Mówiłeś, że nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam

Seksualnie
Seksualnie
2 grudnia 2016
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm

Piszę do ciebie…

…to czego już pewnie nigdy nie zdołam powiedzieć.

Nie dlatego, że nie zdążę, że nagle stwierdziłam jak bardzo nie warto. Bo czas nie stoi w miejscu, płynie jak rzeka i zabiera po drodze wszystko, co stoi przy brzegu. Mnie też zabrał, razem z tymi od blisko trzech lat skrywanymi uczuciami. I odwagę zabrał, tę do patrzenia w twoje nad wyraz mądre i łagodne oczy. Te, które za każdym razem, gdy lądowały na moim ciele były milsze, niż najmiększy koc.

Dziś papier wchłonie każdą moją łzę, bo ten ostatni raz, nie zrobi tego twoja błękitna koszula. Pamiętam, gdy pakowałeś się na to służbowe spotkanie i stałeś w niej, w przedpokoju. I ciągle pytałeś, który krawat i czy dobrze wyglądasz. A ja się śmiałam, że nie wiem, bo jestem już przy twojej marynarce. Tej,  którą ściągam z ciebie pośpiesznie w hotelowym pokoju. I mówiłeś jak bardzo nie chcesz tam jechać, a ja już wtedy czekałam na twój powrót. I te burzę też pamiętam, te z zimnym deszczem, który padał tak intensywnie aż bolała mnie skóra. Gdy jak piorun uderzały prosto w serce twoje słowa, że jesteś zmęczony bo moja miłość jest jak maraton. Jak bieg z niewidzialnymi ale istniejącymi przeszkodami. I te powroty, gdzie nie wytrzymywałeś i pisałeś SMS-a: Mała, jesteś tam jeszcze? Bo ja wciąż tak…

I myślę o tym, że tak mnie drażniły te twoje dziwactwa. Ta obojętność tłumaczona przeziębieniem, te wszystkie ważniejsze ode mnie sprawy. A tyle ich było, bo biuro i wymagający szef i pasje, które przecież dobrze jest mieć. Te noce pamiętam samotne, gdy zagryzałam wargi wmawiając sobie, że to ostatni raz, że rano ci powiem. Że nie chce tak dłużej, że przecież blisko 400 kilometrów różnic między nami, bo ty nadal się boisz tego, o czym ja marzę. Wspólnej sypialni i obiadu przy jednym stole. I naszego nie zapłaconego na czas rachunku i szklanki rozbitej w kłótni o rozrzucone skarpetki. Ale świt zabierał złość i zamiast „żegnaj” pisałam „zostań”. A   ty mówiłeś, że i tak nie miałeś zamiaru odejść. Bo nigdy nikogo tak nie kochałeś i z nikim innym tak ci nie było. I gdy budziłam się z krzykiem w nocy, wyrwana z koszmaru, o którym tylko ty wiedziałeś, szeptałeś, że jesteś. I, że zawsze będziesz, nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam.

Patrzyłam przez ostatnie miesiące jak znikasz, jak mijasz drogę po której szliśmy razem. Jak wsiadasz do innych niż ja wagonów i wysiadasz na innej stacji. I nic nie robiłam, myślałam naiwnie, że ludzie tworzą miejsca, ale tylko wtedy, gdy nie chcesz zatrzymać ich na siłę. Więc stałam przy tobie, ale już z boku, łatwa do odcięcia jak niewygodna postać z rodzinnej fotografii. I czekałam. I gdy w końcu po dniach milczenia, po godzinach duszącego strachu stanąłeś w progu i usłyszałam – spróbujmy, przecież cię kocham – pomyślałam, że czasem warto. Bać się, ale przeczekać.

I każdą sekundę potem pamiętam.  Gdy twoje dłonie i oddech był wszędzie a usta zapewniały, że dobiłam do brzegu. Że już nie będę musiała się miotać i walczyć, ze swoimi demonami. Tymi zamkniętymi w szklanej butelce i paczce leków na sen, bo noce przestały mnie straszyć. Bo twoja dłoń, potrafiła przedrzeć każdy mój mrok.  Że już nie muszę uciekać ani szukać, bo mam wszystko gdy patrzę na twoją spokojną, piękną twarz.

I przestały mnie przerażać te chłodne poranki, gdy bałam się otworzyć oczy i odkryć.

I słoneczniki kwitły zimą a Boże Narodzenie było latem, bo byłeś, bo jeden twój dotyk to sprawiał. To, że tylko słońce i błękit nieba płynął w moich żyłach a serce zwolniło bieg.

I moje oczy nabrały blasku i krok stał się pewniejszy. Bo gdy kocha nas ktoś, o kim śniliśmy od lat to nie mając nic, nagle posiadamy wszytko.

I bezpieczeństwo czułam, przez spójność naszych oddechów, gdzie mój wydech to twój wdech.

I miały być tylko nasze dni, a przyszły osobne noce.

I  zima w środku sierpnia, gdy jedną wiadomością skończyło się wszystko. Jak gwałtownie zgaszony płomień, gdy chłodny wiatr wdziera się otwartym oknem.

I pakowałam twoje rzeczy. Nie do naszego, wspólnego jeszcze niedawno „na zawsze”. I odsyłałam, do tylko twojego „tak będzie lepiej”.

Siedziałam, tępo patrząc w ścianę i przypominało mi się, jak nigdy nie kupiłeś mi kwiatów. Twoje zimno do mnie wracało, gdy błagałam o choć jedno słowo i dostawałam kary złożone z wymownego milczenia. Bolały jak razy, wymierzane prosto w twarz. I twoje nerwy nie wiadomo o co, rozdrażnienie brakiem spokoju, który ciągle zabierałam. I to jaki oschły bywałeś i wk**wiająco do granic cwany.

I gdy stawiałeś swoje zachcianki ponad nas. Gdy gryzłam palce w szpitalnym łóżku a ty pisząc – nie przesadzaj – znikałeś na dwa dni. I myślałam wtedy jak dobrze, że pozwoliłam ci iść, że nie prosiłam byś został. Bo nie wart byłeś niczego z tego, co mogłam ci dać. I żyć nawet zaczęłam i znikać w obcej pościeli. Pod cudzym prysznicem, zmywając z siebie noc i intensywny świt. I wciąż w kółko, ciągle tak samo łapałam się na szukaniu. Zapachu twoich włosów, miękkości twoich dłoni, w których chowałam twarz. I pomyślałam, że nie odszedłeś, że nadal tu jesteś, że ciągle cię trzymam. Kurczowo, bez sensu śniąc o tym, że wracasz. Że stajesz w moich drzwiach i mówisz, że już nigdy. Że teraz już tylko zawsze. Na zawsze.

Gdy siedziałam wczoraj na parapecie i myślałam, że padający śnieg ma w sobie coś niezwykłego, bo zakrywa całą szarość i zło, zrozumiałam. Że już tak wiele dostrzegłam, że tyle w sobie odpuściłam. I, że już tak dawno ci wybaczyłam, przestałam czekać i szukać w innych oczach. I tyle przeszłam i tak wiele drzwi zamknęłam. Że będąc osobno, też można być razem. I, że czas już sobie pozwolić. Bo ty odszedłeś, a ja nadal tu tkwiłam. A gdy oczekujesz zbyt długo, to nagle orientujesz się, że już dawno przestałeś kochać. I, że czas jak rzeka zabiera po to, żeby nie wchodzić do niej kolejny raz. Bo są odejścia, które nie czekają na powrót.

Tak jak na ciebie, przestałam czekać ja.


Ponoć nic tak nie rozgrzewa, jak nadal wspólna, a jednak obca pościel. Czas na zmiany w sypialni!

Seksualnie
Seksualnie
4 stycznia 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Fot. iStock/CoffeeAndMilk

Masz  fajnego męża, chłopaka, partnera – jak zwał tak zwał. Dobry jest, poczciwy, pracowity a nawet romantyczny się zdarza być. Bo co prawda na obiad prostego schabowego zaserwował, ale za to o świecy zapomniał. No i co z tego, że nie zapalił, to chyba dobrze, że rozrzutny nie jest. I do kina cię zabiera, na spacer i potańczyć ze dwa razy do roku, o urodzinach też nigdy nie zapomniał. Niby się nie ma do czego przyczepić, niby tylko koleżankom chwalić, ale no właśnie, co będzie gdy zapytają o sypialnię? I to nie tylko ciemną nocą. I tu niestety bajka o księciu doskonałym się kończy, bo oto on uważa, że raz w tygodniu w łóżku i przy szczelnie zasłoniętych roletach w zupełności wystarczy. A tobie się marzą harce i swawole, nie tylko w sypialni, kiedy noc was zaskoczy. Ty byś chciała częściej, zaskakująco i do utraty tchu. Niestety, boisz się, że ten twój uroczy poczciwina nie bardzo zrozumie i jeszcze broń cię Boże pomyśli, że go nie kochasz, albo nawet zdradzasz! No tak, bo w końcu ktoś ci do głowy musiał tych pomysłów nakłaść, skoro nagle małżeński obowiązek przestał ci wystarczać.

Zamiast więc się narażać i w konsekwencji tylko się zdenerwować, co do orgazmu ma się raczej nijak, lepiej pogłówkować i wprowadzić w życie kilka małych zmian. Nie wzbudzą podejrzeń za to rozbudzą zmysły, a przecież po to nasz misterny plan i starania.

1. Inwestycja w nowe majtki przynosząca złote efekty

A gdyby tak zostawić porozciąganą piżamę, grube skarpeciochy i szlafrok przypominający habit zakonnicy? On leży i czeka spodziewając się tego co zwykle. Czyli wychodzisz z łazienki, zdejmujesz co tam na sobie masz, on wchodzi, rach ciach i po wszystkim. A gdyby tak nieco zmienić ten rytuał i odziać swe ponętne ciało koronkami w ciut za małym rozmiarze?

Zaskoczenie gwarantowane! Zaraz po nim opadnie mu szczena, ale za to co innego się podniesie, wedle zresztą oczekiwań i zamierzeń. I nie pchaj mu się od razu do wyra, jak pierwsza lepsza, tylko pozwól na odrobinę inicjatywy. Szybko ją osiągniesz stając dla przykładu przy komodzie i kiwając zachęcająco, by podniósł swoje cztery litery do ciebie. Od razu jak tylko to zrobi, zapomni, że z tyłu stoi łóżko. I przypomni sobie o nim dopiero, gdy już przebada cię na wszystkie strony i kategorycznie zażąda, pozbycia się wszystkich koszul nocnych. Na kolejne kuse majtki da ci sam. Gwarantuję.

2. Telefon masz nie tylko do ciągłego, logowania się na fejsie

Trzysta razy w ciągu dnia potrafisz wchodzić na portale społecznościowe, zazwyczaj tylko po to, żeby się wkurzyć. Bo już po samej minie na zdjęciu widzisz, że koleżanka Mariola nie bez powodu japę cieszy. Od razu widać, co robiła większość nocy i pewnie jeszcze rankiem, zamiast śniadania.

A może zamiast tracić czas na zazdrość i złorzeczenie typu – a żeby jej pryszcz na tyłku wyskoczył, najlepiej bolesny, zacznij działać. Paluszki masz nie tylko od szukania wrażeń tam, gdzie nie zdążył jeszcze twój chłop, ale też od… pisania SMS-ów. Ale nie tych z pytaniami, czy on na obiad woli golonkę czy pomidorową, choć o konsumpcję się tu rozchodzi. I nie od razu z grubej rury, jak to i gdzie byś właśnie chciała, bo gotów pomyśleć, że pewnie pomyliłaś numery, a adresatem był wasz hydraulik. Delikatnie, że na myśl o ostatniej nocy, robi ci się ciepło tu i tam. I nie zrażaj się, gdy odpisze, że jest w pracy i dość niezręcznie mu się w spodniach robi. O to chodzi! Żeby jak na złamanie karku pędził do domu, napalony jak piec do centralnego ogrzewania. I bez zdania tłumaczenia zrobił ci to wszystko, o czym mozolnie dziergałaś na klawiaturze od dwóch godzin.

3. Zabawki nie są po to, żeby udawać, że ich w ogóle nie ma

Ile my mamy lat, moje miłe panie, żeby odwracać wstydliwie wzrok na widok dajmy na to wibratora? Po coś w końcu został stworzony i nieprawdą okrutną jest, że tylko dla wygłodniałych singielek. No tak, tylko jak go do łóżka wprowadzić, żeby tym samym męża nie wyprowadzić. I to ciężko obrażonego. Może szepnij mu do ucha, że marzy ci się mały prezent, bo imieniny tuż tuż. I dokładnie, ze szczegółami opowiedz, najlepiej prosto do ucha, do jakich celów będziesz go używać. Ty stęskniona żona, kiedy on akurat będzie w delegacji. Zyskujesz podwójnie. Bo jeśli dobrze się postarasz (wierzę w ciebie kochana, wyobraźnie wszak to my mamy bujną…), to po pierwsze, zachęcony twoją opowieścią będzie cię na wszystkie sposoby przekonywał, że jest najlepszy. I nie zastąpi go, żadna tam byle zabawka. I dobrze, niech udowadnia jak najdłużej. Przecież i tak w końcu skapituluje, rozbudzony wizją twoich niegrzecznych, imieninowych żądań. I uwierz mi, szybko zgodzi się na urozmaicenia widząc, jak na ciebie działają. Kto wie, może sam zaproponuje coś jeszcze? Czasem warto uwierzyć, w wydawałoby się, niemożliwe.

4. Zaskocz go tym, że potrafisz być dajmy na to pokojówką w skąpym fartuszku

A co! Niech wyciąga swój odkurzacz i sprząta jak należy wszystkie zakamarki. Albo gdy będziesz udawała rozkoszną sekretareczkę, niech ci pokaże, że potrafi być wymagającym szefem. Za delikatny jest? Na takich też jest rada. Zabierz go na polanę, z kocykiem i koszyczkiem dobrego jedzenia. Tylko nie za dużo! Bo kosztować, to on ma przede wszystkim ciebie.  Tę, której właśnie zrobiło się bardzo gorąco. I zdejmując bluzeczkę, zapomniała, że nic pod nią nie ma. A jak zapyta, gdzie masz bieliznę? Nie rób już z niego takiego nieudacznika, bo czy ciebie interesowałoby, gdzie on bokserki zapodział?

Łono natury, muszki bzykają, przecież tam wszystko jest aluzją do rozkosznego wymięcia kocyka. Albo zaproś go na randkę do restauracji i wychodząc do toalety, zostaw kluczyk do sekretnych drzwi hotelowego pokoju. Takie niespodzianki zawsze przynoszą piorunujące efekty. I możesz być pewna, że on w celu odwetu już niedługo wpadnie na podobny pomysł. Chociażby dlatego, że jedynymi odbiorcami twoich głośnych achów i ochów, będą tylko sąsiedzi zza ściany, których i tak nie znasz. To się tyczy szczególnie par posiadających pociechy, co z wiadomych przyczyn, ogranicza pewne fantazje oraz reakcje. A ponoć nic tak nie rozgrzewa, jak nadal wspólna, a jednak obca pościel.

5. Bądź powściągliwa. Najlepiej w przykrótkiej spódnicy i z zachęcającym dekoltem

Ściereczka do kurzu w dłoń i zaczynamy przedstawienie. Pamiętaj, że bezwzględny kurz, może być wszędzie, szczególnie tam, gdzie trzeba się mocno schylić. Nie zapomnij przedtem, delikatnie i zupełnie niechcący go trącić, najlepiej żeby mu pilot wypadł z ręki. Widok twoich nie do końca zasłoniętych pośladów, gdy będzie go podnosił, zapewne nim wstrząśnie. Ale nie reaguj od razu ochoczo, gdy cię klepnie czy pogłaszcze. Bądź krainą lodu, która w te i wewte przechadza się po domu, niczym po Saskim Ogrodzie. I której to właśnie sam z siebie, rozpiął się kolejny guzik w koszuli. I oczywiście, czego chyba nie muszę ci tłumaczyć, to on ma to zauważyć. Bo ty zielonego pojęcia o tym nie masz. I nie siłuj się z nim za długo, jak skoczy do ciebie, żeby interweniować. A jedynym momentem, w którym możesz wścibić swoje trzy grosze, ma być ten, kiedy on pomyli strony i zacznie ci tę koszulę z powrotem zapinać! Zresztą, najlepiej by było, jakbyś się niezdarnie gdzieś zahaczyła i ją rozdarła. Szyć jej przecież nie poleci, za to przy zmianie garderoby jego pomoc jest zawsze mile widziana.

Te kilka prostych sposobów może bezpowrotnie odmienić wasze dotychczasowe pożycie. Może się nawet okazać, że trzymałaś pod swoim dachem niezłego Don Juana, który tylko czekał, aż skiniesz ochoczo, żeby przesiadł się ze  swojego rumaka. Wszak z sypialnianej wieży macha do niego wyposzczona księżniczka, której już dawno nikt nie otwierał wrót do komnat rozkoszy.


Ale ty wolisz seks w poczuciu winy. Ten z mężem, który smutnym żartem powtarza, że można cię jakoś znieść po dwóch butelkach wina

Seksualnie
Seksualnie
26 listopada 2016
Fot. iStock/adirdemir
Fot. iStock/adirdemir

Ukochana, piękna Kobieto. Chcę żebyś usłyszała, co mam ci do powiedzenia…

Nie martw się, nie zanudzę cię kolejnym listem o tym, że nie możesz się poddać, że światło jest w tobie. Nie podam ci też siedem szczęśliwych rad na to, jak być szczęśliwą. Albo na to, jak dobrze się zakochać. Dziś napiszę ci bardzo osobiście i głęboko o tym, czego ty się tak często wypierasz. Bo wstydzisz się oczu i języków ludzkich bardziej, niż pragniesz.  Niż pragniesz  tego wzroku właśnie i języka na swoim ciele. Gdy jakiś on cię dotyka, kiedy czujesz jak coraz bardziej się w nim zapadasz. I czujesz też , że znika poczucie wstydu. Jakby ktoś zwolnił zasuwę metalowych, więziennych drzwi. Bo gdy na zewnątrz wychodzą pragnienia, przestają działać wszystkie hamulce. I nie pomaga zasłanianie dłonią ust, ani przygryzanie Twojej szyi. Bo gdy słyszysz męski szept połączony z przyspieszonym oddechem i te słowa, że jesteś taka ciepła i spragniona. W środku. I że on nie chce z ciebie wyjść.  To kimkolwiek on by teraz dla ciebie był, to wszystko jest takie nieważne. Bo czujesz się tak niesamowicie niezwykła. I seksowna do granic. Ale ty wolisz seks w poczuciu winy. Ten z mężem, który smutnym żartem powtarza, że można cię jakoś znieść po dwóch butelkach wina. A dotknąć po trzech? Co wtedy czujesz? Bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że Twój umysł z podniecenia odrywa się od ciała.

Albo szukasz na siłę, żeby z kimś być, żeby ludzie nie patrzyli z pogardą. I niby jest fajnie, nawet się po drodze zakochałaś i odkryłaś, że on jest całkiem spoko na życie. Ale lepiej jak milczy o koronkowej bieliźnie. Choć wolałabyś, żeby o tych właśnie majtkach nie milczał. Żeby choć raz rzucił cię na stół w jadalni. I wchłonął całą, i nie chciał przestać. Ale nie powiesz mu tego, bo choć po nocach marzysz  o orgazmach, które nie będą pozwalały złapać oddechu, czujesz ścisk. W okolicy klatki piersiowej. Jakby przyznanie się do tego, czego pragniemy, co nas pociąga o czym śnimy, było zbrodnią. Te lekko krępujące choć tak pożądane sny, gdy budzimy się z przyspieszonym tętnem. I przygryzam wargi mrużąc rozkosznie oczy. Pozbawiamy się szansy na podróż. Bo może on tylko na to czeka? Na ten mały sygnał, na tę iskrę, która rozpala płomień. I chodzisz smętna ulicami i patrzysz z zazdrością na te wszystkie śliczne dziewczyny, za którymi jak cień chodzi seksapil. Które maja powłóczyste spojrzenia przyciągające drugi wzrok. I wściekasz się bo widzisz. Bo czujesz ich magnetyzm, wiesz że one nie boją się tak jak ty. A człowiek jest piękny tylko wtedy, gdy kocha sam siebie. Wtedy nagle zauważa, przed lustrem obcą dotąd kobietę. Dostrzega swoją jeszcze młodą i gładką skórę, smukłe palce, hipnotyzujące oczy.

I nabiera powietrza, rozszerza płuca. Czuje się pewniej, piękniej. Widzi patrzących z zachwytem facetów. I nocą, gdy lekko uśmiechnięta do swoich jeszcze tak świeżych wspomnień, wraca od kochanka, chłopaka, kogoś z kim jej dobrze. Czasem nie warto czegoś nazywać, szufladkować, a tym samym tracić na starcie. Bo skoro sprawia, że neony przy niej tracą blask, to jest to najmniej istotne. Skoro mimo, że już od niego wyszła, że już leży w swojej pościeli, to nadal czuje go w sobie. Jego zapach, którego nie chce zmyć. Który przenosi ją jeszcze na krótkie chwilę z powrotem  w jego mocne ramiona. I te dłonie, które jakimś cudem potrafią być jednocześnie w kilku miejscach. I zasypia piękna i budzi jeszcze piękniejsza.  A ty męczennico odbierasz sobie tę magię. Sama jej robisz pochówek przy okazji grzebiąc część siebie. I mijasz mnie każdego dnia 30-letnia, z twarzą szarą, jak u zmęczonej życiem staruszki. I Twoje oczy matowe są martwe, choć serce nadal bije. Już wiesz o czym do ciebie piszę Kobieto, której znać nie chcę.  Bo kto by chciał kogoś, kto sam w sobie zasypuje resztki żaru.

Chcę ci tylko powiedzieć, że tak taka byłam. Bo jak ty wierzyłam, że nie wypada, że inne rzeczy są ważne. I są każdą najważniejszą w swojej dziedzinie, ale nie działające bez brakującego elementu. I też myślałam i bałam się, że seks mnie zniszczy, bo upadnie moja reputacja. I nikt nie pomoże mi jej podnieść, żeby powiedzieć, że nic się nie stało. Że to takie normalne, a nawet potrzebne. Że tacy jesteśmy z uczuć skrajnych złożeni, gotowi do eksplozji. Tacy wrażliwi, potrzebujący dotyku obcych rąk, niczym powietrza. I słońca, które pobudza szum w żyłach. Tej bliskości, która łączy dwa ciała w spójną całość. Tej prawdziwości, gdy chcesz wykrzyczeć, że nigdy nie było ci lepiej. Bo jest, bo aż brak ci tchu, bo wiruje ci w głowie. I nagle odkryłam, że nie chcę tak dłużej. I zdjęłam te kajdany moralności nawet nie mojej, tylko ogółu. I poszłam swoją drogą. I znowu lubię chodzić ulicami i czuć się niezwykła. I widzieć to w ukradkowych oczach, gdy w butiku przeglądam sukienki. I uśmiecham się leciutko do obrazka z moich myśli. Tego z wieczoru.  I dźwięku zamka rozsuwanego na moich plecach, gdy ubranie przestanie być potrzebne.

I ty też tak możesz kochana. Też możesz wysiąść z pociągu donikąd, gdzie nudny i ten sam stukot kół potrafi tylko uśpić. I przesiąść się w wysokie szpilki. I pozwolić sobie pójść w zupełnie odwrotnym kierunku. W omijane dotąd rewiry. Potrzebne do tego, byś nadal i już zawsze była i czuła się kobietą.