Naukowcy odkryli, że ciąża jest zaraźliwa. Uważajcie na ciężarne przyjaciółki

Redakcja
Redakcja
8 stycznia 2018
Fot. iStock/freemixer
 

„Dopóki nie byłam w ciąży, to nie widziałam kobiet z brzuchami, a teraz mam wrażenie, że spotykam je na każdym kroku” – która z nas nie pomyślała w ten sposób choć raz spodziewając się dziecka.

Czasami żartujemy, żeby nie dotykać brzucha ciężarnej, bo można zajść w ciążę. Wiadomo, że ciążą raczej trudno się zarazić, jest to wręcz niemożliwe, a jednak… Nicoletta Balbo z Uniwersytetu Bocconi w Medliolanie i Nicola Barban z Uniwersytetu w Groningen w Holandii przeprowadziły badania wśród kobiet w wieku 26 – 33 lata. Badania wykazały, że kobiety, które zachodziły w nieplanowaną ciążę najczęściej miały przyjaciółki z czasów szkoły średniej, które urodziły swoje pierwsze dziecko maksymalnie do dwóch lat wcześniej. Ta zależność była na tyle widoczna, że postanowiono przyjrzeć się jej bliżej. „Nasze badanie pokazuje, że przyjaźń ma znaczący i silny wpływ na to, kiedy kobieta rodzi swoje pierwsze dziecko”, mówi współautorka badania, Nicoletta Balbo.

Okazuje się, że jeśli nasza przyjaciółka, którą poznałyśmy jeszcze w nastoletnim wieku, zachodzi w ciążę, to staje się dla nas pewnym wzorcem, pokazuje, że rodzicielstwo nie jest czymś strasznym, zwłaszcza gdy sama ma pozytywne doświadczenia. To nas w pewien sposób odblokowuje na posiadanie własnego dziecka, poza tym nieświadomie porównujemy się do przyjaciół, jeśli oni mają dobre życie, my też chcemy takie mieć. Co ciekawe, ta zależność dotyczy jedynie przyjaźni zawartych w szkole średniej i wcześniej.

Macie przyjaciółkę w ciąży, a same nie możecie zdecydować się na dziecko? Uważajcie – w tym przypadku może być zaraźliwa. 😉


 

źródło: consumer.healthday.com


Co warto jeść w 2018 roku? Za tym owocem niewiele osób przepada

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
8 stycznia 2018
Fot. iStock/filadendron
 

Rozpoczęcie nowego roku zawsze wiąże się z pewnymi zmianami. Dla jednych kluczowymi, dla innych tylko kosmetycznymi. Tak jak i zmieniamy nasze codzienne życie, tak zmieniają się również pewne trendy. Wiemy już, co w tym roku będzie modne w branży wellness. A co będziemy jeść w 2018 roku? Dobra wiadomość dla osób, które zdążyły się rozczarować skutecznością wszelkich diet cud. Wszystko wskazuje na to, że odchodzą do lamusa. Ważne jednak, żeby odżywiać się zdrowo i to powinno być kluczem do sukcesu.

Ryby

Jak podkreślała dietetyka Anna Radowicka na antenie stacji TVN Meteo, nie możemy rezygnować z tłuszczów, ale powinniśmy włączyć do diety więcej ryb – to właśnie one zapewnią nam odpowiednią porcję tłuszczy nienasyconych. To właśnie one zmniejszają ryzyko zawału.

Witamina D

W okresie jesienno-zimowym właściwie każdy z nas powinien ją suplementować. Witamina D reguluje m.in. gospodarkę wapniowo-fosforową, wzmacnia kości i pozytywnie wpływa na ciśnienie krwi. Odpowiednią dawkę powinien ustalić lekarz, jednak przyjmuje się, że zdrowy, dorosły człowiek powinien dostarczać swojemu organizmowi od 800 do 2000 jednostek tej witaminy dziennie.

Jagoda kamczacka

Jest odpowiednikiem borówki amerykańskiej. Choć z powodzeniem można ją hodować w Polsce, niewielu z nas korzysta z jej dobroczynnych właściwości. A szkoda, ponieważ jest cennym źródłem witaminy C i przeciwutleniaczy. Ponadto zawiera niewiele kalorii.

Aktywność fizyczna

Nie od dziś wiadomo, że zdrowa dieta w połączeniu aktywnością fizyczną korzystnie wpływa nie tylko na utrzymanie odpowiedniej masy ciała, ale także na zdrowie i ogólne samopoczucie. Na szczęście coraz więcej osób zdaje sobie z tego sprawę i w 2018 roku ten trend przybierze na sile.


 

Źródło: TVN Meteo


„Dlaczego zmusiłeś mnie do myślenia, że coś ze mną jest nie tak? Że to ja jestem winna twoim zdradom i kłamstwom?”. List do byłego męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 stycznia 2018
Fot. istock/AdrianHancu

Muszę napisać ten list bez znaczenia, czy kiedykolwiek go przeczytasz. Muszę napisać ten list dla siebie, żeby w końcu zamknąć pewien etap w moim życiu, żeby móc pójść dalej, żeby wyrzucić z siebie wszystkie te emocje, które nadal w sobie noszę.

Nadal, choć minęły już cztery lata, a ja nie potrafię zapomnieć. Przychodzisz do mnie w snach, budzę się zerwana obrzydzeniem, serce bije mi jak oszalałe, a w głowie dudni: „Czym sobie na to zasłużyłam?”.

Byłeś cudownym facetem, jak każdy na początku. Zrobicie wszystko, by zauroczyć kobietę, by ją od siebie uzależnić, by wygodnie się ustawić, żeby ktoś koło was biegał i wam dogadzał. Byłam jedną z tych głupich, tak bardzo chciałam wierzyć, że to co mnie spotkało, jest szczęściem. Jak mała dziewczynka, karmiona stereotypami, byłam przekonana, że ty jesteś tym księciem na białym koniu, który uwolni mnie z wieży. Gówno prawda. Wy najczęściej nas w tych wieżach zamykacie i każdego dnia każecie na siebie czekać, czekać na gest czułości, miłości, na to jedno spojrzenie, przytulenie. My gotujemy, pierzemy wasze gacie, skarpety, myjemy zlew, kiedy zaplujecie go pastą i czekamy… Czekamy aż wrócicie do domu i łaskawie na nas spojrzyjcie, spojrzycie tak, żebyśmy czuły się kochane. Jesteście cwani, wiecie, gdzie jest granica, szybko ją wyczuwacie. Wtedy są kwiaty, kolacja, seks, w którym na nas zwracacie uwagę. Przez jakiś czas jest cudownie, żeby później wszystko mogło wrócić do komfortowej dla was normy.

Dzisiaj wspomnienia wywołują we mnie złość i smutek. Zła jestem, że tak pozwoliłam ci wkroczyć w moje życie, że byłam tak głupia, żeby nie zadbać o siebie. Wszystko było dla ciebie, cała ja, każda minuta mojego dnia była tą, która ostatecznie prowadziła do tego, żeby to tobie było dobrze. Widzę wiele kobiet, które tak robią, które wierzą, że to jest właśnie ich przeznaczeniem, powołaniem, do tego zostały stworzone – podtrzymywać ogień domowego ogniska, choćby świecił fałszywym blaskiem. Nie chcemy tego widzieć, nie chcemy się rozczarować, nie chcemy przyznać się, że byłyśmy naiwne, że pomimo na zewnątrz głoszonych feministycznych haseł o niezależności, jedyne o czym marzyłyśmy, to żeby ktoś się nami zaopiekował. Tak, ja też o tym marzyłam. I myślałam, że dzięki tobie to marzenie się zrealizuje.

Zostało rozczarowanie i stawiane pytanie, czy miłość naprawdę istnieje? Czym jest? Co oznacza? Może to marketingowy wymysł tych wszystkich, którzy na miłości chcą robić biznes – od producentów czekoladek, po produkcje filmowe. Może miłość nie istnieje? A jedyne co nam każe łączyć się w pary, to pierwotny instynkt, dzięki któremu utrzymujemy nasz gatunek, a co niektórzy próbowali ubrać w głębsze uczucia?

Bo jak można mówić o miłości, kiedy ktoś rani ciebie tak mocno, ktoś, kto jeszcze chwilę temu mówił, że kocha. Do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego zrobiłeś mi tak okropne rzeczy, dlaczego tak mnie potraktowałeś, wykorzystałeś? Dlaczego zmusiłeś mnie do myślenia, że to coś ze mną jest nie tak? Że może to ja jestem winna twoim romansom, zdradom, twoim kłamstwom. Jak mogłam dopuścić do tego, żeby o sobie źle myśleć, żeby to w sobie szukać powodów krzywdy, którą mi zrobiłeś?

Kochałam cię, byłam w stanie zrobić wszystko, żebyśmy byli razem szczęśliwi. Mdli mnie, jak sobie przypominam nasz ślub. Siedzieliśmy przed ołtarzem idealnie odgrywając nasze role. Ważna była sukienka, ilość gości, czy schabowe podane będą ciepłe i czy muzyka wszystkim się spodoba. Co za pieprzenie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, jakby zadowolenie wszystkich świadków naszej przysięgi, miało być miarą naszego dalszego życia. Na naszym weselu zupa musiała być przesolona, skoro życie z tobą stało się dla mnie gorzką pigułką, której nie mogę przełknąć.

Zabrałeś mi 20 lat mojego życia. Wyrwałeś mi serce i podeptałeś je z premedytacją. Nie stać cię było na szczerość, na przepraszam. To było obrzydliwe. Te wszystkie – to twoja wina, gdybyś bardziej się starała, gdybyś nie była taka zmęczona, gdybyś zwracała na mnie bardziej uwagę. Dźwięczy mi to nadal w głowie, jak klątwa. Wiele miesięcy zabrało mi uporanie się z poczuciem winy, ze zrozumieniem, że to nie ja jestem winna rozpadowi naszego małżeństwa. To nie ja zdradzałam, oszukiwałam. To ty byłeś niedojrzałym gnojem, który wolał uciekać niż zmierzyć z problemami, niż wziąć odpowiedzialność, niż pokazać, że mu na nas zależy. Tobie nie zależało. Kiedy to zrozumiałam, przepłakałam kilka dni… Jakby ktoś rozdarł mnie na pół, jakby pozbawił mnie uczuć. Byłam tak pusta… Nie czułam nawet bijącego serca. A może przestało bić? Może już go nie ma? Bo jak ma bić serce, które pozbawione zostało kochania? Które oszukała miłość?

Dzisiaj cieszy mnie, że nasze dzieci są nastolatkami, że nie muszę się z tobą kontaktować. Że sami między sobą ustalacie kontakty, że dzieje się to trochę poza mną. Ty jedynie odwiedzasz mnie w snach, w snach, po których biegnę pod prysznic, żeby zmyć z siebie obrzydzenie. Chcę cię już wyrzucić z mojej głowy. Chcę, żebyś zniknął z mojego życia. Zasłużyłam na coś lepszego. Nauczyłeś mnie rzeczy, których żadna żona nie powinna nauczyć się od swojego męża – strachu, nie chroniłeś mnie, nie dałeś poczucia bezpieczeństwa.

Ale to już koniec, już tak nie chcę. Nie chcę się bać, nie chcę czuć się winna. Chcę w końcu podnieść dumnie głowę i zawalczyć o swoje szczęście. Mam przecież 45 lat, jeszcze wszystko przede mną, jeszcze wiele może się zdarzyć. Nie czekam na miłość, bo w nią nie wierzę. Ale wiem, że szczęście mogę budować sama, że mogę spełnić swoje marzenia, musiałam je tylko na nowo znaleźć, nazwać.

Jutro będzie nowy dzień, dzień, w którym zrobię krok do przodu, dzień, w którym zobaczę za sobą zamknięte drzwi. Żegnam cię bez żalu, wyciągnęłam wnioski, spojrzałam na siebie moimi, a nie twoimi oczami. Czas zostawić przeszłość, nie karmić złych wspomnień, nie rozpamiętywać. Niczego od ciebie nie chcę. Jestem zmęczona walką z tobą, z uczuciami, z cieniem, który rzuciłeś na moje życie. Tym listem zamykam to wszystko. Koniec. Idę swoją drogą. Dziękuję sobie za miejsce, w którym dzisiaj jestem.


Zobacz także

10 zaskakujących sygnałów odwodnienia

Tylko ludzie wysoce kreatywni potrafią zrozumieć te 14 rzeczy. Należysz do nich?

Przydatne wskazówki Emirates przed pakowaniem się na wyjazd do Azji

Przydatne wskazówki Emirates przed pakowaniem się na wyjazd do Azji