Nauczmy się przebaczać, nie dla innych, ale dla siebie. Wybaczenie nie oznacza zapomnienia o swoich krzywdach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 kwietnia 2017
Fot. iStock/Sergey_Peterman
 

Bardzo często mylimy przebaczeniem z pojednaniem, a przecież przebaczenie nie jest równoznaczne z pogodzeniem się z tym, kto nas skrzywdził, czy zranił. Przebaczenie jest definiowane jako świadoma decyzja o uwolnieniu się od gniewu, niechęci, a także chęci zemsty niezależnie od tego, czy ktoś zasługuje na nasze przebaczenie.

My tymczasem myślimy, że przebaczenie, to zapomnienie krzywdy, to pogodzenie się z tym, co nas spotkało, to takie powiedzenie nie wprost: „w sumie, to nic się nie stało”. Nic bardziej mylnego.

Przebaczenie nie oznacza, że musisz zapomnieć

To wcale nie jest tak, że przebaczamy i zapominamy o tym, jak ktoś na skrzywdził. Ludzie, którzy byli „używani”, zaniedbani i upokorzeni, nie zapominają o swoich traumach i przebaczając naprawdę nie muszą tego robić. Można nauczyć się przebaczyć, a tym samym bardzo dobrze pamiętać krzywdę, która została ci wyrządzona.

Przebaczenie to nie pomniejszanie krzywdy

Nie bój się tego, że gdy przebaczysz, to tak jakbyś umniejszyła krzywdę, której doświadczyłaś. To tak nie działa. Przebaczając wcale nie mówisz: „dobra, nie było tak źle”. Pamiętaj o tym. Twoja krzywda była zawsze będzie czymś bardzo złym.

Przebaczenie nie jest oznaką słabości

Wydaje się nam, że przebaczając ulegamy, przyznajemy rację temu, kto nas zranił. Poddajemy się i pozostajemy nadal w roli ofiary. Pamiętaj, że przebaczanie nie jest naiwnością i głupotą, jest dojrzałością. Tylko ludzie dojrzali są w stanie przebaczyć i iść dalej mimo wszystko.

Przebaczenie jest niedoceniane

I najlepiej od razu to zrozumieć. Nie możemy oczekiwać, że osoba, która nas skrzywdziła zrozumie i doceni naszą chęć przebaczenia. Co więcej – nie możemy liczyć na to, że w ogóle do niej dotrze, że popełniła błąd, że zrobiła coś złego. Pamiętaj, że przebaczasz dla siebie, nie dla innych, ich do tego nie potrzebujesz.

Przebaczenie jest procesem

Nie da się od tak, po prostu przebaczyć i koniec. I po wszystkim. Przebaczanie to proces, być może nigdy nie będziemy w stanie wybaczyć całkowicie danej osobie tego, co nam zrobiła. Ale może się do wybaczenia zbliżyć, w skali o 1 do 10 oceniać poziom swojego przebaczenia na 7 lub 8. To już będzie bardzo dużo.

Przebaczanie jest czymś, co robisz dla siebie

Gdy nie przebaczamy, kumulujemy w sobie gniew. Budda mówił, że trzymanie w sobie gniewu, to jak złapanie rozżarzonego węgla, żeby nim rzucić w swojego oprawcę. Tyle tylko, że to ty trzymając ten węgiel się palisz… Badania wykazują, że gniew jest toksyczny dla zdrowia i dla dobrego samopoczucia, a przecież nikt nie chce przebywać z tymi, którzy są wciąż źli, oburzeni i nieuprzejmi… Dlatego przebaczaj dla siebie.

Nauka przebaczania jest bardzo trudna i żmudna. Bo ciężko nam puścić gniew, trudno spojrzeć w przód bez trzymania się kurczowo przeszłości – a w niej trzyma nas najczęściej złość i rozpamiętywanie krzywd. Wybaczenie nie jest łatwe, ale ci, którym się to uda, którzy odrzucą gniew, którzy przebaczą – pójdą dalej i nie dopuszczą do tego, by jeszcze kiedyś zostać ofiarą.


źródło: psychologytoday.com


Czy mamy dziś czas na DUCHOWOŚĆ? Czy wolimy uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w naszym życiu

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
15 kwietnia 2017
Fot. iStock/Grandfailure
 

Bardzo trudno dziś o duchowość. Właściwie czym ona jest? Myślą? Uważnością? Wrażliwością? Wiarą? Przeciętny człowiek nie potrafi nawet tego sobie zdefiniować. To gdzieś głęboko w nas, kilka warstw wyżej niż myślenie, spostrzeganie, analiza? Może. Wartościujemy, więc lepiej o tę duchowość zadbać, ale jak, skoro nie mamy z nią kontaktu?

Duchowość jest problemem przede wszystkim z powodu braku czasu. Ktoś dziś ma jeszcze wolną przestrzeń na głębsze przemyślenia? Trudne to też z powodu niskiej efektywności. I co ja będę miał z tej tajemniczej duchowości? Jak podszkolę swoje umiejętności mówcze albo kooperacyjne, to przynajmniej będę lepszy w swojej pracy, zarobię więcej i tak dalej. Mogę się też skupić na aktywności fizycznej, bo dzięki niej będę zdrowszy i będę lepiej wyglądać. Albo zrobię coś ze swoim wyglądem zewnętrznym: schudnę, poprawię co nieco i efekt murowany. Albo jakaś konkretna pasja? Zawsze marzyłam o grze na pianinie, może wspinaczka? To konkrety. A duchowość? To tylko hamulcowy życia, bo siedzisz i myślisz i niewiele z tego wynika.

Piszę o tym, bo duchowość i święta to synonimy. Tak się utarło już, że to czas refleksji, a że i moment zatrzymania, to więcej przestrzeni na to. I co? Z moich obserwacji wynika, że znajdujemy różne rozwiązania (ucieczkowe): kompulsywne porządki, kompulsywne jedzenie, kompulsywne wizyty albo ostatnio modne wyjazdy. „Pojadę sobie do zamku nad Loarą i będę miała spokój z tymi świętami” albo „W przyszłym roku kupujemy last minute i lecimy na Kretę, dosyć tego siedzenia”. Ludzie narzekają na własne obżarstwo, zmęczenie i bezczynność. Wolą uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w ich życiu, że święta, które mają tak piękną tradycję, przesłanie, mówią przecież o zmartwychwstaniu, o nadziei, nowej szansie, nowym życiu – dlaczego te święta męczą, straszą.

Ojciec Grzegorz Kramer w wywiadzie dla nas (przeczytajcie koniecznie jutro) mówi, że nie chodzi o to, by szukać wielkich emocji w przeżywaniu Świąt Wielkiej Nocy, że powinniśmy być po prostu obecni… I że to trudne dla współczesnego człowieka, który żyje w czasach szaleństwa natłoku informacji, relacji, produktów. Nie mamy czasu tego skonsumować, a przede wszystkim nie mamy czasu konsumować życia, prawdziwego życia. Takiego, w którym nic nie zastąpi drugiego człowieka, rozmowy, miłości. Gdy nie przegapiamy ważnych momentów, gdy kolekcjonujemy wspomnienia naszym dzieciom. Wiecie o czym mówię. Chodzi o zapachy, smaki, kolory. Aby nie być ślepym i głuchym.

I chodzi o duchowość. Jesteśmy obdarowani nią. Dzięki niej możemy zobaczyć sens gdzie indziej, niż inne stworzenia. Mamy potrzebę i możliwości dostrzegania sensu w tym, co robimy. Dzięki temu możemy przeżywać świat głębiej, dostrzegać więcej, rozumieć poezję, sztukę, muzykę klasyczną. Ale także łączyć się z innymi ludźmi na innych poziomach. Jak niezwykłe jest przecież wzruszenie z przeczytanej książki, obejrzanego filmu czy wysłuchanego koncertu, szczególne, gdy można dzielić je z drugim człowiekiem? Gdy razem rozumiecie, co się właśnie wydarzyło, gdy macie świadomość, że wystarczy moment, by zmieniło się wasze myślenie, postrzeganie świata tylko dlatego, że przeczytaliście wspaniałą książkę. Jak ogromna jest różnica, gdy drugi człowiek tego nie rozumie? Nie widział, nie usłyszał, myślami był gdzie indziej? Jak wiele to zabiera z naszych relacji. Duchowość to istota spotkania z drugim człowiekiem.

Życzę więc Wszystkim i Sobie Samej z okazji Świąt OBECNOŚCI.


Życie uczy pokory. Nowa szminka, sukienka, markowe buty – dziś wiem, że to jest mało ważne

Magdalena Lis
Magdalena Lis
15 kwietnia 2017
Fot. iStock/SrdjanPav

„Jeśli przeżyje, będzie rośliną „- mówili lekarze. Mylili się, mam się dobrze. Nowa szminka, sukienka, markowe buty – dziś wiem, że to jest mało ważne. Życie uczy pokory. Czasem jestem wdzięczna losowi, że zesłał na mnie ten wypadek.’

Alicja datę 5 kwietnia 2015 zapamięta do końca życia. O tamtym dniu mówi, że wywrócił jej cały świat do góry nogami.

– Spakowałam świąteczny stroik i na spokojnie wyjechałam z domu, miałam spory zapas czasu. Jechałam do rodzinnego domu, od którego dzieliły mnie jakieś siedemdziesiąt dwa kilometry. Miało być rodzinnie, odświętnie, spodziewaliśmy się gości zza granicy, to miała być piękna Wielkanoc.

Był wczesny ranek, na drogach poruszało się niewiele aut. Alicja przemierzaną drogę znała niemalże na pamięć. Kobieta jechała przepisowo, inaczej jechał młody chłopak – dziewiętnastolatek, który zlekceważył czerwone światło i strącił z drogi auto Alicji, która wylądowała na drzewie, rozbijając na nim auto z impetem.

– Początkowo byłam przytomna. Czułam, że podwijam odruchowo nogi do klatki piersiowej, że kulę się, że lecą mi łzy, że paraliżuje mnie uczucie niemocy, że całe ciało mi sztywnieje. Nie wiem jak długo to wszystko trwało, dla mnie to był dosłownie moment.

O tym co było dalej Alicja wie od świadków zdarzenia. Jedyne co jeszcze do niej przed utratą przytomności docierało to wszechobecny chaos i wyjące syreny.

– I jeszcze to, że miałam ciągle wrażenie, że gdzieś tle gra radio. Nie wiem czy grało naprawdę, czy to moja wyobraźnia odwracała mi od wszystkiego uwagę. Bardzo się bałam, życie przelatywało mi przed oczami, klatka za klatką, jak na niemym filmie, setki myśli kłębiących się wokół uczucia, że to już koniec, że to ostatnie sekundy mojego życia. Później straciłam przytomność, którą odzyskałam dopiero w szpitalu.

Alicja mówi, że nie lubi Wielkanocy, choć przecież co roku obchodzi się ją z inną datą. Podkreśla, że dla niej te święta kojarzą się ze smutną rocznicą, która przywołuje garść refleksji dotyczącą tamtego czasu, tamtych wspomnień.

– Mnie się po dziś dzień zdarza, że łza zakręci mi się w oku kiedy jadę tamtą drogą. Jak tylko mogę jeżdżę naokoło a miejsce wypadku omijam szerokim łukiem. Co prawda wyszłam z tego cało, ale tego co przeszłam nie da się zapomnieć. Nie potrafię myśleć o tym spokojnie, za każdym razem kiedy słyszę gwałtownie hamujące auto moje serce rozrywa się ze strachu na drobne kawałki.

Najgorsze przyszło po przebudzeniu. Dziewczyna widziała stojących przy jej szpitalnym łóżku rodziców, wokół niej byli ludzie w białych kitlach, przez wieloosobową salę przewijały się tabuny lekarzy i pielęgniarek. Chciała podnieść głowę, ale nie mogła się ruszyć. Chciała coś powiedzieć ale nie była w stanie. Zaznacza, że było to przerażające uczucie.

– To było tak, jakby ktoś zamknął cię w szklanej kuli, odciął dostęp powietrza i zabrał kontakt ze światem. Patrzyłam na moją rodzinę i zaczęły mną targać wszystkie możliwe emocje, których nie mogłam wyartykułować. Byłam jak dziecko we mgle, bezradna, przerażona. Rodzice płakali. A ja czułam się jakbym była poza tym wszystkim, jakbym coś oglądała. Jakbym na tym łóżku nie leżała ja sama, tylko jakaś inna dziewczyna, której bardzo współczułam.

Kiedy Alicja usłyszała co mówią lekarze była w szoku. Nie mogła uwierzyć, że ją to spotkało. Strasznie płakała. Chciała cofnąć czas, jechać inną drogą, zasiąść z rodziną do stołu, podlewać znajdujące się w stroiku żonkile. Pęknięta potylica, uszkodzony kręgosłup, dla niej te słowa brzmiały jak wyrok. Miała wrażenie, że to wszystko tylko zły sen, że zaraz się obudzi. Prawda była jednak zgoła inna. Miała wypadek i musiała stawić temu czoła.

– Wszyscy naokoło mi mówili, że będzie dobrze, ale ja czytałam w ich twarzach, że sami nie do końca w to wierzą, że mają jakieś obawy. Moi rodzice byli roztrzęsieni.

Alicja w szpitalu do którego trafiła tuż po wypadku spędziła niecały miesiąc. Lekarze powiedzieli jej, że być może nigdy nie będzie chodzić. Nie gwarantowano jej tam żadnej rehabilitacji, bo podobno taki system nie każdemu przysługuje. Padały za to oferty pomocy rehabilitanta, ale odpłatnej.

– Mój ojciec to złoty człowiek, zabrał mnie z tego szpitala. Znalazł inny, zapożyczył się. Rodzice nie mówią o tym głośno, ale ja wiem, że tata po dziś dzień tamten dług spłaca.

Nowy szpital miał być czymś na kształt ozdrowienia, które miało przyjść niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tymczasem Alicja nadal leżała, a ból z którym musiała się borykać nijak nie mijał.

– Ja wiem, że w życiu jest tak, że każdy musi dźwigać swój krzyż, ale ja miałam wrażenie, że mój jest za ciężki, i że go nie udźwignę choć zawsze silne ręce miałam. Ciągle płakałam i pytałam Boga dlaczego spuszcza na mnie taką karę, za co. Wiedziałam, że jeśli pierwsza diagnoza się potwierdzi i nie będę mogła chodzić to nie mam po co żyć.

Opamiętanie przyszło chwilę później, wraz z rehabilitantami, dzięki którym Alicja ujrzała światełko w tunelu. Dostała dużo okazanego serca, bezinteresownego uśmiechu przepracowanych przez nich nadgodzin. Zawzięli się mówiąc, że postawią ją na nogi.

– Dotarło do mnie, że okropna ze mnie egoistka. Chciałam pozbyć się tego co złe i w tym wszystkim uwzględniłam tylko siebie. Tylu ludzi mnie wspierało a ja patrzyłam na czubek swojego poodzieranego nosa. Łzy powoli przeradzałam w uśmiech. Ale była to długa i mozolna droga.

Alicja mówi, że nienawidziła bólu. Nienawidziła swojej niemocy, tego, że jest przykuta do łóżka. Nie mogła pogodzić się z tym, że jest od kogoś zależna, że ktoś musi pomóc jej zjeść, poprawić poduszkę, umyć. Po drodze oferowano jej pomoc szpitalnego psychologa, ale po dwóch rozmowach dziewczyna zrezygnowała.

– Odwiedzali mnie znajomi z pracy, rodzina, przyjaciele, chcieli dodać mi otuchy. Słuchałam ich, uśmiechałam się przez zaciśnięte zęby, próbowałam zdobyć się na jakiś żart, wykazać jakąkolwiek inicjatywę, ale wychodziło mi całkiem odwrotnie. Wkurzałam się, że moje życie legło w gruzach a oni żyją sobie spokojnie, pracują, bawią się, uśmiechają.

Rehabilitanci jak postanowili tak zrobili – Alicja postawiła pierwsze kroki. Przy pomocy balkoniku, ale cały personel obecny na oddziale bił jej wtedy brawo.

– To było światełko w tunelu, ale jednocześnie potęgowało się moje przerażenie. No bo co dalej? Żyłam według określonego schematu, śniadanie, ćwiczenia, obiad, ćwiczenia, kolacja, co drugi dzień badania, kroplówki, odwiedziny a teraz co? Miałam wrócić do domu, w którym mieszkam sama, miałam być na zwolnieniu lekarskim, no bo nie byłam w stanie wrócić przecież do pracy. W głowie toczyłam setki scenariuszy, popadałam w coraz gorszy stan psychiczny, dopadały mnie lęki, chciałam umrzeć.

Dziś Alicja na chłodno ocena tamtą sytuację. Mówi, że nie myślała o tym, że odchodząc zostawiła by pogrążonych w rozpaczy rodziców, przyjaciół, że nie spełniła by swoich marzeń o rodzinie, nie zrealizowałaby żadnych planów. A przecież chciała się zakochać, mieć męża, rodzinę gromadkę dzieci, zrobić doktorat, kontynuować karierę.

– To wszystko dlatego, że gdy ofiara wypadku wychodzi ze szpitala zostaje ze wszystkim sama, bez planu, a jeśli nie ma pieniędzy to i bez opieki. Ja zamieszkałam wówczas u rodziców, chciałam uciec od myśli o wypadku, ale one były natrętne i wciąż do mnie wracały. Bałam się, że stracę pracę, że się sama nie utrzymam, mimo progresu w zakresie powrotu do zdrowia moja psychika płatała mi figla i mnie ciągnęła w dół. Jednak co nas nie zabije to nas wzmocni, długo mi zeszło, nim się o tym przekonałam. Teoria to jedno, ale praktyka pokazała mi, że człowiek to jest taka istota, która co by nie było to wszystko przetrzyma.

Mama Alicji powiedziała jej, że na samym początku jakiś lekarz bez słowa namysłu powiedział, że jeśli dziewczyna przeżyje to będzie rośliną.

– Nawet nie chcę sobie wyobrażać co moi rodzice wówczas czuli. Tamten lekarz się mylił, mam się dobrze. Teraz, patrząc na to wszystko z perspektywy czasu wiem, że bywają w życiu takie momenty, kiedy wszystko trzeba przewartościować. Ja byłam zawsze próżna. Coś na kształt dziecka szczęścia, zawsze miałam z górki, nigdy odwrotnie, nie musiałam w nic wkładać maksimum wysiłku bo i tak wszystko mi się zawsze udawało. Teraz jest inaczej, teraz wiem, że pieniądze to nie wszystko, że nie doceniałam tego, co miałam. Mozolny powrót do zdrowia sprawił, że zmieniłam swój tok myślenia.

Alicja wciąż poddaje się rehabilitacji, starannie ćwiczy, podróżuje, pracuje. Jakiś czas temu poznała kogoś o kim mówi, że ma zadatki na mężczyznę jej życia.

– To zabrzmi banalnie, i nieraz to słyszałam, że jak człowiek stanie oko w oko ze śmiercią, to później cieszy się z małych rzeczy. To święta prawda. Mnie cieszy, że jest słoneczny dzień, że ktoś był dla mnie miły w pracy, że mam dom w którym ktoś na mnie czeka. Nauczyłam się być bardziej otwartą na świat i ludzi, odrzuciłam materialną sferę, na której zawsze bazowałam, bo tylko kasa się liczyła. Pobyt w szpitalu obnażył moje wszystkie słabości. Dumę musiałam schować kieszeni. Teraz wiem, że jestem tu na chwilę, dlatego często i otwarcie mówię o swoich uczuciach. Nowa szminka, sukienka, markowe buty – dziś wiem, że to jest mało ważne. Życie uczy pokory. Czasem jestem wdzięczna losowi, że zesłał na mnie ten wypadek.


Zobacz także

Poczuj moc świadomości emocji i zacznij żyć pełnią życia w bliskości z ludźmi, których kochasz i o których się troszczysz

10 rzeczy, za które powinnaś podziękować przyjaciółce, a tego nie robisz

Obrażają się, trzaskają drzwiami, zrywają przyjaźnie i związki, a potem spektakularnie wracają… Jak sobie radzić ze zbyt emocjonalnymi ludźmi