„Mieszkałem dwa dni i dwie noce w „twojej skórze” i mogę ci powiedzieć, że rozumiem. Rozumiem twoje zmęczenie”. Emocjonalny list męża do żony

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 września 2016
Fot. iStock / Halfpoint
Fot. iStock / Halfpoint

Pewien mąż wrócił po pracy do domu. Dzień jak co dzień. Kiedy pojawił się w drzwiach, dzieci krzyczały i kłóciły się, potem atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta i doszło do kłótni między małżonkami. Jego żona, nie mogąc udźwignąć emocjonalnie całej sytuacji, wyszła i zostawiła dwóch małych synów z tatą.

Kiedy wróciła, znalazła taki list od męża:

„Moja Kochana,

Dwa dni temu pokłóciliśmy się. Wróciłem do domu zmęczony. Była godzina dwudziesta, i wszystko, o czym marzyłem, to tylko usiąść w fotelu, odpocząć, obejrzeć mecz.

Kiedy cię zobaczyłem, byłaś wyczerpana i w złym nastroju. Dzieci walczyły ze sobą, a potem młodsze długo płakało, gdy starałaś się je uśpić.  Chciałem to zagłuszyć, podkręcając dźwięk telewizora.

„Nie zabiłoby cię to, gdybyś bardziej zaangażował się w wychowanie swoich dzieci” – powiedziałaś do mnie zdenerwowana i ściszyłaś telewizor. Odpowiedziałem ze złością: „Spędziłem cały dzień w pracy, żebyś ty mogła zostać tutaj i bawić się domkiem dla lalek.” Potem było już tylko gorzej. Płakałaś, bo byłaś zła i zmęczona. Powiedziałem ci dużo okrutnych rzeczy. Wtedy krzyknęłaś, że więcej tego nie zniesiesz, wybiegłaś z domu z płaczem zostawiając mnie samego z dziećmi.

Musiałam dać im kolację i położyć je spać.  Następnego dnia nadal nie wracałaś, a ja byłem zmuszony prosić mojego szefa o dzień wolny, żeby zostać w domu i opiekować się naszymi synami.

Doświadczyłem ich napadów złości i nieuzasadnionego płaczu.

Doświadczyłem tego, co to znaczy biegać za nimi cały dzień, nie mając chwili wolnego nawet po to, żeby się wykąpać.

Doświadczyłem konieczności podgrzewania mleka, ubierania dziecka i posprzątania w kuchni w tym samym czasie.

Doświadczyłem tego uczucia, które się w tobie rodzi, kiedy jesteś tu z nimi zamknięta całymi dniami, a upłynęło ci tak już dobre kilka lat.

Doświadczyłem tego, jak to jest nie móc usiąść wygodnie przy stole, aby cieszyć się spokojnym posiłkiem, nie biegając gdzieś co chwila za dzieckiem.

Doświadczyłem tego uczucia fizycznego i psychicznego wyczerpania, które powoduje, że ​marzysz o głębokim śnie. I wiem co to znaczy być zmuszonym wstać do płaczącego dziecka w takim stanie po zaledwie trzech godzinach snu.

Byłem dwa dni i dwie noce w „twojej skórze” i mogę ci powiedzieć, że rozumiem.

Rozumiem twoje zmęczenie.

Rozumiem, że bycie mamą to ciągłe poświęcenie.

Rozumiem, że to  jest bardziej męczące niż praca w firmie i podejmowanie decyzji finansowych.

Rozumiem twoją frustrację wynikającą z tego, że zrezygnowałaś ze swojej kariery i niezależności finansowej po to, żeby być z dziećmi i dla nich.

Rozumiem twoją niepewność, bo bezpieczeństwo materialne nie zależy już od ciebie, ale od  twojego partnera.

Rozumiem, że tęsknisz za spotkaniami z przyjaciółmi, za chwilą dla siebie, za przespaną nocą. Wiem, jak trudne to może być, gdy jesteś sama i brak ci kontaktu z tym co, na zewnątrz, co „poza dziećmi”.

Rozumiem, kiedy denerwujesz się, gdy moja matka krytykuje sposób, w jaki wychowujesz nasze dzieci. Nikt poza tobą nie wie, co jest dla nich najlepsze.

Wiem, że twoja praca jest niedoceniania i bezcenna.

Piszę ten list nie tylko po to, żeby ci powiedzieć, że tęsknię za tobą, ale także dlatego, że nie chcę, by kolejny dzień minął, dzień, a ty nie dowiesz się najważniejszej rzeczy, którą chcę ci powiedzieć: Jesteś bardzo dzielna, radzisz sobie wspaniale, a ja cię podziwiam”.

Ten emocjonalny list został udostępniony na Facebooku ponad 110.000 razy. Ciekawe, czy realnie zmienił cokolwiek w sytuacji adresatki…


Źródło: www.hefty.co


6 bardzo dziwnych nawyków, które wspierają twoje zdrowie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 września 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Aby zachować zdrowie i sprawność, decydujemy się na prowadzenie aktywnego stylu życia. Zwracamy uwagę na dietę, eliminujemy ze swoich nawyków te, które źle wpływają na samopoczucie i działanie organizmu. Przestajemy palić, stronimy od alkoholu, zwracamy uwagę na potrzebę regeneracji ciała i umysłu.

Jednak nawet do najlepiej przemyślanego sposobu życia, może się wkraść coś, co ze zdrowiem na pierwszy rzut oka nie ma nic wspólnego. Wiele osób ma przecież specyficzne upodobania, które ciężko jest wyplenić z codzienności. Być może odbiegają one od normy, ale nawet w najdziwniejszych nawykach, może tkwić głęboko ukryty sens, o którym nikt nie miał bladego pojęcia.

Dziwne nawyki, które chronią zdrowie

1. Kawa na tłusto

Nie, nie jest to żart. W powszechnie obowiązującej tendencji do odchudzania i odtłuszczania każdego napoju czy pokarmu, opcja „kawy na bogato”, czyli okraszonej tłuszczem, pewnie niewielu pociąga. A jednak znajdują się i tacy, którzy zamiast niskoprocentowej śmietanki, dorzucają tłuszcz do porannej kawy. Co do smaku, to kwestia upodobań, ale pomysł takiego łączenia napoju z tłuszczem ma ukryty sens. Ulubiona kawa z dodatkiem tłuszczu o znośnym smaku (masła, śmietany, oleju kokosowego) dostarczy potężny zastrzyk energii. Znakomicie wesprze pracę mózgu, a zawartość kwasów tłuszczowych opóźni powstanie uczucia głodu i chętki na małe co nieco tuż po śniadaniu.

2. Cukier po myciu zębów

Wspomnijcie o tym dzieciom, a będą zachwycone. Nie musicie już dodawać, że nie chodzi o zaspokojenie łakomstwa na słodycze bogate w rafinowany cukier, ale spożywanie ksylitolu przed snem. Wiadomo, że ksylitol jest zdrowym i bardziej łaskawym dla sylwetki sposobem na słodzenie potraw i napojów, w dodatku jest bezpieczny dla cukrzyków i ma niski indeks glikemiczny. Wykazuje także właściwości zapobiegające próchnicy, a nawet remineralizujące szkliwo. Zjadanie ksylitolu sprawia, że pH w ustach wraca do normy, a to z kolei zapobiega erozji szkliwa i sprzyja remineralizacji zębów dotkniętych próchnicą. Tak więc drobny wieczorny grzeszek  podjadania, w tym przypadku zostaje odpuszczony.

3. Kawa przed szybką drzemką

Popołudniowy reset w postaci choćby półgodzinnej drzemki bywa wybawieniem dla wielu osób, które w tym czasie cierpią na totalny spadek energii i wydajności pracy. Jeśli jest taka możliwość, zamiast trzymać oczy na zapałkach, warto uciąć sobie choćby 20-minutową drzemkę (tylko bez przesady!). Przed tym nie zapomnijcie wypić małej czarnej. To bardzo ważne i sensowne działanie, Jeśli zależy wam na ekspresowym wskoczeniu na wysokie obroty. Wbrew logice, kawa przed drzemką ma pożyteczną rolę do spełnienia. Zmęczenie i konieczność regeneracji wynika z obecności adenozyny oddziałującej na pewne receptory w mózgu. Krótka drzemka oczyszcza organizm z tego związku. Kawa działa na te same receptory co adenozyna, więc jeśli wypijemy ją przed drzemką, zacznie ona działać po ok. 20 minutach. W tym czasie z organizmu zniknie adenozyna, a kofeina nakręci organizm do pełni działania.

4. Przeciwbólowy krzyk

Jak się okazuje, w sytuacji wymagającej intensywnego wysiłku, czy dręczącego nas bólu, nie ma co zaciskać zębów. Lepiej wziąć przykład z mistrzów kortów tenisowych i pokrzyczeć sobie. Krzyki, a nawet przekleństwa posyłane głośno i dobitnie w eter, mają znaczenie większe niż jedynie określenie poziomu naszej kultury osobistej. Sens głośnego wyrzutu emocji wynika z przeciwbólowego działania krzyku i przekleństw, co udowodniły badania przeprowadzone na Keele University w Anglii. Jeden z eksperymentów przeprowadzonych podczas nich, polegał na kilkakrotnym wkładaniu ręki przez uczestników do lodowatej wody – badani odczuwali mniejszy ból i wytrzymywali średnio 40 sekund dłużej, gdy mogli przeklinać.

5. Nie kłam, a będziesz zdrowa

Tak krótko można podsumować kolejny zdrowotny fakt. Osoby, które mają w nawyku kłamstwa, częściej cierpią z powodu różnych bólów. Wynika to z faktu, że kłamstwo popycha mózg do produkcji hormonu stresu, kortyzolu. Ma on negatywny wpływ nie tylko na samopoczucie ale i zdrowie. Szczególnie większe kłamstwa powodują potężne wyrzuty adrenaliny która rzutuje na zdrowie. W tedy może pojawiać się długo utrzymujący się niepokój, ból głowy, problemy ze snem oraz zaburzenia w układzie immunologicznym. Efekt jest łatwy do przewidzenia – wzrasta podatność na infekcje.

6. Zgól sobie wąsy na urlop

No dobrze, może to hasło nie powinno być adresowane do nas, kobiet, ale przekażcie to swoim partnerom. Zarost, mimo że modny i seksowny, nie każdemu mężczyźnie będzie służył, szczególnie podczas ciepłych miesięcy. Zgolenie wąsów odczują na plus alergicy, ponieważ na włosach osadzają się pyłki, które wzmacniają niepożądane reakcje alergiczne. Jeśli mężczyzna jest przyzwyczajony do zarostu, wystarczy by dwa razy dziennie mył go mydłem, co osłabi reakcje alergiczne.


źródło: www.hellozdrowie.pl


Toksyczni ludzie mają problem na każde rozwiązanie. Kiedy nadchodzi czas, by rozstać się z przyjacielem

Anika Zadylak
Anika Zadylak
13 września 2016
Fot. Pixabay /  cherylholt  /
Fot. Pixabay / cherylholt / CC0 Public Domain

Przyjaźń to jedno z najpiękniejszych zjawisk i relacji, jakie mogą łączyć ludzi. Głębokie zaufanie, wspólny śmiech i łzy, umiejętność wspierania niemalże w każdej sytuacji, siostrzana czy braterska miłość, telefon w środku nocy po to, żeby razem pomilczeć – tym jest przyjaźń w ogromnym skrócie. I nagle, po kilku latach znajomości odkrywasz, że gdy przyjaciółka opuszcza twoje mieszkanie po waszym spotkaniu, zaczynasz odczuwać ulgę. Czujesz też  zmęczenie, rozdrażnienie i to, że wasza przyjaźń zwyczajnie ci ciąży. I co teraz? Tkwić w tym, czy definitywnie tę znajomość  zakończyć?

Toksyczna przyjaźń, bo o niej mówimy, występuje wtedy, gdy jedna ze stron więcej daje, niż dostaje w zamian. Gdy ta „toksyczna” koleżanka jest nielojalna lub do przesady szczera. Gdy manipuluje twoimi emocjami i poprawia twoim kosztem poczucie własnej wartości. To się bardzo często zdarza, przy wieloletnich przyjaźniach, zwłaszcza między kobietami. Dlaczego? Przyczyn jest wiele, choćby ta najprostsza. Z upływem czasu i lat zmieniają się nasze poglądy i spojrzenie na świat czy ludzi. To co chwilę temu pasowało nam w naszym przyjacielu, teraz zwyczajnie przeszkadza. Wybieramy inne, czasem skrajnie różne życiowe drogi, przez co często nie możemy się ze sobą dogadać tak dobrze, jak kiedyś. Ba! Dla sztucznego podtrzymania relacji udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, kłamiemy przed sobą i przyjacielem, że podzielamy jego opinię. Lub, że śmieszą nas jego żarty, gdy tak naprawdę zwyczajnie ich nie rozumiemy.

– Znałyśmy się z Moniką od podstawówki, później wspólne technikum. Studia już co prawda w innych miastach, ale to nam nie przeszkadzało w utrzymywaniu bliskich, dobrych relacji. Obie słuchałyśmy tej samej, dość mocnej muzyki, ubierałyśmy w podobny, krzykliwy sposób, miałyśmy te same poglądy w kwestii polityki czy religii. Czas leciał, ja pierwsza wyszłam za mąż i urodziłam bliźniaczki. Przewartościowałam swoje życie i dotychczasowe myślenie. Priorytetem były dzieci, co nie znaczyło, że zrezygnowałam z wcześniejszych planów, czy zainteresowań.  Monika to akceptowała, tak przynajmniej mówiła i tak się  zachowywała, na początku. Później zaczęłam łapać się na tym, że coraz częściej mnie denerwuje wpieraniem mi, że się zmieniłam, że nie jestem sobą.

Czułam się jak pod ciągłym ostrzałem, poniżała mnie we wspólnym towarzystwie niby żartując o pieluchach, w których teraz głównie „siedzę”. Wściekała się, że wyjeżdżam z rodziną na ferie i święta w góry. Gdy jej potrzebowałam lub zwyczajnie, chciałam, jak kiedyś pogadać, iść razem na zakupy czy do kina, wymyślała tysiące powodów, dla których akurat teraz nie mogła. Sytuacja była coraz bardziej męcząca, dochodziło do tego, że gdy wychodziła z naszego domu, lałam duży kieliszek wina, żeby odetchnąć. Mąż zapytał, jak długo jeszcze zamierzamy obie się tak zadręczać. Faktycznie, to już od dawna nie była przyjaźń,  tylko męczarnia. Przeciąganie tego, co w tym przypadku wydawało się nieuniknione. Nie było prosto, jednak zbyt wiele wspomnień i wspólnych przeżyć. Łączyło nas  coś, czego nie da się ot tak skończyć, jednym telefonem czy rozmową. Na początku obie obiecałyśmy sobie solidną poprawę, Monika mówiła, że postara się więcej tak nie zachowywać. Obiecanki cacanki, tylko po to, żeby za chwilę, któraś znowu coś niemiłego wypaliła. W końcu ucięłam to definitywnie i wcale nie jest tak, że się nienawidzimy, czy udajemy, że nie znamy. Ale już nie spotykamy tak często, nie zatruwa mi życia. Uważam, że tak jest dużo lepiej i warto nauczyć się kończyć takie znajomości.  Wręcz pozbywać się, wykluczać ludzi, którzy do naszego życia nie wnoszą niczego innego, jak tylko niszczący zamęt.

Warto czasem, usiąść w spokoju i ciszy. I przeanalizować, czy to, co jeszcze niedawno nazywałyśmy przyjaźnią, nadal nią jest.

Odpowiedz sobie uczciwie, na kilka pytań:

1.Gdy jesteś w potrzebie, przyjaciel nie ma dla ciebie czasu?

2. Zdarza się, że przyjaciółka flirtuje z twoim partnerem, bo przecież znacie się już tyle, że to nic dziwnego?

3. Po każdym waszym spotkaniu czy rozmowie czujesz, że wyssano z ciebie energie?Twój przyjaciel zazdrości ci chociażby nowego auta, czy wyjazdu na wycieczkę?

4. Jesteś przez przyjaciela wyśmiewana, wytyka ci błędy i potknięcia, zwłaszcza w towarzystwie?

Jeśli odpowiedzi na te kilka podstawowych pytań są twierdzące, to niestety znak, że wasza przyjaźń dobiega końca. I zanim się pozabijacie lub znienawidzicie, lepiej się po prostu rozejść,  każdy w swoja stronę. Dobrze jest też,  zapamiętać jedno, bardzo mądre zdanie: „Toksyczni ludzie, mają problem, na każde rozwiązanie”.


Zobacz także

Cienka granica grubych spraw. Gdzie kończy się body positive?

Cienka granica grubych spraw. Gdzie kończy się body positive?

Fot. iStock  / francescoch

„Mam siedemnaście lat. Widzę, jak moja mama wisi, a ja nic nie mogę zrobić. Bo depresja, to potwór…”

Fot. iStock / princegarik

Chcesz czuć się lepiej? Nie czytaj poradników