Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował. „Jej najwyraźniej jest tak dobrze”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2017
Fot. iStock/Orla
Fot. iStock/Orla
 

Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował? Z ukochanym, który zawsze musi mieć ostatnie zdanie, który musi decydować – zbyt często – za was dwoje? Który, choć kocha, uważa, że sam wie najlepiej, a zapyta cię o to, co myślisz, jedynie po to, by sprawić ci przyjemność. Czy to się może udać, czy da się z tego wybrnąć z godnością i zachowaniem (dla siebie samego i dla drugiej połówki) szacunku?

Znasz ich od dawna. Od dawna obserwujesz „tę sytuację”. Ona – cicha myszka, pogodna i potulna przy nim (bo kiedy jesteście same, jest wulkanem energii i kopalnią niespodzianek). Jakby „uczepiona” jego ramienia. Wpatrzona w swojego partnera jak w wyrocznię. To, co on powie, jest święte. Zawsze pyta go o zdanie, nie podejmuje bez niego decyzji. Dzwoni do niego nawet w sprawie zakupu nowej bluzki. Wolałby, żeby kupiła zieloną czy czarną? On wie, w której wygląda lepiej. A ona wie dzięki niemu. Zawsze woli zapytać. Po prostu.

On – zaradny, zdecydowany, typ bezwzględnego biznesmena, choć z zawodu PR-owiec. W stosunku do niej pobłażliwy, trochę. Czuły, widać, że ją kocha (czy to miłość zaborcza, pragnąca by nie widziała poza nim świata – dosłownie?). Apodyktyczny – wiele razy słyszałaś jak mówił do niej TYM tonem. „Kotku, może już powinniśmy się zbierać?”. Ty wiesz, że można to powiedzieć inaczej. Na wiele sposobów. On mówi to tak, że twoja przyjaciółka natychmiast zrywa się z krzesła i zaczyna ze wszystkimi żegnać. Jakby potajemnie nacisną jakiś guzik, uruchomił jakąś maszynerię. Ty być zaraz trzasnęła go talerzem w głowę. Nie będzie do ciebie tak mówił i już, co on sobie wyobraża.

Zdominował ją – stawiasz diagnozę. Rozmawiasz o tym inną przyjaciółką. Zgadzacie się, że ona przy nim nie jest sobą, dopiero kiedy go nie ma, odreagowuje. Co też musi się dziać w ich domu – wyobrażacie sobie. Chcecie pomóc, wyrwać ją z tego dramatu (tak, na pewno jest tam dramat i przemoc), próbujecie namówić do zwierzeń. Ale ona uparcie mówi, że nie wie o co wam chodzi. Bo JEST szczęśliwa, wszystko jest w porządku. Dobrze jest. W życiu nie chciałaby być z nikim innym. To jej wymarzony facet, jej wymarzony związek. Początkowo nie wierzysz, myślisz, że to syndrom ofiary, szukasz nawet siniaków. Tymczasem lata mijają, a nic niepokojącego się nie dzieje. Ona nie blednie i nie chudnie w oczach, przeciwnie wygląda na szczęśliwą. I mimo, że trudno ci to zaakceptować (bo nic tu ci się „wewnętrznie nie zgadza”), wiesz, że to nie pozory. No jak ona może z nim, w tym wszystkim wytrzymać? Jak ona to znosi?

Ale prawda jest taka, że to ty nie mogłabyś żyć w „takim” związku. To tobie nie odpowiadałby ani taki mężczyzna, ani rola „słabej, niezdecydowanej”. To ty wybrałabyś inaczej (i mam nadzieję, wybrałaś). Jej najwyraźniej jest z tym dobrze, choć ty tego nie rozumiesz. Nie zrozumiesz, bo jesteś inna, bo czego innego w relacji z mężczyzną potrzebujesz, oczekujesz. I dobrze. Tylko pozwól innym żyć ich bajką.

Oczywiście, wiele z nas dorastało obserwując jak bardzo nasze matki zostały zdominowane przez swoich partnerów. Albo odwrotnie – jak postacią dominującą były w naszym domu właśnie kobiety, a mężczyzna – cichy, milczący „pantoflarz” jedynie potulnie spełniał ich oczekiwania. Jednak i jemu było z tym dobrze. Kiedyś mówiło się o takich parach: „dobrali się”, pasują do siebie. A oni byli szczęśliwi na przekór wszystkim.

To nie jest proste. Żeby żyć z dominującym partnerem i być naprawdę szczęśliwym, trzeba po prostu tego chcieć. Trzeba mieć taką osobowość, która potrzebuje się wesprzeć na ramieniu kogoś silniejszego. Trzeba widzieć miłość właśnie w taki sposób. By to się udało, potrzebne nie tylko wielkie uczucie i zapatrzenie w partnera, ale i mądrość obu stron i miłość do samego siebie. Kochaj samą siebie, a będziesz potrafiła wyznaczyć nieprzekraczalne granice. Jedną z nich jest szacunek. Tu gdzie go nie ma, zaczyna się przemoc i cierpienie, a kończy się związek.

Związek z dominującym partnerem nie zawsze oznacza, że jesteśmy mniej ważni, skrzywdzeni, słabi albo wygodni. Nie oceniajmy innych, póki nie mamy pewności, że komuś dzieje się krzywda. Nie uczmy innych jak i kogo mają kochać.


Przestań być miła i nieustannie pomagać innym. Zasługujesz na szacunek i uwagę

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 października 2017
Fot. iStock/Massonstock
Fot. iStock/Massonstock
 

Podobno mili i grzeczni ludzie zawsze na metę przybiegają ostatni. Czy tak jest faktycznie? To zależy, czy jesteś miły, ale szanujesz siebie i respektujesz swoje potrzeby czy pozwalasz się wykorzystywać. W domu często nam mówiono: „Bądź miła”, „Bądź grzeczna” tłumiąc w nas wszystkie przejawy naszej autentyczności, chęci wyrażania swoich emocji, sprzeciwu i buntu na zachowania, których nie chciałyśmy akceptować.

Dzisiaj kim jesteś? Tamtą małą dziewczynką, która jest miła i wszyscy z tego korzystają, czy miłą, ale potrafiącą określać i stawiać granice?

Pomyśl, czy masz problem z mówieniem „nie”, kiedy ktoś cię o coś prosi i choć tobie nijak to nie pasuje, to jednak się zgadzasz po chwili tego żałując?

A może boisz się odrzucenia, jeśli odmówisz, jeśli powiesz, że z czymś się nie zgadzasz lub na coś nie masz ochoty?

Czy często rezygnujesz ze swoich planów na rzecz innych ludzi, biorąc pod uwagę to, na co oni mają ochotę, a nie ty?

Jak często milczysz nie zabierając głosu w dyskusji, z której opiniami kompletnie się nie zgadzasz uznając swój głos za nieważny?

Będąc miłą robisz coś wbrew sobie? A przecież można być miłym w zdrowy dla ciebie sposób, tak by nie czuć się wykorzystywanym, tylko szanowanym za to, kim jesteś.

Praktyka samooceny – poznaj swoje prawa

To nie jest tak, że jeśli żyjesz w grupie, w społeczeństwie, to musisz się do innych dostosować w pełni. Nie jest też tak, że dbając o siebie i swoje potrzeby zostaniesz zepchnięta na margines. Wśród ludzi każdy z nas ma swoje prawa. Ty masz prawo do ustalenia swoich priorytetów i dbania o nie. Masz prawo powiedzieć „nie” bez poczucia winy chroniąc siebie przez nadmiernym wykorzystywaniem. Masz prawo wybrać zdrowe dla ciebie relacje. Masz prawo mówić, co czujesz, z czym się nie zgadzasz. Nie krzykiem, agresją, ale spokojnie, właśnie miło, nikt nie każe ci z mieczem i tarczą walczyć, tylko naturalnie zadbać o siebie.

Zmieniaj swoją postawę, masz do tego prawo

Istnieje różnica między byciem miłym, ponieważ chcesz, a bycie miłym dlatego, że musisz. Skąd ten przymus? Bierze się z negatywnych myśli i emocji.

Na przykład:

Myślisz: „Jestem samolubny, bo nie pomagam znajomym przez cały czas”.

Negatywna emocja: poczucie winy

Myślisz: „Nie będzie mnie akceptować/lubić, jeśli nie zrobię tego, czego chce”.

Negatywna emocja: strach przed odrzuceniem

Jeśli jesteś miłą osobą, której owo „miłe” szkodzi, powinnaś wiedzieć, że nikt nie powinien być miły przez cały czas. To nie jest ani racjonalne ani realne. Zamiast myśleć negatywnie i wyzwalać w sobie takie same emocje. Pomyśl:

„Jeśli pozwolę sobie na czas dla siebie, mogę lepiej o siebie zadbać, a w efekcie także o innych”.

„Jeśli traktuję siebie z szacunkiem, inni też mnie szanują, nie pozwalam się wykorzystywać”.

Bycie miłym nie oznacza robienia wszystkiego dla innych

Są dwa sposoby na bycie miłym. Możesz być przyjazna i uprzejma dla ludzi albo być miła robiąc wszystko to, o co poproszą cię inni. I oczywiście, że możemy pomagać, dopóki nie są naruszane nasze granice. Pomimo tego, że jesteśmy mili, mamy prawo decydować o tym, co chcemy zrobić, a czego nie. To bycie miły, ale też delikatnie stanowczym. Steve Jobs mówił, że nasz czas jest ograniczony, więc nie marnujmy go na życie życiem kogoś innego. Odróżnij bycie dobrym dla ludzi od konieczności nieustannego robienia dla nich różnych rzeczy.

Nie staraj się zadowolić wszystkich

Nie można zadowolić wszystkich w jednym czasie – to już chyba wiesz i nie jest to twoją porażką, tego się po prostu nie da zrobić. Czasami trzeba powiedzieć „nie”, by ktoś w końcu sam o siebie zadbał, a nie liczył tylko na twoją pomoc. Uprzejmi ludzie dający się wykorzystywać często nie mają szacunku wśród innych, a przecież na ten szacunek zasługują. A ci, którzy są szanowani, mają luksus bycia miłym. To znowu moc w mówieniu „nie” i ustalaniu własnych priorytetów. W pierwszej kolejności zadbaj o to, by pomoc, którą oferujesz, była naprawdę doceniana. Nie ma w tym nic złego.

Nie jesteś odpowiedzialna za to, jak czują się inni

Czasami czujemy się zobowiązani do robienia różnych rzeczy dla innych, ponieważ chcemy, żeby poczuli się lepiej, mamy świadomość, że jest im źle. Może to wynikać również z twojego niepokoju, jak ktoś zareaguje, jeśli nie dostanie tego, czego chce. I jasne, możesz pomóc, ale uważaj, bo jeśli robisz to cały czas, wpadasz we współzależność, w której szczęście innych staje się twoją odpowiedzialnością i ciężarem.

W takich sytuacjach ważne jest, by pamiętać, że dopóki jesteśmy sprawiedliwi, rozsądni i sumienni, nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia innych ludzi.

Naucz się, jak być być traktowanym z większą uwagą i szacunkiem.


7 filmów, które poprawią ci nastrój, niezależnie od tego, który raz je oglądasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2017
Fot. istock/martin-dm
Fot. istock/martin-dm
 

Zaczęło się! Wieczory są coraz dłuższe, dni coraz bardziej deszczowe… Smutno się robi i potrzebujemy czegoś, co poprawi nam nastrój. Na „raz, dwa, trzy” zawijamy się więc w ciepły kocyk i włączamy film. Jeden z tych, które widziałyśmy już sto razy, ale dobrze wiemy, że i za sto pierwszym „zadziała” jak trzeba. W kącikach ust pojawi się uśmiech, wylane podczas seansu łzy pomogą nam się oczyścić ze złych emocji, a w sercu zrobi się jakoś tak… cieplej. Przed wami subiektywny przegląd tytułów, które świetnie nadają się, jako jesienny środek terapeutyczny.  Komentarze i nowe propozycja mile widziane.

1. „Przed wchodem słońca” (1995)


Dwie, zupełnie osoby obce nagle stają się sobie bardzo bliskie. Chociaż mogą być razem tylko przez chwilę, potrafią to wykorzystać.

2. „Nietykalni” (2011)

To opowieść ciepła, wzruszająca i zabawna, a na dodatek… prawdziwa. Przywraca wiarę w cuda. Naprawdę.

3. „Billy Elliot” (2000)


Billy, chłopiec z rodziny robotniczej, odkrywa, że ​​jego marzeniem jest zostać tancerzem. Musi przełamać panujące w swojej klasie społecznej stereotypy. Nigdy nie rezygnujcie z marzeń!

4. Zielona Mila (1999)


Może was zdziwi ten wybór, ale dla mnie „Zielona mila” to film pełen magii, w najmniej niespodziewanych momentach.

5. „Deszczowa piosenka” (1952)

Klasyk, który mogę oglądać w nieskończoność. Dla tańca, zabawnych dialogów, elegancji aktorów i świetnego, inteligentnego humoru.

6. „Amelia” (2001)

Bo przywraca wiarę w cuda, wtedy kiedy już w nie nie wierzysz. Bo sprawia, że zaczynasz zauważać i doceniać szczegóły. Bo Paryż i śliczna Audrey Tautou.

7. „Zaplątani” (2010)


Nie pytajcie „dlaczego”. Pewnie każdy z nas, dorosłych, ma swój ulubiony rysunkowy film, na którym płacze jak bóbr i śmieje się najgłośniej ze wszystkich. Pewnie każdy potrzebuje znów na chwilę być dzieckiem…


Zobacz także

Fot. iStock / knape

Kochana Córeczko, bo ty jesteś moim światem, a ja twoim domem

Fot. Picjumbo / Victor Hanacek / CC0 Public Domain

„Jeśli kochacie waszego faceta, nie machajcie ręką dla świętego spokoju. My wtedy też myślimy, że wam już nie zależy”

Chcesz szybko schudnąć i za bardzo się nie zmęczyć? Idź na rolki!

Chcesz szybko schudnąć i za bardzo się nie zmęczyć? Idź na rolki!