyjęte przez ekspertów z radością. Zarzucają oni  bowiem brak odniesień do życia codziennego, brak informacji o odkryciach Marii Skłodowskiej- Curie, kosmonautyce, budowie Wszechświata i teorii Mikołaja Kopernika, czy też pominięcie tematu alternatywnych źródeł energii na rzecz przeróbki węgla kamiennego. Znajoma mama trzecioklasistki przyznaje, że od trzech lat słucha czytanek o górnikach, węglu na Śląsku, rolnikach i bronach. W podręcznikach do fizyki używa się archaicznych sformułowań typu drobiny, które znaczyć mogą zarówno atomy jak i cząsteczki, i o których sami nauczyciele każą uczniom zapomnieć i pominąć. Niby XXI wiek, technologia i technika pędzi do przodu, a my edukacyjnie nadal jesteśmy w prehistorii.

Ludzie renesansu zamiast ludzi współczesnych

Bez wątpienia szkoły mają program bogaty i wszechstronny, taki, który wyposaża nas w wiedzę z rożnych dziedzin – pytanie tylko czy jest nam to potrzebne i czy uczniowie są w stanie wszystkie treści zapamiętać i przyswoić? Idea zrobienia z Polaków ludzi renesansu, znających się na wszystkich i wszechstronnie wykształconych jest piękna, ale niemożliwa – człowiekiem renesansu można było być jedynie w tamtych czasach, gdy dookoła było o wiele mniej „do ogarnięcia” i nauczenia. Dziś powinniśmy się skupić na tym, by czynić z uczniów ludzi współczesnych – świadomych swoich możliwości, umiejętności i zainteresowań, specjalistów w swojej dziedzinie. Czyż nie lepiej byłoby dać każdemu podstawy i pozwolić, po ich opanowaniu, na decydowanie o tym, w jakim kierunki chcą iść? Tak jak zamierza to zrobić Finlandia – szesnastolatek raczej już wie, czy bliżej mu do Pitagorasa, czy do Mickiewicza. Po cóż te wszystkie całki, różniczki, przebieg funkcji trygonometrycznej komuś, kto nie planuje związać się z matematyką na dłużej niż to konieczne?

Nie chodzi jednak tylko o treści nauczane w szkole, ale także sposób, w jaki są one przekazywane. Czas wyjść zza biurka i zamiast nudnych monologów przekazujących wiedzę, pokazać dzieciom sposoby i zmotywować do dochodzenia do wiedzy. Dać im swobodę działania, eksperymentowania i doświadczania. Wyrzucić klucz odpowiedzi i nie kształtować postawy typu „myśl jak wszyscy albo nie myśl wcale”, ale dostrzegać i doceniać indywidualny potencjał. Tak, by w rozmowie z rodzicami dzieci z zerówki po zdaniu „nie może się doczekać szkoły” nie padało „szybko mu przejdzie” albo „jeszcze nie wie, co go czeka”, które słyszę niemal codziennie.


Źródła: www.wiadomosci.gazeta.pl,    www.brightside.me

Zapisz


Slow life podczas urlopu? Może właśnie wtedy uda się tobie zwolnić…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 lutego 2017
Slow life podczas urlopu
Mat. prasowe

Przeczytała gdzieś ostatnio, że niektórzy ludzie chcą mieć duży dom, szybki samochód, i dużo pieniędzy, a inni chcą mały domek w lesie, żeby uciec przed takimi ludźmi. Kto z nas nie chciałby uciec od zgiełku i pędu. Od tej potrzeby zarabiania pieniędzy, bo wiecznie jakoś za mało. Od takiego przymusu gonienia czasu, bo doba jakoś rozciągnąć się nie chce?

Zastanawiam się, czy my jeszcze odpoczywać potrafimy? I nie chodzi mi o urlop czy wyjazd na weekend, kiedy to chcemy spróbować wszystkiego naraz. Popływać, nurkować, biegać, żeglować, wspinać się. A mi chodzi mi o zwolnienie. Takie włączenie hamulca i zatrzymanie się, kiedy świat pędzi do przodu omijając nas, bo poruszamy się w zdecydowanie wolniejszym tempie. Wiesz, o czym mówię?

Ostatnio coraz częściej mówi się o filozofii slow life. Jak zwolnić i cieszyć się życiem? Oto kilka zasad tej filozofii:

1. Odłącz się. Od internetu, telefonu, komputera. Pozwól sobie na wyciszenie, na nie bycie bombardowanym tysiącem informacji. Nie musisz wrzucać na social media zdjęcia z każdej godziny twojego dnia, by pokazać, że w twoim życiu cały czas coś się dzieje. Kiedy się „nie dzieje” nie znaczy, że jest źle.

2. Miej czas dla siebie, tylko i wyłącznie, masz do tego pełne prawo.

3. Po każdym wysiłku – fizycznym czy psychicznym, zawsze odpoczywaj, pozwól sobie na regenerację.

4. Nie kumuluj w sobie stresu, przyjrzyj się sobie, zobacz, ile czasu potrzebujesz na wyluzowanie, na odpoczynek i korzystaj z tego.

5. Dbaj o siebie nie oglądając się na innych. Nie masz odpoczywać tak, jak ktoś ci podpowie, tylko tak, jak ty chcesz. Nie sugeruj się tym, że ktoś wyjeżdża na wakacje za granicę, ty nie musisz. Wybierz to, co dla ciebie jest dobre.

6. Szukaj równowagi. W świecie, gdzie wszystko pędzi, gdzie adrenalina jest siłą napędową musisz znaleźć równowagę, balans między tym co w zgiełku i chaosie a tym co w spokoju i ciszy.

Trudne? Pewnie tak. Ale od czego jest czas wolny, by te zasady slow life wprowadzić w życie? By dać sobie prawo do nicnierobienia, do zwykłego przebywania ze sobą, z ludźmi nam życzliwymi, kiedy nic nie musimy. Możemy pozwolić na to, by czas ciągnął się leniwie i dłużył jak nigdy wcześniej?

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Warto znaleźć takie miejsce na odpoczynek. I wcale nie musi to być gdzieś bardzo daleko. Domek w lesie, nad jeziorem, hamak między drzewami, kawa na tarasie, cisza – tylko śpiew ptaków. Marzysz o takim wypoczynku, o całkowitym wyłączeniu się z pędu życia? To może wybierzesz się na Mazury? Tam pięknie jest o każdej porze roku, a w ofercie firmy NOVASOL znajdzie domy do wynajęcia, z dala od wielkomiejskiego hałasu, w których poczujecie wolność, bo nikt i nic nie będzie was ograniczać.  Tak, wolność to też jedna z zasad slow life.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Mat. prasowe


Artykuł powstał we współpracy z NOVASOL

 


8 mitów na temat miłości i jedna przypowieść

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
16 lutego 2017
Fot. iStock / Mkovalevskaya
Fot. iStock / Mkovalevskaya

Człowiek wierzy w różne rzeczy, tworzy schematy, mity, upraszczając tym samym rzeczywistość. Gdy dotyczy to jazdy autem czy rozmowy kwalifikacyjnej – takie skrypty mogą być pomocne. Ubrać się odpowiednio, przerzucić bieg, wydrukować CV z ładnym zdjęciem i tak dalej. Pozwala to zaoszczędzić czas i być bardziej efektywnym. Nie rzadko jednak używamy skrótów tam, gdzie ich być nie powinno: w relacjach międzyludzkich. A w tym wszystkim miłość najłatwiej ulega uproszczeniom, zamykając się w mit na swój temat. Poszukałam w literaturze i w głowach znajomych i oto najpopularniejsze mity na temat miłości. Czy warto je stosować?

Miłość jest jedna na całe życie. – stare aczkolwiek nadal chętnie używane stwierdzenie. „Czy jestem miłością twojego życia?”- pyta Ona. Co odpowiedzieć? Tak, nigdy nikogo nie kochałem i nigdy nie pokocham już? To znaczy, że inne związki nie były miłością? Czy rzeczywiście kochać można tylko raz? – zastanawia się On. Człowiek od urodzenia potrzebuje kochać drugiego człowieka. I przez swoje życie kocha wiele razy, choć miłość bywa różna.

Kocha się bardzo lub wcale. Ciąg dalszy mitu o jednej miłości. Jakby do miłości stosować tylko zerojedynkową skalę. „To kochasz czy nie kochasz?” – jak wyskalować miłość po dwóch miesiącach znajomości, a tę po latach? Można kochać trochę, bardziej i najbardziej. Podobnie jak inne emocje miłość ma też różne natężenie.

Nie ma miłości bez zazdrości. Czy to aby nie idealna racjonalizacja zazdrości? Oczywiście, że to uczucie jest związane z zaangażowaniem najczęściej, ale czy nie można kochać i nie czuć zazdrości? Nie lękać się w miłości. Znać swoją wartość. Wreszcie mieć zaufanie?

Miłość to poświęcenie. Dla mnie w tym momencie zaczyna się koniec miłości. Chyba że mylimy słowo kompromis z poświęceniem, a to juz zupełnie inna sprawa. Kompromis to nauka dawania, oddawania, dzielenia się. Zakłada on jakąś równowagę w związku. Poświęcenie jest jednostronne i kojarzy się ze smutkiem, żalem, umartwianiem, a kończy frustracją. Miłość to kompromis, a nie poświęcenie.

Miłość jest nieprzewidywalna. Ze względu na intensywność uczucia i szaleństwo, które temu towarzyszy tak nam się właśnie wydaje. Ale gdyby rozebrać miłość na czynniki pierwsze to w gruncie rzeczy jest ona dość przewidywalna. Opisane są jej fazy, kryzysy, symptomy fizjologiczne, emocje towarzyszące, krzywa rozwoju. Nie można jej kontrolować, bo to silna emocja, ale w dużej mierze można przewidzieć, jak się będzie rozwijać. To co nas może zaskoczyć to sytuacja, czynnik losowy.

Zakochanie trwa krótko. Od kilku do kilkunastu miesięcy. Tak podają znane poradniki. To jednak okazuje się nieprawdą. Badania neuropsychologów Acevedo i Arona, w trakcie których badano fale mózgowe osób będących ze sobą krótko w porównaniu do tych, którzy są ze sobą od lat- wykazały, że obszary odpowiedzialne za emocje zakochania aktywizują się w podobnym stopniu w obu grupach! Różnica jest tylko jedna: u osób w krótkich związkach zakochaniu towarzyszą dwie inne emocje: niepokój i obsesja. Czyli możemy być zakochani przez całe życie, ale nie w sposób obsesyjny, bo to by nas wykończyło!

Tam gdzie miłość, tam i dobry seks. Oj! Niestety to dwie choć bliskie sfery życia. Miłość pomaga życiu seksualnemu, w zakochaniu szybciej odczuwamy pożądanie, ale ochota na seks nie jest związana tylko z tym uczuciem. Bywamy zmęczeni, sfrustrowani, mamy złe doświadczenia poprzednie, poczucie niższości, wstyd, przekonanie, że nie jesteśmy dobrymi kochankami. Ten dobry seks, który ma być na końcu jest uzależniony od wielu rzeczy, nad którymi czasami trzeba popracować. Poza tym wielu kochanków przyznaje, że najlepszy seks to nigdy nie był ten pierwszy ani drugi. To także znajomość siebie, własnych potrzeb, otwartość i zaufanie.

Co ma być, to będzie. Miłość Cię sama odnajdzie. Fajnie by było… Ale można tak czekać sto lat jak królewna, która ugryzła zatrute jabłko w bajce o siedmiu krasnoludkach. Uczucie nie zawsze jest zależne od nas, ale fizyczna obecność tak. Nie pomaga siedzenie w domu, nie zawsze też szukanie miłości nad monitorem jest najlepszym sposobem by spotkać fajnego człowieka, narzekanie, marudzenie, litowanie się nad sobą i swoją samotnością, zajadanie, zapadanie się w czarną otchłań rozpaczy. Miłości trzeba wyjść na przeciw. Ba, i być w dość dobrej formie, by nas nie ominęła. Wiara w to, że zakocha się od pierwszego wejrzenia w naszych dziurawych dresach i przetłuszczonych włosach jest dość naiwna, a sam mit o tej miłości z pierwszego spojrzenia to także mit.

Moim zdaniem ta jedna przypowiastka o miłości nie jest mitem, pewnie ją dobrze znacie:

Pe­wien in­diański chłopiec za­pytał kiedyś dziadka:

– Co sądzisz o sy­tuac­ji na świecie?

Dziadek odpowiedział:

– Czuję się tak, jak­by w moim ser­cu toczyły walkę dwa wil­ki. Je­den jest pełen złości i niena­wiści. Dru­giego prze­pełnia miłość, prze­bacze­nie i pokój.

– Który zwy­cięży? – chciał wie­dzieć chłopiec.

– Ten, które­go kar­mię – od­rzekł na to dziadek.

Tylko my samy możemy stworzyć własną teorię miłości, swój prywatny mit. I jeśli będzie on karmiony dobrymi emocjami, to wróci do nas w postaci cudownej, dobrej miłości.


Zobacz także

Fot. screen / Mordercy w koloratkach

Niedziele z dreszczykiem, czyli „Mordercy w koloratkach” czekają na wiernych…

Fot. iStock/Eva-Katalin

Co możesz dać komuś, kto mówi, że ma wszystko? Są przecież ciągle marzenia do spełnienia

Fot.Unsplash/Cayton Heath / CCO

Nigdy nie przestawaj chcieć żyć. O sile odrodzenia do zmian