Niekochani synowie nie potrafią kochać mądrze i bardzo trudno ich „odczarować”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 listopada 2017
Fot. istock/gruizza
Fot. istock/gruizza
 

Tak, to się zdarza. Matki, które nie kochają synów, ojcowie, którzy pokazują im pogardę, a nawet próbują z nimi rywalizować. Chłopcy, którzy dorastają w poczuciu braku akceptacji, braku miłości ze strony osób, które powinny być im najbliższym wsparciem. Co się dzieje z niekochanymi synami, gdy wkraczają w dorosłe życie? Jakimi są partnerami, czy stać ich na to, by obdarzyć kogoś dobrym, szczerym uczuciem?

Kiedy mężczyzna opowiada kobiecie swoją historię życia, najprawdopodobniej (tak wynika z przeprowadzonych przez psychologów badań) zacznie ją o opowiedzenia o swoim ojcu. Bo opowieść o matce wyda mu się mało męska, bo boi się reakcji partnerki na słowa dotyczące jego więzi z pierwszą ważną kobietą w jego życiu. Te więzi nie zawsze są łatwe.

Jednym z największych mitów dotyczących macierzyństwa jest ten, że ​​wszystkie kobiety instynktownie kochają swoje dzieci. I że synów darzą mocniejszym uczuciem niż córki. Pewnie sami łapiecie się na tym, że mówicie o kimś „synek mamusi”, mimo że ów „synek” dawno przekroczył trzydziestkę. Ostrożnie z ocenami. To, co widzicie niekoniecznie jest miłością, a dużo częściej dziwnym rodzajem uzależnienia. A czasem  nawet takiej miłości nie ma wcale. Niewielu mężczyzn przyzna się jednak głośno do tego, że uczucia ze strony matki w dzieciństwie mu zabrakło, albo że była ta osoba bardzo krytyczna, zimna, wymagająca i nieokazująca czułości. Nie potrafią przyznać się do emocjonalnego bólu, bo sami nie zdają sobie do końca sprawy z jego źródła. A poza tym, wpojono im, że analizowanie takich ran nie jest męskie.

Jak brak miłości ze strony matki krzywdzi mężczyzn?

Przede wszystkim wpływa na ich sposób nawiązywania bliższej więzi z kobietami w dorosłym życiu. Ziarno zostało zasiane – pierwsza ważna kobieta w ich życiu okazała się pozbawiona uczuć. Dorosłe relacje z ukochaną mają w sobie coś z masochizmu – kochasz mimo, że wiesz, że nie dostaniesz tego samego w zamian. Kochasz niemądrze – dajesz sobą poniewierać. Albo kochasz w niesamowicie zaborczy sposób, bojąc się, że jej miłość zniknie. Niekochani synowie tłumią swoje emocje – właściwie od samego początku. Za okazywanie tego, co czują byli w dzieciństwie karani lub też… lekceważeni.

By udowodnić, że są coś warci opanowali „kod męskości” – nie mówią o tym, co czują, a zatem o wiele trudniej im komunikować się z ukochaną osobą, ponieważ nie potrafią wyrazić swoich potrzeb, miłości, lęku, żalu, a nawet radości. W psychologii mówi się, że takim mężczyznom założono ograniczający ich „kaftan płci”. Jak to działa?

Matka, która od samego początku dąży do wytrenowania w swoim synu powstrzymywania emocji, buduje w chłopcu poczucie, że spontaniczne wyrażanie uczuć, nawet negatywnych, jest czymś nienormalnym, że „chłopcy tak nie robią”. Jedyną dozwoloną emocją okazuje się gniew. Takie macierzyństwo jest szczególnie okrutną i okaleczającą mieszanką.

Pozostawia po sobie siedem głębokich blizn:

– brak pewności siebie (w związku objawia się ciągłym lękiem przed rozstaniem przy jednoczesnej bierności w razie ewentualnych kłopotów w relacji – „zostawiła mnie, widocznie na to zasłużyłem”);

– brak zaufania (zazdrość o partnerkę może przybierać bardzo niebezpieczne formy i paraliżować ten zwiazek);

– problem z ustawianiem granic (nie wiem, na co mogę sobie pozwolić w tej relacji, nie wiem, na ile mogę pozwolić mojej partnerce, co jest akceptowalne, a co nie);

– trudności z realnym postrzeganiem samego siebie (nie widzę swoich błędów albo nie widzę swoich zalet, popadam w skrajności);

– unikanie zaangażowania (miłość nie jest niczym pewnym, nie wiadomo, czy trzeba na nią zasłużyć, nie wiadomo jak ją zdobyć i utrzymać, miłość boli, należy jej unikać);

– przesadne reagowanie na krytykę („niekochanego syna” bardzo łatwo głęboko zranić);

– powtarzanie tych samych schematów zachowań (jak w relacji z matką) w innych związkach („masochistyczna wręcz tendencja do wiązania się z kobietami niezdolnymi do szczerych, głębokich uczuć).

Oprócz tego niekochani w dzieciństwie chłopcy, jako dorośli mężczyźni eksternalizują tłumione wcześniej zachowania- agresją, wrogością i gniewem. Wszystko to ma sens, ponieważ gniew u mężczyzn jest akceptowalny kulturowo, mimo, że bezproduktywny, a czasem samodestrukcyjny. Wolno im  – i co ważniejsze  – wolno im bezkarnie. Nikt nie zapyta, jakie głębsze emocje kryją się za tą maską.

Niekochani synowie cierpią tak samo jak niekochane córki a, w pewnym sensie, być może jeszcze głębiej, ponieważ cierpią samotnie i w ciszy, nie szukając pomocy, nie starając się rozwiązać swoich problemów. Choć ich wewnętrzne bariery są takie same, rzadziej szukają odpowiedniej dla siebie terapii.

Jeśli jesteś niekochanym synem , pamiętaj – bez względu na to, co wpojono ci w dzieciństwie uznanie bólu sprawi, że będziesz lepszym, silniejszym mężczyzną, kochankiem, mężem, przyjacielem i ojcem.


„Kiedy potrzebujesz spodni albo majtek, po prostu je sobie kupujesz. Ja nie. Nie mów, że to nasze pieniądze. Tak długo jak muszę cię o nie prosić, nigdy nasze nie będą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 listopada 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Drogi mężu,

poprosiłam cię wczoraj, żebyś przelał mi pieniądze, bo muszę zrobić opłaty. Miałam wtedy na koncie 60 złotych. Przelałeś 300.

Trzysta złotych to niemało, ale to nawet nie jedna trzecia opłat, które muszę zrobić. Mówiłam ci to nie raz, zresztą nie musisz tego zapamiętywać, za każdym razem, gdy wydaję pieniądze, dostajesz powiadomienie na swoim telefonie. Nikt mnie to tego nie zmuszał, po prostu uważam, że każdy z nas powinien wiedzieć, ile mamy pieniędzy i na co je wydajemy. I właśnie dlatego to, co jakiegoś czasu robisz, to przemoc ekonomiczna. Ale powoli, opowiem ci o świecie, w którym teraz żyję, a ty nie.

Nie dostałam jeszcze pensji w tym miesiącu, wiesz o tym doskonale, bo masz dostęp do mojego konta. Ja do twojego nie. Nie wiem też, kiedy ją dostanę, firma ma od kilku  miesięcy problemy. Płaci, ale musimy racjonalne „dzielić” przelewy. Duży klient nie zapłacił faktury, US ściągnął za nią VAT – straciliśmy płynność, zero zaskórniaków. Dlatego w tym miesiącu jest gorzej niż zwykle, gorzej dla mnie. Dopóki dostawałam swoją pensję, jak w zegarku, byłam w stanie uregulować wszystkie rachunki i bieżące sprawy. Dla mnie nie zostawało.

Ponieważ od dziesięciu lat nie możesz zrozumieć, dlaczego mnie tym krzywdzisz, dzisiaj po raz ostatni ci to wytłumaczę.

Nie wiem, ile zarabiasz. Ani razu odkąd masz nową pracę z wysoką pensją nie odpowiedziałeś wprost na moje pytanie.

Nie wiem, ile masz oszczędności. Ja nie mam żadnych.

Czym różnią się nasze życia? To bardzo proste

Kiedy ty cokolwiek chcesz sobie zaplanować, po prostu to robisz. Ja nie

Nie wiem, ile mamy pieniędzy, czy będzie nas na coś stać. Pewnie tak, skoro nie wkładasz zbyt wiele do domowego budżetu (wiem, że się teraz oburzysz, bo ostatnie trzy miesiące musisz dokładać więcej, ale spójrz bardziej wstecz, i policz realnie). Ale nie planuję, nie umiem i nie chcę tak żyć. Przeszkadza mi również twoja zdawkowość. Gdy pytam, odpowiesz: stać nas lub nie stać. Cyfry są tajemnicą, nie traktujesz mnie na równi ze sobą. Czuję się gorsza, zależna, bez możliwości decydowania. I nie tylko się czuję. Bo jeśli nie mam żadnego wpływu na decyzje finansowe, które podejmujesz, to już nie tylko moje odczucie. To fakt.

Kiedy potrzebujesz spodni albo majtek, po prostu je sobie kupujesz. Ja nie

Bo albo wiem, że nie zmieści się to w budżecie z mojej pensji albo muszę cię poprosić, żebyś mi dołożył na to pieniądze. Nie mów proszę, że to się nie liczy, bo przecież nie odmawiasz. Za każdym razem, kiedy muszę prosić cię o przelew, czuję się poniżona i tracę swoją decyzyjność – bo bez względu na to, czy zgodzisz się czy nie – to już nie jest tylko moja decyzja.

Mówiłam ci to wiele razy. Nie reagujesz na to.

Tak, nie zabraniasz mi kupić stanika, to prawda, ale ja muszę cię o tym poinformować, bo sama nie mam na niego pieniędzy – widzisz teraz tę przepaść?

Kiedy coś mi się stanie, nasza rodzina będzie miała z czego żyć. Kiedy coś stanie się tobie – nie

To ty masz oszczędności i zarabiasz dużo więcej. Gdyby coś ci się stało, nie mam żadnego dostępu do pieniędzy. Frustruje mnie to i stresuje. Też o tym rozmawialiśmy. Nie przekonuje cię to zupełnie. Nie chcesz też przyjąć do wiadomości, jak ciągną się bankowe formalności. To nie słowa rzucane na wiatr – przechodziłyśmy to z mamą po śmierci taty. Wiesz o tym. Gdyby nie miała dostępu do konta, zostałaby na kilka miesięcy z ręką w nocniku.

Czuję się jak dziecko, które dostaje kieszonkowe

Nie było to tak wyraźne dopóki nasze zarobki były porównywalne, bo nasze życia aż tak się nie różniły. Naprawdę nie trzeba komuś czegoś wypominać, żeby czuł źle i niewartościowo.

Od lat wydaje wszystko, co mam na wspólne życie

Pamiętasz, jak rozmawialiśmy na początku roku o naszych finansach, kiedy usiedliśmy nad wyciągiem z konta i zobaczyłeś, że NASZE wspólne życie pochłania 100% pieniędzy, które zarabiam? Sorry, od roku nie palisz, ja tak. Więc to mój jedyny osobisty wydatek (około 300 zł miesięcznie) – bądźmy uczciwi (tak, to sarkazm). Owszem ostatnio, gdy wychodzimy, płacisz w kinie czy sklepie, jeśli jesteśmy tam razem – ale też wiesz doskonale, że to wszystko wydatki ekstra, okazjonalne. I pewnie sama bym tam zwyczajnie nie poszła, gdybym musiała je sfinansować, bo nie starczyłoby mi na to pieniędzy. Czuję się trochę, jak nastolatka, która jedzie z mamą na zakupy – w nadziei, że ta zaproponuje, że zapłaci.

Świadomość, że od prawie roku, moja sytuacja jest tylko gorsza, mimo, że „nasza” (tak, to znowu sarkazm, wybacz, ale naprawdę mi się już nazbierało) zmieniła się diametralnie z „życia na debecie” na „naprawdę dobre zarobki”- sprawia, że jedyne co uzyskujesz, to rosnące we mnie poczucie niesprawiedliwości i coraz większej rozdzielności. NASZE – działa i jest tylko do momentu, kiedy odpowiada tobie, potem się kończy.

Nie mam żadnego wpływu na sytuację, w jakiej jesteśmy. To ty ją kontrolujesz i tylko ty możesz zmienić. To trwa lata, bez mojej zgody, z twoją pełną świadomością sytuacji.

Nie mów, że mnie nie kontrolujesz i że to nasze pieniądze. Nie są nasze. Tak długo jak muszę cię o nie prosić, nigdy nasze nie będą. Tak długo jak nie mogę z nich samodzielnie skorzystać – nie są nasze.

Zastanów się, jak chcesz rozwiązać tę sytuację.

Tak, uważam to za przemoc finansową, ponieważ:

  • Nie zgadzam się na to, jestem zmuszona do życia według twoich reguł. A ty robisz to z premedytacją.
  • Nie mam na to żadnego wpływu.
  • To twoje narzędzie kontroli nade mną.

Dlaczego akurat dziś napisałam ten list? Bo dostałam piany, gdy przelałeś mi 300 zł. Znowu. Przecież widzisz, ile mam pieniędzy na koncie, przecież wiesz, na co je wydaję, przecież wiesz, ile mamy opłat i zobowiązań. A jednak raz po razie, gdy muszę cię o te pieniądze poprosić, przelewasz troszkę, jakby na odczepnego. Po co, żebym jutro znów musiała prosić? Tak się właśnie czuję.

Jesteś wobec mnie szalenie nieuczciwy.

PS: Nasze rachunki:

Zapłaciłam:

  • Za gaz 25 zł
  • Jedna sesja rehabilitacji 50 zł (dziś wypłaciłam z bankomatu)

Muszę zapłacić w tym miesiącu (nie jest źle prąd dopiero za miesiąc – 250 zł)

  • Przedszkole 230 zł
  • Telefon i Internet 150 zł (mój)
  • Obiady w szkole 120 zł
  • Składka na świetlicę 15 zł
  • Angielski 250zł
  • Gimnastyka 150 zł
  • Rehabilitacja jeszcze ok. 500 zł
  • Kieszonkowe Tomka 25 zł

PS2: Muszę jeszcze robić zakupy. Mówiłeś też,  – umów się do dentysty wreszcie – wiesz, nie umiem traktować twoich pieniędzy jak naszych, dlatego od dwóch miesięcy chodzę z wpadniętą plombą, mnie na to nie stać. Choć to niby ważne, i nie problem, za każdym razem, kiedy mam wydać pieniądze tylko na siebie – coś mnie blokuje. Wstydzę się prosić.

PS3: Opłacasz czynsz i kablówkę plus swój telefon. Kiedy mi już brakuje pieniędzy na koncie przelewasz „coś”. Ja zarabiam 4 tysiące złotych, mam w tym miesiącu obiecane 2, reszta jak staniemy na nogi. Zarabiasz 2,5 razy więcej ode mnie (minimum, nie wiem dokładnie, przynajmniej tyle deklarowałeś, kiedy zaczynałeś pracę). Pewnie teraz więcej  – dostałeś w międzyczasie poważny awans.

PS4: Ponieważ nie dostałam pensji, a nasza finansowa historia wygląda tak, a nie inaczej, w załączeniu do tego maila wysyłam ci zestawienie kont bankowych i rachunki, które trzeba opłacić (z datami). Proponuję, żebyś do czasu ustabilizowania się mojej sytuacji w pracy, przejął na siebie na ten obowiązek. Możemy uzgodnić w domu, jaką kwotę potrzebujemy na bieżące wydatki (jedzenie, chemia, kosmetyki itp.) – będę je nadal robić, jeśli będę miała za co.

Usuwam ci dostęp do mojego konta (którego nigdy nie chciałeś). Gdyby coś mi się stało, a ty potrzebowałbyś pieniędzy – poproś moją mamę, udzieliłam jej na wszelki wypadek pełnomocnictwa (nadal uważam, że to normalne i oczywiste, jeśli myślisz o bezpieczeństwie swojej rodziny). Gdybym umarła – spokojnie, jesteś uposażony. Na subkoncie mam 70 zł – to oszczędności Tomka, z jego skarbonki – zbiera na telefon na dziesiąte urodziny.

Do zobaczenia w domu

Żona


Niektórzy ludzie mają w sobie pierwiastek ZŁA. Jak ich rozpoznać?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
7 listopada 2017
Fot. Flickr / Luis Marina / CC BY
Fot. Flickr / Luis Marina / CC BY
 

Zło można definiować na różne sposoby. Dla jednych złym człowiekiem będzie ktoś, kto zachowuje się niemoralnie. Dla innych jest nim ten, kto bezpośrednio krzywdzi ludzi i zwierzęta. Nazywamy ich psychopatami, toksycznymi jednostkami i z reguły wydaje nam się, że potrafimy łatwo wskazać ich w tłumie. Tymczasem źli ludzie pojawiają się w naszym życiu w różnych okolicznościach. Pochodzą z różnych środowisk. Czasem z takich, które w żaden sposób nie wykazują patologii. Jak rozpoznać naprawdę złych ludzi?

Oni cieszą się z nieszczęścia innych

Może to być jakaś przykra wiadomość lub dramatyczne zdarzenie, które dzieje się na ich oczach. Oni po prostu czerpią przyjemność z cudzego nieszczęścia. Wówczas ich własne niepowodzenia nie wydają się już tak straszne. Jeżeli pozwolisz komuś takiemu zbliżyć się do siebie, może wyrządzić krzywdę tobie lub komuś z twoich bliskich, tylko po, by napawać się twoim nieszczęściem.

Oni muszą kontrolować

Ale nie chodzi tylko o to, że chcą panować nad innymi. Oni muszą przede wszystkim kontrolować swoje życie, a głównie to, na ile uzewnętrzniają się przed światem. Na pierwszy rzut oka wydają się więc bardzo stonowani. Są punktualni, wypowiadają się krótko i zwięźle. Ich opanowanie sprawia, że zyskują sympatię, jednak gdy zbliżysz się do jednej z tych osób, zacznie kontrolować także ciebie. Będzie zadawać ci ból – najpierw subtelnie.

Są wyjątkowo nieuczciwi

Nie mają żadnego problemu z tym, by oszukiwać, żeby osiągnąć swój cel. Gra fair play to nie dla nich. Do wszystkiego dojdą do trupach. Są mistrzami kłamstwa. Potrafią tak dobrze oszukiwać, że momentami sami dają się tym kłamstwom ponieść. Nie cofną się przed mówieniem nieprawdy także o tobie i innych. Nigdy się nie przyznają, pamiętaj.

Roztaczają wokół siebie nieprzyjemną aurę

Jeżeli należysz do osób, które wierzą w aurę i odczuwają cudze emocje, pewnie szybko poczujesz się nieswojo w towarzystwie złego człowieka. Ktoś może pomyśleć, że zwariowałaś do reszty, ale powinnaś słuchać swojej intuicji. Jeśli coś podpowiada ci, że ten ktoś może stwarzać zagrożenie, nie podejmuj żadnej interakcji.

Potrafią zwodzić

Nie tylko kłamią. Źli ludzie potrafią tak naciągać fakty, przekręcać cytaty i kreować nową rzeczywistość, by zmusić inne osoby do realizacji ich pragnień. Jednocześnie będą też próbowali zdobyć zaufanie, by móc osiągnąć jeszcze więcej. Manipulowanie wyćwiczyli do perfekcji. Nie pozwól wprowadzać się w błąd.

Nie mają wyrzutów sumienia

Normalny człowiek czuje się źle, gdy zda sobie sprawę, że wyrządził komuś krzywdę. Najzwyczajniej w świecie odczuwa wyrzuty sumienia.  Próżno doszukiwać się takich reakcji u osób, które mają w sobie pierwiastek zła. Przeprosiny świadczyłyby o tym, że wcale nie są nieomylni, a to oznacza utratę kontroli nad sobą i nad tobą. Nie ma takiej opcji.

Są okrutni

Dosłownie. Przemoc psychiczna, a przede wszystkim fizyczna to dla nich normalna. Oni biją swoje żony, dzieci, matki i ojców. Krzywdzą zwierzęta. Jeżeli w twoim otoczeniu jest taka osoba, musisz uciekać.

Są nieodpowiedzialni

Ich system wartości znacznie odbiega od tego, co uważa się za normalne. Odpowiedzialność za wszystko zawsze zwalą na innych. Moralność dla nich nie istnieje. Przepraszanie jest dla słabeuszy, więc pokierują rozmową tak, by to pozostali przepraszali za ICH błędy. Co więcej, potrafią to zrobić.

Inni ludzie ostrzegają przed nimi

Czasem zdarza się, że ludzie niepochlebnie wypowiadają się o kimś z powodu własnych doświadczeń. Wiadomo, że takie informacje trzeba dzielić przez dwa. Jeżeli jednak druga, trzecia i czwarta osoba ostrzega cię przed kimś, zatrzymaj się i dobrze zastanów, w co się pakujesz. Szczególnie, jeśli rady te pochodzą od jego rodziny i przyjaciół.

Są kiepskimi przyjaciółmi

Jeżeli zły człowiek przychodzi do ciebie z pomocą, to nie bez powodu. Ma w tym jakiś swój cel. Może cię pocieszać, ale wewnętrze będzie się napawać twoim bólem i nieszczęściem. Nie oferuje jednak żadnej konkretnej pomocy. Gdy taka będzie konieczna, natychmiast się ulotni.

Są rasistami, homofobami i seksistami

Zły człowiek wykorzystuje różnice między ludźmi, by siać nienawiść. Będą głośno wyrażać swoje opinie, żeby dzielić i wywoływać konflikty. Tutaj nie ma się nad czym rozwodzić. Rasiści i homofoby to źli ludzie.

Potrafią poniżać jak nikt inny

Umniejszają wszystko to, co robią i osiągają inni ludzie. Jeżeli jesteś w bliskiej relacji z taką osobą, przygotuj się na wyśmiewanie twojego wyglądu, zainteresowań, sukcesów, pragnień. Poniżanie daje jej siłę, może być ponad tobą. Ciągłe wmawianie ci, że jesteś do niczego, w końcu spowoduje, że zaczniesz w to wierzyć.

Prowadzą podwójne życie

Ba! Mogą mieć setki żyć. Potrafią dopasować się do każdej sytuacji tak, by osiągnąć swoje cele. Kreują swój wizerunek pod konkretnego odbiorcę. Prezentują się inaczej przed swoją rodziną, a jeszcze inaczej przed kolegami z pracy, panią w banku czy kobietą, którą chcą uwieść. To dla nich naprawdę żaden problem.

Być może zły człowiek potrafi się zmienić. Nawet jeśli, musi zrobić to sam. Jedno jest pewne – ty tego nie zrobisz. Więc przestań się łudzić, że to właśnie ty jesteś tą, która sprowadzi go na dobrą drogę.

Źródło: Your Tango


Zobacz także

Podział majątku po rozwodzie

Podział majątku po rozwodzie? Wszystko, co powinniście wiedzieć i co spędza wam sen z powiek

Fot. iStock/ozgurkeser

Dodajesz cytrynę do herbaty i popijasz nią ciasto? Niedobrze, oj niedobrze

Fot. iStock/Marco_Piunti

Te znaki zodiaku nie pasują do siebie. Miłosne duety według astrologów