Tak naprawdę, to po co nam właściwie przyjaciel?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 kwietnia 2017
Fot. Pixabay / cherylholt / CC0 Public Domain
 

Bywa, że myślimy sobie: „nikt nam nie jest potrzebny, wszystko mogę sam”. Jeżymy się na innych ludzi, bo zostaliśmy zranieni, skrzywdzeniu, czujemy się oszukani. To często rodzi w nas bunt, że po co mi właściwie drugi człowiek, po co przyjaciel, skoro ta relacja niesie więcej złego niż dobrego.Tyle tylko, że z czasem zaczynamy dostrzegać te prawdziwe przyjaźnie, nie te na chwilę, nie te po coś i dla czegoś. Z tłumu spotkanych w naszym życiu ludzi wychodzi nam naprzeciw jedna może kilka osób i wiemy, że to właśnie na nich możemy polegać, że oni nigdy nas nie zawiedli, zawsze byli. I kiedy patrzymy z perspektywy czasu na tę przyjaźń nagle zaczynamy rozumieć wiele rzeczy, zaczynamy widzieć, jak ta przyjaźń była nam niezbędna, jak potrzebna, jak wiele wniosła do naszego życia.

Co zawdzięczamy przyjaźni?

– to kim jesteśmy

Ta przyjaźń wieloletnia nas kształtuje, nie pozostaje bez wpływu na nasz rozwój, na naszą osobowość. Przyjaciel, to ktoś kto kompletnie bezwiednie wpływa na nas z pewnością mocniej i wyraźniej niż zwykli ludzie, których w życiu spotykamy. Uczymy się od niego pewnych rzeczy, przejmujemy jakieś nawyki, dzięki niemu stajemy się lepsi.

– to gdzie jesteśmy

Bo przyjaciel inspiruje, popycha nas do przodu. To ktoś, kto kopnie nas w tyłek i powie: „No ruszaj, będzie dobrze”. I wiemy, że mamy w nim oparcie, że w przypadku porażki, ale też sukcesu nigdy nie będziemy sami.

– z kim jesteśmy

Przyjaźń czyni nas uważniejszym na drugiego człowieka, sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni, wrażliwsi. To relacja, na której opiera się później wiele naszych innych znajomości, która stanowi fundament tego, jak traktujemy innych ludzi.

– jak siebie widzimy

Jeśli nasza przyjaźń jest prawdziwa, to ona wspiera nasze poczucie wartości. Bo przyjaźń akceptuje nasze „dziwactwa”, to kim jesteśmy naprawdę. Przy prawdziwym przyjacielu nie musimy nikogo udawać, nie musimy się korygować, starać się być kimś innym niż w rzeczywistości. Przyjaciel akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy, z wadami, słabościami i wariacjami. Mając przyjaciela wiemy, że wszystko z nami w porządku, bo jest ktoś, kto nas zna i od nas nie uciekł.

– jak wiele rozumiemy

Ile nocy, ile godzin przegadałyście z przyjaciółką? Ile te rozmowy wam dały, jak pozwoliły spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Bo przyjaciel nie poucza, nie pokazuje, co masz zrobić, on próbuje zrozumieć – sytuację w jakiej jesteśmy, naszą motywację, a my podążając za nim, sami zaczynamy się sobie przyglądać, zaczynamy widzieć siebie jego oczami, zmienia się nasza perspektywa i często otwierają szeroko oczy.

– jak ważne są nasze priorytety

Bo przyjaźń też je kształtuje. Przecież nie spotykamy tylko tych szczerych i prawdziwych przyjaciół. Każdy z nas uwikłał się pewnie choć raz w toksyczną przyjaźń, gdzie więcej było w niej złego niż dobrego. Te przyjaźnie w ogólnym rozrachunku też są nam potrzebne, bo uświadamiają nam nasze granice, których nie chcemy by ktoś przekraczał. Bo pokazują, co tak naprawdę jest dla nas ważne, co stanowi wartość i w którym momencie należy powiedzieć: STOP.

– to, że nigdy nie będziemy sami

Choćby nie wiadomo, jak źle działo się w naszym życiu, choćbyśmy byli nie wiadomo jak nieszczęśliwi, to jednak mając prawdziwego przyjaciela, mamy pewność, że nigdy, ale to nigdy w życiu nie jesteśmy sami. Że choćby on był na krańcu świata, możemy zadzwonić i tak naprawdę niczego nie tłumaczyć, bo on będzie wiedział wszystko po naszych pierwszych dwóch słowach.

– to, że usłyszymy prawdę o sobie

Kto lubi słyszeć, jaki jest? Nikt. A dlaczego, bo często rodzi się w nas bunt, bo nie czujemy, że to jest szczere, prawdziwe, bo gdzieś w środku intuicja podpowiada nam, że ktoś mówi takie rzeczy o nas, by nas skrzywdzić. A przyjaciel? Przyjaciel może powiedzieć wszystko i my to przyjmiemy, rozważmy, przegadamy z nim. Ta relacja rozwija nas, uczy wiele o nas samych, każe się zmierzyć ze swoimi wadami, czy słabościami i to nie dlatego, że ktoś chce nas zmienić.

Dzisiaj myślę sobie, że przyjaźń jest tą jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu, bo stawia przy nas człowieka, który daje nam wsparcie, który kiedy nam brakuje sił, jest naszą siłą. Który, gdy się boimy, jest naszą odwagą. Który, gdy się cieszymy, cieszy się razem z nami, a gdy płaczemy, on też płacze, aby po chwili wytrzeć nam łzy.


Dwa znaczenia „cichych dni”. Jak reagować na ignorowanie przez partnera?

Redakcja
Redakcja
25 kwietnia 2017
Fot. iStock / LittleBee80
 

Kłótnie i nieporozumienia w związku nie są czymś niezwykłym. Z reguły nawet po gwałtownej kłótni następuje oczyszczenie relacji i partnerzy wracają do zwykłej codzienności. Czasem jednak jeden z partnerów zamiast do porozumienia, dąży do totalnego ignorowania drugiej osoby. „Ciche dni” to klasyczna taktyka, mająca prowadzić do jednostronnego rozstrzygnięcia.

Podczas trwania „cichych dni” partner milczy, pomija bliską osobę w zwykłych czynnościach, traktując trochę jak powietrze. Niełatwo odgadnąć, o co tak naprawdę chodzi, bo przecież druga osoba ani myśli przedyskutować problemu. Czas milczenia może być potraktowany jako celowe działanie, wynikające z chęci zaprowadzenia celowej kary, zwykłego nadużycia, biernej agresji, manipulacji, emocjonalnego przeciążenia lub wyuczonej bezradności. To, co jest pewne, to fakt, że ciche dni nie wnoszą niczego dobrego do związku i są wyjątkowo frustrujące dla drugiej osoby.

Gdy chodzi o wygraną

Jeśli partner utrzymuje dystans i ochłodzenie relacji, być może robi to w imię własnej satysfakcji. Zamiast szukać kompromisu, chce abyś to ty wyciągnęła pierwsza rękę, upokorzyła się poniekąd. Milczący partner pragnie potwierdzenia własnej słuszności.

Co wtedy robić? Pozwól parterowi na milczenie, nie ogrywaj się, nie podejmuj gry i nie poddawaj się partnerowi. Idź własnym torem, partner dołączy do ciebie, kiedy będzie gotowy.

Gdy partner ucieka od związku

„Ciche dni” mogą mieć również wydźwięk wycofywania się, ucieczki z danego związku. Załamywanie się komunikacji między partnerami trwa do momentu, w którym jeden partner, zaczyna odczuwać pogardę do drugiej osoby i jego postawa zmienia się na gorsze. Defensywne „ciche dni” prowadzą do załamania i są sygnałem upadku związku, najczęściej wynikającą z rosnącej niechęci i nierozwiązanych wcześniej problemów.

Co wtedy robić?

Daj sobie i drugiej osobie przestrzeń, poczekaj aż sam wykaże aktywność. Kiedy wróci do rozmowy z tobą, słuchaj i nie przechodź w pozycję obronną ani nie atakuj. Rozmawiajcie, a jeśli macie problem z porozumieniem, skorzystajcie z pomocy z zewnątrz. Obiektywne spojrzenie na wasze sprawy ułatwi znalezienie najlepszego rozwiązania.


 

źródło: ministerstworelacji.pl


„Jemu się nie układało, mnie też nie. Tyle jest przecież takich historii, że prawdziwą miłość odnajduje się po czasie, kiedy ważne decyzje są już dawno za nami”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
24 kwietnia 2017
Fot. iStock / teksomolika

Mieszam łyżeczką w kubku z herbatą. Na kuchence gotuje się obiad, po południu upiekę ciasto drożdżowe. W pokoju obok siedzi mój chłopak, nawet ze sobą nie rozmawiamy. Działam mechaniczne, jestem oderwana od rzeczywistości to co dzieje się tu i teraz średnio mnie obchodzi. Mam kochanka, kocham mężczyznę, z którym nigdy nie będę, bo on wybrał żonę. Cierpię, choć jak to mówią – na własne życzenie.

Życie na własny rachunek

Mieszkam w małej popegeerowskiej wsi, w rejonie gdzie jest duże bezrobocie. Skończyłam technikum cukiernicze, dorabiałam u sąsiada na gospodarstwie. Rozglądałam się za jakimś zajęciem, które miało mi zagwarantować etat i stały zarobek. Udało mi się. Okoliczne przedsiębiorstwo prowadziło rekrutację, dostałam się i zaczęłam tam pracować.

To była moja pierwsza praca, strasznie się cieszyłam. Radość niesamowita, bo żyłam wciąż na garnuszku mamy, a ten był bardzo lichy. To nic, że praca miała być zmianowa, na produkcji. Pomyślałam, że przecież inni tak pracują to i ja mogę. No i kasa też całkiem fajna. Przez pierwszy tydzień poznawałam swoje obowiązki. Przez drugi ludzi. Kiedy okazało się, że moją najlepszą koleżankę też przyjęli ucieszyłam się. Nie byłam już kompletnie sama w tłumie zupełnie obcych mi ludzi, miałam z kim porozmawiać, we dwie zawsze raźniej, no i czas szybciej mijał.

Po dwóch miesiącach poznałam całą załogę. Były żarty, plotkowanie. Z każdym byłam na „ty”. Któregoś wieczoru na portalu społecznościowym dostałam wiadomość od Marka, kolegi z pracy. Chciał się spotkać, poza pracą i porozmawiać.

Niezobowiązująca przyjaźń

Zgodziłam się, miałam ochotę na to spotkanie. Mój związek od dawna się sypał. A w spotkaniu z Markiem nie widziałam nic złego. Oj głupia byłam, wiem teraz o tym. Spotkaliśmy się w parku, po pracy. Wtedy zauważyłam, że on ma takie piękne, duże, szare oczy. Pracował ze mną na jednej zmianie, razem ze swoim bratem bliźniakiem. Wszyscy się mylili, kiedy widzieli ich razem, ja nie, nigdy. Marek miał łagodniejsze rysy twarzy, był weselszy i zabawniejszy. Miał to coś. Choć może tylko ja to dostrzegałam.

Zaproponował mi spacer „bez podtekstów”. Spotkaliśmy się. Miał dla mnie kwiaty. Dobrze nam się rozmawiało. Nie spodziewałam się, że po jednym spotkaniu zechcę go widzieć kolejny raz, nie tylko w pracy.

Odrobina magii

Spotkaliśmy się nazajutrz. Marek przyjechał po mnie, miał być kolejny spacer po parku, ale  się rozpadało. Zaproponował, że po prostu pojedziemy przed siebie, porozmawiamy. Zatrzymał się na autobusowej zatoczce, przysunął do mnie, chciał niby podziwiać moje długie włosy. Chwalił ładne perfumy. Aż w końcu mnie pocałował.

Obrzeża miasta, ciemno, wiatr wiał, deszcz wygrywał melodie na szybach. Byłam przy nim jak zaczarowana. Czegoś takiego dawno nie czułam. Trudno było nam się rozstać. Każdy musiał wracać do swojego szarego świata, który przytłaczał. Tylko przy sobie mogliśmy być swobodni. Dwie artystyczne dusze, które znalazły się po tak długim czasie. Pasowaliśmy do siebie idealnie.

Kochanie, mam żonę

W pracy byliśmy dyskretni. Marek uśmiechał się tylko, kiedy mnie mijał. Za każdym razem, gdy przechodził obok mnie, czułam na sercu ciepło. Ukradkowe spojrzenia, uśmiechy, spotkania w magazynie, wszystko odbywało się tak, żeby nikt nie widział. To była codzienność, w którą coraz bardziej się angażowaliśmy. Nie do końca rozumiałam, dlaczego z tą przyjaźnią musimy się, aż tak mocno ukrywać. Tego samego wieczoru usłyszałam od Marka, że jest żonaty. A jego żona pracuje razem z nami, w tej samej firmie, tylko w sąsiedniej hali i na innej zmianie.

Zamarłam. Żona? Nie wiedziałam, co powiedzieć. Taki młody mężczyzna i ma żonę, było to dla mnie zupełnie nierealne, wręcz niedowierzałam. Musiałam mieć czas do przemyślenia, poukładania tego bałaganu, który miałam właśnie w głowie. Nie rozumiałam, dlaczego nie powiedział mi o tym wcześniej. Mówił: “nie układa im się, to nie jest to, za wcześnie podjąłem decyzję o małżeństwie”. Kto bierze ślub w wieku 18 lat?! Był siedem lat po ślubie.

Nie odchodź ode mnie

Uznałam, że należy skończyć tę znajomość. Marek jednak był nieugięty. Nalegał na spotkanie. Mówił, że nigdy do nikogo nie czuł tego, co czuje do mnie. Uległam jego namowom po raz kolejny.

Wyłączyłam wszystkie moralne wartości, które były dotąd w mojej głowie. Jemu się nie układało, mnie też nie. Tyle jest przecież takich historii, że prawdziwą miłość odnajduje się po czasie, kiedy ważne decyzje są już dawno za nami.

Popołudnie spędziliśmy u niego. Żona w pracy, świece zapalone, wino w kieliszkach, nasz mały raj. Seks, euforia, tysiąc myśli, co będzie dalej. Setki rozważań, czy damy radę pokonać wszystkie przeciwności, które na nas czekają.

Spotykaliśmy się, kiedy tylko czas nam na to pozwalał. Nawet moja mama musiała jakoś to przełknąć. Jej jedyna córka spotyka się z żonatym mężczyzną. Poznała go nawet. Sama stwierdziła, że przy nim jestem zupełnie inna. Byłam jedną wielką radością. I tak też właśnie się czułam.

Bez happy endu

Skończyłam swój dotychczasowy związek z chłopakiem. Dla niego. On miał powiedzieć żonie.

Rozpętało się u niego piekło. Żona nachodziła mnie w domu, w pracy utrudniała wszystko i mi i jemu. Przecież ona jest z domu dziecka, miała trudne życie, jak on mógł jej coś takiego zrobić – takiego zdania była jego rodzina. On  zaczął się zastanawiać. Były łzy, dużo łez. Jej, moje, jego. Tylko w duszy pytałam siebie, gdzie jego obietnice, że będzie ze mną? Co ze słowami, że nie wyobraża sobie życia beze mnie? Przecież zapewniał że to ja powinnam być przy nim, nie ona.

Postanowił – zostaje z żoną. Mój świat legł w gruzach. Znów zostałam sama, bez chęci do życia. Nie chciałam jeść, nie mogłam spać. Dwa miesiące zajął mi powrót do rzeczywistości. Chodziłam do pracy, mijałam jego żonę, wszystko przypominało mi jego. Z czasem wszystko  wracało do normy. Tak mi się wydawało.

Nie mogę cię zapomnieć

Pewnego dnia po pracy pod drzwiami mieszkania znalazłam list, wielkiego pluszaka i bukiet kwiatów. Marek błagał o spotkanie, a mną targało tysiąc wątpliwości. Pojechałam, podejmując decyzję w ostatniej chwili, czekał na mnie przy tamtej zatoczce, na której wszystko się kiedyś zaczęło. Wszystko wróciło. Emocje, które próbowałam w sobie stłumić, odezwały się ze zdwojoną siłą. Uśmiechnął się i przytulił. Zrozumiałam jedno – nie umiem żyć bez niego.

Jesteśmy kochankami

Jak jest dzisiaj? Spotykamy się, a on nadal ma żonę. Nauczyłam się ukrywać głęboko uczucia. Każdego dnia muszę udawać, że Marka w moim życiu nie ma. Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy będzie musiał całkiem zniknąć z mojego życia, kiedy ja wyjdę za mąż albo on będzie miał dziecko. Na tą chwilę nazwijmy rzeczy po imieniu – jesteśmy kochankami.


Zobacz także

Szukasz czegoś praktycznego, bezpiecznego i pomysłowego? Podaruj bezpieczeństwo! Prezentownik Oh!me 2018

Muszą wygrać serce dla swojego syna. Swoje serca już oddali dając Kamilowi szansę na zdrowe życie

Zadbaj o swoją skórę najlepszymi kosmetykami. Niech twoje ciało będzie dla ciebie, a ty dla niego. Akcja „7 dni dla siebie”, wyzwanie #5