Mężczyźni mają porno, a kobiety filmy romantyczne. A co gdyby miłość była jak z filmu?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
6 listopada 2016
fot. iStock/ AleksandarNakic
fot. iStock/ AleksandarNakic

Mój znajomy zawsze powtarza, że mężczyźni mają porno, a kobiety filmy romantyczne, a i jedno i drugie skutecznie zaburza im spojrzenie na związki. Niby doskonale wiemy, że miłość przedstawiana w filmach i serialach jest lukrowaną wersją codzienności i często mija się z prawdą szerokim łukiem, ale mimo to wciąż mamy nadzieję na podobną love story w rzeczywistości. Może nie przyznamy się do tego otwarcie, może nie powiemy tego głośno w towarzystwie, ale kręcą nas te wyświechtane gesty, wzruszające do głębi wyznania i szalone pomysły z czerwonymi balonikami, płatkami róż i skrzypkiem (niekoniecznie na dachu) w tle. Ach, gdyby miłość nasza codzienna była taka jak z filmu…

Pierwsze spotkanie = zakochanie

Pierwsze spotkanie z naszym lubym oznaczałoby jedno – z miejsca trafiłby nas potężny grom, Ziemia przestałaby krążyć wokół Słońca burząc przy tym teorię Kopernika, a opowieść o tej niezwykłej chwili poznawałyby następne pokolenia podczas każdego rodzinnego spotkania i niezmiennie doprowadzałaby ona zebranych do łez. Najlepsze okoliczności na poznanie miłości swojego życia to przypadkowe spotkanie na pokładzie samolotu, ewentualnie statku (ale Titanic odpada, bo trudno o happy end), tajna misja szpiegowska, wielki dramat w życiu osobistym, podróż w czasie, pomyłka w hotelu i zakwaterowanie w jednym pokoju lub bohaterska interwencja i wyciągnięcie z opałów. Bo przecież nie powiesz, że poznałaś go podczas kłótni o koszyk w Biedronce,  na mszy w kościele, na portalu randkowym albo pijackiej imprezie przyjaciółki – to zbyt banalne.

I oczywiście, od razu wiesz, że to ON – twój jedyny, wyśniony i wymarzony, małżonek przyszły i ojciec dzieci twych, opoka twoja, wsparcie i bratnia dusza. Wiesz już po chwili, że albo z nim, albo z żadnym, a on myśli o tobie dokładnie to samo i nie spocznie, póki nie zostaniecie parą do grobowej deski, pokona piętrzące się przeszkody i pokrzyżuje szyki waszym wrogom.

Bez przeszkód, to bez sensu

A wrogów mieć będziecie, bo przecież bez nich byłoby nudno i zbyt łatwo. Z pewnością znajdzie się twój były, ewentualnie jakiś przyszły –  niedoszły, który mącić będzie, w konspiracji działać zamierza, a kto wie, może i sztamę trzyma z Jego eks dziewczyną, która oczywiście chce odzyskać swojego faceta. Owa eks spróbuje twojego wymarzonego uwieść, wrobić w ciążę, rozsieje perfidne plotki, będzie mieć myśli samobójcze (głośno i wyraźnie Jemu przedstawione) lub wymyśli intrygę tak skomplikowaną, że sama się w niej zagubi i w końcu przegra z kretesem. W końcu to miłość filmowa, dobro zwyciężyć musi!

Znajdzie się też pewnie ktoś nieprzychylny w waszych rodzinach – może teść miał innego kandydata na oku, wasze familie konkurują ze sobą od lat, a może teściowe są starymi koleżankami z liceum i szczerze się nienawidzą, dlatego wasza miłość jest im nie po drodze. A może tak naprawdę jesteście rodzeństwem, twój brat sypia z Jego matką, twoja siostra jest w nim zakochana od kołyski i ta brutalna prawda złamie wasze serca w najmniej odpowiednim momencie – wszystko zależy czy życie ma bardziej przypominać „Romea i Julię” czy „Modę na sukces”.

Wielka miłość – wielkie gesty

Skoro miłość ma być taka, jak w filmach, to samo jej wyznanie (gdy w końcu do niego dojdzie) nie może składać się tylko ze słów „kocham cię” i kończyć zwykłym pocałunkiem. Taka chwila wymaga wyjątkowego entourage’u – płatki róż, szampan i mężczyzna we fraku przygrywający na altówce to niezbędne minimum! Dobrze widziane jest wykupienie połowy kwiaciarni, kolacja przy tysiącach świec ułożonych w serduszko lub pod gołym, rozgwieżdżonym niebem, napis z miłosnym wyznaniem utworzony przez samolot, wyjazd do Paryża (tego we Francji oczywiście), wiersz lub piosenka napisana specjalnie dla ukochanej albo wykupienie czasu antenowego w radiu lub telewizji. Nie zaszkodzi też wręczenie jakiegoś upominku – może być coś sentymentalnego, może być coś z karatami i od jubilera. Jako że nastolatkami już nie jesteście, raczej to drugie.

Wielka miłość, wielkie gesty i wielkie kłótnie – tutaj wszystko musi być czarne albo białe, na szarości nie ma w filmach miejsca. Jak kłótnia to nie o skarpetki i to, że ktoś zapomniał kupić chleb na rano. Na jaw wyjść muszą skrywane głęboko tajemnice, kłamstwa i oszustwa (dla dobra tej drugiej strony i ze szlachetnych pobudek, ale jednak oszustwa), zdarzy się dwuznaczna sytuacja, której nie można wyjaśnić, z nieznanych przyczyn, będą latać talerze, ktoś wybiegnie w pośpiechu i trzaśnie drzwiami, ktoś inny wyląduje zalany łzami na kanapie z pudełkiem lodów, ewentualnie butelką wina. Trochę pocierpicie, ale w końcu wszystko dobrze się skończy, a wasze pogodzenie pełne będzie wzruszających słów, namiętnych pocałunków i czułych gestów. Albo wylądujecie w łóżku, gdzie przeżyjecie najlepszy seks w waszym życiu, po którym wasza miłość wzrośnie i wzmocni się jeszcze bardziej.

Happy end (?)

A co po tym wszystkim was czeka? I żyli długo i szczęśliwie, oczywiście! Przynajmniej przez pewien czas, dopóki ktoś nie decyduje się na nakręcenie drugiej części waszej historii. A wtedy zdrada, kolejny powrót któregoś (lub którejś) z byłych, nieślubne dziecko partnera pukające nagle do drzwi, niespodziewana choroba, kryzys wieku średniego, problemy finansowe, kredyt hipoteczny, nastoletni bunt dzieciaków wykańczający całą rodzinę albo nowy adorator wzbudzający zazdrość i wprowadzający zamęt w wasze poukładane życie. Czy coś jakby filmowa rzeczywistość dogoniła w końcu naszą codzienność.

Zapisz

Zapisz


10 pytań, które musisz sobie zadać, zanim odejdziesz

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
6 listopada 2016
Fot. iStock / Neustockimages
Fot. iStock / Neustockimages

„Do widzenia” – to jedne z najtrudniejszych słów, jakie przychodzi nam w życiu wypowiedzieć. Pożegnania ludzi, a przede wszystkim relacji z nimi, może okazać się największym wyzwaniem. Jednak zanim powiesz „żegnaj”, odpowiedź sobie na kilka pytań. Nawet nie wiesz, jak bardzo pomogą puścić to, co było kiedyś ważne, a  już nie jest – i nie zgubić w afekcie tego, co nadal jest tobą, kawałkiem twojego świata.

Naucz się puszczać…

Ludzie przychodzą i odchodzą, niektórzy towarzyszą nam naprawdę aż „do końca”, inni są częścią naszego życia, tylko na moment,  na chwilę, idą z nami tylko w jakimś etapie – to naturalne. Czasem zostawiają po sobie bolesne blizny, innym razem poczucie, że było warto, nawet jeśli się skończyło. Zawsze znajdą się relacje, które po prostu się kończą – bez względu na to ile łez, cierpienia i poświęcenia w nie zainwestujemy.

Drugą najtrudniejszą lekcją w życiu po odchodzeniu, jest nauka puszczania tego, czego nie możemy lub nie chcemy zatrzymać. Bo nawet, gdy decyzji jesteśmy pewni – wcale nie tak łatwo przeciąć łaczącą nas z kimś innym nić.

To co każe nam kurczowo trzymać się związku z drugim człowiekiem, to niepewność, strach – wszystko co czeka nas w nowym, zmienionym już świecie bez niego. Dlatego od podjęcia decyzji do realizacji zazwyczaj czeka długa droga. Umiejętność godzenia się na pewną stratę jest dla większości ludzi dużym wyzwaniem. Pożegnania zawsze pozostawiają po sobie uczucie niepewności.

Poczekaj jeszcze chwilę…

… Jeśli masz wątpliwości. To nic złego, potrzebować czasu.

Udany związek, to jak ładnie ktoś opisał „ulica dwukierunkowa”, nie można oczekiwać, że związek będzie funkcjonował, jeśli jedna ze stron szuka zjazdu na autostradę lub już dawno zaparkowała gdzieś i ucina sobie drzemkę. Ale tak długo, jak trzyma nas poczucie, że warto spróbować, i że jeszcze można coś zrobić – zawsze warto podjąć próbę. I tu pojawia się bardzo ważna kwestia – podjąć próbę – dotyczy obu stron. Jeśli więc relacja jest dla ciebie cenna i jest realna szansa na to, by mogła na nowo zamienić się w tę prawdziwą, uczciwą, budującą. Spróbuj.

Czego nie warto na pewno robić? W odchodzeniu tylko dwóch rzeczy: irracjonalnie i bez nadziei tkwić w miejscu w nieskończoność oraz impulsywnie podejmować decyzje pod wpływem jednej chwili. Więc zanim zdecydujesz się opuścić kogoś dla ciebie ważnego (kiedyś), zadaj sobie te pytania. Nie oczekuj, że odpowiedzi pozwolą ci tego uniknąć – ale na pewno pomogą ci puścić zbyt cieniutką nić.

10 pytań, które musisz sobie zadać zanim odejdziesz

Dlaczego odchodzisz?

Kop głęboko w swoich myślach i uczuciach, daj sobie czas, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Zazwyczaj odpowiedzieć automatyczna różni się od tej, którą przychodzi po dłuższej chwili zastanowania. Warto zapytać siebie: dlaczego chcesz naprawdę odejść od swojego partnera.

Czy nadal będę sobą, gdy odejdę?

Bardzo często zatracamy się w związkach, oddajemy im całkowicie, każdym kosztem – szczególnie my, kobiety, zakopujemy głęboko „siebie sprzed związku”. Po co masz zadać to pytanie? Nie po to, by dokładać sobie zmartwień. Nie po to, by płakać nad tym, ile straciłaś, zapomniałaś. Jeśli zatraciłas siebie w tym związku, możesz obawiać się zmian, świata, który opiera się na nim – jego znajomi, hobby, a nawet marka herbaty, którą kupowaliście. Skonfrontuj to, co się zmieniło i co razem ze związkiem zamknęłaś w pudełku i to co, zmieni się teraz, gdy związek zakończysz.

A może właśnie odejście zamiast przytłaczać, pozwoli ci swoje pudełko na nowo otworzyć albo zrobić całkiem nowe?

Jeśli jednak czujesz, że te wszystkie rzeczy nie są ważne, a ty nie będziesz już bez niego sobą – może to moment, żeby rozważyć decyzję, czy nie była podjęta pod wpływem impulsu?

Czy widzę siebie z tą osobą za pięć lat?

Czy to w ogóle możliwe, czy potrafisz o tym pomyśleć? Czy chcesz być z tą osobą za pięć lat? Pamiętaj, że czas może niszczyć lub budować, pytanie czy chcesz jeszcze się przekonać o tym, jak ten czas wy wykorzystacie.

Czy z tą osobą czuję się szczęśliwa?

Tak po ludzku, zwyczajnie. Gdy sie budzisz, gdy zasypiasz. To szczególnie ważne pytanie, jeśli decyzja o rozstaniu spowodowana jest jakimś jednym nagłym wydarzeniem.

Czy jestem lepszym człowiekiem dzięki temu związkowi?

Co zyskałaś dzięki tej relacji? Czego się nauczyłaś? A może po analizie okaże się, że jest odwrotnie. To również jedno z kluczowych pytań, czy dzięki temu związkowi jestem sobą, taką jaką pragnę być – czy może sama stałam się kimś trochę obcym.

Czy kochasz tę osobę, prawdziwą – a nie swoje wyobrażenie o niej?

Czy kochasz go takim, jakim jest?  A może związek okazał się pasmem rozczarowań. Pytanie brzmi: czy jestem rozczarowana tym, co on robi – czy może tym, że zupełnie inaczej to sobie wyobrazałam, planowałam (choć on zawsze taki był)?

Czy jeśli nie zakończę tego teraz, będę żałować?

Są sytuacje, w której odejście może okazac się jedynym wyjściem – przynajmniej w danej chwili. To przede wszystkim sytucje, w których występuję przemoc w jakiejkolwiek formie. Wtedy żaden obietnice nie są warte poświęcenia. Powiecie, że zdarza się, że ludzie się zmieniają, że można taki związke naprawić – owszem, ale zamiast obietnic, wymaga to ogromnej pracy i czasu.

Jaką wartość ma dla mnie ta osoba?

Czy naprawdę on jest dla mnie tak ważny, czy po prostu boję się życia w pojedynkę? Czasem ten czas ze sobą samą, jest najcenniejszym prezentem na przyszłość.

Czy jesteś zaangażowana w ten związek, poświęcasz mu czas?

Czas jest najcenniejszym towarem, czas, który poświęcasz bliskim ci osobom. Pamiętaj, że ten zawsze znajdzie się, dopóki bedziesz tego chciała. To jak jest teraz?

Jakie będzie moje życie, kiedy odejdę?

Spójrz po raz kolejny w przyszłość, odważnie, i powiedz jakie bedzie (może być) twoje życie za rok, dwa trzy – jeśli odejdziesz. Co tam widzisz?


Źródło: Lovepanky


Gdzie ci prawdziwi mężczyźni? O Wandzie, co Polaka nie chciała

Karolina Krause
Karolina Krause
6 listopada 2016
Fot. iStock/Geber86
Fot. iStock/Geber86

Tak, jestem z nim. I nie, nie zamierzam za to nikogo przepraszać! Od kilku lat jestem w szczęśliwym (w większości) związku z Hiszpanem. Gdzie mój patriotyzm? – zapytasz. A w dupie go mam! Bo, jaki w zasadzie wybór mają dzisiaj Polki? Ale te prawdziwe, młode Polki z krwi i kości. Takie, które mają świadomość tego, w jakim kraju się urodziły i wychowane zostały w duchu polskich tradycji. Jest  XXI wiek. Nasi dziadkowie, ojcowie, wujkowie, bracia, słowem – wszyscy faceci, którzy przez lat stanowili dla nas wzór prawdziwego mężczyzny, zupełnie nie przypominają dzisiejszych mężczyzn.

Faceci są zagubieni, to widać. Ale to właśnie ich zagubienie sprawia, że my gubimy się jeszcze bardziej. Sęk w tym, że do odwiecznych problemów w postaci mówienia o swoich emocjach, dochodzą problemy rzędu samej definicji tego, co to znaczy „być męskim”. Świat staje się coraz bardziej feministyczny dlatego, bo gros facetów nie potrafi wyrobić sobie nowej definicji męskości.

Polska weszła do UE, coraz więcej obcokrajowców przyjeżdża do kraju i jeszcze raz tyle osób z niego wyjeżdża. Słyszy się na okrągło, że Polki coraz częściej na partnerów i (co gorsza!) ojców swoich dzieci wybierają cudzoziemców. Na szczęście, z pomocą naszym paniom spieszą dzielni polscy patrioci, którzy takowym „zdrajczyniom narodu”, jak w czasie okupacji, najchętniej ogoliliby głowy.

Z przejawem takiej niechęci spotkała się ostatnio moja przyjaciółka (trzy lata związku, też z Hiszpanem). W sobotni wieczór wybraliśmy się wspólnie do jednego z Sopockich klubów. Razem z J. poszliśmy szukać miejsca do siedzenia, kiedy przy barze rozpętała się awantura. Co jest? – pytam A. – Ten burak nie chce nam sprzedać piwa! – odpowiada równo wkurzona przyjaciółka . Mówi, że niby nie można tu płacić kartką i, żeby się mój latynoski lowelas przeleciał do bankomatu. Obydwie byłyśmy w szoku. Doskonale wiedziałyśmy, że tekst z kartą to tylko pretekst. To nie był nasz pierwszy raz w tym miejscu i nigdy nie było z tym problemu. Nie mogłyśmy jednak wyjść z podziwu, że pracują tam tacy ludzie…. Nigdy już tam nie wróciliśmy.

Dwie skrajności

Ale, jaki  tak naprawdę wybór mają Polki? Pozostając przy tym co ojczyste, skazane są na facetów zamkniętych w sobie, rzadko okazujących emocje, o przerażającej samoocenie, poszukujących swojego męskiego „ja” w jednej z dwóch skrajności: fizyczności lub intelekcie. Mamy więc przysłowiowego koksa albo mola książkowo-komputerowego, przy czym ani jeden, ani drugi nijak nadaje się do stworzenia rodziny. W większości przypadków utkwiły w nich jednak resztki spuścizny po romantyczno-dżentelmeńskim dziadku, które przejawiają się pod postacią przekazywania kwiatów, przepuszczania kobiet w drzwiach i tego typu manierach. Często dość komicznie kontrastujących z ogólnym stylem bycia  takiego osobnika.

Polak potrafi

Swoją drogą, w porównaniu do swych egzotycznych konkurentów niewątpliwym plusem polskich chłopaków jest zaradność. I nie chodzi tu o bycie MacGyverem w każdej sytuacji, ale o zwykłą próbę zaradzenia sytuacji, która często okazuje się być skuteczna. Choć tego typu rzeczy wspólne są chyba obu płciom wychowanym w tej kulturze. Niemniej jednak polscy mężczyźni znacznie lepiej wypadają na tym polu, jak i na wszelkich pracach związanych z urządzeniem i naprawą mieszkania. Takiego męża ze świecą szukać!

Południowcy dla odmiany bardzo lubią mówić o swoich emocjach, ale za to kompletnie nie mają pojęcia o tym, jak poradzić sobie z cieknącym kranem, wymienić zamek w drzwiach i powymieniać zawiasy. Można z nimi zbudować realny związek opierający się o wspólną rozmowę i zrozumienie. Bez perspektyw na to, że gdy przepali się żarówka, to on ją wymieni. Problematyczny może okazać się także  brak powagi w sytuacji, która wydaje się tego wymagać, bo Latynosi żartują praktycznie ze wszystkiego. Czasem również z rzeczy istotnych i kluczowych w budowaniu związku. Zapomnieć też można o specjalnym traktowaniu, jako że kwiaty kupuje się tam głównie na pogrzeb, a drzwi otwiera się jedynie przed sobą. Dżentelmeńskie maniery dawno odeszły tam w zapomnienie.

Trudny wybór

Tym, którzy myślą, że decyzja o „mieszanym związku” jest łatwa wyjaśniam: jestem Polką i kocham mój kraj. Szanuje jego tradycje, które w przyszłości chciałabym przekazać dzieciom. Należę jednak do pokolenia, które coraz bardziej świadomie widzi siebie także jako Europejczyków, co zmienia nieco naszą wizję patriotyzmu. Zastanawiając się więc nad wyborem ojca dla mojego dziecka, nie rozpatruje tego na zasadzie Polak czy Hiszpan. Widzę po prostu faceta, którego chcę poznać, a później stworzyć z nim zdrowy związek. Podstawą każdej relacji jest jednak rozmowa. A tak się akurat składa, że południowcy uwielbiają gadać. Dlatego wybrałam jego.

Czy wolałabym Polaka? Pewnie! I to nie raz! Chciałabym bym być traktowana wyjątkowo, mieć poczucie, o istnieniu drugiego filaru, który mnie wesprze, zaradzi coś na moje problemy. Faceta, który zrozumie, że czasem trzeba brać rzeczy na serio. Tylko, że wśród moich rodaków, jakoś nie udało mi się na takiego trafić. Pewnie dlatego, że nie potrafią się otworzyć i szczerze mówić o tym co czują.

Może więc warto by się nad tym zastanowić i zamiast rozmyślać o goleniu kobiecych głów, trochę jednak nad tym popracować? W końcu praca to coś, na czym się znamy.


Zobacz także

Fot. iStock / knape

Rób małe kroki, by odzyskać swoje prawdziwe piękno. Akcja „Mówię dość niezrealizowanym postanowieniom noworocznym”

Fot. iStock / PeopleImages

Pozwól sobie na relaksujący wieczór. Listopadowe romantyczne środy, to wybór idealny

Fot. iStock/Klubovy

Czy jesteśmy zadowoleni z naszgo życia? Znamy odpowiedź na to pytanie! Prezentujemy wyniki ankiety