Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
5 grudnia 2015
Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?
Fot. iStock / piranka
 

Tak bardzo chciałabym ci pomóc, ale wiem, że życie składa się z wyborów. Naszych własnych, a nie czyichś podsuwanych rozwiązań. Nie składa się nawet z chęci pomocy, ale z podjęcia decyzji, czy z tej pomocy w ogóle chcemy skorzystać.

W każdej sytuacji, w jakiej się znajdujemy mamy wybór. Możemy zadecydować czy chcemy iść w prawo, czy w lewo. Stać w miejscu, czy może jednak zrobić krok do przodu. Czekać, czy działać. Zobacz, teraz jesteś w dołku. Nie widzisz już tego, co dobre wokół ciebie. Zapadasz się w swoim kiepskim nastroju, przygnębieniu, poczuciu beznadziejności. Piszesz: „Jestem taka bezradna”. I tkwisz w tej bezradności, choć zapewniasz, że zawalczysz, że już za chwilę podniesiesz się z tego dołka i już będzie dobrze. I jest. Przez chwilę. Uśmiechasz się, z zapałem opowiadasz o swoim dziecku, przez chwilę nawet pozwalasz sobie pomarudzić na pracę. Wiem, że kiedy wyjdę, ty znowu pogrążysz się w otępieniu i smutku. Ciężko będzie ci rano wstać, uśmiechniesz się do dzieci, męża, ale nie do siebie. O sobie nie chcesz myśleć. To też wybór, kierować myśli tam, gdzie łatwiej, bezpieczniej?

Chciałabym ci pomóc. Ale już dawno zrozumiałam, że nic na siłę, że to co ja chcę, nie ma zupełnie znaczenia. Mogę chcieć wyciągnąć cię z domu, pokazać ci, jak łatwo znaleźć drogę, którą szybciej mogłabyś wyjść z miejsca, w którym jesteś. Mogę mówić, przywoływać przykłady. Chcę krzyczeć: „Zobacz tak niewiele trzeba, żeby było ci lepiej”. Dzisiaj wiem, że mogę tylko być i zapewniać cię, że pomimo wszystkiego będę tuż obok, wyciągam rękę i czekam, na twój wybór. Na to co postanowisz.

Nauczyłam się, że nasze życie to wybór. Wybór nie między tym, co oczekują od nas inni, a co sami chcemy, ale między tym, co w nas.

Możesz wybrać czy:

– chcesz płakać w poduszkę, czy wyjść i się wygadać

– wygadać się, czy pomilczeć

– pobyć samej, czy w czyimś towarzystwie

– mierzyć się ze swoimi nastrojami sama, czy dzielić się nimi z kimś bliskim

– myśleć: „Moje kłopoty nie są warte zawracania komuś głowy”, czy: :Super, że mam kogoś, komu mogę o tym poopowiadać”

– powiedzieć: „Sama sobie z tym poradzę”, albo: „Potrzebuję pomocy”

– myśleć o sobie: „Moje problemy są istotne tylko dla mnie”, czy: „Jestem dla kogoś ważna”

– skorzystać z pomocy, albo z niej nie skorzystać

– tkwić w smutku, czy próbować wyjść z niego

– być bezradnym, czy prosić o pomoc

– mówić: „Nie lubię siebie” lub „Lubię siebie”

– zakleszczyć się w swoich myślach, czy rozejrzeć się uważnie wkoło

– pomyśleć o innych, czy pomyśleć o sobie.

Zobacz, wszystko jest wyborem. To, że chcesz być sama wieczorem, a nie zadzwonisz, żeby ktoś wpadł. Że położysz się spać wcześnie, a nie wyjdziesz na spacer pobyć sama ze swoimi myślami.

Dzisiaj też wiem, że nie ma lepszych czy gorszych wyborów. Są nasze – własne. Sami ich dokonujemy, nikomu nic do tego, w którą stronę się skierujemy. Możemy powtarzać: „Tak nie można, zrób coś. Zobacz, wystarczy niewiele, żeby ruszyć z miejsca. Zmień coś, ogarnij się”, ale i tak nie mamy wpływu na czyjeś życie. Mamy tylko wpływ na własne. To też jest nasz wybór, naciskać na kogoś, by się zmieniał, czy zostawiać mu przestrzeń dla siebie i zapewniać o swoim wsparciu w każdej jego decyzji.

Kochana przyjaciółko, teraz mogę jedynie poprosić cię, żebyś pochyliła się nad swoimi wyborami. Spytała samej siebie, dlaczego wybierasz tę stronę smutku i bezradności, a nie idziesz w to, co pozytywne? Dlaczego nie skupiasz się na sobie, tylko na innych. Dlaczego dokonujesz takich, a nie innych wyborów. To twoje wybory stawiają cię w miejscu, w którym teraz jesteś. Wybierając uciekasz przed czymś, kryjesz się za kimś, mniej tracisz, czy więcej zyskujesz? Wybierasz, czy wyciągnąć rękę po pomoc czy umniejszać jej wartość. To ty pozwalasz być blisko, albo bardzo daleko.

Tak wiem: „Łatwo powiedzieć”, ale ty tak łatwo wybierasz. Decydujesz, po której stronie chcesz być, gdzie tkwić. Jaki wysiłek podjąć, czy nie podejmować go w ogóle. Łatwiej znaleźć tysiąc wymówek, niż pójść za jednym argumentem. Ty wybierasz, z jaką myślą budzisz się o poranku, jak wygląda twoje życie i czy uśmiechasz się do siebie. Jeśli ci dobrze ze twoimi wyborami, rozumiem.

Ja tu jestem. Pamiętaj, proszę. Cokolwiek wybierzesz, zawsze będę. Mam tylko jedną prośbę: pozwól sobie na chwilę refleksji, czy to o czym decydujesz, co wybierasz czyni cię szczęśliwszą i w jakim miejscu postawi cię za pięć lat.

Kocham cię,

Przyjaciółka


Święta mogą być wyjątkowe. Inaczej niż te z „wtedy”. Tylko od nas zależy, czy je takimi uczynimy

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
11 grudnia 2015
Fot. iStock / alga38
Fot. iStock / alga38
 

Coraz częściej słyszę: „Jakoś w ogóle tych Świąt nie czuję”. Smucą mnie te słowa. Bo przecież magię Świąt, ich wyjątkowość nosimy gdzieś głęboko w sobie. I nie, nie będę tu wartościowość na mniej i bardziej wierzących, czy tych, którzy nie wierzą. Nawet mój przyjaciel ateista wysyła mi zdjęcie jak z córkami targa ogromną choinkę do domu.

Bo Święta to tradycja

To spotkania przy stole, wzruszenia, emocje. Pamiętam, jak mój tata mówił: „Odkąd znowu przy stole siadają małe dzieci, to te Święta są inne”. Tak, wypełnione dziecięcym piskiem, radością, zniecierpliwieniem, podjadaniem ze stołu, wyglądaniem pierwszej gwiazdki i tym czekaniem na prezenty pod choinką.

A tymczasem z roku na rok coraz mniej tej wyjątkowości w nas. Mówimy: „To nie to samo co kiedyś”, „Pamiętasz, jak wtedy pachniały pomarańcze wyszarpane w jakimś sklepie spod lady”, „I te prezenty, człowiek cieszył się z każdej pierdoły”.

Były wyjątkowe, bo tak je zapamiętaliśmy

Biały obrus. W wannie pływał świąteczny karp. Choinka pachniała lasem. I tak się zastanawiam, skąd dzisiaj to uczucie pustki. Czy naprawdę z powodu tych pomarańczy? A może z braku czasu, z braku spokoju i ciszy, a przecież wtedy właśnie tego doświadczaliśmy. Wszyscy się zatrzymywali przy stole wigilijnym. Pachniało jeszcze umytą podłogą. Święta składały się ze szczegółów. Z ręcznie lepionych pierogów, mielonego samodzielnie maku, rozłupywanych orzechów. Zapachu barszczu, pieczonej czy smażonej ryby. Krochmalonego obrusu. Białych koszul i świątecznych sukienek.

Tymczasem znajoma mówi: „Nie wiem, kiedy zdążę wszystko ogarnąć”, ktoś inny: „Lepienie pierogów? Co ty, wszystko zamawiam, nie mam czasu gotować”. Traktujemy ten czas, jak kolejne zadanie do wypełnienia. Pojawiają się memy wyśmiewające świąteczne przygotowania. Bo rzeczywiście nie chodzi o to, żeby w Wigilię paść ze zmęczenia z poczuciem, że zadbaliśmy o wszystkich tylko nie o siebie. Tylko o co właściwie chodzi? Może o bycie razem. Nie tylko przez te dwa, trzy dni Świąt. Może warto być razem w świątecznych przygotowaniach. Oddać ściereczkę do mycia szafek córce czy synowi, mężowi płyn do mycia okien, podzielić się przygotowaniem ze wszystkimi. I nieważne, że okna będą pomazane, a szafki niedokładnie umyte. Ważne, że w tych przygotowaniach będziecie razem. A wieczorem można wyciągnąć piernikowy domek i wysmarować się czekoladą lukrem przy jego zdobieniu. Słyszycie ten śmiech?

Tak, tamte Święta były wyjątkowe, bo my byliśmy dziećmi

Bo wielu rzeczy nie mieliśmy, a nasze dzieciaki mają wszystko. Szukamy pomysłów na prezenty, bo czym zachwycić, zaskoczyć? Więc może pod choinkę włożyć rodzinny wyjazd na basen, do zoo, do kina czy teatru, a może na wakacje. Bo czego nam dzisiaj brakuje najbardziej? Czasu na bycie razem. Na zrobienie czegoś wspólnie, więc dlaczego tego czasu nie podarować sobie pod choinkę? Że wyjazd to prezent odłożony w czasie? I co z tego? To czekanie jest cudowne, ta odroczona radość podwójna, snucie planów. Nie dostajemy oczywistej rzeczy, uczmy się i nasze dzieci, że nie zawsze wszystko mają tu i teraz. Tylko czas wspólny im kradniemy – tabletem, grą komputerową, telefonem pod choinką

Właśnie, bo nasze dzieci mają wszystko, ale są takie, które nie mają

Nie bardzo chcemy te dzieci widzieć. Nie chcemy o nich rozmawiać. Wrzucamy żywność do koszyków w marketach, a kiedy dzieci pytają, co robimy, mówimy: „A tak zbierają” odwracając uwagę. Chowamy dzieci pod kloszem dając im złudne przekonanie, że wszystko jest im dane na zawsze. A przecież dobrze wiemy, że tak nie musi być. Skoro nasze dzieci mają wszystko, to może warto pokazać, że są ludzie, którzy nic nie mają. Nie mają domu, rodziny.

Przyszli do nas ostatnio bezdomni, z noclegowni. Wcześniej przygotowaliśmy dla nich trochę rzeczy, których nie używamy, choć wcześniej wydawały się nam niezbędne. Moi synowie pomagali pakować im wózki. Zadumali się: „Mamo, ale jak to nie mają domu”. I tłumaczyłam, że tak też bywa, że często to z ich błędów, wyborów wynika. Ale to nie znaczy, że mamy ich nie zauważać, nie pomagać.

Dzisiaj jadę z nimi do domu samotnej matki. Mamy worki rzeczy, ubrań, chłopcy przygotowali książki, które już przeczytali. „Mamo jestem taki szczęśliwy, że mamy siebie”, powiedział mi wczoraj mój młodszy syn, a starszy dorzucił jeszcze swoje ukochane maskotki do worków czekających na wywiezienie.

I wiecie, poczułam te Święta w sercu. Wiem, że nadchodzą. „Mamo, a zrobimy dla tych Panów bez domu barszcz na Wigilię?”, spytali chłopcy. Tak, zrobimy.

Święta mogą być wyjątkowe. Inaczej niż te z „wtedy”. Od nas zależy czy znowu zobaczymy ich magię i czy nauczymy nasze dzieci ją widzieć.

Rodzinnych przygotowań wam życzę! I Świąt w sercu.


Czasami myślę: „Ucieknę, nie odwrócę się za siebie, wyciągnę rękę i wsiądę do pierwszego samochodu, który się zatrzyma”

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
26 listopada 2015
Fot. iStock / eldinhoid
Fot. iStock / eldinhoid
 

Mam 36 lat i zastanawiam się, czy w życiu już nic więcej mnie nie spotka. Czy to już wszystko? Mam pracę, którą kocham. Faceta, któremu daleko do ideału, ale którego kocham ze wszystkimi złami i dobrami, tak jak on kocha mnie zupełnie nieidealną. I dzieci. Coraz większe. Ktoś mógłby powiedzieć: „Daj spokój kobieto. Ciesz się. Wielu chciałoby mieć to, co ty”.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę: „I to już? To wszystko? Pozostaje mi patrzeć, jak moje dzieci realizują się w ich własnym życiu. Podziwiać je. Być dumną i cieszyć się z ich osiągnięć? ”. Mam 36 lat i mam cieszyć się tym co mam? Tu i teraz? I nic więcej? Bo inni tego nie mają?

Jasne, mogę sobie stawiać zawodowe cele. Rozwijać się. Ale tylko to? Zaplanować wakacje? Odłożyć na nie kasę? Pomyśleć, co bym chciała dostać pod choinkę. Lepiej jeździć na nartach?

Czy moje życie to już tylko doskonalenie tego, co mam? Bez nowego? Bez niepoznanego? Patrzę przed siebie i widzę spokój, którego tak długo szukałam, a który zaczyna mnie uwierać. Spokój, który jest równiną. Bez nadmiaru emocji, bez szaleństwa, bez dzikiej radości. Szczęście na tym samym niezmiennym poziomie.

Ktoś powie: „Głupia. Ile inni by dali za taki spokój”. Ale ten spokój jest też twoim udziałem. Spokój w samotności, w rozstaniu, w dorastaniu dzieci. Spokój w związku i bez niego. Spokój w porannym wstawaniu, robieniu kawy, kanapek do szkoły. W telefonie do przyjaciółki. Spokój w spotkaniu ze znajomymi. W pracy. Spokój wieczornych rytuałów. W czytaniu książki, oglądaniu filmu, mówieniu dzieciom „dobranoc”.

Niemal wszystko umiesz przewidzieć, właściwie zareagować. Nawet śmierć najbliższych, którzy coraz częściej nas opuszczają jest przewidywalna. Choć wydaje ci się, że rozpacz to nowe, to jednak jesteś na nią już przygotowana. Jedyne, co wytrącą spokój, to choroba dzieci, ich zagrożenie. Jesteś racjonalna. Słuchasz innych, budujesz relacje dalekie od toksycznych. Czasami brak ci asertywności, czasami pewności siebie, ale znajomość mechanizmów, akceptacja, a może świadomość słabości pozwala zachować równowagę. Analizujesz. Wiesz już, że życie to wybór. I wybierasz. Może bardziej, a może chwilami mniej umiejętnie. Dojrzewasz. Tak bardzo tego chciałaś. Nie lubiłaś tego rozedrgania. Tego szukania. Tego braku pewności, że nawet droga źle wybrana może być tą właściwą. A teraz już umiesz uśmiechnąć się do siebie. Powiedzieć: „ Ch**j z tym” i naprawdę tak myśleć. Wiesz, że są rzeczy, na które nie masz wpływu i te, które tylko i wyłącznie od ciebie zależą. Coraz bardziej lubisz siebie. Ty decydujesz, w którą stronę pójdziesz. Jeśli się boisz – widocznie tak ma być, jeśli masz odwagę – zmieniasz to, co zmiany potrzebuje. Spokój. Stabilność. Przewidywalność. I ty, uwiedziona czasem, potrafiąca stanąć z boku i cieszyć się swoim życiem. Tak dzisiaj oczywistym.

Tylko czasami idąc rano w dresie po bułki do sklepu myślisz: „Ucieknę, nie odwrócę się za siebie, wyciągnę rękę i wsiądę do pierwszego samochodu, który się zatrzyma”. I nie, nie chcesz uciec od dzieci, od partnera albo jego braku. Chcesz uciec od siebie, bo jedyne co czujesz wraz z zapachem świeżych bułek to tęsknota. Tęsknota, która na chwilę zabiera oddech. Tęsknota, przed którą chowasz się w kapturze bluzy czy kurtki. Bo przecież ty taka niewymalowana, jeszcze zaspana. Nie może cię zobaczyć. Przemykasz obok niej, boisz się spojrzeć w oczy. A ona krzyczy w tobie, tak głośno na ile jej sama pozwalasz.

Spotykasz ją. W kiosku kupując gazetę. W szafce z przyprawami. W uśmiechu. Sms-ie. Telefonie. W głosie samotnej przyjaciółki, która mówi: „Zakochałam się”. W radości swoich dzieci, którą potrafią zarażać. W zniecierpliwieniu swoim własnym. W oczach mężczyzny, który mija cię w samochodzie. W ludziach, którym nie umiesz powiedzieć: „Spierd**laj”. W kolejnym mailu od szefa.

I chciałabyś poczuć coś więcej niż spokój. Coś, co znowu nada tobie kierunek. Co każe ci zrobić krok do przodu. Nie pozwoli stać w miejscu. Umiesz jeszcze marzyć? Czy tylko oczekiwać? Kalkulować i przewidywać? Rozkładać na plusy i minusy, dzielić na listę zysków i strat. Spokój okupiony nudną codziennością. Nie jest nudna? Proszę cię, przyjrzyj się jej. Szczera możesz być tylko ze sobą.

Marzysz? Które ze swoich marzeń teraz realizujesz, do którego dążysz?

Mam 36 lat i nie chcę:

– dumnie patrzeć na moje życie i mówić: „Tak, jest okey”

– myśleć, że niewiele mam do poprawy, że jest dobrze jak jest

– udawać, że właśnie to tu i teraz jest idealnym, jest tu, gdzie właśnie chcę być

– mówić szeptem, o tym, co dla mnie ważne

– być bardziej dla kogoś niż dla siebie

– być używaną przez tych, którzy udają najbliższych

– zazdrościć tym, którzy wyrywają się utartej codzienności

Chcę szukać, rozglądać się, być uważną, nie przegapić niczego. Chcę wyjechać na pół roku na Karaiby. Zabrać ze sobą moich facetów. Leżeć na plaży, pracować w barze, moczyć nogi w oceanie i grać w piłkę z chłopcami. I nie myśleć: „Jakie to głupie i abstrakcyjne” i że nie stać mnie na to marzenie, że nie mam na nie czasu. Nie. Lista zysków jest o wiele dłuższa niż strat. Zresztą – jakich strat? Chcę, by ktoś patrzył na mnie z bezgraniczną miłością i radością. Chcę ją zobaczyć w swoich oczach. Nie w spokoju przykrytym codzienną rutyną. Mówisz: „Ale to przecież najważniejsze, żyć szczęśliwie i kochać w rutynie”. Serio? I niczego więcej nie oczekujesz pomiędzy zjedzeniem wspólnej kolacji, wypiciem wina i pośmianiem się na jakieś komedii?

Przyjaciółka pyta: „Przed czym uciekasz?”. A ja tak bardzo chcę uciec przed odpowiedzialnością za innych, którzy mnie nią obarczają, za rzeczy, na które nie mam wpływu. Chcę brać odpowiedzialność za to co moje, za moje wybory, moje decyzje, moje marzenia. Dużo tego „moje”? Bo to moje życie. I to jak będzie wyglądać za chwilę zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Dla mojego życia JA jestem ważna. Ze wszystkim, co w nie wnoszę, co zabieram i co daję. Z ludźmi, którzy w jakimś momencie swoje życie z moim zazębiają. Nigdy na zawsze.

Słuchasz siebie naprawdę? O czym marzysz?

Tak wiem, to truizm, ale chciałabym zamykając oczy – obojętnie, kiedy to się zdarzy powiedzieć: „Nie zmarnowałam ani chwili”. Chciałabym zobaczyć uśmiech w oczach tych, którzy wtedy będą blisko. Nie smutek. Bo to nie było smutne życie. Było wypełnione po brzegi. Wszystkim. Złymi wyborami. Niszczącymi związkami. Bolesnymi emocjami. Spokojem. Zmianą. Strachem i odwagą. Szczęściem. Moczeniem nóg w oceanie i odciskami od łażenia po górach. Było do bólu moje. Własne. I uczciwe wobec tych, których kocham.

Za nie biorę odpowiedzialność. Z tęsknotami. Z marzeniami, które są po to by je realizować, a nie uszczęśliwiać jedynie w snach. Ty też bądź szczęśliwa. W twoim życiu. Do niego dąż. Dla siebie.