Jak moja przyjaciółka – eko-wariatka – namówiła mnie na domowy antyperspirant

Pani Mądrala
Pani Mądrala
26 września 2017
Fot. iStock/NKS_Imagery
 

Ileż to razy widziałam w telewizji reklamy cudownych dezodorantów czy innych antyperspirantów, które to miały powodować, że skóra pod pachami jest gładka, delikatna, nawilżona i cudownie pachnie? Ileż to razy pomyślałam sobie, że kurde, stosowałam preparat X i Y, Z też, a ogień piekielny wciąż czuję pod pachami, a skóra czerwona od potylicy aż po biodro?

Dobra, najpierw stwierdziłam, że depiluję skórę pod pachami w nieodpowiedni sposób. Zaczęłam więc golić się maszynką po odkażeniu zarówno skóry, jak i maszynki. Potem przez dobę nie stosowałam żadnego kosmetyku. Czy po tym mogłam z uśmiechem na twarzy złapać się za górną rurkę w autobusie i puścić oko do przystojniaka obok, jak w jednej z reklam? NIE.

I wtedy pomyślałam sobie, że może chodzi o kosmetyki, których używam. Dzwonię więc do jednej z koleżanek (zapewne każda z was zna jakąś eko-wariatkę, która nie dość, że wszystko czyści octem, to jeszcze sama robi kostki do kibla – SERIO) z prośbą o pomoc. „Aśka, pamiętasz jak na ostatnim grillu, po dwóch butelkach wina próbowałaś mnie namówić na antyperspirant domowej roboty? No to mów, notuję. Raz kozie śmierć” – rzekłam.

I sprawa, moje drogie, wygląda następująco. Trzeba przygotować: sodę oczyszczoną i wodę utlenioną. Tak, to koniec listy zakupów.

Uwaga, teraz dyktuję sposób aplikacji: wysypujemy odrobinę sody na rękę, skraplamy wodą utlenioną i wcieramy pod pachami.

Kiedy powiedziała mi to, gdy byłam trzeźwa, myślałam, że oszalała. Albo ja postradałam zmysły, żeby tę procedurę wykonać.

Jeśli znasz to uczucie zażenowania, gdy robisz coś dziwnego, co wyczytałaś w internecie lub opowiedziała ci w sekrecie koleżanka – wiesz, o czym mówię.

I cholera, działa!


Mój niezawodny sposób na krosty. Nakładasz na noc, rano prawie nie ma śladu

Pani Mądrala
Pani Mądrala
3 października 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

Dzisiaj kilka słów o nietypowych zastosowaniach jednego z najpopularniejszych produktów, jakie możemy sobie wyobrazić. Pasta do zębów, bo o niej mowa, przydaje się nie tylko w łazience, podczas porannej toalety. Dlatego też w moim domu znajduje się nie jedna, a trzy lub cztery tubki. 

Pamiętam czasy, gdy weszłam w okres dojrzewania i na mojej twarzy zaczęły pojawiać się pierwsze wypryski. To właśnie wtedy moja mama powiedziała mi, bym nałożyła na krostki odrobinę pasty do zębów. Tę radę wykorzystuję do dziś i tym sposobem udaje mi się okiełznać zmiany trądzikowe, które co i rusz pojawiają się na mojej twarzy tuż przed okresem. Najlepiej nałożyć pastę na twarzy punktowo przed pójściem spać i zmyć dopiero rano. Krostka nieco zaschnie i z łatwością ukryjesz ją pod makijażem.

W internecie znaleźć można wiele różnych trików z pastą do zębów. Niektóry z jej pomocą zaklejają nawet listy. Wypróbowałam niemal wszystkie nietypowe sposoby, ale tylko kilka wykorzystuję w codziennym życiu. W różnych miejscach w moim domu można więc natknąć się na tubkę pasty. Używam zwykłej, miętowej, jednej z tańszych.

Czyszczenie i wybielanie

Przy pomocy pasty do zębów myję białe podeszwy butów, wykonane z gumy. Sprawdza się idealnie w przypadku trampek czy tenisówek. Ponadto używam jej też do mycia luster – wystarczy przy pomocy gąbki nanieść ją na powierzchnię, pozostawić do wyschnięcia i zmyć mokrą ścierką. Pastą i szczoteczką do zębów czyszczę też srebrną biżuterię. Wolę tę metodę niż drugą, równie popularną, z wykorzystaniem popiołu. Zapewniam, że ręce pachną o wiele przyjemniej.

Kosmetyka

Jeżeli masz pożółkłe paznokcie (palisz papierosy lub używasz lakierów w intensywnych kolorach), powinnaś nałożyć na nie odrobinę pasty i zostawić na kilkadziesiąt minut. Będą nie tylko jaśniejsze, ale także twardsze. Zabieg ten wykonuję zawsze po zmyciu lakieru lub tuż przed malowaniem paznokci, czyli mniej więcej raz w tygodniu. Już po kilku zastosowaniach zauważysz różnicę. Pasta do zębów nadaje się również do mycia rąk – usuwana intensywny zapach cebuli czy ryby.

Na koniec ciekawostka. Mój mąż, majsterkowicz i złota rączka, używa pasty do zębów do łatania drobnych dziur w ścianie. Na to chyba nie wpadłaby żadna kobieta, prawda?

 


Pomijasz framugi okienne i prowadnice podczas mycia okien? Tak wyczyścisz wąskie szczeliny

Pani Mądrala
Pani Mądrala
25 września 2017
Fot. iStock/freemixer

Lubię myć okna. Serio. Chociaż nie robię tego zbyt często, ta czynność wyjątkowo mnie odpręża i relaksuje. Co więcej, umożliwia gimnastykę na świeżym powietrzu. O ile samo polerowanie szyb sprawia mi przyjemność, czyszczenie framug i szczelin już nie. Kiedyś robiłam to przy pomocy starej szczoteczki do zębów. Dziś jestem sprytniejsza.

Każdego roku, na jesieni porządnie myję okna. Przede wszystkim dlatego, że przez czyste szyby wpada do mieszkania więcej światła. A jak wszystkie wiemy – ta pora roku nie należy do słonecznych, więc każdy promyk jest na wagę złota. Poza myciem szyb, dokładnie czyszczę również framugi okienne i balkonowe. Nie wiem, czy zauważyłyście, ale w szczelinach gromadzi się mnóstwo brudu, gdy latem balkon czy okno otwarte są niemal cały czas. Początek jesieni, gdy powoli zamykamy się w mieszkaniach, by przekoczować zimę, to idealny moment, by wysprzątać miejsca, które na ogół pomijamy.

Nad samą techniką mycia okien rozwodzić się nie będę. Każda z was z pewnością opracowała już swoją metodę. Wierzę też, że doskonale radzicie sobie z czyszczeniem framug od wewnątrz i od zewnątrz – wystarczy przecież przetrzeć je wilgotną szmatką. Ale co zrobić z wąskimi szczelinami w środku? Jak wspomniałam na wstępie, kiedyś czyściłam te miejsca starą szczoteczką do zębów. Było to jednak żmudne i męczące, więc jak to ja – poszukałam odpowiedniego triku, który ułatwi mi zadanie. I tak trafiłam na filmik na kanale „lovelygrtt„.

Od tej pory framugi i prowadnice najpierw posypuję sodą, a następnie polewam je wodą utlenioną. Po kilku minutach miejsca te wystarczy przetrzeć papierowym ręcznikiem lub szmatką. Zaschnięty brud zniknie bez problemu. Koniec z szorowaniem, zapewniam!