Naukowcy mówią, że istnieje 7 ciekawych czynników, które panowie uwielbiają w kobietach

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2018
fot. iStock/ LaraBelova
 

Naukowcy mówią, że istnieje 7 czynników, które sprawiają, że panowie uważają jedne panie za bardziej godne zainteresowania niż inne. I są to takie, czynniki, które z pewnością większość z nas uzna za zupełnie nieatrakcyjne. Tymczasem okazuje się, że to, czego się wstydzimy. Czasami nasze wady zwiększają naszą atrakcyjność, a cechy, których jesteśmy nieśmiali, stają się urocze, a nawet uwodzicielskie dla mężczyzn.

Pocenie się

Ludzie mogą rozróżnić ponad 1 trylion rodzajów zapachów. I chociaż pot może nie być najprzyjemniejszym z nich, w rzeczywistości mówi wiele o naszych uczuciach. Naukowcy twierdzą, że „zapach kobiecego potu ze szczęścia” działa bardzo pobudzająco na panów.

Zaraźliwy śmiech

Psycholodzy twierdzą, że jeśli spotkamy kogoś, kto rozśmieszy nas szczerze, romantyczny związek z tą osobą może być bardzo udany. Nasze życie wypełni się śmiechem i pozytywnymi emocjami.

Okulary

Teraz nie musisz nosić swoich okularów tylko do czytania. Badania wykazały, że coraz więcej panów uważa, że kobiety w okularach są bardziej atrakcyjne i seksowne.

Nieopalone „paski” na ciele

Kto by pomyślał. Jasne obszary na twoim opalonym ciele z daleka wydają się nawet nagie. Przyciągają uwagę mężczyzn i pobudza wyobraznię.

 Włosy w nieładzie

Okazuje się, że potargane „trzydniowe” włosy czy naturalne fale lub niechlujny kok wyglądają bardziej naturalnie niż skomplikowana fryzura z dużą ilością lakieru…

Brak makijażu

Naukowcy obliczyli, że 40% mężczyzn uważa kobiety za bardziej atrakcyjne „naturalne”.

Brzuszek

Badania pokazują, że mężczyźni, którzy patrzyli na zdjęcia kobiet o budowie ciała przypominającej klepsydrę, odczuwali więcej impulsów w obszarach mózgu odpowiedzialnych za przyjemność. Także nie ma się czym przyjmować :).

 


83-latka robi swój pierwszy w życiu tatuaż. Brawo za odwagę w spełnianiu marzeń. Jak widać, nigdy nie jest za późno

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 czerwca 2018
Fot. Screen z Facebooka /Tatttoo777
 

Kasandra z Tattoo777 w Świnoujściu jest autorką moich ważnych tatuaży i chociaż już dawno nie mieszkam nad morzem, to jednak często z miłości do tatuaży i sentymentu zaglądam na facebookową stronę salonu Tattoo777. I jakieś było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam zdjęcia starszej pani, która zdecydowała się na tatuaż, który wykonała jej właśnie Kasandra. 

Czytamy:

Ostatnio nasze studio odwiedziła Crystal – absolutnie wyjątkowa i urocza pani po 80-ce 💥💥💥 😊
Crystal odwiedziła nas by zrobić sobie PIERWSZY TATUAŻ u niesamowitej Kasandry 👏😍
Dziękujemy za zaufanie i wspaniałe emocje, które nam towarzyszyły! Gratulujemy Crystal odwagi w wyrażaniu siebie. To był zaszczyt móc wykonać ten tatuaż!

Łapacz snów powstał na ramieniu Crystal. Jak widać nigdy nie jest za późno na spełnianie swoich marzeń! 🙂 Ktoś z Was marzy o tatuażu?

 


Po zdradzie czas ma konsystencję budyniu – nie potrafisz określić początku ani końca, czujesz ból, który nie mija

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 czerwca 2018
Fot. iStock/lekcej

Jest wieczór, ale dzień i noc zlewa się mi w jedno. Spędziłam kilka ostatnich godzin w stanie, który trudno mi określić. Nie wiem nawet czy płakałam, bardziej trwałam w jakiejś dziwnej pozycji w kompletnej, bolesnej ciszy. Wiesz, jak to jest, kiedy cisza boli? Kiedy sekundy, minuty, godziny mijają, przepływając przez twoje palce, a ty nawet ich nie zauważasz? Czas ma wówczas konsystencję budyniu, nie sposób go pochwycić, nie sposób wyznaczyć mu jakiś początek i koniec.

Wczoraj odszedł ode mnie człowiek, z którym byłam dziesięć lat. Odszedł z moją przyjaciółką. Na jednym wdechu poinformował mnie, że zdradza mnie z nią od roku, że planują dziecko, którego ja nie mogłam mieć. Jak policzek w twarz uderzyła mnie świadomość, że oto nagle, z dnia na dzień zostaje sama. Że oszukiwano mnie przez ponad dwanaście miesięcy, to jest nokaut najgorszy z możliwych, ze strony dwóch najbliższych mi osób, którym ufałam bezgranicznie. Nie rozumiem tego, co się dzieje ze mną i wokół mnie.

Sobota, minęły cztery dni

Wstałam dziś z łóżka z poczuciem, że równie dobrze mogłabym tego nie robić. Usiadłam na jego brzegu i poczułam każdym fragmentem mojego ciała ból tak okrutny, że skuliłam się z powrotem i zacisnęłam powieki. Słońce bezdusznie prześwitywało przez żaluzje. Jakim prawem świeci tak bezczelnie, beztrosko w moje okna?

Jak każdego ranka od tamtego dnia, wróciła do mnie myśl, o wszystkim co się stało. Jak każdego ranka, przeżyłam to wszystko jeszcze raz, od początku. Przypomniałam sobie każdego jego słowo, w myślach odegrałam każdą z sytuacji, których wcześniej nie rozumiałam, a teraz zaczęły mi się układać w całość. Zaciskam mocno powieki. Czuję, jak mocno są spuchnięte. Nie chcę czuć. Nie zasypiam, wciąż trwam.

8 dni później

W pracy szefowa poprosiła mnie na rozmowę. Zamknęła drzwi, poprosiła, żebym usiadła. Łzy popłynęły same. Niepohamowane, niekończące się. Było mi wstyd. Wyjąkałam niewyraźnie „mój mąż odszedł, zostawił mnie dla mojej przyjaciółki, będą mieli dziecko”. Więcej nie byłam w stanie.

Objęła mnie. Poczułam, że rozumie. Wzięłam kilka dni urlopu, kupiłam nowe buty.

Pierwszy raz pomyślałam, że sobie z tym poradzę. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tej chwili. Ale za jakiś czas stanę na nogi, dzięki wszystkim tym ludziom, którzy mnie kochają, którym na mnie zależy. Pojechałam do rodziców. Powiedziałam im. Tata wziął mnie za rękę, długo nie mówił nic. Mama płakała po cichu, obok. Zostałam na noc. Pierwszy raz od tygodnia przespałam całą noc.

14 dni i 7 godzin później

Przyszedł kryzys. Wróciły wszystkie wspomnienia. Otworzyłam album z naszego ślubu, obejrzałam wszystkie zdjęcia z urlopów, z wakacji. Usiadłam na łóżku i pomyślałam, że powinnam zmienić pościel, bo ta wciąż pachnie nim. Ale nie jestem jeszcze na to gotowa. Nie potrafię nawet dotknąć jego poduszki, za każdym razem, gdy ścielę łóżko, omijam ją, przykrywam grubym kocem.

Mama dzwoniła jak co wieczór sprawdzić, jak sobie radzę. Grałam twardzielkę, nie przyznałam się. Kiedy się rozłączyła, znów wszystko we mnie rozpadło się na kawałki. Wciąż nie potrafię być dzielna dla siebie. Dla innych tak, ale nie dla siebie. Ból znów rozdarł mnie na pół. Płakałam na podłodze, długo. Potem zasnęłam.

Dziś zadzwonił, napisał wiadomości. Chce zabrać jakieś swoje rzeczy, tyle zdążyłam przeczytać na ekranie telefonu. Potem skasowałam jego numer. Nie wiem dlaczego, przecież to bez sensu, przecież znam go na pamięć. Ale to trochę tak, jakbym kasowała go ze swojego wnętrza. Na chwilę ulżyło.

Miesiąc później

Zaczynam planować. Spłatę kredytu, wakacje, spotkania z przyjaciółką, moje 36-te urodziny. Chciałabym powiedzieć, że życie, ale jeszcze na to za wcześnie. Są wciąż kawiarnie, do których nie chodzę, ścieżki, którymi nie kroczę, bo za bardzo przypominają mi jego, nas. Myślę o niej, dużo. Wiem, że nie chodzi tylko o dziecko, bo przecież braliśmy pod uwagę adopcję. Chodzi o to, że ona jest ode mnie lepsza. Ona jest dla niego. Nie miałam z nią szans.

Poprosiłam przyjaciół, by pomogli mi wynieść łóżko z sypialni. Zostawiłam na nim wszystko tak, jak w dniu, kiedy on odszedł. Zamówiłam nowe, z jasnego drewna. I materac, i kolorowe poduszki. Muszę zająć czymś myśli.

Dwa miesiące później

Odebrałam. Odruchowo, mechanicznie. Umówiliśmy się, że przyjdzie, kiedy mnie nie będzie, potem klucz zostawi w skrzynce. W ten weekend, kiedy ma zabrać swoje rzeczy, wyjadę nad morze. Chcę być bardzo daleko, tak się boję, że go poczuję, wyczuję jego obecność. Zabija mnie świadomość, że wejdzie do mojego mieszkania.

Od niej wciąż odebrać nie umiem. Pisała maile, SMS -y. Dziwne słowa. „Wybacz”, „zrozum”, „miłość mojego życia”. A co z moim życiem? Z moją miłością? Czy była mniej ważna, mniej istotna? Wciąż nie umiem zrozumieć. Może kiedyś przyjdzie dzień, kiedy będę mogła na spojrzeć na nich, razem. I na ich dziecko. Ale nie zrobię tego, póki nie będę gotowa. Nowe łóżko sprawuje się świetnie. Pachnie nowym życiem i niczym więcej tylko jasnym drewnem. Kocham ten zapach. Jestem coraz bliżej wolności.

4 miesiące później

Dziś przyszedł pozew rozwodowy. To dobrze. Dobrze jest czuć, że to się zbliża do jakiegoś końca. Nie mogę już dłużej trwać w tym zawieszeniu. Status zdradzonej żony mocno uwiera, ogranicza. Jestem przecież kimś więcej. O wiele więcej.  Zaczynam głębiej oddychać. Wciąż boli, wciąż nie mija. Wciąż czuję złość, niesprawiedliwość. Ale wczoraj pomyślałam, że jeszcze kiedyś w moim życiu wydarzy się coś pięknego. I to wcale nie musi być miłość.

 


Zobacz także

Mówią, że przyjaźń miedzy kobietą a mężczyzną to fikcja...

Kiedy spotykasz jego przyjaciół pierwszy raz. Krótki poradnik towarzyski

Kochany mężu, pamiętasz jeszcze nas „sprzed dzieci”? List, który daje do myślenia

Tatuaże mogą być niebezpieczne dla zdrowia – pokazują najnowsze wyniki badań