Kiedy narcyz mówi: „kocham Cię”, to znaczy „uwielbiam, że nie oczekujesz wzajemności”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 października 2017
Fot. iStock/g-stockstudio
Fot. iStock/g-stockstudio

To, co mam zamiar napisać, nie jest czymś, co kiedykolwiek powiem na głos, ponieważ oznaczałoby to moją przegraną, odebrałoby mi to poczucie, że jestem lepszy. Kiedy mówię „kocham cię” to znaczy, że kocham patrzeć, jak ciężko pracujesz nad tym, żebym czuł, że głównym celem twojego życia jest uszczęśliwienie mnie. I jak bardzo nie spodziewasz się, że odwdzięczę ci się tym samym. Przestałaś już na to liczyć, prawda?

Uwielbiam tę moc, z jaką wykorzystuję twoją życzliwość i twoje dobre intencje, by zyskać magiczne poczucie, że jestem kimś lepszym od ciebie. Jeśli sprawię, byś czuła się przy mnie kimś małym i niewiele znaczącym będę jeszcze bardziej szczęśliwy. To, że się temu poddajesz jedynie dowodzi temu, że jesteś słaba. Zasłużyłaś sobie na takie traktowanie.

Twoja słabość… Kocham myśleć o tobie jako o kimś słabym, wrażliwym, emocjonalnie niestabilnym. Moim największym źródłem przyjemności jest patrzeć na ciebie z pogardą. Twoja naiwność, twoja niewinność i twój żal są dla mnie tylko dowodami na twoją niższość w naszym związku

Uwielbiam wiedzieć, „że mam cię w garści”, że z łatwością mogę odciągnąć cię od tego, co dla ciebie ważne, żebyś zajęła się sprawami, które są co prawda niewiele znaczące, ale dotyczą tylko mnie.

Kocham także to, z jaką łatwością sprawiam, że skupiasz się wyłącznie na łagodzeniu mojego bólu (nigdy twojego). A jednak, niezależnie co robisz, nigdy nie czuję się wystarczająco dobry, wystarczająco kochany i doceniany.

(Nie chodzi tu wcale o bliskość, empatię, emocjonalną więź, która mamy, o to co zrobiłaś, czego nie zrobiłaś. Chodzi o moją pozycję w naszej relacji i to, żeby zatrzymać cię obok mnie, w jednym i tym samym miejscu, tu, gdzie cierpisz. To ja jestem lepszy i uprawniony do bycia podziwianym i pocieszanym, pamiętasz?).

„Kocham cię” oznacza, że ​​kocham to, co czuję, gdy jesteś ze mną i mogę myśleć o tobie jako o mojej własności. Kocham wyobrażać sobie, że jesteś dobrem, którego inni mi zazdroszczą.

Kocham to, że musisz tak ciężko pracować, aby udowodnić mi swoją miłość i oddanie, zastanawiając się, co jeszcze musiałabyś zrobić, abym uwierzył w twoją lojalność.

Widzisz więc sama, słowa „kocham cię” oznaczają jedynie to, że ​​kocham to, co czuję, gdy jestem z tobą. Że mogę cię obwiniać za każdym razem, gdy mam taką potrzebę. Pogarda dla ciebie zdaje się chronić mnie przed tym, do czego boję się przyznać – że czuję się całkowicie zależny od ciebie, tylko tobą mogę „karmić” moje poczucie wyższości i tylko dzięki tobie utrzymywać przy życiu moje iluzje.

Uwielbiam to uczucie, że muszę cię odzyskać, gdy tylko grozisz mi odejściem. Rzucam wtedy kilka okruchów miłości naTwoją drogę i obserwuje, jak szybko i łapczywie je zbierasz, jak znowu mi ufasz, jak szybko łapiesz się w moją pułapkę wierząc „on się zmieni”.

„Kocham cię” oznacza, że ​​cię potrzebuję, jako tego kogoś, kto nie zrezygnuje ze mnie, mimo, że traktuję go jak emocjonalny worek treningowy na którym mogę się wyżyć, by poczuć się lepiej.

„Kocham cię” oznacza, że ​​jestem uzależniony od kształtowania twoich myśli i przekonań na mój temat, od sprawiania, że myślisz o mnie jako o swoim cudzie i zbawicielu, sensie życia.

Kocham sprawiać, że ​​czuję się jak bóg, uwielbiany, że daje ci nagrody i kary, które przyjmujesz z wdzięcznością i pokorą.

„Kocham cię” oznacza, że ​​kocham to, co czuję, gdy widzę siebie w twoim spojrzeniu pełnym uwielbienia, bo  przecież jesteś moją największą fanką i wielbicielką.

Kocham też to, jak umiejętnie manipuluję opiniami innych, by postrzegali mnie jako „dobrego” faceta, niezdolnego do wyrządzenia ci krzywdy. Tylko ty wiesz, że tak naprawdę nigdy nie jestem z ciebie zadowolony, zawsze narzekam, zawsze cię kontroluję.

Uwielbiam być narkotykiem, który po prostu musisz „wziąć”, niezależnie od tego, jak mocno się nad tobą znęcałem i pomimo tego, ile dobrej energii odprowadziłem z twojego życia.

Kocham to, że mogę odizolować Cię od innych, którzy życzą ci dobrze i chcą twojego szczęścia. Nie mogę uwierzyć jak dobry w tym jestem – odcięłaś się od wszystkich, którzy byli dla ciebie ważni.

Wybacz, ale pustka wewnątrz mnie wywołuje potrzebę ciągłego „zasysania” życia, oddechu i witalności, a twoja determinacja by być dla mnie coraz lepszą łechce moje niezaspokojone ego.

Twój narcyz


Na podstawie: blogs.psychcentral.com

 


10 rzeczy, które warto zrobić z przyjaciółką

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 października 2017
Fot. iStock/filadendron
Fot. iStock/filadendron

Są tacy ludzie, bez których nie wyobrażamy sobie naszego życia. I to niekoniecznie ci, którzy pojawiają się każdego dnia, pozostając na wyciągnięcie ręki. Są tacy ludzie, do których możemy zadzwonić w środku nocy, choć nie dzwoniłyśmy przez ostatnie tygodnie, wypłakać się wiedząc, że po drugiej stronie jest ktoś, kto nas rozumie. Nie ocenia, akceptuje, wesprze, a kiedy trzeba porządnie kopnie w tyłek.

„Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać” pisał autor „Małego Księcia”.

Ale przyjaciele nie są tylko od wspierania, od pomagania i sprawiania, że czujemy się bezpiecznie. To z przyjaciółmi można konie kraść. Można przy nich być największym wariatem, nikogo nie udawać i otwarcie mówić to, co w danym momencie się myśli i czuje.

Są rzeczy, które warto zrobić z przyjaciółką, bo jeśli nie z nią, to z kim?

Wykąpać się nago w morzu czy jeziorze

Mój numer jeden na liście. Bo to zupełnie inna kąpiel niż z facetem, prawda? Wpadłyście kiedyś na taki pomysł? Gdzieś wieczorem siedząc przy ognisku, a może spędzając wakacje z rodzinami w jakimś ciepłym kraju? Ty wiesz, co ona czuje, a ona co ty. To niesamowite poczucie jedności i wolności. I jakby kto się nie zarzekał, to jest w tej chwili coś wyjątkowego. Ona zostaje z nami na zawsze – ze względu na szaleństwo, na radość, na wyzwolenie się z ograniczeń, brak skrępowania. Tak, jeśli wykąpać się nago, to tylko z przyjaciółką.

Pojechać na Woodstock

Alb na Opener’a, czy na jakikolwiek inny festiwal, wziąć kalosze, namiot – choć może nigdy w nim nie spałyście i poszaleć bez względu na to, ile macie lat, jak wyglądacie i co w życiu robicie. Przecież jak nie teraz, to kiedy? A jak nie z przyjaciółką, to z kim? Kto odważy się wziąć udział w takim szaleństwie? Przecież tylko ona, bo macie do siebie zaufanie i wiecie na co was stać (nikt nie wie tyle, co przyjaciółka).

Wyjechać na samotną wyprawę

We dwie na samotną. Z daleka od ludzi, od cywilizacji. Może w góry, może na jakąś zabitą dechami wieś? Zależy, co kto lubi. Zmęczyć się wspólnie, być skazanymi na siebie, zrobić sobie detoks od wszystkich innych relacji, by móc na nie spojrzeć z dystansem, przez pryzmat tej właśnie przyjaźni, tego, co dla mnie jest w życiu ważne, i jakich ludzi chcę mieć obok siebie.

Zafundować sobie weekend w SPA

Bo z kim, jak nie z przyjaciółką poczuć odrobinę luksusu? Porozpieszczać się trochę, zjeść coś dobrego, poczuć się trochę jak księżniczki. Te potrzeby zrozumie tylko przyjaciółka, z którą poplotkujecie o innych facetach w saunie czy na basenie. Wypijecie dobre wino, zjecie coś pysznego, wpadniecie w głupkowaty nastrój wieczorem i może wyskoczycie na jakieś tańce.

Zorganizować maraton filmowy

Obowiązkowy w tym zestawieniu. Przygotowanie listy ulubionych filmów, komedii romantycznych, których nie chce obejrzeć z wami żaden facet, czy dramatów, które łapią za gardło. Do tego karton chusteczek, wino, lody, popcorn. Czy można sobie wymarzyć doskonalszy wieczór? Moim zdanie trudno… Nie macie jeszcze wieczornych planów? Może ten wprowadzicie w życie.

Iść razem na randkę

Bo z kim jak nie z przyjaciółką, gdy umawiasz się z facetem poznanym wirtualnie, ale nie wiesz, czy ci się spodoba? Pomoc przyjaciółki niezbędna, ona poobserwuje, oceni i dyskretnie zniknie, gdy dasz jej sygnał lub obie uciekniecie z tego spotkania.

Upić się

Z przyjaciółką choć raz zalać się w trupa. Upić się tak, że kiedy będziesz wspominać ten wieczór, to trudno ci będzie na trzeźwo ogarnąć wszystkie emocje, jakie wam towarzyszyły, od śmiechu po płacz, od złości po miłość. I to zrozumienie, gdy na drugi dzień pęka wam głowa, a wy i tak wiecie, że to był dobry wieczór.

Zrobić coś, na co zawsze miałaś ochotę

Coś szalonego, wariackiego, co siedzi gdzieś w tobie, a na co nie masz odwagi. Wiesz, że przyjaciółka zrozumie każdy twój najbardziej zwariowany pomysł i wejdzie w to z przyjemnością móc przeżyć razem z tobą jakąś przygodę. Co to może być? Każda z nas nosi w sobie taką myśl.

Przebiec maraton

Albo zdobyć jakiś szczyt, przepłynąć jezioro, iść na dwudniowe przejście Kotliny Jeleniogórskiej, wziąć udział nawet nie w maratonie, ale choćby w biegu na 10 kiometrów. Nie wiem, zrobić coś ekstremalnego, coś co dla was obu będzie trudnością, ale wchodzicie w to, bo czujecie, że warto, że może to szalony pomysł, ale czemu nie spróbować. Bo wiecie, że będziecie dla siebie wsparciem i motywacją. Żadna inna relacja nie czuje tego poczucia mocy, że razem możemy więcej.

Zrobić sesję zdjęciową

Pomyślałam o tym patrząc na rodzinne sesje zdjęciowe. Tych jest zawsze najwięcej, są też dzieciowe, są indywidualne, ale trudno mi znaleźć sesję fotograficzną przyjaciółek. A jaka by to była pamiątka, jaka zabawa! Zastanawiasz się nad prezentem dla przyjaciółki, nawet takim bez okazji? Może sesja zdjęciowa, za kilka, kilkadziesiąt lat będziecie do niej wracać z uśmiechem. A kto wie, może wtedy odważycie się zrobić sobie taką samą jeszcze raz, żeby zobaczyć, że wasza miłość się nie zestarzała?

Co byście dodały do tej listy?


Hej kobiety, jak się czujecie dziś w Polsce?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
6 października 2017
Fot. iStock/ablokhin
Fot. iStock/ablokhin

W rocznicę Czarnego Protestu pyta inne kobiety na swoim profilu Małgorzata Tkacz-Janik – działaczka, społeczniczka, wegetarianka, feministka, badaczka herstorii Górnego Śląska. W odpowiedzi na to pytanie szybko pojawia się mnóstwo komentarzy. Tak, oczywiście temat jest bardzo gorący. „Polska jest kobietą. Pędzi jak wariatka. Na łeb. Na szyję”.

Moja uwagę przykuwają jednak te odpowiedzi, które niosą w sobie nadzieję. Moc. Siłę. I energię do działania.

„Ja się czuję pełna nadziei. Czasem silna, czasem zmęczona. Ale czuję, że żyję, że jestem. I że nie chcę dać sobie wmówić że mam czegoś mniej a czegoś więcej. Że coś ma być takie albo siakie. Że jakieś układy. Że coś. Życie jest jakie jest. Tylko od nas zależy co dalej. I jak dalej.”Ania Dąbrowska

Sama Małgorzata pyta i zaraz potem biegnie dalej. Przed chwilą współorganizowała Kongres Kobiet w Poznaniu, za chwilę Stulecie Praw Kobiet. I jeszcze rocznica Czarnego Protestu. Forum Dziewuchy Dziewuchom. W biegu.

„Jest napięcie, gniew. Ale da się na tym jakąś dobrą strawę ugotować. Mam taką nadzieję”. Emi

„Tak się czujemy, siostry rewolucjonistki!” – któraś dodaje.

Audre Lorde w genialnej Siostrze Outsiderce pisze o tym, że w obliczu choroby i uświadomienia sobie swojej śmiertelności najbardziej na świecie żałowała milczenia.

„Wielokrotnie się przekonałam, że to, co dla mnie najważniejsze, musi być wypowiedziane, zwerbalizowane i muszę się tym podzielić, nawet ryzykując, że zostanie to odebrane źle lub niezrozumiane. Że mówienie przynosi mi przede wszystkim korzyść”.

Audre Lorde jest Czarną lesbijką. Kobietą i feministką. Ale mówi głośno i odważnie.

Zgadzam się z nią w stu procentach. Dla mnie mówienie czy pisanie to akt głęboko relacyjny. Tworzy więzi, angażuje. A stąd już tylko krok do poczucia sprawczości. Decydowania o sobie. Kobiety w tradycyjnych obszarach związanych z macierzyństwem, pracami domowymi, logistyką, troską o zdrowie od zawsze potrafiły się komunikować. Szukać wsparcia i pomocy u innych kobiet.

Wieki ćwiczeń po prostu!

I nie boimy się prosić o pomoc, podczas gdy większość mężczyzn żyje w przekonaniu, że sami wszystko powinni wiedzieć najlepiej. Na Kongresie Kobiet podczas jednego z paneli artystka Cecylia Malik protestująca w niezwykły sposób przeciwko wycinaniu drzew (akcja Matka Polka na Wyrębie) opowiadała o tym, że nie boi się zabierać ze sobą eksperta, który wspiera ją w rozmowach z fachowcami. Tak, proszenie o pomoc jest bardzo „kobiece” – starajmy się zatem wykorzystać tą umiejętność tak, żeby nie zaniżała naszej oceny a mądrze ją wspierała.

Wojciech Eichelberger pisze w jednym ze swoich artykułów – „przez wieki zniewalane kobiety, po to by przeżyć, musiały zadawać sobie trud poznania psychiki swoich panów-władców, ich mocnych i słabych stron. Zaś męski pan nie musiał zadawać sobie tego trudu. Kto by się tam pochylał nad niewolnicą, skoro można było nad nią panować przemocą”.

I z tego właśnie powodu współczesne kobiety podejmują zbiorowy wysiłek aby lepiej rozeznać się w swoich duszach i ciałach. Tworzą relacje, kręgi, uczestniczą w warsztatach, chcą się rozwijać, zadawać pytania ale przede wszystkim chcą się uczyć nawzajem od siebie.

Bo bycie razem i tworzenie relacji jest niezwykle ważne.

Potwierdzenie tych obserwacji znalazłam w książce profesorki, badawczyni, naukowczyni i psycholożki Carol Gilligan. Niezmiernie ucieszył mnie fakt, że coś za czym poszłam wyłącznie intuicyjnie zostało potwierdzone naukowo.

„Inny Głosem” Carol Gilligan to jedna z najważniejszych książek w dziedzinie psychologii, jakie opublikowano w XX wieku, przetłumaczono ją na kilkanaście języków. Książka ta posłużyła głównie jako inspiracja do dalszych badań naukowych i wywołała przede wszystkim debatę publiczną, dzięki której kobiety zaczęły widzieć siebie z innej perspektywy.

Carol Gilligan wprowadziła do nauk społecznych głos kobiet mówiących we własnym imieniu i w zgodzie z własnym ja. Dotąd psychologia wywodziła koncepcje rozwoju lub zdrowia psychicznego człowieka głównie z badań nad mężczyznami. Analizując badania, których przedmiotem były kobiety, autorka pokazuje różnicę między rozwojem kobiet i mężczyzn dowodząc, że kobiety inaczej patrzą na kwestie związków czy relacji zarówno w kontekście prywatnym jak i publicznym.

Zatem, gdy wyrwie się doświadczenia kobiet z ciasnych ram teorii napisanych przez mężczyzn o mężczyznach, to powstaje całkiem nowa perspektywa. Równie ciasne teorie wyznaczały przez wieki kobiety piszące z patriarchalnej lub hetero normatywnej perspektywy. I czy wciąż tego same sobie nie robimy masowo kupując kolorowe pisma dla kobiet i ślepo podporządkowując się modom i trendom w nich promowanych?

„Ja się czuję ze sobą dobrze, czego długo nie mogłam osiągnąć. To co złego się dzieje wokół oddziałuje na mnie, ale nie osłabia mnie. Być może nawet przeciwnie, jestem przekorna z natury. Szczęście to nie jest coś, co pojawia się koniecznie, jak nie ma problemów czy jak rośnie zamożność, bezpieczeństwo. Ono jest wtedy, kiedy mamy wewnętrzną zgodność ze sobą”. Katarzyna

Znam bardzo dużo kobiet którym chce się działać. Żyć całą sobą. Zmieniać siebie i swoje małe ojczyzny. I tak jak Małgorzata Tkacz-Janik biegną niezłomnie dalej.

Sama, kiedy byłam małą dziewczynką, to wydawało mi się, że powinnam być przede wszystkim grzeczna. Uroczo się uśmiechać. Być wzorowa. „Siedź w kącie, na pewno cię znajdą”. Tak zostałam wychowana.

Dziś czuję, że przede wszystkim chcę mówić swoim głosem. Mocnym i stanowczym. Nie bać się powiedzieć NIE w polityce ale również jeśli zajdzie potrzeba to w życiu prywatnym.

Chcę iść z córką na Czarny Protest i nie bać się o jej wolność i godność w przyszłości.

Jestem joginką, ale ćwiczę także z ciężarami. Ćwiczę siłę fizyczną, bo wiem jak to jest kobietom bardzo potrzebne.

Chcę pisać. Tworzyć. Wspierać mądre kobiety. Stać prosto i odważnie. Dawać kobietom siłę nie do znoszenia znoju ale do bycia sobą.

„Czuję, że stoimy przed ważnym czasem, że coś się budzi i czeka. Czuję, że moja siła rośnie”. Doula Agata Rokosz


 

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska :)

Tym razem we współpracy z Małgorzatą Tkacz-Janik, w tekście wykorzystałam wypowiedzi kobiet na profilu FB Małgorzaty Tkacz-Janik a także na moim. Dziękuję!

Inspiracje: Audre Lorde Siostrze Outsiderka, Carol Gilligan Innym Głosem, artykuł Wojciecha Eichelbergera w całości TUTAJ.

 


Zobacz także

Fot. iStock/_IB_

Bił mnie, a gdy krzyczałam, mówił dzieciom: „Zobaczcie, matka znowu wariuje, znowu jej odbiło”. On jest szanowanym obywatelem, ja nikim

Fot. iStock / shotsstudio

Farba do włosów, która pachnie jak zmielone glony i ma zielony kolor? Czemu nie? Przecież zawsze warto próbować nowych rzeczy

Fot. iStock / Martin Dimitrov

Bo Polak nie powinien przed szereg wychodzić… to takie jest polskie, bo niestety amerykańskie to nie jest