Czy można uniknąć zaangażowania się w zły związek?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
Fot. iStock/AntonioGuillem
Fot. iStock/AntonioGuillem
 

Czy złej miłości, złej relacji da się uniknąć? Czy można przewidzieć, że związek jest dla nas więcej niż niekorzystny i skończy się katastrofą? Gdyby to było możliwe, udałoby się nam oszczędzić wielu niepotrzebnych emocji, łez i uchronić się przed wieloma życiowymi komplikacjami.

Naukowcy uważają, że są cztery mechanizmy interakcji, które pozwalają nam przewidzieć koniec związku. Są to krytyka, pogarda, ofensywność  i  defensywność. Unikanie złych relacji – i budowanie dobrych – polega na umiejętności wyczucia, w którym momencie zaczynamy wciągać się w owe mechanizmy lub stajemy się ich ofiarami. Oprócz tego, nigdy nie należy zapominać o tym, że związek to wymiana satysfakcjonujących obie strony interakcji, spełniających potrzeby obojga partnerów. Jeśli osoba, z którą się spotykasz nakłania cię do zrobienia czegoś dla niej, nie mając ci do zaoferowania nic, taka interakcja nie zajdzie.

Nie jest egoizmem oczekiwanie, że twoje potrzeby zostaną zaspokojone.

Lekkomyślnością jest natomiast „ślepe” poświęcanie się dla nowo poznanego partnera i udowadnianie mu natychmiast, jak wiele jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Każda wymiana powinna zostać zrównoważona, niekoniecznie z precyzyjną dokładnością – czasem wystarczy jedynie okazanie wdzięczności za coś, co otrzymaliśmy od partnera.

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chcesz zdrowych relacji, unikaj interakcji z osobami, które grożą, obrażają lub w inny sposób manipulują tobą, aby uzyskać coś dla siebie, nie dając w zamian nic wartościowego. Unikaj też traktowania innych w ten sposób. Następnie zbuduj relację, w której zarówno ty, jak i twój partner jesteście sobie w stanie dać coś pozytywnego i zaspokajacie nawzajem swoje potrzeby.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


„Przestań go szarpać”, czyli o tym jak jesteśmy agresywni wobec własnych dzieci

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
Fot. istock / LorenzoPatoia
Fot. istock / LorenzoPatoia
 

Niedziela, słoneczny dzień, ojciec z trzylatkiem wychodzą z kościoła. Tata trzyma dziecko za ucho i wykręca je mocno, za karę. Ma swoje powody: dziecko uciekało mu podczas mszy. Do mężczyzny podchodzi kobieta, mówi spokojnie, ale stanowczo: „Proszę pana, tak nie wolno, to potwornie boli.” Tata nie mówi nic, po chwili pojawiają się dziadkowie chłopca i biorą go na spacer. Ojciec oddycha głośno, wraca do kościoła na spotkanie komunijne starszego dziecka. Trzylatek ufnie chwyta za rękę babcię. Jest już spokojny.

Szarpanie, popychanie, krzyki, klapsy… Każdego dnia jesteśmy wobec naszych dzieci agresywni. Przelewamy na nie nasze frustracje, traktując jak katalizatory emocji. Dzieci są „wygodne” – nie mogą się obronić, nic nikomu nie powiedzą (nie wystąpią przeciw nam, bo jesteśmy dla nich najważniejsi, mimo wszystko) i można im wmówić, że są odpowiedzialne za nasze emocje. To okropnie smutne, to okrutne. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak nasza nieporadność wpłynie na życie tych osób, które kształtują się pod naszą opieką? Czy rozumiemy, że przekazujemy im błędną definicję miłości i troski o bliską osobę?

Jasne, że czasem puszczają nam nerwy. Widzę często zmęczone matki pchające wózki z niemowlęciem i prowadzące za rękę krzyczące przedszkolaki i zbuntowane, starsze dzieci. Słyszę rozmowy pełne agresji i braku szacunku. Uwagi, komentarze, zaczynające się od słów: „Ile razy jeszcze mam ci powtarzać…”, a kończące się stwierdzeniem „Jesteś… (niegrzeczny, okropny, beznadziejny, głupi).

Widzę ojców, którzy podczas spacerów krzyczą na swoje dzieci, bo: zepsuł się rowerek, bo dziecko spadło z rowerka, bo upuściło lody, po które on stał w kolejce całe dziesięć minut, bo dziecko jest śpiące i płacze, bo chciałoby się iść powspinać na placu zabaw, a on zaplanował coś innego, a córka się z tego nie cieszy tak, jak powinna, bo „znowu jest jakiś problem”.

Agresywni rodzice nie rozumieją, że dziecko potrzebuje czasu, cierpliwości, zrozumienia dla jego potrzeb i tego, żeby je wysłuchać. Nie pojmują, że to, co dasz, to i z powrotem dostaniesz. Wydaje im się, że dyscyplina i fizyczny bądź emocjonalny ból to klucz do wychowania, bo wychowanie dziecka to dla nich umiejętność sprawienia, by było posłuszne i dało im „święty spokój”. Nie, to nie jest zbyt surowa ocena.

Przedszkole mojego syna, kilka minut po ósmej. Zdenerwowana mama prowadzi bardzo zaspanego czterolatka na zajęcia. Właściwie nie prowadzi, tylko popycha mocno przed siebie. Za każdym razem, gdy dotyka ramienia syna, przelewa na niego całe napięcie, całą złość.

Tego dnia, po południu, gdy będzie odbierała dziecko do domu, wychowawczyni zwróci jej uwagę: „Franek znów dziś bił kolegów, kiedy tylko coś mu nie odpowiadało. Proszę zwrócić na to uwagę”. Zdziwiona wzruszy ramionami: „Naprawdę nie wiem, skąd u niego ta agresja. W domu trzymamy go krótko”…

Zanim kolejny raz szarpniesz, popchniesz, obrazisz swoje dziecko, zatrzymaj się, weź głęboki oddech. Pomyśl.


9 irytujących uwag, które słyszą ludzie zawierający małżeństwo w młodym wieku

Redakcja
Redakcja
21 kwietnia 2018
Fot. iStock/aldomurillo
Następny

Wiele już powiedziano o najlepszym wieku do zawarcia małżeństwa. Jedni uważają, że najważniejsza jest dojrzałość i stabilizacja w życiu, dla innych natomiast wiek nie gra roli, liczy się wyłącznie uczucie. Teoria, teorią, a życie weryfikuje zasadność każdego związku po swojemu. 

W opinii społecznej zdecydowanie łatwiej w wyścigu do szczęścia mają osoby po studiach, pracujące, mające w dużej mierze uporządkowane życie. Tu wielu wątpliwości nie ma, a bliscy zgodnym chórem życzą nowożeńcom wszystkiego najlepszego. Natomiast nieco inaczej wygląda sytuacja małżeństw, które zawierają ludzie bardzo młodzi, czasem jeszcze nastolatkowie.

W tym przypadku zamiast życzeń padają irytujące pytania i uwagi, bo części obserwatorów w głowie się nie mieści, że oni rzeczywiście mogą być gotowi na ten krok. Niestety gwarancji powodzenia nie ma żadnej, ale tak samo dotyczy to młodszych, jak i starszych kandydatów na małżonków. Zazwyczaj ślub jest głęboko osobistym wyborem, a mimo to, im młodsi ludzie, tym więcej wątpliwości osób postronnych.

9 irytujących uwag, które słyszą ludzie zawierający małżeństwo w młodym wieku 

1. Jesteś w ciąży?

No tak, pierwsze podejrzenie to właśnie ciąża. No bo jaka inna może być przyczyna zawarcia we wczesnym wieku związku małżeńskiego? To musi być wybitnie irytujące, przecież wiele osób buduje związek dłuższy czas, niż przez dwie dyskoteki. Takie lekceważące podejście bywa mało przyjemne, bo młodzi ludzie również mogą być świadomi tego, co wybierają.

2. Wczesny ślub, szybkie rozstanie

Wiek nie musi mieć wiele wspólnego z poziomem zaangażowania w związku. Owszem, rozstanie jest możliwe, ale to zagraża każdemu źle pielęgnowanemu związkowi. Każdy z nas po latach staje się zupełnie innym człowiekiem, więc nikt nie da komukolwiek gwarancji powodzenia.

3. I po co się spieszyć?

Skoro dwudziestolatkowie mogą stworzyć podstawy wspólnego życia — dlaczego mieliby nie poradzić sobie w małżeństwie? Jeśli komuś szkoda czasu na budowanie nieformalnego związku lub ten związek trwa od kilku lat, to dlaczego komentuje się chęć poślubienia ukochanego człowieka?

4. To zła decyzja

Z niewiadomych powodów pewni ludzie, zupełnie nieproszeni, wchodzą w rolę wyroczni, wieszcząc klęskę małżeństwa. Każdy jednak powinien przeżyć życie po swojemu, i to, co jest w oczach jednej osoby beznadziejnym pomysłem, w oczach kogoś innego będzie receptą na szczęśliwe życie.

5. Nie chcecie pożyć?

To jedno z pytań, które sugerują, że tuż po zawarciu związku małżeńskiego, kończy się normalne życie. Nie będzie młodości, nie będzie zabawy, za to szybko przyjdą pieluchy i męcząca codzienność. Ślub, mimo że jest poważnym zobowiązaniem, nie oznacza, że od tej pory para musi wyrzec się wszelkich przyjemności. Można żyć tak jak dawniej, tyle że z obrączką na palcu.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Fot. iStock/mauro_grigollo

Dlaczego on tęskni za tobą dopiero wtedy, gdy orientuje się, że już go nie potrzebujesz

Fot. iStock/piskunov

Bądź jak homar… Bo z każdej, nawet beznadziejnej wydawałoby się sytuacji, jest wyjście

Fot. iStock / jacoblund

Dobre relacje to nie kwestia przypadku czy szczęścia. Oto 9 zasad, które pomogą ci w ich zbudowaniu