Niedźwiadek, wiewiórka czy kot? Sprawdź, jaki rozmiar biustu miałabyś w Japonii!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 sierpnia 2016
Fot. iStock / coloroftime
 

Podczas gdy naszym największym zmartwieniem jest dobranie odpowiedniego rozmiaru stanika, w Japonii kobiety głowią się nad przeliczeniem swojego biustu na… zwierzęta!

Kilka miesięcy temu japońscy naukowcy przeprowadzili badania, które miały na celu określenie wagi kobiecego biustu oraz jego wpływ na kręgosłup. Z tak poważnego tematu zrobiło się jednak dużo śmiechu. Naukowcy postanowili przypisać miseczkom zwierzęta, których waga jest najbardziej przybliżona do wagi biustu.

I tak oto, właścicielki miseczki A codziennie noszą ze sobą odpowiednik dwóch wiewiórek, natomiast miseczka F to… kot!

Końcowe ustalenia przedstawiają się następująco:

rozmiar miseczki A (około 236 g) – dwie wiewiórki;

rozmiar miseczki B (około 447 g) – pięć kakadu

rozmiar miseczki C (około 531 g) – jeden nowonarodzony biały niedźwiadek

rozmiar miseczki D – (758 g) – kaczka

rozmiar miseczki E (1006 g) – zając

rozmiar miseczki F (1180 g) – kot.

A ty, jakie zwierze nosisz codziennie ze sobą?

źródło: SputnikNews.com


6 rzeczy, które szczęśliwe pary robią przed pójściem do łóżka

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 sierpnia 2016
fot. iStock/AleksandarNakic
 

Myślisz, że tylko dzieci muszą mieć swoje wieczorne rytuały? Pora zmienić przekonania! Z czasem w związku pojawia się rutyna. „Co chcesz robić w życiu” przechodzi w „co na obiad”, „kocham cię” w „będę później”, a intymność w łóżku ustępuje miejsca laptopowi, który towarzyszy nam przez cały dzień. Zanim się obejrzycie, będziecie żyli obok siebie, a wasz związek stanie się jałowy. Dlatego też pora na wspólną, intymną wieczorną rutynę. Zacznij już dziś!

1. Kładźcie się o tej samej godzinie 

Bardzo często to kwestia wyboru. Kiedy jedno z was pracuje do późna lub ogląda telewizję, drugie znika w otchłani sypialni. Niespodzianka! Budowanie więzi zazwyczaj wymaga bycia w tym samym miejscu, o tej samej porze. Nawet jeżeli jedno z was zawsze zasypia później, spróbujcie po prostu położyć się razem. To nic trudnego, a może tak wiele zmienić. Jeśli cały dzień spędzacie na pracy, wieczór ma być tylko i wyłącznie dla was. W końcu dla takich chwil zamieszkaliście razem!

2. Elektronice mówimy dobranoc!

Tutaj nie ma wymówki. Wieczorem, kiedy już razem zalegniecie w łóżku, telefony, laptopy i telewizor muszą zostać wyłączone, a przynajmniej wyciszone. Ciągłe powiadomienia czy odgłosy z telewizora powodują, że wytwarza się iluzja intymnego połączenia z drugą osobą, a do tego po prostu przeszkadzają w spokojnym zaśnięciu. Pomijając jednak te fakty, wspólne leżenie w łóżku to najlepszy czas na budowanie tej prawdziwej bliskości, bez żadnej iluzji. To czas na rozmowę, tulenie, pieszczoty… Sypialnia, a przynajmniej łóżko, powinna być waszym małym sanktuarium, w którym panuje zakaz używania telefonów.

3. Rozmowy do poduszki 

Czy nie jest tak, że najlepiej rozmawia się leżąc w łóżku, pod ciepłą kołdrą, będąc totalnie rozluźnioną? To właśnie zasługa intymności i bliskości, jaka wtedy panuje. W końcu nie leżysz w łóżku obok osoby, której nie ufasz, to twoja miłość, najlepszy przyjaciel, któremu ufasz i mówisz prawie o wszystkim. Dlatego zamiast rozmawiać w przerwach reklamowych, wtulcie się w siebie i zacznijcie rozmawiać tak, jak na samym początku związku. Teraz będzie jeszcze lepiej!

4. Gra wstępna przed wstępem do sypialni 

„Ok, to szybki numerek i spać!” Która z nas tego nie przeżyła? Takie podejście to proste zaproszenie rutyny do związku. Dlatego zamiast wpadać w błędne koło „ja zrobię to, ty tamto, a potem i tak zaśniemy”, zacznij grę wstępną jeszcze zanim za oknami zrobi się ciemno. Zostaw mu karteczkę w kalendarzu, wyślij czułego SMS-a i niegrzecznego maila. Podgrzej atmosferę! Faceci może nie są wielkimi romantykami, ale oni także lubią czuć, że są dla nas ważni i wyjątkowi. A czy istnieje lepszy afrodyzjak niż znak od ukochanego, że ma na ciebie ochotę?

5. Odkrywajcie nowy dotyk

Najlepsza gra wstępna to ta, w której oboje dajecie coś od siebie, a nie tylko oczekujecie, że drugie postara się trochę bardziej. Idealnym wstępem będzie dotyk, ale nie taki zwykły. Spróbujcie masażu – długiego i powolnego, najlepiej przy wykorzystaniu specjalnych olejków lub świeczek, które pod wpływem ciepła zamieniają się w przyjemną substancję. Nie tylko sprawisz, że twój partner będzie bardziej zrelaksowany, ale także zaczniesz budować waszą relację na zupełnie nowym poziomie. Tym pełnym zaufania, intymności, przywiązania i prawdziwej jedności.

6. Buziak na dobranoc, każdą noc 

Zakończ dzień dawką pozytywnych emocji. Może nie lubicie spać bardzo blisko siebie, bo potrzebujecie swojej przestrzeni, albo jedno z was owija się w kołdrę niczym „ludzkie burito”. Nie ma w tym nic złego, każdy jest inny. Pomimo wszystko, zamknięcie całego dnia pocałunkiem z kimś, kogo kochasz. To najprostszy sposób na intymność z drugą osobą. Niestety, zanika razem z momentem, w którym związek przechodzi od pełnego namiętności w codzienność. Walcz z tym!  Całuj go, serio całuj! To przecież taka piękna gra!


 

źródło: Self.com


Kiedy rodzice stawiają ultimatum: albo my, albo ona i odbierają dorosłemu dziecku szansę na szczęście

Anika Zadylak
Anika Zadylak
10 sierpnia 2016
Fot. iStock/marrio31

Koleżanka mi ciągle jak mantrę powtarza, że gdyby naprawdę mnie kochał i nas chciał, to by walczył. Odciął się od nich, albo postawił na swoim.  Przecież dorosły facet z niego, wykształcony, z mózgiem, którego używa. I mamusia z tatusiem, mówią mu, jak żyć?! I , że w ogóle nie powinnam o tym myśleć i do tego wracać. Bo to jego wina, to że okazał się wiecznym dzieckiem swoich rodziców. A ja po trzech latach od rozstania, nadal nie potrafię zrozumieć, jak to się stało. Przecież już rozglądaliśmy się za wspólnym mieszkaniem…

Znaliśmy się z pracy. Dwa lata zajęło nam, zanim wpadliśmy na to, że za bardzo lubimy ze sobą rozmawiać, zbyt dużo czasu ze sobą spędzamy poza pracą, zbyt często śmiejemy w swoim towarzystwie. I jego oczy, które mówiły wszystko i moje, które nie potrafiły ukryć już nic. Nigdy nie zapomnę, jak w jego mieszkaniu, pochylił się nade mną. Pogłaskał po twarzy, a ja głośno pomyślałam, że chyba właśnie zaczynam go kochać. I usłyszałam, że on czuje to samo.

Nie usłyszysz, że było jak w bajce. Właśnie nie było, i to mnie tylko upewniało, że to jest facet na lata. Na całe życie. Przeciwieństwa się ponoć przyciągają, my byliśmy skrajne egzemplarze, uwierz mi. Po co ci mówię, o tych ciemnych stronach? Żebyś zrozumiała, dlaczego ja teraz nie potrafię tego zrobić. Zrozumieć nie potrafię, że przebrnęliśmy – oboje bardzo nad tym pracując –  przez wiele, trudnych dla nas sytuacji.

A on nagle, po ponad dwóch latach jednym SMS-em mówi, że odchodzi. Czułam, że problemem są jego rodzice. I, że dziwne te ich relacje ich w ogóle są.

Kiedy zaczął palić w wieku 28 lat, jego ojciec nie spytał wprost, tylko przez jego siostrę. Tak, zadzwonił do siostry Bartka, przedstawił swoje podejrzenia. Wiem, jak to brzmi, ale tak to wyglądało. Rozumiesz? Ja też nie. I pamiętam, jak długo ociągał się, żeby powiedzieć o mnie rodzicom. Byłam od niego starsza, ale zaledwie 4 lata, no ale tak, mam syna z poprzedniego związku. I kilka tatuaży, i nie do końca jasną sytuacje z wykształceniem. I brata z problemem. I nie jestem też specjalnie majętna. No co tak patrzysz? A co ja mam myśleć o ludziach, którzy nigdy nie widzieli mnie na oczy, nie podali mi nawet ręki, nie zamienili ze mną zdania, za to ocenili, dość boleśnie i na wyrost. To siedzę i analizuję, co ze mną jest nie tak, że przeszkadzało tej idealnej rodzinie.

Początki były trudne. Bartosz nie widział problemu, uważał, że przesadzam. Gdy jego siostra co jakiś czas pisała nie do końca miłe wiadomości, bronił mnie. Ale za tydzień odwoływał przyjazd, bo pilnie musiał się z nią spotkać. Błędne koło. Mijał coraz dłuższy czas, przestała mi odpowiadać zabawa w rodzinę, co drugi weekend. Czasem dłuższy urlop, który niestety prawdziwym, zwyczajnym życiem nie jest.

Mówiłam o tym głośno, pytałam co dalej. Nie chciałam oświadczyn, ślubu, deklaracji. Tylko jakiegoś, kolejnego kroku. Skąd mamy wiedzieć, czy się nie pozabijamy, skoro nie mieszkamy razem? A jest dziecko, które on kochał bardzo.

Pokłóciliśmy się, on trzasnął drzwiami, ja blisko tydzień nie odbierałam telefonów i nie odpisywałam na wiadomości. W końcu przyjechał i usłyszałam, że nigdy nikogo tak nie kochał jak nas, że się boi, ale chce spróbować, chce być tylko z nami. Cieszyłam się, martwiłam tymi rodzicami ale też myślałam, że to się jakoś poukłada. Będę cierpliwa, nie będę naciskała, sami zechcą nas poznać. Przecież nie jestem najgorsza, potrafię się zachować, jestem cierpliwa. Chodziło mi tylko o to, żeby on nie musiał przeze mnie zrywać kontaktu z rodziną, kłócić się.  Bolało mnie to. Przez kilka dni było pięknie, snuliśmy plany, zastanawialiśmy nad zmianą pracy. Mówił, że powie rodzicom, trudno, będą musieli to jakoś przetrawić. Mieliśmy też w końcu się poznać na weselu jakiejś kuzynki. On dzwonił i pytał, jaki mam kolor sukienki, bo właśnie z mamą wybierają koszulę. Uśmiechałam się na tę myśl.

I nagle, dwa dni przed imprezą, zadzwonił, że przeprasza, że nie wie, dlaczego oni tak zrobili, ale nagle oznajmili, żebym jednak na to wesele nie przyjeżdżała. Że to nie jest odpowiedni czas, że to ich krępuje. I, że on sam pójdzie.

Tak, potem znowu przeprosił, że jednak nie pójdzie, szybciej pojedziemy na urlop, że mnie kocha, żebym się nie przejmowała. Gdy się rozłączył, wiadomość od jego siostry krzyczała do mnie, że rozbijam ich rodzinę.  Nie odpisałam, tylko jemu już w nocy, że boję się, że jego rodzice nas rozdzielą. „Musimy porozmawiać” – odpisał.

Czułam najgorsze. „Czy to koniec” – zapytałam i przeczytałam, że tak… Jeden SMS. Nie spotkaliśmy się, nie chciałam. Odesłałam jego rzeczy, na swoje czekałam kilka miesięcy. Teraz po ponad trzech latach odezwał się. Nie wiem czy mam odwagę go spotkać, choć słyszę w nim zmianę. Wiem, że się zdystansował do rodziny, zmienił pracę, żeby jeszcze bardziej się ” usamodzielnić”. I, że cały czas był sam. Odciął pępowinę… Dzisiaj myślę, jacy do tej pory mogliśmy być szczęśliwi, pewnie zdecydowałabym się na drugie dziecko. Dlaczego aż tak jestem tego pewna, że udałoby się nam? Wiem, kim dla siebie byliśmy. Tylko ci rodzice w tle…

Rodzic kocha swoje dziecko, bezwarunkowo. Piękną, czystą miłością. Stara się je chronić właściwie całe życie. Cierpi razem z nim, przeżywa porażki, stara się być jak najbliżej. żeby nie pozwolić nikomu go skrzywdzić. Jest zawsze podporą, finansową często też. Tyle tylko, że czasami się zapomina. Zapomina, że to dziecko ma już 30 lat i najwyższy czas, żeby założyło swoja rodzinę, żyło swoimi wyborami i na własnych błędach.

Wtrącanie się, narzucanie swojego zdania, nie pozostawianie wyboru, absurdalne ultimatum: albo ona, albo my! Ocenianie i wybieranie partnerów życiowych, czyni z waszych dorosłych już dzieci, przyszłych samotników. Odstraszycie nie tylko potencjalnych kandydatów, ale ludzi w ogóle. Nikt nie chce przyjaźnić się z 40-letnim dziwakiem, który trzyma się spódnicy mamusi. I któremu tata, płaci rachunki za mieszkanie. To nie ma nic wspólnego z troską, ostrożnością czy macierzyńskim instynktem. To krzywdzi. I wasze dzieci, i często nic niewinne osoby. I rujnuje, wszystko niszczy, burzy. I zabiera jedną z najważniejszych szans w życiu. Szansę na szczęście.


Zobacz także

Zgoda, idą święta, ale w tym roku nie obżerajmy się bez opamiętania, bo inaczej… Koniecznie obejrzyjcie ten filmik!

Powiedzieć, że jest zajęta, kupić kota, mieć gorszy dzień… Czego jeszcze singielce nie wolno?

5 powodów by pokochać swoje ciało. Na pewno znajdziecie ich więcej