Nigdy nie proś mężczyzny o to, by został w twoim życiu, jeśli on tego nie chce

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 marca 2017
Fot. iStock/IvanBastien
Fot. iStock/IvanBastien

Świat może zawalić się z różnych powodów, ale tak się jakoś dzieje, że najczęściej wali się z powodu miłości. Tej, której nie ma, albo tej, której zabrakło. Albo była, była i pojawiła się nowa, może silniejsza, a może bardziej odważna. Nie taka jak twoja, i nie do ciebie. Jak tylko tak się właśnie okazało, straciłaś grunt pod nogami. Wpadłaś w panikę. Najgorsza była ta myśl, że on zniknie za chwilę z twojego życia. A ty przecież nie jesteś na to gotowa, nie wypuścisz go, nawet jeśli wiesz, że gdyby został, to tylko dlatego, że mu cię żal, że ma sentyment do wspólnych dni, a może i lat – tych wspaniałych, dobrych. Tobie nawet ten żal i ten sentyment wystarczą, tak nisko upadłaś. Byleby tylko ON został w twoim życiu. Wybacz mi, nie mogę już dłużej patrzeć, jak prosisz, jak żebrzesz o uczucie.

Rozstawaliście się trzy razy. Pierwszy raz, poprosił cię o tę rozmowę w domu, po kolacji. – Nie mogę z tobą być. Proszę, zostaw te naczynia teraz. Chciałbym, żebyśmy się rozstali – mówił, wyrywając ci puste talerze. – Nie jestem szczęśliwy, od dawna. Czuję, że nasze drogi się rozeszły. Ty też nie jesteś przecież szczęśliwa, widzę to każdego dnia. Zobacz, jak się męczysz, jak ciągle kontrolujesz, jak nie ufasz. Jak to trwa i trwa, choć nawet już nie rozmawiamy. Spakuję się, wyprowadzę. Będę stale dla ciebie, albo nie, jeśli tak ci łatwiej. Ale nie ciągnijmy już tego, na siłę.

Ogromne, szczere łzy spływały po twoich policzkach. Nie mógł na to patrzeć, spuszczał głowę. – Jak to? – pytałaś. Nie odchodzi się od ciebie, kiedy ty przecież tak bardzo kochasz. Wszystko byś dla niego zrobiła. Albo raczej, wszystko byś zrobiła, żeby nie odszedł. Mieliście swoje kłopoty, jak każda para. Nie byliście już tak blisko, jak kiedyś. On nie był. Oddalił się, choć bardzo próbowałaś, starałaś się go zatrzymać jak najbliżej przy sobie. Ale przecież, nic takiego się nie wydarzyło, co miałoby zwiastować koniec. Nadal był, gdzieś obok, na wyciągnięcie ręki. Nadal jadaliście kolacje na mieście i tylko rzadziej mówiliście o przyszłości. Tylko tyle. Mój Boże, co jeszcze? Gorączkowo przeszukiwałaś w głowie i nie, nic nie znalazłaś. Więc co właściwie zrobiłaś źle, że on chce odejść? Usiadłaś przy nim, na podłodze. Wzięłaś jego dłonie w swoje zimne ręce i prosiłaś, płacząc. – Powiedz mi, co mam zmienić, zrobię, co trzeba. Będę lepsza, obiecuję, tylko daj mi szansę. Błagam, nie zostawiaj mnie, bo ja nie wiem, gdzie popełniłam błąd. – Nie popełniłaś – mówił. – Po prostu się skończyło, w mnie. Nie czułaś tego, naprawdę?

Czułaś, ale nie chciałaś przyznać. Długo prosiłaś, aż obiecał, że da wam szansę. I choć rano wstał wcześniej niż zwykle i wcześniej wyszedł do pracy, bez słowa prawie, poczułaś, że „trochę” wygrałaś. Że to jeszcze nie koniec. Miesiące mijały, ale nie czułaś się bezpieczna. Żyliście już wtedy, całkiem obok siebie.

Kiedy odchodził za drugim razem, powiedziałaś, że weźmiesz tabletki, jeśli się odważy zniknąć. Nie, nie zrobiłabyś tego, znam cię. Ale lubisz dramaty, wielkie słowa, emocje. On to wie.

– Słuchaj – powiedział wtedy, patrząc na ciebie długo i uważnie – nic z tego nie będzie, moje uczucie się wypaliło, twoje cię wypala, nie czujesz, że nie próbujemy już nawet rozmawiać? Chcesz być z kimś, kto nie czuje do ciebie nic, prócz sympatii? Rozpłakałaś się, nieco bardziej histerycznie niż zazwyczaj. Błagałaś. Od miesięcy nie poszliście razem do łóżka, od tygodni nie rozmawialiście o czymś innym, niż zakupy i rachunki. Widziałaś jego przygnębienie. Ale tak bardzo nie chciałaś go wypuścić ze swojego życia. Znalazłaś terapię, zaprowadziłaś go na pierwsze i drugie spotkanie, potem trzecie. Na początku był zagubiony, ale się starał. Mówił, że chce ci pokazać, że to nie ma sensu. Po dwóch miesiącach przestaliście tam chodzić.

Za trzecim razem, też chciałaś błagać, chociaż powiedział ci, że już nawet przestaje cię lubić i szanować. Że kogoś znalazł, że chce być szczęśliwy, ale uwięziłaś go w tej pułapce swoich emocji. Że ma do ciebie żal, bo go szantażujesz tym wszystkim, co was łączyło. Zdecydował za ciebie również – to koniec. Zbuntowałaś się, kiedy powiedział, że odchodzi, bo ma prawo być szczęśliwy. „Jak to, myślałaś, to on może, a ty, nie?”. Przecież jego obecność jest gwarancją twojego szczęścia. A jednak zostałaś sama. Chcesz teraz dzwonić do niego i prosić, żeby wrócił. Szukasz pomysłu, sposobu, by go zaprosić na nowo do twojego życia. Choćby jako przyjaciela. Ale pora z tym skończyć.

Nigdy, nigdy więcej, nie proś nikogo, by został w twoim życiu, jeśli on tego nie chce. Masz tyle do stracenia.

Szacunek, do samej siebie, bo to takie poniżające prosić o uczucie, kiedy się na nie po prostu zasługuje, ale może, w innej relacji, z innym mężczyzną, w innym miejscu i czasie.

Czas, ten, który ci potrzebny na to, by dojść do ładu ze swoimi uczuciami, emocjami, myślami. By dowiedzieć się, czego pragniesz, by być szczęśliwą.

Twoją siłę, bo żebranie o miłość wypala od środka, zabiera ci energię i przekonanie o twojej wartości. Skoro musisz prosić, nie jesteś jej warta?

Szansę na to, by nauczyć się żyć inaczej. Bez zależności od drugiej osoby, choćby była najlepsza, najwspanialsza. Dobra miłość nie może być zależnością, bo cię zniszczy. Musisz nauczyć się żyć bez miłości, by kochać mądrze, gdy przyjdzie czas.

Wiarę w siebie samą. W to, że umiesz żyć w pojedynkę. Że potrafisz podnieść się po rozstaniu, bo ono nie oznacza dla ciebie końca, lecz początek.

Odetchnij, głęboko, spokojnie. Przypomnij sobie to uczucie, kiedy obiecał, że zostanie, odchodząc pierwszy raz. Ulga zmieszana z ogromnym smutkiem. Już wtedy wiedziałaś, że przegrasz, prawda? I jego i siebie.  A mogłaś siebie wygrać. Pozwolić mu odejść i uwolnić się od myśli, że sama nie dasz rady. Przekonać się, że jesteś silna. Nigdy więcej nie popełnij już tego błędu.


Wiosenne przebudzenie. 10 sposobów na dobre samopoczucie!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 marca 2017
Fot. iStock / Petar Chernaev
Następny

Czas obudzić się z zimowego snu i z energią przywitać wiosnę. Brak słońca, niedobór witamin w diecie oraz ograniczona aktywność fizyczna powodują, że brakuje nam energii i motywacji po zimie. Oto 10 sprytnych sposobów, dzięki którym łatwo poprawisz samopoczucie, dodasz sobie energii i wpłyniesz pozytywnie na zdrowie!

10 sposobów na dobre samopoczucie!

Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz

Anika Zadylak
Anika Zadylak
28 marca 2017
Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz
Fot. iStock / kupicoo

Cześć, jestem mamą niepełnosprawnego dziecka. Powiem ci dziś, co o mnie sądzisz, choć w ogóle mnie nie znasz. Piszesz mi w anonimowym hejcie, że podła jestem i wypruta z uczuć, bo dziecko mi umiera, a ja się uśmiecham i do fryzjera chodzę. Mówisz za moimi plecami, że ciężko mi współczuć, bo nie użalam się nad sobą i nie chodzę w worku pokutnym, załamana i zgorzkniała. Oceniasz mnie gorzkimi słowami, że widocznie nie jest tak źle, skoro mój syn sam powłóczy jeszcze nogami, na których ma trampki za 150 zł. I wczoraj na zakupach czułam twój oddech na plecach, jak liczyłeś, ile wydałam i co kupiłam. A potem napisałeś, że przepijam pieniądze na leczenie, bo widziałeś butelkę wina. Pewnie też jestem alkoholiczką i imprezowiczką, która w dupie ma, czy starczy na leki i chleb, bo w sobotę wieczorem, widziałeś mnie w klubie ze znajomymi. Pieniądze, które zbiera fundacja też przewalam na luksusowe auta i inne cuda. Tak to ja, kombinatorka, która lansuje się i wozi na plecach swojego schorowanego dziecka traktując go, jak złoty interes, na którym można zbić niezłą kasę. Tak mnie widzisz, tak o mnie mówisz, choć zielonego pojęcia nie masz, kim jestem i jak przyszło mi żyć.

Zaproszę cię na chwilę do siebie. Wejdź, to pokój mojego syna. Co się stało? Nie widziałeś nigdy 18-latka ważącego 39 kilogramów i podpiętego pod butlę z tlenem? Czemu odwracasz wzrok, gdy zdejmuję mu koszulkę, a do dziury w brzuchu podłączam worki z odżywką, żeby nie umarł z głodu i przytył choć tyle, by mieć siły samemu iść do łazienki. A może zostaniesz na noc i popatrzysz, jak śpi na siedząco, żeby się nie udusić, i jak pluje krwią z jedynego płuca, które pracuje na 30 %. A może, chciałbyś z nim porozmawiać i odpowiedzieć, gdy zapyta cię o śmierć? O to, czy będzie cierpiał i czy pozwolę mu odejść, gdy przyjdzie najgorszy czas. Mało tu miejsca przez te kartony z lekami i odżywkami, przez sprzęt do inhalacji i koncentrator tlenu, prawda? Zupełnie, jakbyś przebywał w aptece, a nie pokoju nastolatka. No wejdź głębiej, śmiało, co się martwisz? Przecież to takie normalne, że sinieją mu usta, a powietrze łapie jak ryba gwałtownie wyciągnięta z wody. I macha rękoma bezgłośnie błagając o pomoc i przerażony patrzy na drzwi, czy karetka znowu zdąży dojechać na czas. Nie odsuwaj się, gdy podaję mu garść leków, które stają mu w gardle, bo jest ich zbyt dużo. Podejdź, pomożesz mi przygotować kolejną dawkę, bo to nie koniec.  Dlaczego już wychodzisz, byłeś tu raptem parę minut. Zostań, już wieczór, dam ci krzesło, na którym siedzę i sprawdzam, czy mój syn jeszcze oddycha.

Tu jeszcze wejdź – do pokoju Martyny. Ma porażenie mózgowe i kilka innych niespodzianek, jakie podarował jej podły los. No chodź, nie krępuj się, nie odwracaj głowy, gdy jej wyrodna matka, która była wczoraj u kosmetyczki, odłącza jej respirator. Spokojnie, wiem, że się dławi. Masz, trzymaj i odsysaj wydzielinę z rury włożonej w gardło i patrz, jak przełyka własne łzy. Kręcisz nosem? No tak, ja wiem, że zapach odleżyn nie jest najprzyjemniejszy, a trzeba jeszcze pieluchę i pościel zmienić. Ciężko samemu i smród? No co ty, popatrz, jak jej mama ją podnosi, choć pot z wysiłku zalewa jej oczy, a ręce odmawiają posłuszeństwa. Nie pomagaj, po co? Przecież jest taka dzielna i skoro miała siłę iść zrobić paznokcie, to i tu sobie poradzi. Rozglądasz się przerażony, bo nie znalazłeś ukrytych milionów, o których pisałeś w jeszcze wczoraj, za to zauważasz, że mała leży na starym łóżku, a ze ścian sypie się tynk. Pewnie matka Martyny na byle co przepuściła ten ogrom pieniędzy, jakie dostaje, zamiast wyremontować łazienkę, w której niestety, dobrze widzisz, grzyb straszy od wejścia. Dlaczego nie chcesz słuchać, jak mała jęczy i wyje, bo leki przeciwbólowe nie działają. Poczekaj! Zaprowadzę cię gdzieś jeszcze.

Pusto tu i smutno, tylko czarno-białe zdjęcie na stoliku i skulona kobieta w kącie. No wejdź i usiądź, opowie ci, kto tu mieszkał jeszcze kilka miesięcy temu. – Byłam matką i już nie jestem. Bo przyszła śmierć i wyrwała mi syna z objęć, nie patrząc na moje błagania, choć prosiłam o jeszcze jeden dzień. Nie zwracała uwagi, gdy na kolanach krzyczałam, żeby go nie męczyła, przestała targać wychudzonym ciałem, żeby nie zadawała kolejnego bólu odpornego na dużą dawkę morfiny. I zdjęła rękę mocną zaciśniętą w okół jego szyi. Tam leżał, a ja stałam i patrzyłam, bo bezsilność nie pozwala na zbyt wiele. I choć widziałam jego oczy, gdy ostatkiem sił szeptał: „Mamusiu, pomóż mi, proszę, niech to się skończy”, ja kochająca do granic możliwości, nic nie mogłam zrobić. A potem, gdy wszystko ucichło, wzięłam go na ręce, tuliłam do serca wierząc, że ogrzeję jego coraz zimniejsze ciało. A potem mnie pytali o kolor trumny i w co go ubrać, a ksiądz na pogrzebie powiedział, że Bogu był bardziej potrzebny. Zostałam sama, bez pracy i dalszej drogi, bo wszystko, co miałam, poświęciłam swojemu dziecku. I teraz myślę, żeby jak najszybciej znaleźć się tam, gdzie on teraz jest. Dlaczego zatykasz uszy? Nie pójdziesz ze mną na cmentarz, żeby zobaczyć, jak leżę na płycie pomnika i gryzę palce do krwi? Z bólu, bo nie ma gorszego niż ten, po stracie dziecka.

Uciekasz? A nawet jeszcze nie zaczęłam zapoznawać cię z tymi, o których piszesz, że są roszczeniowe, że zarabiają na chorobach swoich dzieci, że udają i kłamią, naciągają, a potem roztrwaniają. Powiedz patrząc im w oczy, że wiesz, co czują, z czym się zmagają i jak walczą, żeby nie zwariować, nie oszaleć z rozpaczy. Że znasz to uczucie, gdy budzi cię w nocy nieopisany lęk, a z pokoju dobiega szmer, odgłos wymiotów i duszności, które rozrywają płuca na strzępy. Wykrzycz jej w twarz, że nie ma prawa myśleć o sobie, zadbać i nie zapomnieć, że też jest ważna. Najważniejsza, bo jej chory dzieciak ma tylko ją. Rozumiem też, że zaopiekujesz się jej przykutym do łózka synem albo córką, której ciało gnije za życia, gdy ona, padnie gdzieś w końcu wykończona i wyczerpana. Udźwigniesz jej ciężar, weźmiesz go na siebie i podpiszesz zgodę na  kolejny ryzykowny zabieg, wiedząc, że twój wybór jest między piekłem a bagnem. I wiesz również,  że to ciebie sumienie zje żywcem, gdy coś się nie powiedzie, a twoje dziecko wywiozą z sali operacyjnej ubrane w czarny worek. I oznajmią, że zrobili wszystko. I przepraszają, że nawet nie mogłeś się pożegnać. A może jednak zdążysz, będziesz mógł trzymać je za rękę, do samego końca i mówić spokojnie : „Nie bój się synku, pomogę ci odejść, nie puszczaj mojej dłoni”. A potem wyrwie cię z letargu nieprzerywalny dźwięk, który oznajmi, że już nie jesteś rodzicem, bo serce przestało bić.

Widzę w oddali twój podkulony ogon, pseudo bohaterze. Schowaj się za ekranem swojego monitora, centrum dowodzenia, gdzie jesteś panem i władcą, i pisz. Jak dużo o mnie wiesz, jak znasz każdy mój dzień i nieprzespaną noc. A ja się gorzko uśmiechnę i pójdę robić swoje, bo nikim jesteś, skoro nie masz nawet imienia. Bo nie istniejesz, skoro nie zapukasz do moich drzwi, żeby mi w twarz powiedzieć, co o mnie myślisz. I nie zazdroszczę ci, tylko współczuję, bo pewnie ciężko być szczurem w tłumie normalnych ludzi w realnym świecie.


Zobacz także

5 języków miłości

5 języków miłości, których zrozumienie ułatwia stworzenie szczęśliwego związku

Fot. iStock/jacoblund

6 rzeczy, które bym powiedziała młodszej sobie

Fot. Screen z YouTube / Christian Dior

Gwiazdy wyznają, czego podejmą się w imię miłości. A ty, co jesteś w stanie zrobić?