Naukowe sposoby na lepszy poranek, i cały dzień. Niektóre są bardzo zaskakujące

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 listopada 2016
Fot. iStock / ArthurHidden
 

Nie śniło się filozofom, ale naukowcom już tak. Bo zamiast kolekcjonować bajki o udanym poranku, sprawdzamy fakty. I dziś zamiast poematu o kawie (mmm, naprawdę ją kochamy!), mamy garść pomysłów na poranek prężny i zaczynający naprawdę dobry i „produktywny” dzień. Niektóre pomysły mogą być zaskakujące, ale…

Przekonajcie się sami!

Budź się ze słońcem

Według badań (a tych jest prawdziwe zatrzęsienie) główną przyczyną zaburzeń snu współczesnego człowieka jest nadmiar ekspozycji na sztuczne światło. Wlicza się w to również światło wszystkich ekranów, które z lubością zabieramy do łóżek. To zakłóca nasz naturalny rytm organizmu, który przede wszystkim powinien reagować na światło słoneczne.

Przeprowadzono eksperyment, grupę osób cierpiących na bezsenność lub zaburzenia snu zabrano na wyprawę: bez sztucznego światła i budzików. W efekcie ich problemy zniknęły po kilku dniach. Na pewno zaobserwowaliście to podczas swoich wakacji – spanie do południa nie towarzyszy wam całe dwa tygodnie urlopu, bardzo często wstajecie równie wcześnie, co w domu, a jednak bez trudu i bez budzika…

Medytacja

Sposobów na medytację jest bardzo wiele. I nie ma jednego słusznego – każdy medytuje po swojemu. Jedno jest jednak pewne – korzyści. Medytacja zmniejsza nasz poziom lęku, poprawia produktywność. Według naukowców 20-to minutowa sesja medytacji cudownie trenuje mózg, tak, aby zbytnio się nie rozpraszał, poprawia jego działanie i osiąganie celów. Spokojnie i leniwie się przeciągając można wyeliminować tę przeklętą wielozadaniowość.

Wniosek? Na szalony poranek najlepsza jest medytacja. Wtedy można sprawnie i bez histerii ogarnąć i kawę, i dzieci i nawet psa.

Automatyzacja

Co jest najbardziej frustrujące z rana? Te wszystkie decyzje, które trzeba podjąć. I choć w życiu ich nie unikniemy – to o poranku, proszę bardzo!

Czynności, które wykonujemy po przebudzeniu, są tymi, które możemy sprowadzić do poziomu automatu. Bez decydowania, zastanawiania się. Właśnie dlatego tak dobrze działają te wszystkie proste rady w stylu: przygotuj dzień wcześniej ubranie, wstań 5 minut wcześniej, aby uniknąć korków itepe, itede. W gruncie rzeczy jednak wcale nie oszczędzamy czasu tak dosłownie, jak nam się wydaje – oszczędzamy go właśnie ograniczając konieczność podejmowania decyzji. Bo przygotowanie ubrania wcześniej, wcale nie sprawi, że „szybciej” je na siebie założymy, ważne, że nie będziemy miotać się z decyzją, co dziś założyć ;). Tak samo sprawy mają się ze śniadaniem, toaletą, wyjściem, trasą dojazdu.

To nie są decyzje wymagające wielkich poświęceń i rozmyślań. Automatyzujemy i włączamy porannego autopilota.

Proste.

Tylko jedna rzecz

To ciekawy efekt. Według Gary’ego Keller, autora „One Thing” działamy trochę jak w efekcie kloców domina. Mamy niekończące się listy zadań do wykonania, i zawsze, ale to zawsze znajdzie się zadanie, które w rzeczywistości oddala nas od celu. Bo zawsze znajdzie się coś niezwykle „ważnego”, co zaburza całą resztę listy naszych priorytetów. Wiecie, jak to działa. Wystarczy, że w domino jeden klocek zamieni się w blokadę i już – utykamy w jednym miejscu.

Znajdź tę blokadę w swoim domino, to co zabiera ci najwięcej czasu, dezorganizuje, przesuwa.

Pierwsze – najtrudniejsze

Energia, którą dysponujemy jest ograniczona, podobnie siła woli. Dlatego trzeba mądrze dysponować tym, co mamy.

Według pewnego badania kora przedczołowa, część mózgu odpowiedzialna za kreatywność, jest najbardziej aktywna, gdy się budzimy.  Idąc tym tropem najtrudniejsze dla nas zadania powinniśmy zaplanować właśnie na początek dnia. To może wydawać się trudne, bo przyszło nam poranek w pracy zaczynać łagodnie, najlepiej od kawy. Jednak być może warto poeksperymentować ze sobą, zadania nad którymi ślęczymy godzinami głównie patrząc romantycznie w pustkę lub migający na ekranie kursor, załatwić rano – a potem, mieć więcej czasu i na kawę i na relaks.

Taki plan dni pozwoli lepiej wykorzystać te same możliwości. Są przecież zadania, które wcale nie wymagają aż takiego skupienia czy kreatywności.

Dobry wieczór to gwarancja poranku

I choć mówimy dziś o porankach, o wydajności i kreatywności o wschodzie słońca niemalże, to to jak spędzimy poprzedni wieczór, ma olbrzymie znaczenie. Dobry i solidny sen to podstawa, ale ten fundament warto podbudować malutkim wieczornym harmonogramem. Harmonogram – nie luźna lista niekończących się zadań, pozwoli zaoszczędzić czas i chaos, od samego rana.

Ekstremalnie, „po fińsku”

A co powiecie na hydroterapię? Czyli na przemienny zimny i gorący prysznic. Badania wykazują, że taka hydroterapia ma wiele korzyści dla naszego zdrowia, w tym zmniejszenie stresu, wsparcie dla układu odpornościowego, zwiększoną zdolność do spalania tłuszczu , a nawet jest pomocna w walce z depresją.

Wystarczy po zwykłym porannym prysznicu, zrobić kilka naprzemiennych sesji bardzo zimną i gorącą wodą. Efekt rześkości – gratis ;).

To co, spróbujecie?


Źródła: lifehackpublicationcoach.comncbi.nlm.nih.govsciencedirect.com


Wygrana Trumpa wydawała mi się niemożliwa. Życzę kobietom – wszystkim, by traktowano je z szacunkiem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 listopada 2016
Fot. iStock / DanBrandenburg
 

Wczoraj usłyszałam – wygra Trump. I wydawało mi się to niemożliwe. Nie jestem specem od Stanów Zjednoczonych, ale wyborami trudno się nie zainteresować, zwłaszcza gdy walka toczy się między mężczyzną gardzącym kobietami a kobietą.

I choć płeć nie powinna mieć tu znaczenia, powinna być ostatnią rzeczą, która decydować będzie o tym, kto zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, to jednak z nadzieją kobiety spoglądały w stronę Hilary Clinton. Nie dlatego, że w zestawieniu z Trumpem wydawała się bardziej stonowana i przewidywalna, ale właśnie dlatego, że była kobietą. Że jej wygrana niosłaby za sobą nadzieję dla wielu innych kobiet. Potrzebowałyśmy tej wygranej, żeby pokazać szowinistycznej części świata: „Zobaczcie, w jednym z najpotężniejszych państw na najwyższym stanowisku zasiada kobieta”.

Ale tak się nie stanie. Tak, męska część świata może roześmiać się nam dzisiaj w twarz i powiedzieć: „Ha, i co dzisiaj powiecie. Wasza Hilary, kobieta, przegrała i to przegrała z kimś, na kogo nikt nie stawiał”. I choć nie powinien to być pojedynek płci, to jednak w tle trudno było pozbyć się tego podziału. Zwłaszcza, że to kobiety w Ameryce podkreślały, jak ważna dla nich samych byłaby wygrana Clinton, jak innego słowa nabrałoby hasło o równości płci, o szacunku i równouprawnieniu. Tymczasem podczas kampanii Trumpa słyszało się o pogardzie, arogancji wobec kobiet, jakiś czas temu przestawiono nagrania, gdzie nowy prezydent USA w sposób wulgarny i seksistowski wypowiada się o kobietach. I takiego języka pewnie możemy się spodziewać. Boję się języka nienawiści, rasizmu, języka, który będzie karmił się strachem innych ludzi. Jeśli takim językiem zacznie mówić Ameryka, to wszyscy będziemy spoglądać z niepokojem za ocean…

Co można powiedzieć po tych wyborach? Pewnie to, że Ameryka dała znak, że ma dość pustych obietnic, że chce zmian, że może lepiej zaryzykować głosując na Trumpa niż na kolejne cztery lata iść w to co znane, a co niczego dobrego (ale też nic złego) obywatelom Stanów nie przyniosło. Było miło, grzecznie, bez spektakularnych ruchów, które wyrównałyby szanse, ograniczyły biedę, dały godziwe życie tym wszystkim, którzy żyją życiem spokojnym, ale biednym, bo takich ludzi w Ameryce jest bardzo dużo.

Dzisiaj tak na gorąco myślę, że właśnie dlatego Amerykanie nie wybrali Hilary Clinton – nie dlatego, że jest kobietą, ale dlatego, że nie dała im pewności, że obejmując najwyższe stanowisko w kraju, coś zmieni. To już ich polityczne nastroje. My możemy przyglądać się naszym.

I z tej perspektywy czuję, że powinniśmy my – kobiety jeszcze głośniej mówić jednym głosem. Powinniśmy piętnować nadużycia władzy wobec kobiet, które były lub są molestowane seksualne przez swoich szefów, które są mobbingowane, muszą znosić niewybredne komentarze na temat swojego wyglądu i swojej kobiecości.

Nie jesteśmy tylko opakowaniem. Nie ono świadczy o naszej wartości i dobrze, żeby każdy miał tego świadomość. I mam nadzieję, że będzie o tym pamiętał nowy prezydent USA. Kampania się skończyła. Czas wziąć się do pracy. Oby kobiety w Stanach nie musiały wychodzić na ulicę, żeby pokazać swoje oburzenie i niezgodę na działania nowej władzy. By były traktowane z szacunkiem. Tego dzisiaj i nam również życzę.


Nie tylko dojrzała skóra potrzebuje odżywienia. Restylane Skinboosters to metoda idealna dla każdego

Redakcja
Redakcja
9 listopada 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

Wiecie, jak to jest – wydaje ci się, że zawsze będziesz młoda i piękna. A zmarszczki? Kłopoty ze skórą? To daleki śpiew przyszłości. Kto by się tym przejmował na zapas, jakby mało zmartwień w życiu było… I ja tak myślałam, bo jak po 30-tce przejmować się skórą, problem to mogły mieć co najwyżej moje starsze koleżanki. Cóż… Przyszedł jednak dzień, kiedy spojrzałam w lustro i w dodatku prawdzie prosto w oczy. To czego nie chciałam zobaczyć, dotarło do mnie ze zdwojoną siła. Pomyślałam: „No koleżanko… nie ma co się oszukiwać, tylko czas najwyższy zadbać o swoją skórę, nim będzie za późno”. 

Do tej pory nie zastanawiałam się nad zabiegami, które nawilżą moją skórę i zadbają o jej rewitalizację. Postanowiłam jednak zgłębić temat i poszukać sensownego rozwiązania dla siebie. Przecież nie raz słyszałam, że im wcześniej podejmę starania o dobrą kondycję skóry, tym później wystąpią u mnie objawy procesu starzenia. Tyle, że myślałam, że mnie to nie dotyczy. No ale w końcu, czy nie o to chodzi, by każda z nas mogła być zadowolona ze swojego wyglądu? Ja, przyznaję się –  właśnie tego chciałam, ale bez widocznej ingerencji chirurga, która zmieniłaby moją wcale nie najgorszą twarz, w maskę Jokera.

Rewitalizacja skóry, czyli co?

Szukając dla siebie sensownego rozwiązania znalazłam informację o tzw. rewitalizacji. Dosłownie można określić ten proces, jako odżywienie, przywrócenie skóry do życia. Brzmi zarówno obiecująco, co, jak i odrobinę wzniośle, bo czy można przywracać do życia coś, co nadal nieźle funkcjonuje? Owszem, można, o czym nie tylko ja mogłam się przekonać.

Nie, nie mam bardzo widocznych zmarszczek, ale nie da się ukryć, że coś już się dzieje z jędrnością skóry. Lata uciekają wraz z młodzieńczą świeżością, a mało która kobieta, podobnie jak ja, jest w stanie bez mrugnięcia okiem się z tym pogodzić.

Ostatecznie zdecydowałam się na rewitalizację, która, jak się okazało, dostępna jest dla kobiet i mężczyzn w różnym wieku. W końcu założenie było możliwe do realizacji — aktywacja funkcji biologicznych skóry w celu optymalizacji jej fizjologii i poprawy wyglądu.

Restylane Skinboosters —  piękno z głębi skóry

Rewitalizacja ma na celu odżywienie i ożywienie skóry, więc dokładnie o to mi chodziło. Już spieszę wyjaśnić niewtajemniczonym innowacyjną metodę rewitalizacji, — zabiegi Restylane Skinboosters  — oparto na nowatorskiej formule stabilizowanego kwasu hialuronowego, który dociera do głębokich warstw skóry i pobudza produkcję naturalnego kolagenu. Jego bezpieczne działanie pozwala w skuteczny sposób przywrócić sprężystość i blask delikatnej skóry szyi, dekoltu, dłoni oraz okolicy wokół oczu – obszarach, które szczególnie potrzebują nawilżenia i wzmocnienia.

Dla kogo zabiegi Restylane Skinboosters?

Jeśli zastanawiasz się, czy i ty możesz skorzystać  z tej możliwości, powinnaś wiedzieć, że Restylane Skinboosters znajdują zastosowanie:
  • u kobiet i mężczyzn z każdym typem skóry,
  • u osób z młodszą bądź bardziej dojrzałą skórą,
  • na twarzy, ustach, szyi, dekolcie i dłoniach,
  • u osób, które pragną poprawić strukturę swojej skóry, tj. osoby z bliznami po trądziku bądź z foto-uszkodzeniami skóry,
  • samodzielnie lub w połączeniu z innymi sesjami terapeutycznym.
Ja zdecydowałam się na zabieg Restylane Skinboosters, aby nawilżyć głębokie warstwy skóry poprzez serię mikroiniekcji stabilizowanym kwasem hialuronowym. Jest to naturalnie występująca w organizmie silnie higroskopijna substancja utrzymująca nawilżenie w obrębie skóry. Żelowa, miękka konsystencja stabilizowanego kwasu hialuronowego stosowanego w zabiegach Restylane Skinboosters pozwala chłonąć wodę, zapewniając nawilżenie głębokich warstw skóry w leczonym obszarze. Być może brzmi skomplikowanie, ale jest proste i co ważniejsze skuteczne!

Fot. Materiały prasowe

Żeby osiągnąć zamierzony efekt, najpierw lekarz pomógł mi w wyborze preparatów oraz ustalił indywidualny harmonogram leczenia. Pamiętajcie, że dokładna liczba zabiegów zależy od rodzaju skóry, stosowanych produktów oraz obszarów skóry. Efekty pojawiają się stopniowo, poprawę można zaobserwować już po jednej sesji terapeutycznej, ale w celu uzyskania optymalnych wyników należy przestrzegać protokołu zabiegów zaleconego powyżej bądź ustalonego przez lekarza indywidualnie.

Efekty? Sprawdzone na własnej skórze!

Teoria to jedno, praktyka weryfikuje nawet najpiękniejsze założenia. Czy to może się udać? Jak najbardziej, co widać już po skorzystaniu z jednego kursu początkowego, na który złożyły się w moim przypadku 3 zabiegi, przeprowadzone w odstępach 2-4 tygodni, w gabinecie medycyny estetycznej, prowadzonym w Warszawie przez dr n.med. Agnieszkę Nalewczyńską (www.nalewczynska.pl).

Muszę przyznać, że mimo początkowej tremy (w końcu nie co dzień odwiedzam takie miejsca), napięcie w gabinecie mnie opuściło. Przyjazna atmosfera sprzyja relaksowi, a dokładne wyjaśnienie moich wątpliwości sprawiło, że przestałam się obawiać o sam zabieg i jego efekt. Za dobrą radą specjalistki, zdecydowałyśmy o konieczności głębokiego nawilżenia skóry, na której widać było zmęczenie codziennymi obowiązkami, jak i delikatny upływ czasu.

Efekty są naprawdę satysfakcjonujące, co wynika ze skutecznego nawilżenia głębokich warstw skóry, poprzez serię mikroiniekcji stabilizowanym kwasem hialuronowym. Brzmi tajemniczo, ale wystarczy spojrzeć na zdjęcie, które prezentuje faktyczny stan skóry przed i po takim zabiegu. Różnica jest widoczna.

Fot. Materiały prasowe

W moim przypadku można powiedzieć, że im bardziej zdyscyplinowany pacjent / pacjentka, tym lepsze efekty. A że, dyscyplina to moje drugie imię, więc efekt jest na miarę wielkiego WOW! Moja dotychczas lekko przesuszona skóra stała się głęboko nawilżona, co widać gołym okiem. Szczerze liczę, że efekt osiągnięty po 3 zaproponowanych sesjach utrzyma się i uzyskam długotrwałą poprawę jakości skóry.

Ale zabieg przynosi efekty nie tylko w przypadku rewitalizacji i ogólnego odświeżenia. Osoby mające problem z widocznymi potrądzikowymi bliznami, również zauważą widoczną poprawę, po zastosowaniu indywidualnie dobranych zabiegów. Wystarczy porównać twarz pacjentki przed i po wykonaniu serii zabiegów:

Fot. Materiały prasowe

Działanie preparatu Restylane Skinboosters można porównać do bufora, który zachowuje odpowiedni poziom wody w skórze, czego efektem jest poprawa jędrności, elastyczności oraz gładkości skóry. Z powodu bezpieczeństwa zastosowania i skuteczności, polecany jest zarówno kobietom, jak i mężczyznom w różnym wieku i z różnymi niedoskonałościami skóry.
Ja nie mogę narzekać i chętnie dzielę się swoimi doświadczeniami. Taki zabieg świetnie się u mnie sprawdził, poprawił wygląd i kondycję skóry. Dzięki temu, zamiast za kilka lat dobijać się do chirurga plastycznego lub omijać lustro będę mogła sama siebie pochwalić za efekty wcześniej przeprowadzonych zabiegów Restylane Skinboosters.


Zobacz także

Jak wygląda prawdziwa miłość? Właśnie tak…

10 sprytnych sposobów, by każdego dnia „uciąć” 500 kalorii i schudnąć bez diety

Rozwód z klasą? Niektórzy to naprawdę potrafią

Rozwód z klasą? Niektórzy to naprawdę potrafią