Myślisz, że nie jesteś kreatywna? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
11 lipca 2016
fot. iStock/mauro grigollo
fot. iStock/mauro grigollo

Nie bez przyczyny o wielkich artystach mówi się, że są dorosłymi dziećmi. Podobno około 90% niemowląt zdradza oznaki geniuszu, z czasem jednak odsetek maleje. Zaczynamy patrzeć na świat stereotypowo, szufladkując ludzi i wydarzenia pod wpływem środowiska, w którym się wychowujemy. W dorosłym życiu kreatywność może przychodzić z niesłychaną łatwością, a my jesteśmy w stanie tego nawet nie zauważyć. Oto kilka oznak bycia naprawdę kreatywną osobą.

Ekspresja

Świadomość siebie i swoich uczuć to przede wszystkim oznaki dojrzałości emocjonalnej. Potrafiąc się dzielić tym, co aktualnie siedzi na sercu, możesz zdobywać przychylność innych, ale przede wszystkim lepiej rozumieć samego siebie. U tych z nas, które zostały obdarzone niesamowitym darem kreatywności, występuje jeszcze pewnego rodzaju ekshibicjonizmu, którym jest potrzeba dzielenia się z innymi swoimi przeżyciami, uczuciami i spostrzeżeniami. Samoekspresja jest czymś zupełnie zwyczajnym. Dla jednych samoekspresją może być wyrażenie swojego zdania w formie murali, dla innych może to oznaczać aranżację sesji zdjęciowej czy malowanie autoportretu. Wszystko zależy od nas samych i od tego, co daje nam uczucie spełnienia.

Rozwiązywanie problemów

Cały wakacyjny plan legł w gruzach przez kolejny alarm terrorystyczny; biuro podróży odwołuje wyjazd kilka dni przed planowym wylotem. Wszyscy do koła się wściekają, załamują ręce, a ty wręcz przeciwnie – widzisz zadanie dla siebie! Organizacja zastępczego wyjazdu zajmuje ci kilka godzin, a przy tym daje ogromną satysfakcję.
Rozwiązywanie problemów to ogromny atut osób kreatywnych. I nieważne, czy chodzi o zadanie matematyczne, złamane serce przyjaciółki czy popsutą spłuczkę. Pomimo tego, że trwają debaty czy kreatywność i krytyczne myślenie pracują na tym samym poziomie świadomości, obie te zdolności są nam tak samo potrzebne. Do rozwiązania problemu potrzebujemy przecież wiedzy oraz doświadczenia.

fot. iStock/poba

fot. iStock/poba

Odwaga

Wszyscy wiemy, że nie od razu Rzym zbudowano, ale pomimo tego, chcemy odnieść sukces w jak najkrótszym czasie, najlepiej bez porażek. Tym czasem przed momentem chwały, czekają nas setki chwil smutku i złości, bo znów się nie udało. Odwaga pozwala nam się jednak nie poddawać. Gdyby Thomas Edison posłuchał swoich nauczycieli, którzy powtarzali mu, że „jest za głupi żeby nauczyć się czegokolwiek” oraz ludzi którzy zwolnili go dwukrotnie za zbyt niską produktywność, być może dzisiaj nadal pisałabyś listy do swojej kuzynki z innego miasta, a poranną kawę zamiast w ekspresie robiłabyś w garnuszku. Niezbyt ambitny człowiek poddałby się i uwierzył, że nic nie znaczy, podczas gdy tacy jak Edison, nie tylko chcą udowodnić, że ktoś pomylił się co do nich, ale także zwiększają swoją pasję i zawzięcie kilkukrotnie.

Zabawa

W dzieciństwie uwielbiałaś puzzle, klocki i zagadki, a kolorowanie było twoją pasją? Jeżeli nadal masz słabość do takich zabaw, powinnaś przestać się powstrzymywać i wolną chwilę poświęcić na ułożenie zamku czy pokolorowanie mandali. Zabawa jest momentem, kiedy ludzie nie stresują się pracą, ale są w zupełności zrelaksowani i robią coś dla siebie. Kiedy mózg jest w stanie totalnej euforii, naturalnie przychodzą ci do głowy coraz to lepsze pomysły, o których wcześniej byś nie pomyślała. To właśnie dlatego tak popularne stały się ostatnimi czasy kolorowanki dla dorosłych, a sprzedaż kredek wzrosła wśród tych, którzy już dawno skończyli podstawówkę. Zabawa to nie tylko moment, w którym przychodzą ci do głowy najlepsze rozwiązania nowych projektów, ale przede wszystkim czas, w którym pozwalasz mózgowi odpocząć, by jego produktywność się zwiększyła.

fot. iStock/webphotographeer

fot. iStock/webphotographeer

Pod prąd

Zawsze byłaś przekorna i wolałaś stawiać na swoim, a zasady traktowałaś tylko jako niepotrzebne męczenie liter i papieru? Twój mózg woli zadawać pytania, niż ślepo podążać za sztywnymi ramami ustalonego przez kogoś innego. Kształtujesz swoją własną osobowość od najmłodszych lat, nie zważając na to, co powinnaś robić i na kim powinnaś się wzorować. Bardzo często zdarza się, że rodzice zagłuszają kreatywność swojego dziecka przez narzucanie im stereotypowego podejścia do życia, a nauczyciele walczą z indywidualnościami, bo przecież niebieskie włosy są nie do pojęcia. Zupełnie niepotrzebnie! Kreatywność to ogromna zaleta, która pozwala poznawać zasady tylko po to, by następnie tworzyć swoje własne.

Niebo nie jest limitem

Jednym z najpopularniejszych amerykańskich stwierdzeń jest „sky is the limit” (tylko niebo jest limitem). Ludzie z nad przeciętną umiejętnością do wymyślania ciągle nowych rzeczy nie uznają tego limitu, dla nich możliwe jest wszystko. Niezależnie od przeszkód, będą działać tak długo, aż osiągną swój cel. Marzenia nie są tylko kolejnymi mrzonkami o przyszłości, ale konkretnym celem, który wymaga tylko planu realizacji. Ciekawym zjawiskiem dotyczącym osób kreatywnych jest sen na jawie, który wyłączając myślenie o przyziemnych rzeczach, które w pewien sposób ograniczają, potrafi doprowadzić do niezwykłych pomysłów i rozwiązań, na które trudno byłoby wpaść w inny sposób.


Twoje dziecko wyjeżdża na wakacje? Nie zapomnij o jego kieszonkowym!

Redakcja
Redakcja
12 lipca 2016
Fot. iStock / IuliiaBliznetsova
Fot. iStock / IuliiaBliznetsova

Według ostatnich dostępnych badań Prudential Family Index[1], wciąż niewielu polskich rodziców wypłaca swoim dzieciom kieszonkowe.  Zbliżające się wakacje i związane z nimi wyjazdy dzieci na obozy i kolonie są doskonałą okazją, aby przywrócić sens instytucji kieszonkowego. Dziecko spędzające wakacyjne chwile poza domem będzie mogło samo zmierzyć się z zarządzaniem własnymi finansami osobistymi.

Ponad połowa polskich rodziców z rozbrajającą szczerością przyznaje, iż nie wypłaca swoim dzieciom kieszonkowego. Nie wynika to z faktu, że ich nie stać, ale nie dostrzegają korzyści edukacyjnych. Tymczasem według wielu ekspertów kieszonkowe może być początkiem edukacji finansowej dzieci i oswojenia z pieniędzmi. Zbliżający się okres wyjazdów na kolonie i obozy to doskonała okazja do wprowadzenia dziecka w świat pieniędzy i praktycznej nauki. Dlatego towarzystwo ubezpieczeń Prudential  przypomina kilka zasad, którymi powinni kierować się rodzice, wypłacając kieszonkowe.

  1. REGULARNOŚĆ – kieszonkowe powinno działać niemal jak pensja, co oznacza, że rodzice powinni je wypłacać stale i regularnie. Kwestią indywidualną pozostaje częstotliwość – wypłacane co miesiąc sprawdzi się bardziej
    w przypadku starszych dzieci, które już potrafią zarządzać swoim własnym budżetem i potrafią myśleć
    o własnych potrzebach w wymiarze dłuższym niż kilka dni. Dzieciom młodszym warto wypłacać kieszonkowe co tydzień. Tygodniowe, czy dwutygodniowe wyjazdy na obozy i kolonie to idealna okazja do  przeznaczenia jednej, czy dwóch kwot na potrzeby dziecka. Można w tym celu skorzystać z pomocy opiekunów
    i wychowawców i poprosić ich o wypłacanie określonej, uprzednio zdeponowanej kwoty.
  2. STAŁA KWOTA – rodzice w porozumieniu z dzieckiem określają wysokość kwoty kieszonkowego. Równie ważna jak regularność, jest ta sama kwota wypłacana w ramach kieszonkowego. Eksperci twierdzą, że chociaż wysokość wypłacanego kieszonkowego zależy od dochodów rodziców i wieku dziecka, to w przypadku dzieci młodszych kwota ok. 10 zł na tydzień w zupełności wystarczy, zaś w przypadku dzieci starszych nie powinna to być kwota wyższa niż 100 zł[2].
  3. PREMIA ZA OSZCZĘDZANIE – dobrym przykładem edukacji finansowej może być zachęcanie dzieci
    do odkładania określonej kwoty na jakiś konkretny cel, np. wymarzoną zabawkę. Uczy to mądrego gospodarowania pieniędzmi, a jeśli zostanie nagrodzone przez rodziców dodatkowym „oprocentowaniem” pozwoli wyrobić w dzieciach nawyk zachowania proporcji między wydawaniem i konsumpcją,
    a oszczędzaniem.
  4. SAMODZIELNOŚĆ W WYDAWANIU –. Nic lepiej nie nauczy dziecka zarządzania pieniędzmi, niż samodzielne decydowanie o wydatkach i ponoszenie konsekwencji tych decyzji. Jeśli dziecko wyda całe kieszonkowe przed następną „wypłatą”, to nauczy się, że „pieniądze nie są drukowane przez bankomaty”. A taki mit pokutuje wśród dzieci.

Rodzicom zdarza się wypłacać pieniądze za pomoc w typowych pracach domowych, jak sprzątanie, czy wynoszenie śmieci. To błąd, w żadnym razie nie powinno się pomocy w prowadzeniu wspólnego domu łączyć z pieniędzmi.

Dla rodziców szukających dodatkowych inspiracji do rozmów z dziećmi o pieniądzach i chcących wprowadzać
je w świat pieniędzy, Prudential przygotował Cha-Ching, specjalny program edukacji finansowej dla dzieci.  Wszystkie materiały są dostępne bezpłatnie i bez konieczności rejestracji, a ich wydźwięk i kolorystyka właściwe kreskówkom sprawdzą się w wakacyjnej atmosferze. Można się z nimi zapoznać na www.cha-ching.pl.

Prudential - Infografika wakacje VI 2016 v4


 

[1] Badanie Prudential Family Index, wiosna 2015,

[2] Wypowiedź dr Aleksandry Piotrowskiej, źródło http://newsrm.tv/ile-powinno-wynosic-kieszonkowe/


Jak być szczęśliwą? Nie da się? A ja wam mówię, że się da. Naprawdę!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 lipca 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Nigdzie ptaki nie śpiewają tak głośno. Przynajmniej nie znam innego takiego miejsca. Budzą cię o świcie i pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że wstajesz z uśmiechem, bez stresu, bez tego tak znanego, a tak znienawidzonego bólu brzucha.

I wszystko płynie wolniej… nawet krew w twoich żyłach… I doba, którą zawsze chciałaś wydłużyć, naprawdę staje się dłuższa. Bo znajdujesz czas na wszystko. Na pracę, na dzieci, na siebie. Bez pośpiechu, bez zerkania na zegarek, bez zniecierpliwienia jakiegokolwiek.

Po prostu żyjesz wolniej. Dzisiaj wydaje mi się, że każdy powinien doświadczyć takiego stanu. Choć przez chwilę. Tego, jak świat nagle staje w miejscu. A raczej jak ty stajesz w miejscu, a świat nagle kręci się zdecydowanie wolniej. Zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce, gdzie czujesz spokój i szczęście. Tam, gdzie oczami wyobraźni uciekasz, gdy jest ci naprawdę źle.

Masz takie miejsce? Chyba każdy z nas powinien je mieć, miejsce, gdzie czujesz się szczęśliwa. Gdzie do szczęścia potrzebujesz zupełnie nic. Gdzie uśmiechasz się do siebie każdego dnia. Nieważne, czy masz na sobie stare dresy, czy wyciągniętą z szafy sukienkę, o której zdążyłaś zapomnieć. Czy zjadłaś na śniadanie kanapkę z białego pieczywa grubo posmarowaną dżemem, czy trzy pomidory z cebulką. Jest ci po prostu dobrze ze sobą. To takie miejsce, gdzie nic nie musisz. NIC. Bo wszystko na czym ci zależy jest zależne tylko od ciebie.

Pewnie dla każdej z nas takie miejsce jest gdzie indziej. To ładne, że tak się różnimy. Pytanie jednak, czy potrafimy być szczęśliwe.

Gdyby odpowiedzieć sobie:

Co ostatnio zrobiłaś tylko dla siebie

– jakąś błahą choćby rzeczy, ale taką, która sprawiła, że ty sama poczułaś się lepiej

Kiedy ostatni raz odmówiłaś czegoś, na co nie miałaś ochoty

– powiedziałaś, że nie chcesz, bez wyrzutów sumienia, bez poczucia winy, że nie spełniłaś czyichś oczekiwań.

Czego ostatnio nie zrobiłaś

– z zestawu tych rzeczy, które zrobić musisz, bo ktoś inny ich od ciebie oczekuje, bo boisz się konfrontacji z opinią innych.

Kiedy pomyślałaś o sobie dobrze

– i co to było? Jak dobrze o sobie myślisz? Potrafisz bez wahania wymienić pięć rzeczy, za które siebie lubisz? (tak, wiem trzy to żadna trudność)

Czy akceptujesz swoje słabości

– czy nadal z nimi walczysz, bo nie chcesz mieć słabych stron, bo chcesz wszystkim (ale też sobie) udowodnić, że jesteś inna, co dla ciebie znaczy lepsza.

Czy dajesz sobie przyzwolenie do bycia szczęśliwą

– taką chwilę, kiedy czujesz, jak szczęście przepływa przez ciebie, kiedy ci dobrze samej ze sobą. Nie myślisz wtedy, jaka jesteś zmęczona, ile rzeczy zrobić musisz, tylko po prostu – kochasz siebie, więc jesteś szczęśliwa.

Myślałam o tym wszystkim siedząc na kocu w biało-czerwoną kartkę. Ptaki nie cichły w ciągu dnia, choć drzewa szumiały równie głośno, bo wiatr z zaciekłością gonił burzowe chmury. Nawet to, że będzie padać nie stanowiło problemu. Bo przecież na to nie miałam zupełnie wpływu, więc jakie ma znaczenie, czy będę się tym przejmować? Podobnie jak nie ma znaczenia, co dzisiaj zjesz na śniadanie, skoro w lodówce stoi jogurt, otwarty przez dzieci pasztet, leży pomidor jeszcze świeży i kawałek ogórka z kolacji. Bułki sprzed dwóch dni spokojnie można jeszcze zjeść, bo jeszcze dadzą się pogryźć i o dziwo wcale nie są złe. I nie wymagasz rarytasów, nawet o nich nie myślisz, bo to, co jest, tak naprawdę w zupełności ci wystarcza.

Tak jak koc, krzesło, które na co dzień wydawałoby ci się mało wygodne. I nawet komputer na kolanach ci nie przeszkadza. Odkrywasz, że tak możesz pracować. I że możesz iść po pieczywo dwa kilometry i… masz na to czas.

iStock_63424661_MEDIUM

Przyjaciółka mówi: „Zobacz, jak tak gadamy (noc, huśtawka i my otulone w jeden śpiwór), to sobie myślę, że wszystko zależy od nas. Że to, czy ja będę szczęśliwa, jest w moich rękach. Teraz to się wydaje takie proste”. I siedzimy w ciszy, każda zagłębiona w swoich myślach, z tymi właściwie banalnymi słowami w głowie, które nabierają jakiegoś innego wymiaru. Każda z nas ze swoim przepisem na szczęście. Na jego znalezienie.

Tylko na to znalezienie trzeba sobie pozwolić. Trzeba chcieć mieć na nie czas. I chyba też odwagę. Odwagę na to, by sobie powiedzieć: „Ej, to wcale nie sprawia, że jestem szczęśliwa” i z tego zrezygnować, albo rezygnować małymi kroczkami. Tak, jak bohaterka jednego z moich tekstów. Powiedziała: „Mijaliśmy się, warczeliśmy na siebie, budziliśmy się już nerwowi. Praca wysysała z nas życie, które toczyło się tuż obok, a którego nie widzieliśmy”. Więc najpierw musieli to zobaczyć i dziś robią to, co kochają, mieszkają tak, jak mieszkać chcieli, a w jej głosie jest tyle radości i spokoju, które dają pewność, że to nie poza, czy oszustwo, ale zrozumiane szczęście, z którego ona czerpie garściami.

Bo gdyby tak odpuścić:

– rzeczy, na które wpływu nie mamy

– ludzi, którzy nie chcą z nami iść

– relacje, które wysysają z nas energię

– zadania, których wcale nie chcemy i tak naprawdę nie musimy wykonywać

– rzeczy, które nie czynią nas szczęśliwszymi, a tylko zagracają życie, są koszmarnym snem konsumpcjonizmu, w którym pełnimy mimowolnie główną rolę.

Wtedy na tym kocu w kratkę, w jeziorze w czasie deszczu, na tej huśtawce w nocy i podczas spaceru z synem po pieczywo, złapałam to szczęście. Po raz kolejny. Jednak tym razem trzymam je mocno w garści i po powrocie do znanej codzienności rozkładam na części pierwsze. Na te małe kroczki, którymi będę do niego dążyć. Bo nie chcę być szczęśliwa tylko przez kilka dni, znajdować spokój na tydzień. Chcę tego mojego własnego szczęścia na dłużej i tak, wiem, że ono jest tylko w moich rękach. Tak jak twoje szczęście jest w twoich. Znajdź je i nie wypuszczaj, a przede wszystkim nigdy z niego nie rezygnuj!


Zobacz także

Fot. iStock/Michał Ludwiczak

8 sygnałów świadczących o tym, że pora zakończyć tę przyjaźń

Fot. iStock / webphotographeer

Nie taka joga straszna, jak ją malują… Nie od razu musisz stać na głowie

Fot. iStock/Remains

Veni, vidi, vici, czyli przybyłam, zobaczyłam i wróciłam. Czego nauczyła mnie emigracja