Mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi silna kobieta. Maria Piłsudska z pewnością nią była

Oh!Books
Oh!Books
5 kwietnia 2018
By Anonymous (http://www.rp.pl/galeria/258727,20,274975.html) [Public domain], via Wikimedia Commons
 

Siadacie w pokoju pełnym wspomnień, bibelotów, które przypominają odległe czasy. W mieszkaniu krakowskiej kamienicy jest wyjątkowo, czuć atmosferę tak inną od zwykłych domów. Tu naprawdę mieszka historia, historia kobiety, która na wiele lat została zapomniana.

Kiedy ona siada na fotelu, naprzeciwko niej zasiada młoda dziewczyna, która zaczyna spisywać wspomnienia Marii Piłsudskiej. Pierwszej żony Józefa Piłsudskiego. Starsza i schorowana kobieta najpierw nie wierzy, że jej życie warte jest uwagi, ale gdy opowiada koleje swojego życia, trudno nie przyznać, że to jedna z fascynujących kobiecych postaci w naszej historii, o której niewielu pamięta.

Maria Piłsudska, z domu Koplewska, urodziła się w Wilnie. Już w wieku nastoletnim zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Nie bez znaczenia były dla niej losy Polski, odzyskania przez jej ojczyznę niepodległości. Los obdarzył Marię nie tylko szczęśliwym dzieciństwem, ale też urodą i niepospolitą odwagą, nazywana była „Piękną Panią”. Wyszła za mąż mając bodajże 20 lat, nie było to jednak małżeństwo udane, o czym bardzo szybko się przekonała. Dobro ojczyzny stało w tym przypadku na pierwszym miejscu. Z tego związku miała jednak córkę Wandę.

Wskutek konspiracyjnej działalności była aresztowana, zmuszona do mieszkania w Wilnie, jednak grono przyjaciół i znajomych, które pozyskała, nigdy jej nie opuszczało. Każdy dzielił podobną historię mieszkając raz w Wilnie, raz w Warszawie, a z czasem i w Krakowie.

W powieści „Maria Piłsudska. Zapomniana żona” dzięki ogromnej pracy autorki – Elżbiety Jodko-Kuli poznajmy bardzo dobrze pierwszą żonę Józefa Piłsudskiego. Spotykamy ją już jako starszą panią, która dzięki wizytom studentki Karoliny wraca wspomnieniami do dawnych czasów, precyzyjnie jednak podając szczegóły swojego życia. Podglądamy je trochę, jakbyśmy niewidzialnie siedzieli w tym samym co one salonie, w którym wyczuć się dało zapach podawanej leguminy. Maria niezwykle emocjonalnie opowiada o swoim życiu, zwłaszcza tej jego części, w której pojawił się Józef Piłsudski. Kto wie, czy naprawdę do samego końca nie zastanawiała się czy dobrze wybrała. W końcu o jej względy zabiegało dwóch niezwykle ważnych dla naszego kraju mężczyzn – Józef Piłsudski i Roman Dmowski, który odrzucony przez Marię do końca życia pozostał kawalerem. Podobno niechęć tych dwóch wybitnych polityków wzięła się właśnie z walki o tę samą kobietę…

Życie Marii nieustannie kręciło się wokół niepodległościowej konspiracji. Działała w Lidze Kobiet, zabiegała o przyznanie praw wyborczych kobietom. Wspierała Ziuka, jak mówiła o swoim drugi mężu, w całej jego działalności – w wydawaniu i kolportowaniu „Robotnika”, za co została osadzona w warszawskiej Cytadeli. Była przy nim, gdy po symulowaniu choroby psychicznej został wypuszczony na wolność. Wykształcona, obyta, niezwykle towarzyska przyjmowała gości w ich mieszkaniu w Krakowie, gdzie ostatecznie zamieszkali.

Przeżyła osobistą tragedię – śmierć swojej jedynej córki Wandy. Bardzo chciała mieć z Ziukiem dzieci, niestety, nigdy tak się nie stało. A Naczelnik Państwa, choć Maria, oficjalnie pozostawała jego żoną do śmierci, po 1907 roku związał się z Aleksandrą Szczerbińską, z którą miał dwoje dzieci.

Wiedziała, że Ziuk ją zostawi, znała go zbyt dobrze, by mieć świadomość, że nie istnieją dla niego przelotne romanse. Byli tacy, którzy stanęli po jej stronie, inni po jego. Ale ona nigdy się nie skarżyła. Wręcz przeciwnie odnosi się wrażenie, że do końca na niego czekała i chyba przyjęłaby go do domu, jak powracającego z długiej podróży męża…

„Maria Piłsudska. Zapomniana żona” to opowieść o niezwykłej kobiecie, pełna emocjonalnych wzruszeń, oddając atmosferę tamtych czasów… Mówi się, że za sukcesem każdego mężczyzny stoi silna kobieta. W przypadku Józefa Piłsudskiego z pewnością tak właśnie było.

 

Pilsudska_okladka_3D


Obalamy najpopularniejsze mity na temat jedynaków

Oh!Books
Oh!Books
18 kwietnia 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

„Chcecie mieć kolejne dziecko?” – usłyszała niejedna z nas podczas rodzinnego spotkania. W takim momencie powinna paść jedyna słuszna odpowiedź: „Oczywiście!”. Ale czy aby na pewno? Czy posiadanie tylko jednego dziecka, w jakiś sposób nas stygmatyzuje, a przede wszystkim – czy powoduje, że nasze dziecko z automatu staje się wybrakowanym egoistą? Dlaczego większość z nas wciąż kieruje się stereotypami i wierzy w mity na temat jedynaków?

A gdyby tak ktoś otwarcie powiedział, że posiadanie tylko jednego dziecka jest świetnym i bardzo rozsądnym rozwiązaniem? Takiego zadania podjęła się Lauren Sandler, niezależna dziennikarka i wykładowczyni w Instytucie Dziennikarstwa im. Arthura L. Cartera. W swojej książce „Jedno i już” rozłożyła na czynniki pierwsze jednodzietne rodziny i przedstawiła wszystkie plusy, jakie niesie za sobą decyzja o pozostaniu rodzicem wyłącznie jednego dziecka. Ale plusy to jedno. Zacznijmy od tego, że większość z nas wciąż wierzy w kilka popularnych mitów na temat jedynaków. Czas je w końcu obalić!

1. Doskwiera i doskwierać im będzie samotność

Tak jakby posiadanie rodzeństwa oznaczało, że zawsze będą mieli kogoś przy swoim boku. Można żyć w rodzinie, a i tak czuć się samotnym i to niezależnie od wieku i więzów krwi. To, czy jedynak będzie samotny, czy też nawiąże głębokie relacje z innymi zależy tylko od niego. Co więcej, relacje te często są o wiele mocniejsze od tych rodzinnych, ponieważ nie zostały odgórnie narzucone, a tworzone w wyniku silnej, wewnętrznej potrzeby.

2. Są okropnymi egoistami

Bycie jedynakiem nie oznacza życia w pojedynkę. W życiu naszego dziecka zawsze obecni będą jego rówieśnicy – koleżanki i koledzy z klasy, z placu zabaw czy z sąsiedztwa. Podobnie jak bliższe czy dalsze kuzynostwo. Każdy z nas jest i powinien być w pewnym stopniu egoistą, ale fakt, że twoje dziecko jest jedynakiem nie musi od razu oznaczać, że nie będzie empatyczne, wyrozumiałe czy że będzie skoncentrowane tylko na sobie. Na wykształcenie osobowości składa się wiele zewnętrznych czynników, jednak pamiętajmy, że nauka życia w społeczeństwie jest między innymi naszym zadaniem.

3. Nie potrafią się przystosować

Zdaniem niektórych, jedynacy są na każdym kroku rozpieszczani i zawsze dostają to, czego pragną. Stąd wniosek, że nie potrafią przystosować się do warunków i zasad, panujących w społeczeństwie. Otrzymują łatki odmieńców, egoistów, osób aspołecznych, a to kompletna bzdura. Owszem, często są o wiele dojrzalsi niż ich rówieśnicy, co może dawać takie wrażenie. Najczęściej wynika to z faktu, że dużo czasu spędzają w towarzystwie osób dorosłych.

4. Ich rodzice nie lubią dzieci

Postawienie takiej tezy oznaczałoby, że pewnie rodzice jedynaka są nimi z przypadku i w dodatku niechętnie. I pewnie historia zna takie przypadki. Niemniej bycie rodzicem jedynaka jest bardzo często niezależne od nas lub jest naszą świadomą decyzją. Czasem nie możemy mieć więcej dzieci ze względów zdrowotnych lub odpowiedzialnie się na nie nie decydujemy wiedząc, że nasza sytuacja życiowa czy finansowa nie zagwarantuje im życia na poziomie, na jakim byśmy chcieli. Ale to wcale nie oznacza, że nie lubią dzieci!

5. W dorosłym życiu mają trudniej

Bardziej zasadne byłoby powiedzieć, że po prostu inaczej niż w przypadku rodzeństw. Momentami trudniej, ale momentami pewnie prościej. Wszystko, jak zawsze zależy od punktu widzenia. Rzeczywiście nie można w środku nocy zadzwonić do starszej siostry po poradę, czy wyciągnąć młodszego brata na piłkę. Nie ma też z kim się pokłócić przed snem. Ale wspomnienia z dzieciństwa i więzi, które przekładają się później na dorosłe życie nie muszą być koniecznie związane z rodzeństwem. Jego posiadanie nie warunkuje naszego życia. Nie sprawia, że żyje nam się łatwiej czy ciężej. Po prostu inaczej! Rodzeństwo czy rodzice nie są zobligowani, by pomagać nam w dorosłym życiu. Często okazuje się, że obcy ludzie potrafią zrobić dla nas więcej niż członkowie rodziny.

6. Są niezaradni

Dlatego, że nie musieli walczyć ze starszym rodzeństwem o zabawkę lub pilota? A może dlatego, że nie musieli migać się przed opieką nad młodszą siostrą lub bratem? Zaradności uczymy się przez całe życie i to w przeróżnych okolicznościach. Niezaradne są te dzieci, które trzyma się pod kloszem, a nie te, które są jedynakami.

7. Gorzej się rozwijają

Wszyscy wiemy, że dzieci potrzebują rówieśników, by dobrze się rozwijać. To prawda i dlatego ważne, by jedynacy mieli kontakt z innymi dziećmi. Brak rodzeństwa nie oznacza jednak, że ich start będzie gorszy. Bardzo często rodzice jedynaków robią wszystko, by zapewnić im jak najlepszy start, poświęcają im mnóstwo uwagi, bo… są rodzicami po raz pierwszy. Podobnie dzieje się w przypadku rodzeństwa – to pierwsze dziecko na ogół jest oczkiem w głowie rodziców.

Coraz częściej spotyka się pary, które świadomie pozostają tylko przy jednym dziecku. Argumentów jest sporo i nie ma co się oszukiwać – ogromną rolę odgrywają tutaj pieniądze. Dzieci kosztują, życie też. Rodzice jedynaków coraz chętniej mówią głośno o tym, czym się kierują. Ich głoś zdecydowanie przełamuje pewne tabu.

Chcesz wiedzieć więcej na temat jedynaków i ich niesamowitych zdolności? Nie masz już chęci nieustannie tłumaczyć zatroskanym ciotkom, dlaczego nie chcesz mieć drugiego dziecka? Sięgnij po najnowszą książkę Lauren Sandler „Jedno i już”. Autorka w sposób zabawny i bezkompromisowy rozprawia się w niej ze wszystkimi mitami, które krążą wokół rodzin jednodzietnych. I aż trudno nie przyznać jej racji. Bycie jedynakiem jest super!

"Jedno i już" Lauren Sandler / Wydawnictwo Buchmann

„Jedno i już” Lauren Sandler / Wydawnictwo Buchmann

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Buchmann


Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą. Zależy od nas więcej niż nam się wydaje

Oh!Books
Oh!Books
5 kwietnia 2018
Fot. Materiały prasowe

Wierzycie w to, że najważniejsze rzeczy w życiu mamy za darmo? Miłość, wspomnienia, rozmowę z drugim człowiekiem i jego czas? Polecamy wam genialną książkę, która was w tym utwierdzi!

Właśnie ukazał się pierwszy tom sagi „Uśmiech losu”, opisującej perypetie lokatorów Kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą. To świetna książka, która przywraca wiarę w drugiego człowieka, w to, że są jeszcze na tym świecie miejsca szczególne, wyjątkowe. I że wcale nie trzeba ich daleko szukać – można je sobie „zrobić”. 🙂

Ogrom ciepła, ciekawa fabuła i cudowny drogowskaz, gdzie w życiu szukać bezpieczeństwa i szczęścia, którego wszyscy tak bardzo pragniemy!

Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą

AGNIESZKA KRAWCZYK

W kamieniczce na krakowskich Dębnikach mieszkają różni lokatorzy: zadzierający nosa posiadacz sieci restauracji, emerytowana artystka, młoda matka z dwójką uroczych dzieci, para nadętych pracowników korporacji i wreszcie rodzina, w której wszystkie kobiety noszą imiona zaczerpnięte z dramatów Szekspira.

Stary dom kryje niejeden sekret. Jego tajemniczy właściciel proponuje mieszkańcom udział w pewnym zaskakującym wyzwaniu. Czy zagadkowe zadanie okaże się dla sąsiadów uśmiechem losu, czy trudnym do pokonania problemem?

Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą to piękna i ciepła opowieść o domu, który daje poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że nie czujemy się samotni.
To również historia przyjaźni na dobre i złe oraz miłości przychodzącej w najbardziej niespodziewanych momentach.

Poddajcie się urokowi tej klimatycznej opowieści o sile uczuć i potrzebie bycia razem, by wraz z bohaterami uwierzyć, że uśmiech losu zależy w dużej mierze od nas.

Pierwszy tom sagi „Uśmiech losu”.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

OPRAWA MIĘKKA, 500 STRON, FORMAT 140×200, ISBN 978-83-8075-417-1, PREMIERA 4.04.2018 , CENA DETALICZNA 39,90 zł

Przeczytaj fragment


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia