Nadwrażliwość – wada czy skuteczny system obronny

Redakcja
Redakcja
8 sierpnia 2018
Fot. istock/KatarzynaBialasiewicz
 

Nadwrażliwość jest przez niektórych uważana za dar, specjalny i emocjonalnie intensywny sposób widzenia i zrozumienia tego, co nas otacza. Dla innych to po prostu oznaka słabości. Nie podlega jednak dyskusji, że bycie nadwrażliwym oznacza zwracanie uwagi, w sposób instynktowny, na najdrobniejsze szczegóły i subtelności  wokół ciebie.

Jeśli masz to szczęście, że jesteś  ”inny”, nie zmieniaj się: jest to dar, który czyni cię wyjątkowym i pozwala zobaczyć świat z większą pełnią i przejrzystością . Osoba nadwrażliwa jest zmęczona słuchaniem takich rzeczy, jak „bierzesz zbyt wiele do serca”, „nic cię nie atakuje”, „nigdy nie można ci nic powiedzieć”.

Osoby nadwrażliwe łączą każdy bodziec z emocją. Ich mechanizmy neuropsychologiczne łączą bodźce wzrokowe, słuchowe i dotykowe z określonym doznaniem. Obszary mózgu związane ze świadomością, emocjami, poczuciem empatii i „neuronami lustrzanymi” są u nich bardziej aktywne niż u osób o mniejszej wrażliwości.

Próg bólu u nadwrażliwych jest bardzo niski, tak że intensywne światło lub szorstkie ubrania mogą je zranić. Nadwrażliwość wiąże się również z wyjątkową zdolnością do wychwytywania szczegółów i różnic w przedmiotach, środowiskach i ludziach. Tak więc, zdecydowanie nie jest słabością, a raczej siłą. Zdaniem psychologów, może być nawet elementem systemu obronnego danej osoby, mającego na celu ochronę jej przed niebezpiecznymi emocjonalnie sytuacjami i ludźmi.

Jeśli więc masz etykietę osobt „nadrważliwej”, nie przejmuj się tym za bardzo. Posiadasz dar, umiejętność, o której inni moga jedynie pomarzyć – widzisz więcej, czujesz mocniej. I o wiele bardziej intynsywnie przeżywasz świat.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Nie oglądaj się za siebie, jeśli zdecydujesz odejść

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 sierpnia 2018
Fot. iStock/martin-dm
 

Czasem w życiu wpadasz na toksycznego faceta, którego potem dosłownie nie możesz się pozbyć. Cóż, na tym polega właśnie cały urok i niebezpieczeństwo sytuacji. Odejść od niego jest bardzo trudno.  W sumie nie rozumiesz fenomenu gościa, który, jak wiesz, nie jest dla ciebie dobry, który regularnie cię obraża i który powinien zniknąć jak najszybciej z twojego otoczenia. Nie ma innej rady, jak być konsekwentną. Jeśli raz zdecydowałaś, nie zbaczaj z tej drogi. Odejście „na raz”, na zawsze może być niewiarygodnie trudne, ale będzie ci o wiele łatwiej, jeśli nie zapomnisz tylko kilku podstawowych rzeczy.

Uczucia to nie wszystko

Sama widzisz to wyraźnie – wracasz do niego, ponieważ nosisz w sobie miłość, autentyczne uczucia do tego faceta. To nie oznacza, że coś z tobą jest nie tak.  Czasami naprawdę nic nie możesz poradzić na to, że zakochujesz się w kimś, kto zupełnie na to nie zasługuje. Taka jest pociągająca natura „zakazanego owocu”.  W tej sytuacji najlepiej jest uczciwie przyznać się do swoich uczuć i być szczerą wobec siebie. Nie udawaj, że nie robisz bzdur.  Zaakceptuj swoje emocje, jak również fakt, że uczucia to po prostu nie wszystko. Mówiąc inaczej – uczucia to jedno, a dobry związek to o wiele więcej…

Życie złudzeniami powoduje, że tracisz czas, ale nic się nie zmienia

W głębi duszy pewnie wiesz, że ta sytuacja, twój toksyczny związek, nie są właściwe, ale oszukujesz się, myśląc ciągle o powrocie do niego. Musisz cofnąć się, nabrać dystansu, by zobaczyć, ocenić, jaki wpływ ma na ciebie ta chora zależność.  Do bólu szczera ocena tego, co faktycznie wydarzyło się między tobą a nim, kiedy byliście razem, może pomóc ci znaleźć w sobie wewnętrzną siłę, by odejść.

Nie można być „trochę w związku”

Zaangażowanie wymaga obecności, stawiania czoła problemom, odpowiedzialności za swoje uczucie i za tę miłość. Spójrz na niego. Bez „filtrów”. Na zimno, na trzeźwo, przeanalizuj wszystko, co dla was zrobił. Co zrobił dla waszego związku. Musisz dowiedzieć się, czy to „coś”, co ze sobą robisz, jest tego warte. Czy dla niego ten związek jest rozwiązaniem trwałym czy krótkoterminowym? Jaką masz pewność, że kiedy wrócisz stare problemy nie będą się ponownie pojawiać?  Żadnej, prawda? Nie można być „trochę w związku”, trochę go chcieć, a trochę nie. Nie można wziąć na siebie troszkę odpowiedzialności za miłość. Nie można składać obietnic bez pokrycia. Nie pozwalaj nikomu bawić się twoim uczuciem. Raz udawać, że traktuje cię poważnie, za chwilę śmiać ci się prosto w twarz.

Musisz znać swoją wartość

Nie decyduj się na to, by spędzić swoje życie z kimś, kto nie na ciebie nie zasługuje. To nie pora na fałszywą skromność, tu chodzi o twoje życie i szczęście, o twój spokój i harmonię. Jesteś mądra, silna, piękna. Potrafisz świetnie żyć. Nie marnuj swojego czasu tutaj na to, by pozwalać mu „ciągnąć cię” w dół.

Jeśli raz zdecydujesz się odejść – nie wracaj. Za każdym następnym powrotem, rozczarowanie nim i sobą (że znowu dałaś się na to nabrać) będzie bolało coraz bardziej. Straconego czasu nie da się odzyskać, nie mówiąc o wylanych łzach i pierwszych zmarszczkach – tych ze zmartwienia. Jeśli odchodzisz, nie wracaj.


„Jak wyglądam?”. Drżyjcie narody przed tym pytaniem. Bo co odpowiedzieć, żeby było dobrze?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 sierpnia 2018
Fot. iStock/Khosrork

Znacie to? Wychodzicie na imprezę ze znajomymi. Jesteś podekscytowana, bo dawno się nie widzieliście i – umówmy się – chciałabyś zrobić dobre (delikatnie mówiąc) wrażenie na przyjaciołach. Jednym słowem – masz zamiar wyglądać szałowo. Przerzucasz sukienki w szafie, przymierzasz, odkładasz. Może spodnie będą lepsze? Bardziej świecąca czy może prześwitująca bluzka. Kurde, czemu to zawsze jest takie trudne… Po raz kolejny obiecujesz sobie, że już w ten poniedziałek na pewno zaczniesz kilkudniowy detoks, żeby zgubić te dwa do trzech kilogramów, które w postaci boczków wychodzą nad spodniami.

Dobra. Jest. Ufff. Makijaż, włosy. Ostatnie spojrzenie w lustro, puszczasz do siebie oko i słyszysz jak mąż woła, że taksówka będzie za 15 minut. Wychodzisz i zadajesz TO pytanie: „Kochanie, jak wyglądam”… I tu ziemia zadrżała w posadach. Powietrze gęstnieje, napięcie jest niemal fizycznie wyczuwalne. Czas zwalnia, a te trzy sekundy zdają się trwać całą wieczność. Twój uśmiech gaśnie, wbijasz w niego wzrok i czekasz.

A on? On myśli gorączkowo… Bo jego zdaniem sukienka trochę za krótka, że woli cię w tamtej niebieskiej niż w tej czerwonej, którą dostałaś od matki. Ale on też już wie… już wie, że ta chwila zawahania przesądziła o wszystkim. O dzisiejszym wieczorze, o twoim nastroju, o tym, że na bank się spóźnicie. Myśli: „Bałwan, jakbyś nie mógł bez patrzenia powiedzieć wyuczone: „Wspaniale, kochanie””.

„Jak wyglądam?” to najtrudniejsze pytanie świata, na które trudno znaleźć prawidłową odpowiedź. Bo co, jak wyglądasz, jak ubrana w rzeźnicki fartuch, a wybieracie się właśnie na osiemdziesiąte urodziny ciotki? Co z tego, że w sklepie mówili, że to najnowsza (czytaj: najmodniejsza) kolekcja. Twój facet tego nie wie, a jego: „Może byś założyła ten swój błękitny sweter?”, „Ale jest 30 stopni!”. No tak… Mega nieudolnie. Mógłby się pokusić o mowę ciała w stylu: „Zaniemówiłem, kochanie”. Ale to nadal za mało.

Hm, można by spróbować:

„Wolę ciebie w innej sukience”.

„W której”.

„Obojętnie”.

Ups.

Zastanawiam się, czy pytając: „Jak wyglądam?”, chcemy faktycznie usłyszeć prawdę? Czy naprawdę chcemy, by ktoś nam powiedział: „Zbyt obcisłe”, „Za szerokie”, „Za krótkie”, „Wyglądasz, jakbyś uciekła z piwnicy seryjnego mordercy”, „W piżamie wychodzisz?”? A co, jak spodnie jednak rozchodzą ci się na tyłku? Jak biały stanik pod białą bluzką, to jednak wtopa ubraniowa? Jak prześwitują ci sutki? A może jak się schylasz, to spod sukienki wychodzi pół tyłka, a przynajmniej wychyla się zza rozporka? Co jak facet chce ci dać delikatnie do zrozumienia, że buty na wysokim obcasie, to średni pomysł na grilla lub ognisko?

Kurde, no tak źle i tak niedobrze. Bo z jednej strony szczera odpowiedź ma cię ustrzec przed kompromitacją, przed tym, by inni za twoimi plecami wytykali cię palcami. A z drugiej – ty się świetnie czujesz, a tu nagle bach: „Kochanie, a może jednak zamiast tej sukienki, wskoczyłabyś w dżinsy i trampki?”. Dżins? Trampki? Na spotkanie z twoimi kolegami z pracy i ich żonami? I szefem? Ty w trampkach? Albo na odwrót: „Może jednak sukienka i but na obcasie” na rocznicę ślubu jego rodziców, którą macie obchodzić w jakieś drogiej restauracji, a ty wciągnęłaś spodnie, białą koszulę i mokasyny. Co by nie powiedział, będzie źle, bo na koniec to do niego będziesz miałą pretensje, że nie powiedział ci, że to oficjalne spotkanie albo takie w luźnym stylu.

Najlepiej jest usłyszeć: „Jesteś piękna” – to neutralne (taka podpowiedź dla panów) i pewnie niedalekie od prawdy, bo przecież nie szata zdobi człowieka, zwłaszcza, gdy on ma zdolność rozbierania cię wzrokiem. Gorzej, gdy zaczniesz dopytywać: „Naprawdę? Myślisz, ze te buty pasują? A może lepiej bez paska? Kolczyki to nie przesada, tu już tyle się świeci”. On wtedy zaczyna przebierać nogami, wyglądać taksówki, bierze do ręki telefon, bo wydawało mu się, że ktoś do niego dzwoni… Odpuść sobie. Zrób zdjęcie i wyślij do przyjaciółki. Takiej prawdziwej, która ci napisze: „Stara, weź się przebierz, wyglądasz jak pajac!”, a nie tej, która zadzwoni mówiąc, że wyglądasz znakomicie, w duchu ciesząc się z twojej ubraniowej wtopy.

A tym, którzy zmagają się z takim pytaniem, które dość często pada w ich kierunku, polecam odpowiedzieć pytaniem na pytanie: „A co ma mówić o tobie twój strój?”. Wypróbujecie. Działa. Sprawdzone, także przez mojego męża. 😉 Jeśli nie chcecie usłyszeć szczerej odpowiedzi, po prostu nie pytajcie, jak wyglądacie. To też jakiś sposób.

 


Zobacz także

Kilka życiowych prawd, które odkrywasz dopiero po trzydziestce (gdy dobrze wgryziesz się w życie)

Jak skutecznie odkwasić organizm

Ile wody dziennie powinniśmy pić? Co z kawą o herbatą?

7 atrakcyjnych rzeczy w kobietach, które nie mają nic wspólnego z wyglądem!