Nowa reakcja na Facebooku. Co oznacza i jak ją uruchomić

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 czerwca 2017
Fot.omontaż: iStock / screen z Facebooka
Fot.omontaż: iStock / screen z Facebooka

Na Facebooku pojawiła się nowa reakcja. Tęczowa flaga opatrzona została nazwą „duma”.

Nowa opcja, która jak widać już stała się bardo popularna (fanpejdż LGBTQ@Facebook ma już blisko 11 mln polubień), to jasne stanowisko Facebooka i sygnał poparcia dla sprawy. W tym miesiącu w wielu miastach świata odbywały się parady równości walczące o tolerancję i większą świadomość społeczną.  Dlaczego akurat teraz? W USA czerwiec jest miesiącem LGBT, tzw. Pride Month. I to główna przyczyna stworzenia „dumnego” przycisku na najpopularniejszym serwisie społecznościowym.

Pomimo rosnącego poparcia w społeczeństwie, osoby będące w mniejszości seksualnej wciąż spotykają się z prześladowaniem. Walczmy z jeszcze szeroko występującą homofobią i nienawiścią!

nowareakcja nafb

Jak włączyć „tęczową flagę” na swoim profilu?

Aby w twoich reakcjach pojawiła się możliwość posługiwania „tęczową flagą” wystarczy polubić specjalnie przygotowany profil na Facebooku: LGBTQ@Facebook (https://www.facebook.com/LGBTQ). Po polubieniu tej strony, w palecie pojawia się opcja „duma”.

Fot. Screen z Facebook / LGBTQ@Facebook

Fot. Screen z Facebook / LGBTQ@Facebook

Lekcja tolerancji

Nie trzeba było długo czekać, aby od flag zaroiło się pod postami osób publicznych czy instytucji i mediów zdecydowanie przeciwnych LGBT. Taki psikus od losu 😉 . Zapewne może to powodować pewien dyskomfort zagorzałych przeciwników homoseksualizmu. No cóż, okazuje się, że Facebook zupełnie niechcący dał niektórym przymusową lekcję tolerancji.

 

Fot. Screen z Facebook / Jarosław Kaczyński

Fot. Screen z Facebook / Jarosław Kaczyński

Fot. Screen z Facebook / Fronda.pl

Fot. Screen z Facebook / Fronda.pl


Rozwód z klasą? Nie słyszałam, nie widziałam. No chyba, że na filmie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 czerwca 2017
Fot. iStock/golero
Fot. iStock/golero

„Chcesz naprawdę dobrze poznać swojego męża, rozwiedź się z nim” – powiedziała mi kiedyś przyjaciółka. Dlaczego miała rację? Bo rozwód to wydarzenie angażujące nasze emocje, wyciągające „na wierzch” niespełnione obietnice i tajemnice, skrywane głęboko żale, a czasem, niestety budzące w nas także najgorsze instynkty. Ona przekonała się o tym na własnej skórze.  Rozwód z klasą? Nie słyszałam, nie widziałam. No, chyba, że na filmie.

Zaczęło się całkiem spokojnie, choć głównym powodem rozwodu było to, że on już nie kocha. To znaczy kocha, ale już nie żonę, tylko sporo młodszą koleżankę żony. To w sumie prawie to samo, więc o co chodzi?

Więc na początku zgodził się na wszystko, byle tylko żona dała mu ten cholerny rozwód. Bierz samochód, bierz mieszkanie, dzieci też bierz (w sumie z dziećmi na karku trudno prowadzić romans). Nic już nie mów, tak wiem, to moja wina, no ale skończyło się. Ja teraz zaczynam wszystko od początku. Nie rób scen. Zadzwonię, pa.

Moja przyjaciółka scen nie robiła, przynajmniej nie jemu i przynajmniej nie „publicznie”. Co wypłakała, to zostało w czterech ścianach. Fakt, że dodatkowe „pociążowe” kilogramy, których nie mogła zrzucić od czterech lat, zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w niecałe trzy miesiące. Szybko okazało się jednak, że tak łatwo i miło nie będzie, a on na to mieszkanie zgodził się, po prostu nie przemyślał. Dla dzieci miejsce w nowym mieszkaniu się znalazło, a starsze z nich wracało z niego coraz częściej przekonane, że mama jest osobą nudną, której w życiu niewiele wyszło, a młoda narzeczona taty jest piękna, dobra i szalenie interesująca.

Musiała powiedzieć „stop”. Rozwód i cały okres wokół tego wydarzenia zamienił się w jedną, wyniszczającą emocjonalnie i fizycznie walkę o dzieci, majątek i status pokrzywdzonego w tej relacji. Mąż mojej przyjaciółki sięgnął po najcięższą broń, wyciągając i piorąc publicznie wszystkie możliwe brudy i zarzuty dotyczące jej samej oraz jej bliższej i dalszej rodziny. Wysyłał SMS-y w których nazywał ją zaniedbaną i grubą kobietą o niskim poziomie inteligencji, a wspólnym znajomym opowiadał, jak bardzo cierpiał i dusił się intelektualnie w jej męczącym towarzystwie, przez całe 10 lat małżeństwa. Oraz, że nigdy nie była zachwycająca w łóżku. Mówiąc delikatnie. Dziś rozmawiają jedynie poprzez wiadomości tekstowe, a o wspólnej herbacie, czy wspólnie spędzonych urodzinach dzieci nie ma w ogóle mowy.

Więc moja przyjaciółką w żadne tam rozwodzenie się z godnością nie wierzy. A jeśli już, to mówi, że w jej przypadku zabrakło 5 złotych zasad, warunkujących rozwód z klasą:

1. Wzajemny szacunek

Jeśli brakowało go w trakcie małżeństwa, jeśli czułaś się lekceważona, niedoceniona, zaniedbana pod względem potrzeb emocjonalnych, nie spodziewaj się, że szacunek dla ciebie pojawi się w trakcie rozwodu. Przeciwnie, powinnaś być przygotowana na to, co najgorsze. Jeśli jednak nie przestaliście się szanować, rozstaniecie się z klasą.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Wymienione wyżej cechy świadczą o związku toksycznym z elementami przemocy psychicznej albo o tym, że żyliśmy z narcyzem, co nie wyklucza pierwszego. W takiej relacji nie ma zdrowej definicji szacunku. Ofiara traktowana jest jak własność, istota gorsza, gdyż ideał jest tylko jeden. Jeśli do tego dołożymy, że zaczyna, ta własność, mieć swoje oczekiwania, coraz częściej je śmiało wyraża, mówi „nie” i stawia warunki, to wybuch agresji jest wręcz pewny.

2. Sympatia

Czasem miłość się kończy, ale poczucie przyjaźni, bliskości wynikającej ze wspólnych przeżyć sprawiają, że zachowujemy dla siebie wiele sympatii. Łatwiej nam wtedy zrozumieć, że chociaż nasze drogi się rozeszły, powinniśmy zrobić wszystko, by się nie krzywdzić, by ułatwić sobie wzajemnie ten trudny i bolesny moment, jakim jest rozwód.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
I tu bym wskazała właśnie szacunek wynikający z sympatii do siebie. Rozwód zgodny, pełen kompromisów na bazie zrozumienia wzajemnych oczekiwań jest możliwy. Warto by uchwycić i utrzymać tę relację w stanie niepogorszonym do końca rozwodu, bo jest duża szansa, że tak już zostanie. Jest to ważne przede wszystkim z punktu widzenia wychowania wspólnych dzieci, gdzie decyzje o ich życiu trzeba będzie podejmować wspólnie jeszcze wiele lat.

3. Dobra wola po obu stronach

Nieważne, z czego wynikają wasze chęci. Jeśli oboje macie przekonanie, że zrobicie wszystko, by wasz rozwód odbył się w jak najlepszej, pokojowej atmosferze, jeśli tego naprawdę chcecie, bardzo możliwe, że wam się uda. Jeśli nastawiacie się na „nie” i ustawiacie na pozycjach „obrona przez atak”, nie łudźcie się, że będzie kulturalnie i miło.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Wystarczy mały punkt zapalny, by rozpętać burzę. Konflikt zaczyna narastać jak kula śniegowa, którą niełatwo już zatrzymać.

4. Umiejętność schowania żalu w kieszeń

Trudno o spokój na sali sądowej,  kiedy w sercach i głowach same nieprzepracowane żale, tłumione, negatywne emocje i przekonanie, że zostało się oszukanym, wykorzystanym i skrzywdzonym. Dodajmy do tego uczucia, które jeszcze nie zgasło, ale nie jest już odwzajemnione i chęć zemsty na byłym partnerze. To nie może się skończyć rozwodem „z klasą”.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Rozwód budzi zawsze bardzo wiele emocji. Szczególnie jeśli przyczyną rozwodu jest zdrada, którą trzeba udowodnić przed sądem. Idealną sytuacją byłoby, gdyby osoba, która odchodzi ze związku do tej zdrady się przyznała. Przypadki rzadkie, ale zdarzające się. Z badań Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego wynika, że do zdrady małżeńskiej przyznaje się blisko 30% polskich mężczyzn oraz ok. 15% kobiet. Najczęściej robią to wyłącznie w zaciszu domowym. Przyznanie się do winy przed sądem, zdecydowanie skróciłoby batalię sądową i to dopiero byłaby klasa.

5. Stawianie dobra dzieci ponad wszystko

Walka o dzieci, „nastawianie” ich przeciwko byłemu partnerowi, ograniczanie mu możliwości spotkania z córką, czy synem – to się zdarza zdecydowanie zbyt często.

Jeśli naprawdę zależy ci na dobru twoich dzieci, nigdy nie wykorzystasz ich przeciwko swojemu małżonkowi, ani nie wciągniesz w „gierki” między wami. Będziesz za to mówić o ich ojcu czy matce z szacunkiem i zadbasz o to, by i one tratowały w ten sposób swojego rodzica. Jesteś przykładem, pamiętaj.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
W ferworze walki, pochłonięci konfliktem i batalią sądową rodzice często nie zauważają jak ich dziecko stało się samotne. Dorosłym chodzi o to by dopiec sobie nawzajem w bardziej lub mniej wyszukany sposób. Reagują na prowokacje z drugiej strony, dają się wciągać we wciąż to nowe konflikty. Często niestety zostają wciągnięte w tę grę również dzieci. Mediatorzy, psychologowie czy terapeuci podkreślają, że ważne jest wypracowanie umiejętności oddzielenia sporów i złych emocji do byłych małżonków od obowiązków rodzicielskich. Bez wątpienia kochamy nasze dzieci najmocniej na świecie. W trakcie rozwodu nie zawsze wszystko zależy od nas, ale niech ta miłość, będzie siłą napędową do tworzenia życia po rozwodzie, tak by było na czym je budować.

Partnerem artykułu jest

logo KiR Gdańsk (1)

Kobieta i Rozwód Gdańsk to firma stworzona przez kobiety dla kobiet. To wyjątkowe miejsce skupiające wszystkich specjalistów, którzy na zawiłej drodze rozwodowej mogą być potrzebni: prawników, mediatorów, psychologów, terapeutów, detektywów. Bywa, że do jednej sprawy trzeba zaangażować cały zespół. Tu nic nie jest przypadkowe. Możesz być pewna, że przydzieleni do sprawy specjaliści to sprawdzeni, kompetentni i skuteczni profesjonaliści.


Całe życie pomagali zwierzętom, w pożarze stracili dosłownie wszystko. Dziś oni potrzebują pomocy, nie pozostańmy obojętni

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 czerwca 2017
Fot. Screen z YouTube /
Fot. Screen z YouTube / Super Stacja TV

Był sobie dom. Dom szczęśliwy, pełen miłości, tej najprawdziwszej. Do siebie nawzajem i do zwierząt, zwłaszcza tych bezdomych, którymi zajmowali się od ponad 30 lat, wspólnie, przygarniając, pomagając im wydobrzeć, dając im nowy start i bezpieczne schronienie. Było pięknie, aż w życiu pani Marioli i pana Kazimierza wydarzyło się nieszczęście. W styczniu ogień zabrał dom – cały dobytek, a przede wszystkim ukochane zwierzaki. Zostali z niczym. Pomagali innym przez kilkadziesiąt lat, dziś sami potrzebują pomocy, choć o nią nie prosili.

Od stycznia mieszkają na zapleczu sklepu, w którym pracują. Stracili wszystko, co mieli, ale najbardziej żałują tego, że w pożarze zginęły ukochane dwa psy, dwa koty i para królików. To na to wspomnienie pojawiają się w ich oczach łzy, powraca żal i rozpacz. Pan Kazimierz mówi o swoich zwierzętach, w sposób szczególny, z miłością i troską, której nie słyszy się często. Skąd ta miłość się wzięła? Właściwie nie wiadomo. To jego żona wychowywała się wśród kotów i psów, on w dzieciństwie  miał jedynie akwarium. Ale, jakoś się tak się złożyło, że odkąd są z panią Mariolą razem, dają schronienie wszystkim potrzebującym, zagubionym i porzuconym zwierzakom. I zanim ogień zabrał im dom, mieszkało w nim wiele, bezpańskich dotąd Burków, mruczków i mniejszych pupili. Kiedyś policzyli, że rocznie przychodziło i odchodziło w sumie około kilkudziesięciu sztuk. Tu miały opiekę, miłość i pełną miskę. Skąd brały się te zwierzęta? Znajdowali je na ulicy, podrzucali im je znajomi i nieznajomi. Jak można było nie pomóc?

– Nasze całe życie wspólne upłynęło pomiędzy zwierzakami – opowiada pan Kazimierz. – W tej chwili mamy 7 psów, 5 kotów, kilka królików, gołębia grzywacza. U nas tak było zawsze. Na drugą miesięcznicę (tak, tak – pani Mariola i pan Kazimierz od ponad 30 lat świętują miesięcznicę zawarcia związku małżeńskiego – przyp. red.) podarowałem żonie jaskółkę, która wypadła z gniazda. Potem doszedł kociak, z tego kociaka zrobiło się siedem kociąt, bo jedna z kocic przyszła i podrzuciła nam swoje dzieci. Zostawiła je na schodach, zamiauczała, jakby chciała powiedzieć: „A teraz wy wychowujcie, pora płacić alimenty, skoro to wasz kocur narozrabiał. I tak nagle mieliśmy kota i siedem kociąt. Bardzo je kochał, opiekował się nimi. Był dobrym ojcem”.

Czas płynął sielsko do momentu, kiedy w domu wybuchł pożar. Pani Mariola i pan Kazimierz wracali wtedy z pracy, o zdarzeniu poinformowała ich córka. Kiedy pytam, jak doszło do tej tragedii, nie rzucają oskarżeń, nie snują teorii.

– Nie chcę mówić na ten temat – mówi pan Kazimierz – nie chcę dociekać przyczyny. Mogę tylko powiedzieć, że nigdy w życiu bym nie podejrzewał, że można dostać tyle dobra od innych ludzi. Dzięki nim, w tej chwili zaczęliśmy budowę nowego domu. Ludzie pomagają nam z dobrego serca. Do tej pory spotykały nas raczej nieprzyjemne rzeczy. Ale w tej chwili, tyle serca dostaliśmy od innych.

Pani Mariola i pan Kazimierz są wyjątkową parą. Poznali się – jak zaznacza pan Kazimierz – 32 lata i 9 miesięcy temu. – Ja pochodzę z Wybrzeża Szczecińskiego, a żona z Wołomina. Dzieliło nas ponad 500 km, ale kiedy mojej żonie urodził się siostrzeniec – ją poproszono na chrzestną, mnie na chrzestnego. Strzał był „ostateczny”. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Przed ślubem znaliśmy się 9 miesięcy i 9 razy się widzieliśmy. No właściwie ten 9-ty raz, to na naszym ślubie. Szalone tempo, szalone życie.

O swojej pomocy zwierzętom, pan Kazimierz mówi z olbrzymią skromnością. – Na ile można było pomóc, na tyle się pomagało. Przez 32 wspólnie spędzone lata, były dwa dni, w których nie byłoby z nami jakiegoś zwierzaka. W nowym domu na pewno znajdzie się miejsce dla nich wszystkich. Mamy w tej chwili w sklepie kilka zwierząt, które powinny wrócić do domu: kilka ptaków, kilka żółwi, jeża afrykańskiego, którego córka znalazła przez ogłoszenie „pilnie oddam”, mamy parkę popielic. Córa pracuje w schronisku dla psów, przyniosła je tam straż miejska, i są tak z nami od 1,5 roku. To są tak piękne zwierzaczki, warto na nie popatrzeć, choć to typowo nocne gryzonie.

Pomoc państwu Zuchorom odbywa się metodą „składkową”. Ktoś przygotował plan domu, ktoś zajął się instalacją elektryczną, ktoś inny dachem. Ale pieniędzy wciąż brakuje. Dlatego bardzo was prosimy: jeśli tylko możecie, otwórzcie serca – liczy się każda wpłata.


Reportaż o pani Marioli i panu Kazimierzu znajdziecie tutaj.

Jak pomóc?

Zbieramy na odbudowę spalonego domu. Wpłat na cegiełki dokonywać można na:

BGŻ BNP PARIBAS SA

Fundacja Bonum Animae

Cele statutowe/dom/Zuchorowie

(złotówki) 17203000451110000004263240  (euro) 91203000453110000000367850

Przelewy z zagranicy (euro) : SWIFT GOPZPLPWXXX PL91203000453110000000367850

Paypal: fundacja.bonumanimae@gmail.com

Lub pomagam.pl/budujemydom

 

 

 


Zobacz także

zwiazki na odleglosc

Związki na odległość – fazy emocjonalne związane z separacją

Fot. iStock / Petar Chernaev

Love story bez przyszłości… Uważaj, żeby nie utknąć w „udawanym” związku

Fot.  Screen z Youtube  /

Przysiady już znacie. Przyszła pora na przeskoki w przysiadzie