Miejskie sytuacje. Nowa kolekcja Nessi jesień – zima 2016/2017

Redakcja
Redakcja
15 września 2016
fot. materiały z sesji wizerunkowej Nessi
fot. materiały z sesji wizerunkowej Nessi

Miejski styl  to synonim wygody, okraszonej  wyrazistymi detalami. Pozwala nam, ubrać się komfortowo, ale pozwala na podkreślenie swojej indywidualności poprzez dodatki.

Jednym z najważniejszych dodatków są właśnie buty – kluczowy element  w miejskim look’u.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Miasto jest w ciągłym ruchu – uosobienie zmian, ale i innowacyjności. Taka właśnie jest nowa kolekcja Nessi przygotowana na nowy sezon jesień – zima 2016/2017.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nazwa nowej kolekcji  „Miejskie sytuacje” od razu sugeruje nam, komfort i funkcjonalność. Połączenie wygody z przyciągającymi wzrok akcentami,  inspirowanymi  wielkomiejskim stylem życia. Ambasadorkami jesiennej kolekcji zostały Agata Steczkowska, pianistka, dyrygentka, prezes fundacji oraz Marysia Markiewicz, zdolna młoda wokalistka, finalistka Must Be The Music oraz zwyciężczyni konkursu Univer Song na Teneryfie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Propozycja marki jest skierowana do bardzo szerokiego grona odbiorców – od córki do mamy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Sesja wizerunkowa, promująca jesienną kolekcje powstawała na warszawskich ulicach, pozostając w konwencji nawiązującej do samej nazwy kolekcji.  Stylizacje stworzył Jarek Szado, a partnerami sesji były znane i lubiane marki Gawor, Caroline Abram/Optic Collet, Modern Silver, Glazel Visage i Lorus.

Płaszcze, tuniki i zimowe sukienki pojawią się w towarzystwie wybornych dodatków, których nie może zabraknąć w żadnej „miejskiej sytuacji” : torebki Gawor Collection, biżuteria Modern Silver, okulary Caroline Abram/ Optic Collet, zegarków Lorus. Kosmetyki do sesji zapewniła marka Glazel Visage.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Modele, które pojawiają się w nowej kolekcji są inspirowane modą uliczną największych metropolii, męską szafą oraz kobiecą elegancją. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie, gdyż marka zadbała o modele dla różnych grup wiekowych, od młodzieżowych modeli po bardzo eleganckie. Nie zabraknie wygodnych mokasynów, oficerek, slippersów oraz kozaków na szpilce, muszkieterek, botków. Jak zawsze buty wykonane są z najlepszej jakości materiałów, z niezwykłą starannością dobieranych dodatków, ku uciesze coraz szerszej grupy Klientek. Wyróżnikiem marki Nessi  jest wysoka jakość, precyzja wykonania i dbałość o szczegóły.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

 


Artykuł powstawł we współpracy z Nowy Showroom / PRomotion Instytut


Kuba Wojewódzki… poszedł na spacer i nie chce wrócić

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 września 2016
Kuba Wojewódzki
Fot. Wikimedia / Artur Andrzej/ CC0 1.0

Myślicie, że można zagiąć parol na zagorzałego kawalera? Obserwuję informacje o rzekomym ślubie Kuby Wojewódzkiego z Renatą Kaczoruk i szczerze mówiąc bardziej w te doniesienia wątpię niż wierzę. Po pierwsze dlatego, że Kuba Wojewódzki uwielbia być w centrum uwagi, siać medialny ferment odkrywając, jak naiwnie wierzymy w medialne doniesienia. A po drugie zastanawiam się, czy faktycznie po tylu latach wyrzekłby się kawalerskiego stanu, któremu tak zawsze hołubił?

Kubą Wojewódzkim nie jestem, więc co mi po dociekaniu, czy został mężem czy nie. Zastanowiło mnie jednak coś innego – czy faktycznie potrafimy żyć samotnie. To złe słowo – żyć sami, bez pewności, że ta druga osoba zawsze obok nas będzie.

I tu już nie chodzi o budowanie szczęścia wokół tej drugiej osoby, uzależnienia poczucia własnej wartości od tego, czy jestem w trwałym związku, który obie strony traktują poważnie – czytaj, chcą ze sobą być, szanują siebie i nie myślą, jak tu za jakiś czas się wykręcić i pójść w swoją, zupełnie inną stronę.

Kuba Wojewódzki z pewnością własnej wartości nie musi dostrzegać w oczach innej kobiety. Ba, znam kobiety, które zrozumiały, że to nie mężczyzna, ale jedynie one same mogą sprawić, że będą szczęśliwe. Człowiek jest jednak zwierzęciem stadnym i potrzebuje drugiego człowieka, choćby do tego, żeby mieć się do kogo przytulić, na kim wesprzeć, usłyszeć: „Hej, jestem tutaj, cokolwiek by się nie działo, jestem z tobą”. To wystarczy.

Ale związki się rozpadają. Przyjaciółka mówi: „Co się dzieje? Znowu słyszę, że ktoś ze znajomych się rozwodzi”. Powtarzane: „Kiedyś się naprawiało, a nie wyrzucało” kłuje tych, którzy nie walczą, boli, że im się jednak naprawić nie udało.

Czy warto wchodzić w związek tylko i wyłącznie ze strachu, że nie będzie nam miał kto podać tej przysłowiowej szklanki wody na starość, że jednak chcemy po sobie zostawić jakiś ślad, choćby we wspomnieniach tej drugiej osoby. Marzymy, zwłaszcza my kobiety, o głębokiej relacji, która nas uszlachetni, uczyni lepszymi. Tymczasem nasze związki często są pospieszne, płytkie, sunące po prostej linii codzienności, bez wzlotów i upadków, bo na wzloty nie mamy czasu, a z upadkami nie chce nam się mierzyć, więc wolimy poruszać się po bezpiecznym obszarze: co na obiad, odbierzesz dzieci, może basen z dziećmi w weekend.

Pamiętam, kiedy ze znajomą rozmawiałyśmy o tym, że gdybyśmy wchodzili w związki w wieku 35 lat i więcej, to miałyby one zupełnie inną jakość, inną dojrzałość. Od pewnego czasu przekonuję się, że im jesteśmy starsi, tym bardziej świadomi siebie, uważniejsi na innych. Wiemy, czego chcemy, co dla nas naprawdę jest ważne. O ile prościej byłoby wejść związek z takim bagażem doświadczeń, przemyśleń, z poczuciem, że ja jestem ważna, że drugi człowiek jest dla mnie partnerem, któremu nie stawiam wygórowanych wymagań, od którego nie oczekuję, że mnie uszczęśliwi, bo potrafię być szczęśliwa sama ze sobą. To związek, do którego tyle, ile wkładasz, tyle samo dostajesz z powrotem bez zbędnych rozliczeń, udowadniania, kto jest lepszy, kto kocha bardziej, kto w ogóle jest bardziej i lepiej.

Dzisiaj myślę, że taką dojrzałość można osiągnąć też w długoletnim związku, ale jest to o wiele trudniejsze. Wyjść ze swoich dotychczasowych przekonań, zrozumieć, że każde z nas się zmienia, dać sobie nawzajem przestrzeń i akceptację tych zmian po to, żeby spotkać się w punkcie, w którym wasz związek staje się właśnie głęboki, kiedy czujecie się w nim bezpiecznie, nie szarpiecie się już. Potrzebujecie siebie nawzajem, ale ta potrzeba nie jest podszyta strachem bycia samotnym, nie jest obawą ocenienia mnie przez pryzmat mojego związku. Ta potrzeba to zrozumienie siebie nawzajem, usłyszenie swoich potrzeb i możliwość realizowania własnych celów, bez oceniania, bez wytykania, bez mówienia: „Patrzysz tylko na siebie, gdzie ja w tym jestem?”, bo wiesz, że nikt cię nie pomija, bo masz swoją ścieżkę realizacji, która przeplata się ze ścieżką twojego partnera, ale nie jest z nią tożsama, bo dziś rozumiesz, że taka być nie musi i właściwie nie może, jeśli chcecie być oboje szczęśliwi.

I jeszcze – zdaje mi się, że ważne jest zrozumienie, że związek to nie poważna gra, że to też zabawa. Portale grzmią: „Wojewódzki wziął ślub” snując domysły, czy dał się usidlić, czy teraz jego życie się zmieni, czy ktoś jest w stanie ujarzmić wiecznego Piotrusia Pana. Jaki z tego wyziera mit związków! Że musi być poważnie, że wiążąc się małżeńską przysięgą nie mamy już prawa do zabawy, do spędzenia czasu w taki sposób, w jaki lubimy to robić, że to koniec wolności i swobodnych wyborów. A ja tam życzę Kubie, obojętnie, czy ten ślub się zdarzył, czy nie, aby dobrze się w tym związku bawił. Żeby oboje mogli czerpać radość życia, robić to, co kochają i znaleźli wiele powodów do tego, żeby móc się razem śmiać. A właściwie nie życzę tego Kubie, życzę tego nam wszystkim. Abyśmy wyszli z mitu poważnych związków, z ograniczeń, które te mity narzucają i zabawy jedynie w źle pojmowaną dorosłość, która robi nam więcej krzywdy niż pożytku. Nie bądźmy poważni i dorośli, bądźmy dojrzali i cieszmy się tak po prostu z tego, że mamy kogoś obok siebie, kogoś kto też chce z nami być.


Jesienią wybierz się do kina! 10 filmów, które warto (a nawet trzeba) zobaczyć

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
15 września 2016
10 filmów, które warto (a nawet trzeba) zobaczyć
Fot. iStock/ Yuri_Arcurs

Gdy lato odchodzi w niepamięć, a władanie nad pogodą przejmuje jesień wraz z wiatrem, chłodem i deszczem, najchętniej zamknęlibyśmy się w domu, opatulili kocem i z kubkiem gorącej herbaty oddali słodkiemu nicnierobieniu. Jednak zamiast miękkiej kanapy, warto zasiąść w kinowym fotelu, bo tej jesieni na brak interesujących produkcji filmowych nikt nie może narzekać.

Już we wrześniu – coś do śmiechu, coś do zadumy

„Bridget Jones 3” (premiera 16 września)

Znana wszystkim od lat Bridget Jones (Renée Zellweger) powraca! Nieco starsza, zamiast dziennika pisząca na portalach społecznościowych, ale za to w ciąży! Kandydatami na tatusia są: dawna miłość Brodget, dżentelmen w każdym słowie i geście, czyli Mark Darcy (Colin Firth) oraz zniewalająco przystojny i powodujący szybsze bicie serca Jack (Patrick Dempsey). Dla miłośniczek komedii romantycznych pozycja obowiązkowa!

„Sekretne życie zwierzaków domowych” (premiera 23 września)

Jesteście ciekawi, co robią wasze domowe zwierzaki, gdy zostają same w domu? Będziecie mogli się tego dowiedzieć już niedługo w kinie! Może się okazać, że psy, koty, króliki i świnki morskie, wiodą całkiem ciekawy żywot, gdy wychodzimy z domu i zostawiamy im „wolną chatę”. Film dla małych i dużych, na którym ubawi się cała rodzina.

„Ostatnia rodzina” (premiera 30 września)

Film opowiada losy rodziny Beksińskich, a jego akcja toczy się na przestrzeni lat. Historia słynnego polskiego artysty, Zdzisława Beksińskiego, jego żony Zofii oraz syna Tomasza, dziennikarza muzycznego i tłumacza filmowego. Historia pełna tajemnic i dramatów, historia przeklęta. W rolach głównych Andrzej Seweryn, Dawid Ogrodnik i Aleksandra Konieczna. Dla każdego kinomana must see tej jesieni.

Październikowa lekcja historii, sensacji i fantastyki

„Dziewczyna z pociągu” (premiera 7 października)

Ekranizacja bestsellerowej powieści pod tym samym tytułem. Główna bohaterka, Rachel (Emily Blunt) przypadkowo staje się świadkiem w sprawie zaginięcia młodej kobiety. Samotna, uzależniona od alkoholu i uwikłana z trudną relację z byłym mężem, postanawia zeznać, co widziała – czy będzie wiarygodna dla policji?

„Wołyń” (premiera 7 października)

Trudny, ale i ważny temat poruszony w filmie przez Wojciecha Smarzowskiego, to pozycja warta zobaczenia i przemyślenia, skłaniająca do zadumy nad trudną historią naszego kraju. Siedemnastoletnia Zosia, zakochana w ukraińskim chłopaku, decyzją swojego ojca ma poślubić bogatego wdowca z dwójką dzieci. Wybuch wojny zmieni dotychczasowe życie mieszkańców wioski i stanie się przyczyną dramatycznych wydarzeń, aktów przemocy i rzezi dokonanej na Polakach.

„Inferno” (premiera 14 października)

Kolejna ekranizacja powieści Dana Browna z Tomem Hanks’em w roli profesora Langdona. Pogrążony w amnezji profesor ruszy śladami poematu Dantego i będzie rozwiązywać najtrudniejszą zagadkę, z jaką przyszło mu się kiedykolwiek zmierzyć. Oczywiście, nie zabraknie u jego boku pięknej kobiety, a dookoła niebezpieczeństw, tajemnic i pułapek.

„Doktor Strange” (premiera 26 października)

Kolejna adaptacja tej jesieni – tym razem inspiracją do powstania filmu był komiks o chirurgu, który z powodu wypadku samochodowego i paraliżu w ręce, rozpoczyna nowe życie podczas szkolenia na najwyższego czarnoksiężnika Ziemi. I oczywiście zawalczy z siłami ciemności, by uratować świat. W roli głównej znany z serialu „Sherlock” Benedict Cumberbatch. Dla fanów przygód i fantastyki oraz wielbicieli komiksów Marvela idealny wybór.

Kinowy listopad pełen akcji i czarów

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” (premiera 18 listopada)

Żaden fan Harrego Pottera nie przejdzie obok tego filmu obojętnie. Newt Scamander wraca z wyprawy, podczas której miał odnaleźć i opisać szereg fantastycznych zwierząt. Za sprawa pewnego mugola pisarz wpada w niemałe kłopoty i przeżywa niezwykłe przygody w tajemniczym, nowojorskim stowarzyszeniu czarownic i czarowników. Gotowi na odrobinę magii?

„Pitbull. Niebezpieczne kobiety” (premiera 11 listopada)

Zuza (Joanna Kulig) i Jadźka (Anna Dereszowska) to świeżo upieczone policjantki, które na swojej drodze spotykają starszych kolegów po fachu, znanych widzom z poprzednich części „Pitbulla” : Gebelsa (Andrzej Grabowski) i Majamiego (Piotr Stramowski). Młode funkcjonariuszki będą musiały zmierzyć się z korupcją w polskiej policji , przestępczym światem mafii „paliwowej”, a także swoim skomplikowanym życiem osobistym.

„Snowden” (premiera 11 listopada)

Historia Edwarda Snowdena (w tej roli Joseph Gordon-Levitt), byłego pracownika CIA i NSA, który ujawniając prasie ściśle tajne dokumenty dotyczące nielegalnych podsłuchów, stał się autorem największego przecieku zastrzeżonych informacji w historii Stanów Zjednoczonych. Ten trzymający w napięciu film wyszedł spod ręki laureata Oscara Olivera Stone’a, więc szykujcie się na dobre kino!

Na którą filmową ucztę zdecydujecie się tej jesieni? Bez względu na wasz wybór życzymy niezapomnianych wrażeń i przyjemności z seansu :)

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Fot. iStock/eclipse_images

Żony słabe i uległe, mężowie mądrzejsi, więc rządzą w domu. Czego dowiesz się z kursu dla posłusznych żon

Witamina D3 zwiększa wchłanianie wapnia i fosforu, wzmacnia kości i mięśnie.

Niektóre witaminy są bardziej kobiece. Czyli, o co tak naprawdę chodzi z witaminą D3 i K2

Fot. iStock /  petrunjela

Najgorzej, to jak się ktoś przylepi… Jak uporać się emocjonalnym pasażerem na gapę