„To naprawdę przemiły człowiek!”. Co wyróżnia takich ludzi i czy łatwo stać się jednym z nich?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
10 stycznia 2018
Fot. iStock/Rawpixel
 

Anka jest absolutnie niesamowitą osobą. Gdziekolwiek się pojawi, zawsze pozostawia po sobie miłe wrażenie. Wszyscy znamy kogoś, kogo można podsumować słowami „to taki przemiły człowiek”. Wiecie – szczery, otwarty, uśmiechnięty i prostolinijny. Taki, z którymi miło spędza się czas. Nikomu nie wchodzi w drogę, ale i nie pozwala sobą pomiatać. Chociaż jest to zasługa jego charakteru, większość z nas może wypracować w sobie pewne cechy i nawyki, które spowodują, że będziemy postrzegani w podobny sposób. Co ciekawe, „przemiłym” łatwiej żyje się w związkach i częściej zdobywają kierownicze stanowiska. Co charakteryzuje tych wszystkich ludzi? 

Są staroświeccy

Choć zabrzmi to banalnie, tacy ludzie często kierują się w życiu sprawdzonymi metodami. Wolą bardziej się napracować i pójść dłuższą, ale pewną drogą, niż ryzykować i uczyć się na własnych błędach. Często mówi się o nich, że są staroświeccy lub, że pochodzą z zamierzchłych czasów. Skoro to się sprawdza, to dlaczego nie spróbować?

Mają swoją twierdzę

Żeby móc dobrze funkcjonować w społeczeństwie, trzeba umieć odpoczywać. To właśnie relaks daje nam możliwość rozładowania emocji, nagromadzonych w ciągu dnia. Te wszystkie przemiłe osoby najczęściej są domatorami. Mają swoje miejsce, w którym czują się bezpiecznie i gdzie mogą naładować baterie. To dlatego są tak spokojni i opanowani.

Wiedzą, co to odpowiedzialność

Dlaczego tak wiele osób zwraca się do nich z prośbą o radę w przeróżnych sprawach? Ponieważ są wyjątkowo odpowiedzialni i nie podejmują ryzyka. Ich sugestie zazwyczaj są wyważone. Nie rzucają frazesami i nie doradzą czegoś, czego sami by nie zrobili.To właśnie dlatego dla wielu osób są autorytetami.

Cieszą się z drobiazgów

Ile razy zdarzyło ci się zachwycić jakąś pierdołą? Słonecznym dniem, smaczną kawą, leniuchowaniem na leżaku, interesującą książką czy spacerem po lesie? Dostrzeganie tych codziennych drobiazgów powoduje, że życie zaczyna nas cieszyć. To dlatego niektórzy ludzie są tak pozytywnie nastawieni do innych i do świata w ogóle.

Są dobrymi pracownikami

Wiedzą, że życie zawodowe ma ogromny wpływ na życie prywatne, dlatego wybierają taką pracę, która sprawia im radość i jest odzwierciedleniem ich pasji. Dzięki temu często zdobywają też kierownicze stanowiska. A jeśli robią to, co lubią, są też dobrymi szefami i dlatego ludzie ich lubią i szanują.

Pozwalają sobie na niedoskonałość

Są szczerzy i prostolinijni. Nie kłamią, nie kręcą i nie oszukują. Jeśli czegoś nie wiedzą, przyznają się. Jeśli popełnią błąd, również. Osoby, które nie dążą do perfekcji, a wręcz pozwalają sobie na pewne niedoskonałości, są bardziej wiarygodne i łatwiej zyskują sympatię otoczenia.

Są empatyczni

Ludzie, których oceniamy wyjątkowo pozytywnie, charakteryzują się wysoką empatią. Potrafią przewidzieć, jakie emocje mogą wywołać u drugiego człowieka, ale też posiadają umiejętność postawienia się w czyjejś sytuacji. Dlatego też potrafią działać, nie raniąc czyichś uczuć.

Uczciwość to ich drugie imię

To kompletne przeciwieństwo manipulantów i narcyzów. Nie muszą oszukiwać, ponieważ potrafią zjednać sobie ludzi swoją szczerością i pozytywnym nastawieniem do życia. Zawsze grają fair, niezależnie od tego, z kim przyjdzie im się zmierzyć. Wiedzą, że dobro nie tylko zwycięża, ale i wraca.

Można na nich polegać

Jeśli poprosisz, by zachowali coś dla siebie, zrobią to. Jeśli będziesz mieć problemy i poprosisz o pomoc, zrobią co mogą, żeby stanąć na wysokości zadania. To ludzie, na których zawsze można polegać. Ważne jednak, żeby nie nadużywać ich dobrego serca, bo po co mają się zrazić?

Dbają o swoich bliskich

Więzy rodzinne są dla nich bardzo ważne. Będą je pielęgnować i dbać, aby nikt nie czuł się pominięty. Co ciekawe, najbliższych przyjaciół traktują jak członków rodziny. Niestety zdarza się, że obwiniają siebie za różne konflikty zupełnie niepotrzebnie, ale robią to w dobrej wierze.

Są opanowanymi realistami

Zawsze wyznaczają sobie cele możliwe do osiągnięcia i małymi kroczkami do nich dążą. Słomiany zapał na pewno nie jest im znany. Innym ludziom podoba się ich konsekwencja, samozaparcie i realizm. To coś, co imponuje i sprawia, że ludzie łakną ich towarzystwa.

Brzmi banalnie, a jednak tak trudno spełnić te wszystkie wymogi…

Na podstawie: Your Tango


Przez rok byłam kochanką żonatego mężczyzny. Dowiedziałam się o sobie wielu rzeczy, na przykład tego, że jestem zdolna do wszystkiego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 stycznia 2018
Fot. iStock/lechatnoir
 

Nie patrz już tak na mnie. Owszem, zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Ale prawda jest taka, że kiedy kochasz, nie myślisz o tym, czy on jest wolny, czy nie. Po prostu chcesz z nim być, chcesz, by cię kochał, przytulał, chodził z tobą do łóżka, do kina, do znajomych. Potem, po jakimś czasie przychodzi moment oprzytomnienia, bo okazuje się, że „musimy być ostrożni”. Jednak ty tego nie chcesz. Chcesz, by ona się dowiedziała, żeby niewygodna sytuacja przestała uwierać, chcesz grać w „otwarte karty”. To jest ten moment, kiedy okazuje się, że tak naprawdę jesteś sama. I że, nigdy nie byłaś z nim w związku.

Spotykałam się z żonatym przez rok i dowiedziałam się dzięki tej relacji więcej, niż przez 28 lat mojego życia nauczyłam się o mężczyznach i kobietach. Odeszłam z poczuciem żalu. Nie, nie dlatego, że byłam częścią wielkiego oszustwa, zdrady. Mam żal o to, jak słabi są mężczyźni. Jak łatwo nimi manipulować, jak przewidywalne są ich zachowania i jak trudno im podjąć ostateczną decyzję.  Ale to nie wszystko.

Właściwie jestem zdolna do wszystkiego

Wcześniej nie sądziłam, że mogłabym zrobić coś takiego drugiej kobiecie – chcieć „odbić” jej faceta. Kiedy go poznałam, przestało mieć dla mnie znaczenie, że ona istnieje. Właściwie nic się nie liczyło, poza nim. Moja przyjaciółka, jedyna, która wiedziała, mówiła mi wprost – „oszalałaś, chciałabyś, żeby i w twój związek ktoś tak wlazł z butami?”. Guzik mnie to obchodziło, bo uważałam, że to nasza relacja jest tą „pierwszą, najważniejszą”. Przecież go kochałam, więc to mnie się należał. Tak było. Wiele razy chciałam napisać do jego żony, powiedzieć jej o nas, wiele razy wyobrażałam sobie jak on staje w progu mojego mieszkania z walizką. „Odszedłem od niej, wybrałem ciebie” – widziałam to oczami wyobraźni, marzyłam o tym, to się stało moim celem, moją obsesją. Wierzyłam w to. Był nawet taki moment, kiedy chciałam błagać go o to, żeby to zrobił. Co mnie powstrzymało? Chyba zaczęłam wtedy widzieć, rozumieć, że to ja jestem w jego życiu „na chwilę”, że nigdy nie zamierzał związać się ze mną na stałe. Ale wiem, że dla niego byłabym skłonna zrobić wiele. Na przykład godzić się na spotkania o dziwnych porach, w dziwnych miejscach. Tam, gdzie nikt się nie dowie.

Można nienawidzić kogoś nie znając go

Jej nienawidziłam. Widziałam jej zdjęcie, kiedy otwierał portfel, żeby zapłacić za naszą wspólną kawę, za weekend nad morzem, za pokój na godziny. Słuchałam łapczywie, kiedy czasem o niej opowiadał, starając się wyłapać wszystkie słabości, szukając pogardy i braku szacunku dla niej w tonie jego głosu. Oglądałam jej zdjęcia na Facebooku i porównywałam ją do siebie. Cieszyłam się widząc te, na których wyglądała niekorzystnie. Komentowałam bezlitośnie, kiedy o niej opowiadał. Chciałam za wszelką cenę pokazać mu, jaka jest beznadziejna. Tak, to ja.

Można bardzo szybko znienawidzić tego, kogo się bardzo kochało

Wydawało mi się, że to niemożliwe. Był dla mnie najważniejszy. Szalałam na punkcie jego zapachu, kształtu jego podbródka, jego dłoni. Uwielbiałam jego głos, sposób w jaki się do mnie zwracał, kiedy miał na mnie ochotę albo kiedy po prostu był ciekaw mojego zdania. Bo, wierzcie lub nie, poza seksem łączyło nas jeszcze wiele innych rzeczy, może nawet dużo ważniejszych – dobrze się rozumieliśmy, bawiły nas te same rzeczy. I tak, powiedział, że mnie kocha. Tylko, zdaje się, jeśli chodzi o to jedno wyznanie, nasze definicje znacznie się od siebie różniły. On „kochał mnie”, czyli traktował jak miłe urozmaicenie swojego nudnego, małżeńskiego życia. Ja kochałam, czyli wiązałam z nim plany na przyszłość, widziałam go w swoim życiu.

Kiedy usłyszałam od niego: „Nie wygłupiaj się, przecież się nie rozwiodę”, moja miłość zamieniła się nienawiść. Znienawidziłam go za to, że uwierzyłam w tę bajkę. Praktycznie z dnia na dzień.

Mężczyźni nie odchodzą od żon

Są tchórzami, którzy chcą „upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu”. Mieć kochankę i mieć żonę. Mieć odrobinę dreszczyku emocji, kiedy spotykają się po kryjomu z tobą i dalej spokojne, stabilne życie „porządnego faceta”. Wolą „zachować twarz” niż zaryzykować dla ciebie swój wizerunek. Żona, czego by o niej nie mówili, jest dla nich jakimś wyznacznikiem statusu społecznego. Mogą cię zwodzić miesiącami i latami, nigdy nie mówiąc wprost, że możesz na coś liczyć. Mogą opowiadać o niej najgorsze rzeczy, ale i tak dadzą się jej zmanipulować, kiedy się w końcu zorientuje, że nie jest jedynym graczem na tym boisku.

A na koniec usłyszysz po prostu: „przecież wiedziałaś, że mam żonę, nic ci nie obiecywałem, bo nie mogłem”. Tak, to była twoja decyzja, że weszłaś w ten układ. Jesteś przecież dużą dziewczynką, rozumiesz, na co się piszesz, prawda?

Po wszystkim przychodzi jednak poczucie winy

Ale dopiero w momencie, gdy zostajesz sama. Myślisz nawet, że to poczucie samotności jest karą za to, że o mało co nie rozbiłaś czyjegoś związku. To jednak nie takie proste, to twoje uczucie jest bardzo złożone. Nikt ci jednak nie współczuje, że twój związek się rozpadł, bo nie miałaś do tego mężczyzny żadnego prawa. To prawda, choć przykra.

Związek z mężczyzną, który ma już z kimś własne życie jest upokarzający. Bo nigdy nie będziesz „numerem jeden”. On może dawać ci takie złudne wrażenie podczas waszych wspólnych nocy (albo raczej godzin, bo przecież na noc musi wracać do domu, do żony), ale tak naprawdę nigdy nie będziesz dla niego priorytetem. To moja najbardziej bolesna lekcja.

 


Do… słońca pod Racławicami!

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
10 stycznia 2018
Fot. Materiały prasowe

Napisać o tym hotelu, że to jeden z najbardziej rodzinnych miejsc, w jakich byłam, to nic nie napisać. Ale mogę to udowodnić, ponieważ weekend tam spędzony, który od początku spisywałam na straty, właśnie z uwagi na konfigurację osobową, był wyjątkowo przyjemny. Mowa o zlokalizowanym w Małopolsce, koło Krakowa, Hotelu Mercure Racławice Dosłońce Conference & SPA.

Ale po kolei. Nie rokująca wydawała się owa konfiguracja wyjazdowa: dwoje dzieci, pies i matka Polka. Pomyślałam –  trudno. Najważniejsze, żeby dzieci były zadowolone. I pies. Każda kobieta to zrozumie, bo wyjeżdżając do spa z dziećmi, ktoś musi się poświęcić. Ale nie w Dosłońcu, o czym przekonałam się już pierwszego dnia.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pies zadowolony był jako pierwszy, bo kiedy tylko przekroczył próg pokoju po zameldowaniu, okazało się, że ma przygotowane królewskie legowisko i, co najważniejsze, czekała na niego miska z wodą. Zadowolenie zostało już do samego wymeldowania, ponieważ równie iście królewskie hektary pięknej zieleni, pól i zagajników wiły się wokół hotelu w nieskończoność. Kto wyjeżdża z psem, wie o czym piszę. Od lat towarzyszy nam problem szukania chętnych do opieki nad psem. Tu uprzejmy głos pani przyjmującej naszą rezerwację, równie uprzejmie zareagował na pytanie o psa, co rzeczywiście potem miało potwierdzenie w naszym wspólnym pobycie w Dosłońcu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Ku mojej radości największe zainteresowanie dzieci wzbudził pokój do zabaw z wieczornymi seansami filmowych hitów, xboxem i zajęciami dedykowanymi specjalnie dzieciom. Przebojem były zajęcia karate. To ostatnie pozwoliło i mi skorzystać z odprężających masaży i zabiegów kosmetycznych. Dzieci były pod opieką a ja bez wyrzutów sumienia korzystałam z oferty hotelowej. Kto ma rowery, niech pakuje do bagażnika, bo potem będzie żałować. Okolica do wspólnych przejażdżek wspaniała i do tego znakomite warunki. Po każdym rowerowym szaleństwie lądowaliśmy w hotelowym basenie, korzystając oczywiście z gorącej kąpieli zewnętrznego jacuzzi. Świetną atrakcją hotelu, co podobało się chyba najbardziej moim dzieciom, była dziecięca oferta SPA, a w niej – czekoladowa kąpiel.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

I tu wychodzi tajemnica owej rodzinności tego miejsca. Każdy bez wyjątku, pies, dziecko, rodzic, kobieta, mężczyzna, jest w stanie poczuć się tutaj wyjątkowo, bo każdy ma szansę wybrać to, co dla niego najlepsze. Mało jest takich hoteli, gdzie z niczym nie ma problemów. Gdzie  barman robi bezalkoholowe drinki dzieciom z taką samą dbałością, jak dla dorosłych, gdzie pani z recepcji musi na chwilkę zająć się dzieckiem, bo mama nie wróciła z zabiegów i naprawdę nikomu nie przeszkadza pies, który postanowił odrobinkę napić się wody z hotelowej fontanny.

Gdzie jest rosół bez pietruszki i dużo dobrego mięska, bo widać, że kucharz z empatią rodzicielską gotuje i wie, co małym dzieciom smakuje najbardziej. Nie przeszkadza mu to przy okazji serwować dorosłym znakomite owoce morza. 🙂

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

To dobry adres zarówno dla wszystkich lubiących basenowe lenistwo, jak i zapalonych sportowców. My zastosowaliśmy złoty środek, bo … z niczym tutaj nie było problemu. 🙂

Więcej informacji znajdziecie na stronie: dosloncespa.pl/pl.ferie_2018.html


 

Artykuł powstał we współpracy z Hotelem Mercure Racławice Dosłońce Conference & SPA.


Zobacz także

Sześć faktów o lekach przeciwbólowych, które każda kobieta powinna znać

Jest jedna ważna rzecz, którą powinniśmy sobie uzmysłowić na temat rozwodu

Być jak gwiazda. Celeste Barber podbija Internet parodiując najsłynniejsze gwiazdy