Możesz przestać dbać o porządek. Potrzebujesz wymówki, żeby nie sprzątać? Bałagan sprzyja kreatywności!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 sierpnia 2017
Fot. iStock/gilaxia
Fot. iStock/gilaxia

Rozejrzyj się wokół miejsca, w którym jesteś. Ja, przyznaję się bez bicia, muszę zobaczyć porozrzucane po podłodze i stole książki, dwa kubki po kawie i butelkę z wodą. Kiedyś się bardzo starałam, żeby jednak miejsce, gdzie pracuję było uporządkowane. Matko, jak ja się nakombinowałam – szufladki, segregatory, każdy pomysł utrzymania porządku musiałam wypróbować, po czym i tak kończyłam na biurku z porozkładanymi na kartkach notatkami, przyklejonymi w różnych miejscach wiadomościami. Od jakiegoś czasu usilnie próbuję nauczyć się korzystać z kalendarza, w którym będę wpisywać wszystko, co mam do zrobienia… Jak na razie z miernym skutkiem.

Może też i dlatego tak bardzo ucieszyły mnie badania, na które się natknęłam. Otóż za sprawą prowadzonych obserwacji przez Kathleen Vohs – profesor na Uniwersytecie w Minesocie i jej kolegów, ustalono, że przebywając w mało uporządkowanym pomieszczeniu stajemy się bardziej kreatywni, otwarci na to, co nowe. Przeprowadzono kilka eksperymentów. W laboratorium stworzono pomieszczenie, w którym każda rzecz ma swoje miejsce, książki, notatki są równo poukładane, podczas gdy w drugim – każda rzecz ma właściwie przypadkowe miejsce.

Podczas jednego z badań poproszono biorących udział o wymyślenie nowych zastosowań piłek do tenisa stołowego. Powstało właściwie tyle samo pomysłów – zarówno w pokoju uporządkowanym, jak i tam, gdzie panował bałagan. Tyle tylko, że pomysły tych z drugiego pomieszczenia zyskiwały większą aprobatę, były kreatywne, zaskakujące, budzące ciekawość.

Podczas badań okazało się, że porządek skłania ludzi do robienia tego, czego się od nich oczekuje. Widać to było przy innym eksperymencie, kiedy uczestnicy badania zostali poproszeni o wypełnienie kwestionariuszy – tu również zostali przydzieleni do pomieszczeń, gdzie było czysto i gdzie był bałagan. Po wypełnieniu dokumentów mogli przekazać środki na cele charytatywne, a następnie wyjść i poczęstować się słodyczami lub owocami. Co się okazało – osoby, które z uporządkowanego pomieszczenia były skłonne więcej pieniędzy oddać na akcje charytatywne, a po wyjściu sięgały po owoce, a nie słodycze. Zachowywały się tak, jak od nich tego oczekiwano, wybierały to, co jest lepiej oceniane przez społeczeństwo.

Był jeszcze jeden eksperyment – w obu pomieszczeniach ustawiono koktajle, które mają wpływać korzystnie na nasze zdrowie. Przy jednym zestawie umieszczono kartkę z napisem „klasyczne”, przy drugim „nowość”. Co ciekawe, te osoby, które przebywały w bałaganie wybierały „nowość”.

Jak pokazują badania, kiedy przebywamy w uporządkowanej przestrzeni działamy w sposób konwencjonalny, często przewidywalny, odpowiadający normom społecznym. Bałagan natomiast budzi w nas ciekawość, pobudza wyobraźnię i sprawia, że jesteśmy otwarci na wszystko, co nowe.

To jak? Kto z was zaczął właśnie sprzątać swoje biurko, a kto dał sobie spokój?


źródło: www.nytimes.com, www.psychologicalscience.com

 


8 sytuacji, kiedy powinnaś milczeć i siedzieć cicho

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 sierpnia 2017
fot. iStock/ jacoblund
fot. iStock/ jacoblund

Choć to niepopularne i może dziwić – w końcu cały świat namawia cię, by być „hej do przodu”, stawiać na swoim i głośno wyrażać własne zdanie – to dzisiaj każemy ci milczeć i siedzieć cicho. Tak, dobrze widzisz. Nie bez powodu mówi się, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Gdybyśmy rozumieli, że cisza jest równie ważna jak wypowiadane przez nas słowa, a milczenie jest  w niektórych sytuacjach bardziej odpowiednie i może zdziałać dużo więcej, wszystkim nam żyłoby się o wiele lepiej. Czas więc na lekcję milczenia – przyznacie sami, że niejednemu by się przydała.

Milcz, gdy nie znasz wszystkich faktów

Jeśli nie jesteś czegoś pewna, wydaje ci się, masz jedynie cień podejrzeń, to poczekaj, aż będziesz pewna zanim podzielisz się swoimi przemyśleniami z innymi.

Gdy możesz kogoś zranić

Czy naprawdę twoja potrzeba powiedzenia na głos tego, co myślisz, jest aż tak silna, że nie liczysz się z uczuciami innych? Pamiętaj, że słowa ranią równie mocno, co zadane ciosy! Pomyśl czasem o innych i trzymaj język za zębami.

Gdy czujesz, że to może cię zawstydzić

No i po narażać się na zawstydzenie i dziwne spojrzenia znajomych? Jeśli podskórnie czujesz, że lepiej się nie odzywać i milczeć, to posłuchaj swojej intuicji. Lepiej nic nie mówić, niż powiedzieć o kilka słów za dużo.

Kiedy to nie ty powinnaś mówić

Nie wyręczaj innych, nie wchodź w ich rolę, nie bądź na siłę adwokatem innych. Co innego stawać w czyjejś obronie i wspierać go, a co innego wtrącać się i wściubiać nos w nie swoje sprawy! Czasami to nie do ciebie należy mówienie, więc milcz i pozwól innym się wypowiedzieć.

Kiedy nie masz nic do powiedzenia

Cisza cię nie zabije, choć bywa, że czujemy się z nią niekomfortowo. Często jednak lepiej chwilę pomilczeć, niż peplać bez sensu, ładu i składu.

Gdy emocje zaczynają brać górę nad rozsądkiem

Jeśli czujesz, że twoje negatywne emocje przejmują nad tobą kontrolę, daj sobie chwilę na ich opanowanie i uspokojenie. Często pod wpływem gwałtownych uczuć mówimy o jedno słowo za dużo, a potem gorąco tego żałujemy – niestety, raz wypowiedzianych słów nie da się już cofnąć.

Gdy ktoś cię o to prosi

Słuchaj innych i nie lekceważ ich potrzeb lub wyrażonych wprost próśb. Jeśli ktoś daje ci znaki, że czas przestać gadać, to po prostu to zrób! Zadziwiająco wiele osób ma z tym problem i wydaje im się, że jeśli nic nie mówią, to tak, jakby nie istnieli.

Gdy zamierzasz kogoś obrazić, skrytykować lub plotkować

Dobra zasada mówi o tym, że o nieobecnych mówi się dobrze albo wcale. Nie obgaduj innych za ich plecami i zastanów się, czy to samo byłbyś w stanie powtórzyć patrząc im prosto w oczy, jeśli nie – lepiej zamilcz.

Zapisz

Zapisz


Jak u Bridget Jones w łazience. Czyli testujemy tajemniczy kubeczek menstruacyjny!

Redakcja
Redakcja
3 sierpnia 2017
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne

Słuchaj, taka sprawa jest…

Jeśli ktoś zaczyna rozmowę w ten sposób, raczej nie wróży to nic dobrego. Włosy na karku stają dęba i trudno się dziwić, bo potem może być już tylko gorzej.

„Pisałyśmy o takich kubeczkach na miesiączkę, pamiętasz?”. Pamiętam, koleżanka sprawdzała takie cudo i wychwalała pod niebiosa… „ale ciekawa jestem, a ty pewnie też, jak to właściwie działa”  – zapikało na telefonie i wyświetliło się dumną, pogrubioną Helveticą… „… bo tak sobie myślałam” – mrugał kolejny wers maila – „że w sumie to mogłabyś to przetestować, no i zamówiłam taki kubeczek do redakcji…”.

„Uciekaj, uciekaj” – krzyczy moja głowa. Odpisz szybko: „cześć jestem bardzo złym złodziejem, który ukradł ten telefon i dlatego jego właściciel nigdy nie przeczyta tej wiadomości” – ale było już po tzw. ptakach. Wiecie, jakie jest moje przekleństwo? Ciekawość!

Jeszcze nigdy czekanie na listonosza nie odbywało się w takim napięciu 😉

A co jak wypadnie??? – dudniło mi w głowie – nie myśl, babo, nie myśl, spróbujesz – zobaczysz – sama siebie uspokajałam. No i przyszedł i listonosz, i kubeczek, a nawet listonosz z kubeczkiem. – Dzień dobry, dzień dobry, a co to, coś na wakacje? – zagruchał o poranku,  a ja z bardzo płonącym polikiem, odparłam: „tak, takie rękawki dla dzieci” i prawie zamknęłam mu drzwi na nosie. Ale do rzeczy, stałam przed wyzwaniem!

Nasz testowy kubeczek przywędrował do nas z www.drogeria-ekologiczna.pl. Wybór okazał się trafiony – po pierwsze, sklep zawiera bardzo szeroką ofertę różnych marek i modeli ( i kolorów, i rozmiarów, i woreczków, i gadżetów i… długo by wymieniać zobaczcie sami 😉 ), po drugie, przemiła i fachowa obsługa pomogła wybrać „ten odpowiedni”, takim żółtodziobom, jak my 😉 .

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Pierwsze wrażenie – niedowierzanie

Kubeczek okazał się ładny. Nie łypał na mnie groźnie, choć nieco przerażona byłam jego rozmiarem – no nie wypadnie – pomyślałam – ale jak ja to TAM wpakuje???

Nie było na co czekać, bo miesiączka nie czekała. Punkt pierwszy eksperymentu – wygotować przed użyciem 2-5 minut. Checked!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

 

Użyć.

Hmmm. Moja chwila prawdy, ale nie ma tu miejsca na tchórzostwo. Ponieważ zrobiłam dokładny rekonesans kubeczkowy w sieci, wiedziałam, że mogę potrzebować czasu na znalezienie swojego sposobu aplikacji (można zakładać go na stojąco, w kucki lub opierając jedną nogę np. o wannę). I tu miłe rozczarowanie – aplikacja okazała się prosta i wbrew pozorom kubeczek stał się kubeczkiem, choć przez chwilę przed założeniem przezywałam go w myślach „wiadrem”.

Żeby założyć kubeczek wystarczy złożyć go wzdłuż w palcach, umieszczony w pochwie (wiem, nie lubimy słowa pochwa, ale właśnie tam powinien się znaleźć), sam rozwija się i umiejscawia.

Udało się go założyć i to dobrze za pierwszym podejściem. Faktycznie po puszczeniu zwiniętego kubeczka, sprytnie się rozwinął i pach, został, gdzie zostać powinien. Nie byłam oczywiście od razu taką optymistką – zostawię podpaskę, na bank będzie przeciekał – pomyślałam. Nie przeciekał, ale każdemu polecam na początku kubeczkowego romansu, zostawić sobie taką furtkę, wystarczy wkładka na wypadek awarii.

Co ciekawe, kubeczek ma na dole mały ogonek, ze względu na różnorodną fizjonomię kobiet, może u niektórych pań wystawać i uwierać –  na to również jest rada, wystarczy go przyciąć.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

I teraz przechodzimy do momentu kulminacyjnego. Opróżnianie kubeczka.

Nie myślcie, że było łatwo, nie było! Zachęcona pierwszymi sukcesami, dumna i blada, nie doceniłam siły kubeczka. Bo ten trzymał się w najlepsze i faktycznie (jak donosiła internetowa poczta pantoflowa) trzeba dać sobie czas na naukę usuwania kubeczka menstruacyjnego – szczególnie, gdy nie żałujemy mu zawartości.

Z pewnością warto do kubeczka dokupić gadżety, czyli fajne, małe nakładki na paluszki, żeby się nie ubrudzić, i początki przygody z tym gadżetem przeżywać nad toaletą.

Ja korzystałam ze zwykłych jednorazowych rękawiczek.

Przyznaję, że z każdym opróżnianiem nabierałam wprawy. Za dwa, może trzy cykle, liczę na jakiś medal z pieczątką Pani Perfekcyjnej.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

O czym jeszcze warto wspomnieć?

Czy czuć założony kubeczek?

Prawidłowo dopasowanego kubeczka i dobrze założonego – nie czuć. Przez chwilę podczas jego usuwania, bo wtedy kubeczek jest rozłożony, można poczuć pewien dysonans. Ale nie jest to zabieg w żaden sposób bolesny, zwyczajnie za pierwszym razem się tego nie spodziewałam.

Jak czyścić???

Trzeba dbać o higienę tego cacka, ale nie jest to w żaden sposób angażujące. Wystarczy go dokładnie umyć wodą i mydłem lub specjalnym środkiem myjącym (nie używamy detergentów, jeśli korzystacie z mydełka, koniecznie wybierajcie produkty bezzapachowe nie zawierające olejów, o pH pomiędzy 3,5 a 5,5), a na zakończenie każdej miesiączki wysterylizować i wygotować. Spryciarz jest czysty i schludny, nie zmienił koloru, ani zapachu.

Żel do czyszczenia kubeczka, kupicie w drogerii – tutaj. Do czyszczenia kubeczka w podróży i poza domem można wykorzystać specjalne chusteczki (klik) – jak widzicie, gadżetów, które jeszcze bardziej ułatwią korzystanie z kubeczka menstruacyjnego, jest całkiem sporo.

Gładka powierzchnia ułatwia czyszczenie. Żeby kubeczek mógł wytworzyć podciśnienie i dobrze się „przyssać”, ma na górze kilka niewielkich otworków – należy pamiętać, by były czyste, jeśli się zatkają łatwo można je wyczyścić nieostrą stroną igły lub poświęcając na ten cel jedną spinkę/wsuwkę do koka (to już moja praktyczna obserwacja i tip 😉 ).

Z ciekawostek

Jeżeli jesteście w sytuacji kryzysowej, wystarczy wytrzeć go papierem lub chusteczką. Nie musiałam tego testować, bo zawsze pod ręką miałam swoją łazienkę, ale podejrzewam, że w tym patencie kempingowym chodzi o to, by nie poplamić niechcący bielizny czy ubrań, jeśli kubeczek ubrudziłby się zewnątrz podczas opróżniania.

Kubeczek na warsztacie, czyli parametry techniczne miesiączkowego Lamborghini

Mój kubeczek, to piękny niebieski model marki LadyCup (rozmiar L, czyli dla pań, które wydały już na świat potomstwo). Kubeczek zamówiłyśmy w Drogerii Ekologicznej – ciepło pozdrawiamy, bo to dystrybutor marki i sporo uwagi poświęca fachowemu poradnictwu (polecamy blog o kubeczkach i sklep – mają też inne, piękne kolory).

Kubeczek wykonany jest lekarskiego silikonu. Jest bardzo wytrzymały (wiem, bo o mały włos podczas wygotowywania nie puściłam go z dymem – garnek pożegnałam, kubeczek pozostał niewzruszony). Ma gładką powierzchnię, dzięki czemu naprawdę łatwo go wyczyścić. Wpływa to również na higienę i żywotność produktu. Producent deklaruje, że właściwie zadbany posłuży nawet 15 lat! Tego nie wiemy, jesteśmy dopiero na początku tej drogi.

Cena to około 100 złotych. Niemało, ale jednak jeśli ma nam posłużyć przez parę dobrych lat, okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Czy sprawdza się w ruchu?

Tak. Nie uprawiałam żadnych ekstremalnych sportów i nie biegałam maratonów, ale jestem po dziesiątkach szybkich spacerów z psem, bieganiem za dzieckiem, które jeździło na rowerze i milionach podsadzeń na atrakcje okolicznego placu zabaw. Skłony, przysiady, sprzątanie, bieg za autobusem. A nawet gimnastyka na osiedlowej, podwórkowej siłowni w wersji light. Wszystko to nie ruszyło kubeczka. Nie miałam również żadnego problemu czy dyskomfortu podczas wizyt w toalecie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Czy zostanę z kubeczkiem?

Trudne pytanie. Ale prosta odpowiedź, zamierzam wyeksploatować „drania” najlepiej jak można. Wbrew pozorom, okazał się wybawieniem przy obfitych krwawieniach, kiedy klasyczne środki higieniczne nie dawały rady. Zawsze, absolutnie zawsze coś się brudziło, przeciekało, nie wystarczało itd. Kto ma obfite i długie miesiączki, ten zrozumie. Kubeczek za niezawodność dostaje piątkę. Sobie też dam piątkę za odwagę i pilność.

Zawracam mu honor. Zakumplowaliśmy się. Nie wiem, czy odważyłabym się na podróż z kubeczkiem, bo aż tak dobrze się jeszcze nie znamy, na razie poczucie, że w razie wypadku jestem na swoim terenie to moja polisa bezpieczeństwa, ale zamierzam testować dalej!

Następne wyzwanie? Mam w planach wypróbować kubeczek na noc (kubeczek może pozostawać w … ciele 😉 do 12 godzin), kto wie, może wreszcie odczaruje moją klątwę, która od zawsze ciąży na białych prześcieradłach?

Jeśli jeszcze się zastanawiacie nad tym, czy zaufać kubeczkowi – odwiedźcie koniecznie tę stronę i zobaczcie, jakie są ładne!

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Zobacz także

5 zachowań, które niszczą nam życie. Sprawdź, czy nie jesteś dla siebie toksyczna

5 zachowań, które niszczą nam życie. Sprawdź, czy nie jesteś dla siebie toksyczna

Fot. iStock / piranka

Poranek na 5! Jak nie tracić czasu na poranne szykowanie się do wyjścia?

Fot. iStock / gpointstudio

10 porad jak zmotywować się do treningu