Moja żona wybrała świat wirtualnej miłości, zamiast realnego życia. A co może być lepszego od kochającej rodziny i kochającego męża

Magdalena Lis
Magdalena Lis
6 lipca 2017
Fot. iStock/Viktorcvetkovic
Fot. iStock/Viktorcvetkovic
 

Portale społecznościowe zrujnowały nasze rodzinne życie. Iza miała w telefonie wszystkie aplikacje – uparcie powtarzała mi, że to zwykłe komunikatory a ona tylko rozmawia ze znajomymi. Wierzyłem jej i to był mój błąd, bo ona się zakochała.

Jacek ma trzydzieści dziewięć lat, po ślubie jest od ośmiu, ma dwie córki – cztero- sześciolatkę. Dwa lata temu jego żona założyła sobie konta na portalach społecznościowych, w końcu niemal każdy je posiada, a jak nie jesteś na Facebooku, to ciebie nie ma – tłumaczyła mężowi. Nie widział w tym ci złego do czasu, gdy coraz częściej zamiast z nim żona spędzała wieczory przed komputerem.

– Okazało się, że przez jeden z popularnych komunikatorów regularnie rozmawiała z obcym mężczyzną. Skąd o tym wiem? Bo któregoś dnia zapomniała się wylogować i przypadkiem trafiłem na ich rozmowę. Nie jestem zwolennikiem zaglądania w czyjąś korespondencję, ale wtedy przeczytałem. Wściekłem się, bo to było flirtowanie z obcym facetem. Powiedziałem żonie, żeby tę relację zakończyła. Była zdziwiona moją reakcją, bo przecież nic złego się nie działo.

A jednak się stało. Miesiąc później Jacek natknął się na kolejną ich rozmowę. To już nie był zwykły flirt, okazało się, że jego żona i facet z drugiej strony monitora mają romans. Ona mówiła, że jedzie do koleżanki, a w rezultacie spotykała się z kochankiem u niego w domu. Wszystko było napisane czarno na białym Wymieniali się zdjęciami. Jacek zobaczyłzdjęcie żony w wannie pełnej róż. Był w szoku, tym bardziej, że ta kąpiel to była imieninowa niespodzianka, którą sam dla niej przygotował.

– Pisał, że jej zapach go onieśmiela, że nigdy nie czuł do nikogo tego, co teraz do niej czuje. Zapytałem Izy wprost, czy mnie zdradza. „Daj spokój, tylko się całowaliśmy” – powiedziała, ale widząc moją reakcję, zapewniała, że to był błąd, że żałuje i prosi o wybaczenie. Tłumaczyła, że że dostała małpiego rozumu i sama nie wie, dlaczego chciała spróbować czegoś nowego.

Jacek był zdruzgotany. Jak to jego żona, jego Iza, którą kochał nad życie mogła mu zrobić coś takiego. To była długa rozmowa, oboje płakali, zapewniali siebie nawzajem, że są dla siebie najważniejsi. Iza przepraszała zapewniając, że wie, ile mogłaby stracić, że nigdy nie powtózy tego błędu. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Ona nie potrafiła definitywnie zakończyć tej znajomości, a mężczyzna, z którym miała romans zapewniał, że będzie na nią czekał.

–  Co ona w nim widziała? Co mogło być powodem? Rutyna? Że za dużo siedzę w pracy? Szukałem winy w sobie. Wiedziałem, że muszę zawalczyć o nasz związek, przezcież rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Przyjaciel ostrzegał, że jak ona raz spróbowała, to może do tego romansu wrócić.

Tymczasem wrócili do życiowego schematu, Praca, dom, opieka nad dzieciakami. Więcej czasu starali się jednak spędzać razem. Chodzili na spacery do zoo, jeździli do lasu na rowery. Więcej rozmawiali ze sobą. Iza dała Jackowi dostęp do swoich kont prywatnych, żeby mu udowodnić, że nic nie ukrywa. Tyle tylko, że pisanie na portalach zamieniła na SMS-y wysyłane z telefonu.

– Coś mnie tknęło i wziąłem bilingi. Byłem wściekły. Iza zaczęła się pokrętnie tłumaczyć, a przecież jeśli miałem jej ufać, to nie mogę jej bez końca pilnować!

To już był poważny kryzys. Iza wyraźnie oddaliła się od Jacka. Przestała wierzyć we wspólną przyszłość, zaczęła wspominać o rozwodzie. Jedynym co ją trzymało przy mężu były dzieci. Iza bała się ich reakcji na wieść, że rodzice się rozstają.

– Spłacaliśmy kredyt za dom, więc jej kalkulacja była przeprowadzona zupełnie na chłodno. Z osoby winnej stała się tą atakującą. Przestała chodzić smutna i wystraszona, tylko całą winę tej sytuacji upatrywała w braku mojego wsparcia w jakiś rzeczach, które zaniedbałem czy zrobiłem lata temu.

Chcąc ratować małżeństwo namówił żonę na wspólną terapię. Za radą specjalisty uzgodnili, że dadzą sobie szansę, by wiązek poskładać na nowo.

– Moja żona stworzyła sobie fikcyjny świat, lepszy od realnego, który zaczął ją fascynować. Wierzyła w chorą wizję związku i miłości, ciągle nawiązywała do wyczytanych gdzieś cytatów. Żyła kolorowymi zdjęciami ludzi z sieci, których nawet nie znała. Zamiast spędzać czas ze mną, szukała ideału w internecie. To było chore, a ona tego zupełnie nie widziała.

Uzależniła się. Nawet na wakacjach spędzała czas z laptopem na nogach z wypiekami na twarzy sprawdzając kolejne wiadomości. Na nic zdały się spokojne tłumaczenia na zmianę z awanturami. Ona była tak zaślepiona, że nie widziała, jak sama niszczy swoje małżeństwo. Kiedy Jacek ponownie sprawdzając jej wiadomości, przeczytał, że szuka ona męskiego silnego ramienia, bo takiego nie ma, załamał się. Ona chciała czuć się bardziej pożądana, kobieca, chciała skupiać męską uwagę. Jej zdaniem tego w swoim związku zupełnie nie miała.

– Obudziłem ją w środku nocy w trakcie wakacji mówiąc, że rano wracamy i, że swojej walizki nie musi rozpakowywać, bo nie ma dokąd wracać, że nie ma już rodziny ani domu. Milczała. Miarka się przebrała. Mimo iż była matką moich dzieci wytzuciłem ją z domu. Nie potrafiłem znieść tego upokorzenia… Kilka pierwszych nocy spędziła u kuzynki. Później znalazła sobie mieszkanie na wynajem. Widziałem, jak pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i płonąłem z wściekłości i żalu.

Okazało się, że Iza przez cały ten czas miała internetowy romans. Tyle tylko, że jej kochanek zapewniający pisemnie o swojej miłości i oddaniu ulotnił się w momencie, kiedy w Izy życiu pojawiały się problemy.

– Niby na początku ją odwiedzał. Ale to ona angażowała się emocjonalnie, a on zwyczajnie się bawił. Pewnie wirtualny romans dostarczał mu satysfakcji, nowych doznań, naładowanych pozytywną energią emocji. Nie chciał z niego rezygnować, bo to było fajne, ale nie miał w tym konkretnego celu. Moja żona tymczasem cały czas wierzyła, że jej życie z sieci stanie się tym realnym. Wybrała fikcję zamiast realnego życia przy boku realnego męża i realnych dzieci. Żyła ułudą idealnego życia i miłości rodem z bajek. A to przecież nieprawda rzeczywistość jest zupełnie inna, tyle, że ona właśnie od tej rzeczywistości chciała uciec, chciała wierzyć, że jest coś innego, coś lepszego. A czy może być coś lepszego od kochającej rodziny, męża? Dla niej widocznie tak. Tyle tylko, że jej świat okazał się iluzją. Iluzją, w którą ona nadal wierzy i szuka szczęścia w internecie. Ile jest takich kobiet?

 


Dlaczego każdy facet potrzebuje terapii. Ile związków udałoby się uratować, gdyby decydowali się na nią tak często, jak na siłownię

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 lipca 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Mężczyźni. Silne ramiona, prostolinijność, podejmowanie decyzji i „pierwszy krok”. Wciąż myślimy o nich stereotypami, rzadziej widząc w nich po prostu ludzi, którzy mogą cierpieć z powodu różnych, głęboko skrywanych lub nigdy nie uświadomionych problemów, a częściej stawiamy z marszu wymagania, uważając, że „prawdziwy facet” powinien postąpić w jakiś, określony przez nas, sposób. A oni nie potrafią i już. I przydałaby im się solidna terapia.

Mężczyźni ciągle nie potrafią się przyznać do tego, że potrzebują pomocy. Nie rozumieją, że pomoc samemu sobie oznacza również poprawienie relacji w ich związku. Traktują zwrócenie się do specjalisty jako osobistą porażkę, ostateczność lub słabość. Tymczasem badania pokazują, że choć to kobiety częściej decydują się na terapię, panowie wynoszą z niej więcej korzyści.

Cztery, najbardziej istotne powody męskiej terapii:

1. Brak jasno określonej „męskiej tożsamości”

Większość dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków wychowała się bez ojca. Niekoniecznie chodzi tu o sytuację, kiedy taty nie było przy nich fizycznie, częściej był on po prostu emocjonalnie niedostępny. W obu przypadkach konsekwencje są dość bolesne: brak świadomości, co to właściwie znaczy „być mężczyzną”.

Terapia to możliwość odnalezienia odpowiedzi na to pytanie, w bezpiecznej przestrzeni, „przepracowanie” w sobie tych wszystkich strat, jakie oznacza brak ojca i stworzenie nowej, zdrowej definicji męskości.

2. Brak narzędzi umożliwiających poprawienie relacji z bliskimi

Wielu toczy olbrzymią, wewnętrzną walkę o to, by wyrazić swoje uczucia, ale szybko się poddaje, nie widząc rezultatów. Z tego powodu rozpada się wiele związków, bo zbyt wiele kwestii między dwojgiem kochających się ludzi pozostaje nierozwiązanych, zbyt wiele niedomówień „zalega” psując atmosferę relacji.

Większości mężczyzn cierpi na brak zdolności komunikacyjnych. Gdyby panowie nauczyli się słuchać, ale także mówić o swoich emocjach, mogliby wreszcie być naprawdę „obecni” w swoich związkach, tworząc partnerce bezpieczną przestrzeń do rozmowy, poczucie bliskości i  zaufania.

3. Tendencja do naprawiania wszystkich i wszystkiego

Mężczyźni mają tendencję do myślenia, że mogą zrobić wszystko sami i to najlepiej. Niekoniecznie i nie zawsze chodzi tu o przerośnięte ego. Czasem taka sytuacja wynika z przeświadczenia, że męskość to radzenie sobie bez pomocy innych. Niestety próbując naprawić ukochaną osobę, zbyt łatwo przekraczamy niebezpieczną granicę między troską, a zachowaniem kontrolującym i dominującym, nawet o tym nie wiedząc. Panowie powinni nauczyć się „odpuszczać” i skupić się bardziej na sobie, niż na partnerce. To znacznie zmniejszy presję odczuwalną w związku i pomoże odbudować zaufanie.

4. Obowiązek bycia lepszym mężczyzną niż własny ojciec

Mężczyźni wciąż kojarzą terapię u psychologa z poważnymi zaburzeniami, a nie możliwością zajrzenia w głąb siebie i rozwiązania wewnętrznych problemów, od dawna komplikujących im oraz ich bliskim, życie. Panom trudno przyznać, że sami nie są w stanie sobie ze sobą „poradzić”. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby panowie szli na terapię równie chętnie, co na siłownię. Ile związków udałoby się uratować? Ilu synów otrzymałoby zdrową, lepszą definicję męskości? Ile córek miałoby wyższą samoocenę, a w przyszłości lepiej dobierałoby życiowego partnera?

Panowie, korzystanie z pomocy specjalisty, to nie wstyd. To olbrzymia szansa dla was – byście mogli uwolnić się od wielu ciężarów, które nie pozwalają wam w pełni cieszyć się życiem i miłością, ale także dla nas – byśmy mogły was lepiej rozumieć i tworzyć z wami lepsze i bardziej trwałe relacje.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Jesteś introwertykiem? 6 rzeczy, z których powinnaś być dumna

Redakcja
Redakcja
6 lipca 2017
Fot. iStock / lolostock
Fot. iStock / lolostock
 

Introwertyk postrzegany jest, jako osoba zamknięta w sobie, bardzo nieśmiała, z trudnością odnajdująca się w społeczeństwie. Taki stereotyp jest krzywdzący dla kogoś, kto może nie narzuca otoczeniu swojej osoby, ale również ma wiele do zaoferowania. Introwertyk swojej energii nie kieruje w stronę świata, ale raczej angażuje ją w sobie.

Z boku wygląda na osobę zamkniętą w sobie i niełatwą do zrozumienia, jednak dusza introwertyka zasługuje na bliższe poznanie.

6 rzeczy, z których introwertycy powinni być dumni

1. Mają twórcze umysły

Osoby, które cechuje zamiłowanie do samotnego przebywania oraz do regularności trybu życia, mają otwarte głowy na własne pomysły i dobrze korzystają z tego potencjału. Wyobraźnia pobudza kreatywność i pozwala na stworzenie bardziej kolorowego świata i ciekawszych pomysłów. Ekstrawertycy, czyli ich przeciwieństwa, mają tendencję do rozmieniania się na drobne, bo oddają swoją energię na zewnątrz.

2. Introwertycy mają zdolność szerokiego myślenia

Introwertycy są podatni na rozwój innowacyjnych pomysłów, nie mają potrzeby chodzić utartymi przez innych ścieżkami. Nie lubią  powielać cudzych pomysłów, chętnie zagłębiają wiedzę i dzięki temu poszerzają swoje horyzonty.

3. Potrafią zrozumieć innych

Wbrew pozorom, wycofana osoba może być świetnym terapeutą. Okazuje się, że umiejętność zrozumienia uczuć innych czyni z introwertyków osoby pełne empatii i współczucia. Ta podwyższona wrażliwość pozwala łatwiej zrozumieć drugiego człowieka w sytuacji jeden na jeden. Introwertycy, starając się wczuć w sytuację innych, potrafi czytać między wierszami oraz interpretować to, co na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo oczywiste. Introwertycy nie przepadają za działaniem w grupach, za to podczas indywidualnych spotkań mogą pokazać spektrum swoich możliwości.

4. Są świetnymi obserwatorami

Są świetnymi obserwatorami tego, co nie zostało powiedziane w rozmowie, ale pokazane poprzez postawę. Zauważają więcej, bo więcej słuchają, niż mówią. Poza tym sami radzą sobie w trudnych sytuacjach, będąc w dzieciństwie narażonymi na przytyki oraz niezrozumienie ze strony rówieśników, przez co opracowali sobie strategię radzenia sobie ze stresem w życiu.

5. Introwertycy lubią samotność, ale są dobrymi partnerami

Introwertycy nie mają wielkiej potrzeby stymulacji społecznej i doskonale czują się poza grupą, funkcjonując samodzielnie. Nie oznacza to jednak, że nie wchodzą oni w stałe związki. Samotność dla nich jest ważna, bo pozwala im się czuć dobrze na własnych zasadach, ale w momencie, gdy angażują się w związek, starają się robić wszystko, aby to połączenie było głębokie i trwałe.

6. Małymi krokami pokonują daleki dystans

Nie wolno wątpić w to, że introwertyk ma wielkie szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu. Spokojny i skryty charakter nie powinien być lekceważony. Mahatma Gandhi powiedział „w łagodny sposób można wstrząsnąć światem” i tacy ludzie potrafią to robić doskonale.

źródło: www.psychologytoday.com


Zobacz także

16 sygnałów alarmowych, że twoje zdrowie psychiczne wymaga pomocy specjalisty

16 sygnałów alarmowych, że twoje zdrowie psychiczne wymaga pomocy specjalisty

warto mieć przyjaciół

Przyjaźń przereklamowana? 7 nieoczywistych powodów, dla których warto mieć przyjaciół

Fot. iStock / wundervisuals

Prowadzenie dziennika zmniejsza stres i buduje siłę psychiczną. To potwierdza nauka