Mój tata umarł w hospicjum… #znajdźswójpowód

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Swoją historię Adam Korol chciał mi opowiedzieć sam. Na fundacyjne imprezy charytatywne przychodził od kilku lat. Zaczął w 2012 roku, jeszcze jako czynny wioślarz, od najbardziej charakterystycznej – Pól Nadziei. W Galerii Bałtyckiej malował też bombki i robił wielkanocne stroiki, a na Wszystkich Świętych kwestował na cmentarzu. Nie zdarzyło się, by odmówił. Historia, z którą przyszedł, miała zupełnie inny charakter.

Zaczęło się na luzie. Opowiadał o sportowych medalach, także o tym z Pekinu. – Czuję się spełniony – usłyszałam. – Olimpijskie złoto jest czymś, o czym marzy każdy chłopak. Dalej było o życiu sportowca z wyższej półki, gościa we własnym domu, skoncentrowanego na własnej karierze, ale świadomego, że laury osiąga się dzięki pracy zespołu ludzi i wsparciu najbliższych. Potem o życiu polityka. Ze swoimi politycznymi sympatiami nigdy się nie krył i w 2015 roku zaproszono go do objęcia urzędu Ministra Sportu i Turystyki. Wyszło, że na krótko, bo zmienił się rząd. Wtedy został posłem, pełnym entuzjazmu, że tyle może. Plany, plany…

Przyszedłeś opowiedzieć mi swoją hospicyjną historię.

… … … Sorry. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie takie trudne. Nie, nie przekładajmy. Zaraz się pozbieram. 1,5 roku to chyba rzeczywiście nie jest dużo. Mimo wszystko jestem zaskoczony, że tak reaguję… Może to kwestia miejsca, spotykamy się tu, gdzie umarł…

Dobra, wyobraź sobie: adrenalina buzuje jak za olimpijskich czasów, dostajesz od losu taką szansę, a zaraz tak w łeb. Tamtego dnia, kiedy tata spadł z łóżka, wyjeżdżałem z rodziną na wakacje. Wiedzieliśmy, że upadł niefortunnie i złamał sobie główkę kości udowej. Przykre, ale się zdarza. Miał 64 lata i na nic się nie uskarżał, może poza jakimiś bólami kolana. Kogo czasami nie boli kolano? Już za granicą odebrałem telefon od brata, że to złamanie jest najmniejszym problemem. U taty odkryto kilkanaście ognisk rakowych w bardzo zaawansowanym stadium. Przeżarte kości, zaatakowane nerki… To był szok. My tam na wakacjach, ja z tym hajem w głowie, że niby tyle mogę i nagle taka wiadomość.

Zaczęło się latanie po szpitalach, a mnie się włączyło myślenie: „zaraz to załatwię, przecież właśnie zostałem ministrem”. Jestem człowiekiem czynu, w sporcie nie dostawałem tylko medali, czasami też po łapach i tamte doświadczenia chciałem przenieść na tę sytuację. Oczywiście, że zadzwoniłem do ministra zdrowia i poprosiłem o najlepsze konsultacje, chociaż liczba tych ognisk przygniatała. Pierwotna przyczyna raka miała być w nerce i lekarze zdecydowali się na jej usunięcie. To był ten kamyczek, który wyjęty wszystko rozsypał. Nie, żalu do lekarzy nie mam. Po operacji chciano tatę wypisać ze szpitala, ale w rezultacie jeszcze został, przenoszony z oddziału na oddział. Można się było napatrzyć… Były lepsze, były gorsze, ale hospicjum z żadnym z nich porównać się nie da. Już to wiem, że w tym całym systemie służby zdrowia bardzo wiele zależy od samych ludzi, a nie od ustaw.

Kiedy tata trafił do Dutkiewicza, już nie miał świadomości, na swoje ostatnie 4-5 dni. Mama by sobie sama nie poradziła z ustawianiem leków. Powiem ci, że nigdy nie zapomnę wejścia do hospicjum, a potem pierwszego przejścia korytarzem, wzdłuż sal chorych. Wspierałem was, ale nie miałem właściwie świadomości kogo. Wiedziałem, że należy, czułem to, ale nie wiedziałem. Jak ja się wtedy bałem… Krzyków, zapachu, klimatu miejsca, gdzie umierają ludzie. A tu taki szok, na plus. Wszedłem jak do domu. Tak, takie miałem skojarzenia i to mnie bardzo uspokoiło. Wprawdzie wiedziałem wcześniej, że w hospicjum jest zupełnie inaczej, przygotowała mnie mama, ale to trzeba samemu przeżyć. Mama podkreślała, że w hospicjum jest zupełnie inna opieka, podejście z sercem do rodziny i do pacjenta. To mnie tutaj urzekło najbardziej, że ci ludzie znajdują w sobie wciąż i wciąż tyle empatii. Oni na co dzień widzą, jak ludzie umierają. Codziennie przypomina im się o własnej śmiertelności i codziennie znowu przychodzą do pracy.

Byłem bardzo zadowolony, że hospicjum zacząłem pomagać, jeszcze zanim pożegnałem w nim tatę. Nie neguję tych, którzy zaczęli z powodu osobistych doświadczeń, mówię po prostu, że mi z tym dobrze, bo z tą pomocą ruszyłem wcześniej. Na kolejnej akcji stawiłem się chyba już w miesiąc po pogrzebie. Mogło być też tak, że byłbym do instytucji rozczarowany, zły, że dałem swoją twarz i swój czas. Nie jestem. Zanotowałaś?

Notowała Magda Małkowska

Jest wiele powodów, by pomagać drugiemu człowiekowi. Jest wiele powodów, by wesprzeć działalność Fundacji Hospicyjnej, która prowadzi działające od 35 lat Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych im. ks. E. Dutkiewicza SAC. Każdego roku troskliwą i profesjonalną opiekę otrzymuje blisko 1000 chorych. W pomoc wszystkim naszym podopiecznym zaangażowani jesteśmy w 100 procentach. #ZnajdźSwójPowód, przekaż nam swój 1% podatku i pomóż nam pomagać. O swojej motywacji opowiedz znajomym, np. na facebookutwitterze lub na instagramie. Dziękujemy!

plakat na FB


Tyran? A może kochanek idealny? „Byłam otwarta na jego fantazje. I tu zaczął się mój dramat”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 lutego 2018
Fot. iStock/bee32
Następny

Dużo mówi się o tym, jak ważny w związku jest seks. Ja, jeszcze kilka lat temu nie przykładałam do niego aż takiej wagi. Wszystko zmienił mój mąż, który, dla odmiany, zawsze powtarzał, że bez dobrego seksu nie da się utrzymać związku. Wpatrzona byłam w niego jak w obrazek i traktowałam go jak nauczyciela. Pewnie dlatego, że dzieli nas aż 15 lat różnicy. Więcej doświadczył, miał wcześniej kilka partnerek, znał się na życiu i związkach. Ja byłam młodą, kobietą, która bardzo pragnęła miłości i rodziny. Dopiero poznawałam siebie i odkrywałam swoje potrzeby. Seksualne również. 

Nie byłam dziewicą kiedy się poznaliśmy. Bo i która 25-latka jest dziś dziewicą? Jestem pokoleniem, gdzie dostęp do Internetu pozwalał zgłębiać arkana sztuki miłosnej już w wieku nastoletnim. Wiedziałam więc, jakie rzeczy robi się w łóżku. Można przecież powiedzieć, że istnieje pewien zbiór standardów, takie absolutne minimum, które kobieta powinna w łóżku robić. Seks oralny, seksowna bielizna i otwartość na nowe – tego byłam świadoma. Często bliżej mi jednak było sercem do seksu landrynkowego, uroczego, romantycznego, wzniosłego. Dlatego tak bardzo szukałam miłości. Tej prawdziwej. Bo sądziłam, że z takiego uczucia bierze się to, co pokazują w scenach erotycznych – namiętne pocałunki, pot, pasja, akceptacja swojego ciała.

Robert niewątpliwie ma w sobie pasję. Gdybym miała określić go jednym słowem, powiedziałabym, że jest samcem alfa. Władczy, męski, pewny siebie. Zabawne, ale na początku w łóżku był zupełnie inny. Pamiętam nasz pierwszy seks. Stresował się, jak też. Było dość drętwo. Ale przecież to normalne, gdy ludzie są ze sobą tak blisko po raz pierwszy. Tak sobie to tłumaczyłam.

Potem było już normalnie, zwyczajnie, klasycznie. W miarę regularny seks, praca, obowiązki domowe, ślub. Dzieci jeszcze nie mamy. Może to i lepiej.

Bo teraz nie wiem, czy przez te kilka ostatnich lat tak bardzo się zmienił, czy może wtedy udawał. A może źle wykorzystaliśmy te wszystkie rady, jak na powrót rozpalić ogień w sypialni? Że rutyna jest beee, więc trzeba wprowadzać nowe sztuczki, fantazje, stroje, gadżety?

Utkwiło mi w pamięci to, co przeczytałam kilka lat temu w jakimś poradniku. Że w seksie najważniejsza jest świadomość własnych potrzeb i otwartość na potrzeby drugiej osoby. Tego pierwszego mi brakowało, tego drugiego miałam pod dostatkiem. Otwartość wynikała z miłości. Kiedy kogoś kochasz, chcesz sprawić mu przyjemność.

Niestety, nawet swoim kosztem. I tu zaczyna się mój osobisty dramat.

Strona 1 z 2

Czytaj dalej…

Gorąca czekolada czy seksowna czerwień? Walentynki z RISK made in Warsaw

Redakcja
Redakcja
8 lutego 2018
Risk made in Warsaw
Fot. Materiały prasowe

Walentynki zbliżają się wielkimi krokami, warto więc już teraz zastanowić się nad wyborem kreacji. Choć nie każda z was jest zwolenniczką tego święta, potraktujmy to jako oderwanie się od codziennych obowiązków, by sprawić wyjątkową niespodziankę sobie i swojemu ukochanemu, najlepiej modową!

RISK made in Warsaw ułatwi to zadanie każdej kobiecie.

W propozycjach marki znajdziemy dwa zestawienia kolorystyczne, które idealnie wpasują się w klimat Dnia Zakochanych – gorącą czekoladę i seksowną czerwień.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Hot Chocolate

Kolekcja Hot Chocolate to ponętne fasony, modelujące marszczenia i kuszące dekolty.

Gorąca i uwodzicielska, ale nie przesadnie słodka. Ciemne i zmysłowe z dodatkiem tajemniczości, tak właśnie działają czekoladowe bestsellery z limitowanej edycji Riska.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Czerwień Riska

Czerwony to kolor miłości mocno związany z Walentynkami. Żadna inna część garderoby nie działa tak, jak czerwona sukienka! Czerwień Riska daje natychmiastową energię i moc każdemu, kto ją nosi. To najlepszy sposób, aby przyciągnąć wszystkie spojrzenia i znaleźć się w centrum uwagi. Ten odcień czerwieni został starannie wybrany – nie za zimny, nie za ciepły – dzięki czemu doskonale pasuje zarówno blondynkom, jak i brunetkom.

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Dwa równie gorące i kobiece kolory, które zahipnotyzują każdego mężczyznę i sprawią, że Ty sama poczujesz się wspaniale. Żadna inna część garderoby nie dodaje pewności siebie tak, jak piękna sukienka! Sama zdecyduj, jak chcesz spędzić te Walentynki – uwodzić gorącą czekoladą, czy kusić seksowną czerwienią…

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

RISK made in Warsaw

Fot. Materiały prasowe

Część z tych propozycji znajdziecie na www.riskmadeinwarsaw.com w zakładce SALE gdzie Risk proponuje atrakcyjny rabat, który czytelniczki ohme.pl mogą zwiększyć o dodatkowe 10% z kodem riskyohme


Artykuł powstał we współpracy z RISK made in Warsaw

 


Zobacz także

Fot. iStock

Regulamin konkursu „#alejaja”

Fot. iStock /  Valeriy Kachaev

Ratunku, wszystko szlag trafił! Do diabła z tym stresem

Fot. iStock  / IngaIvanova

Regulamin konkursu „Łowimy perełki. Która najlepiej pasuje do ciebie?”