Masz obok siebie prawdziwych przyjaciół? Czym właściwie jest ta cała przyjaźń?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2016
Fot. iStock/MilosStankovic
Fot. iStock/MilosStankovic

Jak wyglądałoby nasze życie bez przyjaciół? Potraficie je sobie wyobrazić? Bez ludzi, na których możemy polegać, którzy nas wspierają i rozumieją, i akceptują takimi, jakimi jesteśmy. Ale też nie szczędzą słów krytyki i nie owijają w bawełnę, kiedy widzą, że potrzeba nam wylać kubeł zimnej wody na głowę.

Kim jest prawdziwy przyjaciel? Jaki jest? Jak często zadajemy sobie pytanie – czy aby na pewno to przyjaźń, czy jest pozbawiona interesowności, fałszu i kłamstwa?

Przyjaciele słuchają siebie nawzajem

Są uważni i empatyczni. Nie oceniają, nie wydają opinii i nie próbują przeforsować swoich poglądów. Czasami mówią: „Nie mam nic mądrego do powiedzenia”, a ty jesteś im za to wdzięczna, bo to, że mogłaś się wygadać, już jest ogromnym wsparciem. Wiesz, że możesz zwierzyć się ze swoich najgłębiej chowanych uczuć i myśli, a przyjaciel cię nie oceni. Nie odwróci się do ciebie plecami. Spróbuje ciebie zrozumieć.

Przyjaciele są bezinteresowni

Nigdy nie usłyszysz: „Ja tobie pomogłem, teraz liczę na rewanż”. Nie, przyjaciel nie postawi cię nigdy w takiej sytuacji, nie będzie oczekiwał, że dla niego wywrócisz swoje życie do góry nogami. Jeśli pomaga – robi to z czystego serca, bez kalkulowania, czy mu się to opłaci. Po prostu – chce pomóc i to jest dla niego jak najbardziej naturalne.

Przyjaciele są szczerzy

Nie korygują się mówiąc to, co chcesz usłyszeć. Wręcz przeciwnie, to oni potrafią powiedzieć kilka słów prawdy, które nie zawsze muszą być miłe dla ciebie. Ty jednak wiesz, że mówią tego tobie, by cię zranić, umniejszyć twoją wartość. Ta krytyka jest zawsze konstruktywna i ty tak ją właśnie odbierasz, bo wiesz, że pada ona z ust przyjaciela, który nigdy nie chciałby dla ciebie źle.

Przyjaciele rozśmieszają cię

To w och towarzystwie najwięcej się uśmiechasz, płaczesz ze śmiechu. Wspólnie spędzony czas to często świetna zabawa. Przecież obecność przyjaciela to nie tylko poważne rozmowy i analizowanie rzeczywistości. Tak naprawdę najczęściej z przyjaciółmi spędzamy na zabawie wolny czas, nie mamy z nimi jedynie kontaktu, gdy nam lub im bywa źle. Wręcz przeciwnie.

Przyjaciele nie zawodzą

To jest chyba najcenniejsza wartość. Wiesz, że będą cię wspierać w trudnych dla ciebie chwilach, że rozumieją, gdy coś jest dla ciebie ogromnie ważne i nie opuszczą cię w tym momencie. Obojętnie, czy miałaby to być chwila radości i euforii, czy głębokiego smutku. Na nich możesz liczyć – zawsze, w każdej sytuacji. Od nich otrzymasz wsparcie, kopniaka w tyłek, czułość i wyrozumiałość.

Przyjaciele nie rywalizują

Nie rywalizują między sobą o sympatię, uwagę, czy wspólnie spędzony czas. Przyjaciele to grupa ludzi, która działa wspólnie, jak dobrze dobrany zespół, bez żali i pretensji o to, że może ktoś bardziej, albo bliżej z kimś jest. Wśród przyjaciół brak zawiści i zazdrości. Nikt nawet nie myśli o takich rzeczach.

Przyjaciele nie zgadzają się we wszystkim

Pochodzimy z różnych środowisk, nasze światopoglądy w pewnych kwestiach z pewnością się różnią. Ale szanujemy zdanie i opinię przyjaciela. Dyskutujemy, przedstawiamy swoje racje, ale szanując siebie nawzajem. Możemy się nie zgadzać, możemy nie rozumieć, ale przyjaciel akceptuje odmienność poglądów drugiej osoby.

Ja mam swoją krótką definicję przyjaciela: to ktoś, do kogo mogę zadzwonić choćby o drugiej w nocy i wiem, że mogę na niego liczyć. To ktoś, komu ufam, kto wiem, że nie zrobi mi świadomie krzywdy. To ktoś, kogo słucham i kto słucha mnie. To w końcu ktoś, kto nie powie: „nie teraz”, „nie chcę”, „mam inne plany” – wiedząc, że go potrzebuję w najważniejszych momentach mojego życia.

A wy? Macie takich przyjaciół?


A gdyby tak przez tydzień mówić, co naprawdę myślę i czuję? Obowiązkowe tematy (nie)wypowiedziane…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
14 listopada 2016
Fot. iStock / akindo
Fot. iStock / akindo

Umówmy się. Nie potrafimy lekko mówić o uczuciach. Tym bardziej, kiedy są to złe przemyślenia i nie chwalą, a karcą.  Nierzadko spostrzeżenia bywają krzywdzące mimo braku zamiaru z naszej strony. Zbieramy stare przekonania i niewypowiedziane zdania budując w sobie mur nie do przejścia, który finalnie jest w stanie popsuć wszystkie relacje i nas samych. Od środka. A gdybyśmy przez jeden tydzień dostali zielone światło na mówienie tylko prawdy? Gdybyśmy przez ten cały czas zmuszeni byli odpowiadać na pytanie „co słychać” tylko tym, co na prawdę siedzi w głowie? Zastanawialiście się kiedyś, jakie konsekwencje zebrałaby taka postawa i co znalazłoby się na waszej liście tematów (nie)wypowiedzianych?

Gdybym mogła odpowiedzieć szczerze i nikogo tym nie urazić, odpisałabym, że nie idę, nie przyjdę, nie będzie mnie w piątek, nie będzie na święta. Bez szukania wymówek, że mam chorego kota, rozwolnienie albo, że kuzyn przyleciał z Chicago po raz pierwszy od dwudziestu lat i ja mu właśnie gotuje bigos. Gdybym mogła szczerze wygłosić swoje uczucia odebrałabym telefon i powiedziała „śpię i tak mi dobrze”, pierogi z kapustą zjem po świętach. Bawcie się kochani, ja chcę się dzisiaj poprzytulać do siebie, popatrzeć na dzieci i męża. Nie musieć chcieć robić, co każą. Nie czuć się ocenianą, kiedy odbiegam od potrzeb ogółu. Nie skrzywdzić tym matki, ciotki, które na moją obecność tak mocno się nastawiły…

„Jak się masz?” często zasługiwałoby na „źle”, ale obawiałabym się strzałów kolejnych pytań jak z karabinu. „Co się stało?”, „znowu?” „skończ z tą depresja i zacznij żyć”. „Po co pytacie jak sami układacie odpowiedzi” – oddawałabym hurtowo wszystkim siewcom pozytywizmu znającym cudze życia lepiej. Tak się czuję i chociaż raz chciałabym to powiedzieć bez żadnych konsekwencji. Źle, do jasnej cholery, jest mi ku*ewsko źle. Ale jutro też jest dzień. Może się coś zmieni. Coś się zmieni na pewno, bo ja umiem o siebie walczyć i wy tam też.

Nareszcie cieszyłabym się na głos z własnych powodzeń i sukcesów, przestała się ukrywać. Gówno by mnie interesowało, czy ciężko wypracowany awans  w biurze i dom pod Warszawą zaboli koleżanki z roku, które nie doszły do niczego, chociaż może i się starały. Przestałabym gryźć się w język za każdym razem, kiedy pytają „co u ciebie”, a ja znając pogardliwe reakcje, zamiast chwalić się kolejnym sukcesem, odpowiadam zdawkowo „po staremu”. Przecież tak nie wolno, ludzie! Wasze szczęście też powinno się liczyć. Zacznijcie głośno cieszyć się z siebie.

Przypadkom, których z jakiegoś powodu nie lubię, ale podziwiam za talent lub osiągnięcia powiedziałabym wprost. Jesteś wyrafinowany i jedziesz po trupach kochanieńki, ale nie mogę oderwać wzroku od twoich fotografii, a do snu czytam, co napiszesz w sieci. Robisz to dobrze mimo, iż szczerze nie lubię twojej gęby. Mamy prawo do niekochania. Serio. Równie duże do doceniania oczywistego nawet, jeżeli gryzie się to z naszym powierzchownym, pierwszym wrażeniem. Potraficie się przyznać do takich ukrytych westchnień? Powiedzielibyście to głośno, gdyby z urzędu rozwiązano wam języki?

Na hasło „udało ci się to” odpowiedziałabym nareszcie i bez wahania „tak, wiem”. Na „jesteś cudowna”  – „dziękuję, też tak myślę”. Zamiast pieścić się bez sensu, że „no co ty”, żeby czasem nie wyjść na Narcyza i nie zostać zamkniętą w szufladzie z napisem „zarozumiała suka”. Głośno obroniłabym własnej wartości. Zaczęłabym nazywać rzeczy po imieniu, odczepiłabym się od maski nieudacznika, któremu coś przez przypadek w życiu wyszło. Przestałabym zamykać usta tylko po to, żeby zadowolić ludzi wokół i nie spotęgować cudzych smutków.

Mówiłabym: „lubię cię” bardzo często bez wstydu, że z drugiej strony nie usłyszę tego samego.

Mówiłabym: „nie lubię cię” bez lęku, że odbiję się od „ja ciebie też nie”, które mnie zaboli.

Gdybym usłyszała „jak się masz” od jednego pana, co za plecami najchętniej wbiłby nóż między łopatki, powiedziałabym wprost, żeby spie***lał. Jak mi się marzy właśnie taka odpowiedź bez podawania przyczyn. Ja nie jestem głupia. Ludzie nie są głupi. Bywają może mniej lub bardziej spostrzegawczy. Czasami są po prostu taktowni i nie chcą mieszać patykiem w wielkim mrowisku. Gdybym jednak mogła odpowiedzieć starałabym się stanąć z nim twarzą w twarz, żeby w oczach moich widział co wiem. A potem przyglądałabym się zażenowaniu, w które by się ubrał z obrzydliwą satysfakcją. Nie ma nic gorszego od fałszu. Nie ma.

Powiedziałabym osobie, którą uważam za bliską, że jest mi bliska. Zrobiłabym wszystko, żeby doprowadzić nareszcie do takiego wyznania. Kształt dzisiejszego świata skutecznie blokuje przed szczerością. Jakby nazwanie kogoś przyjacielem miało obowiązkowo popsuć te relacje. Chciałabym, żeby wiedziała, że mimo sporów i wzajemnych irytacji nadal stawiam ją bardzo wysoko na podium ważności. Gdybym miała szczerze powiedzieć „jak się mam” zapewne odpowiedziałabym, że tęsknię, bo nie widziałyśmy się tyle czasu… Może nareszcie przestałybyśmy trwać przy sobie intuicyjnie.

Gdyby zapytał mnie rząd, jako prawego obywatela, co czuję i jak się mam po dobrej zmianie, powiedziałabym, że dzień w dzień otwartą dłonią zakrywam sobie twarz ze wstydu. Że nie jestem zadowolona jak im się wydaje ze wszystkich „darów”. Że 500+ pobieram, a chwilę później nakleja mi się łatę pazernej, że w ogóle wzięłam. Psychoza w czystej postaci. Że nie mogę patrzeć na te opasłe mordy śmiejące się jawie w telewizorach do mnie i do tysiąca innych bezsilnych ludzi. Że dzisiaj szkoły są takie, jutro inne, bo kaprys. Że najpierw każe mi się rodzić dzieci z gwałtu, zmusza wyjść w strugach deszczu na ulicę, żeby potem na jednym wdechu oznajmić, że się jednak tak wcale nie myślało i oni to wszystko cofają.

Powiedziałabym im tam w garsonkach i krawatach drogich, żeby przestali robić ze mnie idiotkę, a wszystkie swoje chore ambicje skończyli załatwiać majtającym przed nosem rulonem banknotów zielonych i niebieskich. Gdyby tylko zapytali to ja bym oznajmiła, że cofa mi się na ich widok i serce się rozpada, kiedy myślę o wszystkich skrzywdzonych ludziach. Wykorzystują ich tylko po to, żeby stanąć bliżej koryta. Świnie. Tak bym ich nazwała.

Powiedziałabym mężczyźnie, którego kocham, żeby nie odchodził, bo jednak nie miałam racji…

Matce, że jak ją kocham, tak mnie wykończy nerwowo…

A później odwróciłabym się na pięcie zliczyć ludzi, którzy obok mnie zostali. Przekalkulowałabym zyski i straty. Nie wiem, czy palce jednej ręki to nie za dużo na tych, którzy potencjalnie wytrwają. Zastanawiam się czy moc mówienia prawdy wyrządziłaby więcej dobrego czy złego. Czy szczerość, o którą tak walczymy na każdym kroku daje nam szczęście. Ile warta jest moja skromna drużyna postawiona obok tabunów oszustów. Macie odpowiedź? Chcecie spróbować? Czy od jutra siejemy tylko prawdę?


Obecni – nieobecni w związku. Jak rozpoznać tych, z którymi nigdy nie będziemy „naprawdę”?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 listopada 2016
Fot. iStock/lofilolo
Fot. iStock/lofilolo

Nieobecny. Czasem tylko duchem, czasem również ciałem. Związek z partnerem, którego tak naprawdę, realnie przy tobie nie ma, bywa o wiele bardziej obciążający niż samotność w pojedynkę. Bo co z tego, że umówiliście na wspólne życie, kiedy ze wszystkim zostajesz sama, bez wsparcia, bez jego uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, w rozwiązywaniu problemów?

„Na początku było inaczej” –  trzymasz się kurczowo tej myśli, widząc w niej szansę na jakąś poprawę, na powrót do tego, co było między wami, zanim on „zobojętniał”. Zatrzymaj się, pomyśl – czy naprawdę było inaczej?

Istnieje kilka rodzajów „niedostępności”. Niektórzy z nas zawsze będą „nieobecni” w związku, z powodu zaburzeń psychicznych lub/i niezaspokojonych w dzieciństwie potrzeb. Bywa jednak, że „nieobecność” jest czymś czasowym. Zdarza się tak, jeśli to następstwo jakiegoś życiowego dramatu, problemu, trudnego momentu.

Oto lista bardziej subtelnych, alarmujących sygnałów niedostępności w związku:

1. Flirtowanie połączone z powierzchownymi, zdawkowymi pochlebstwami

Czujesz, że osoba, którą poznajesz preferuje jedynie powierzchowny kontakt, brak tu chęci głębszego poznania drugiej strony? Taki flirt jest dobrym elementem intymności, która ma trwać jedynie chwilę, kiedy na nic nie liczymy i niczego od siebie nie oczekujemy.

2. Mocna samokontrola

Niepokojący jest brak wyrozumiałości dla swoich i cudzych słabości. Nasze relacje powinniśmy przecież budować na akceptacji, zrozumieniu i chęci wsparcia. Brak spontaniczności, przysłowiowej „odrobiny szaleństwa” jest zdecydowanie złym znakiem dla ewentualnej relacji.

3. Zbytnia podejrzliwość

Jeśli bliska ci osoba zbyt mocno skupia się na zasłyszanych, negatywnych faktach i wierzy w nie, bez chęci konfrontacji z tobą, jest to zdecydowanie alarmujący sygnał.

4. Niepokojąca przeszłość

Dowiedz się, czy twój ukochany był już w jakiejś dłuższej, stałej relacji i dlaczego to się skończyło. Może się okazać, że większość jego związków kończyła się tam, gdzie zwykle zaczyna rozwijać się intymność.

5. Perfekcjonizm

Zaniepokoić powinna cię także skłonność do wyszukiwania w każdym wad. Problem polega na tym, że osoba, z którą się spotykasz, boi się bliskości. Kiedy nie może doszukać się w tobie jakieś słabości, niedoskonałości, jej niepokój rośnie.

6. Gniew – gwałtowny, bez znaków ostrzegawczych lub tłumiony, maskowany chamskimi odzywkami

Zwracaj uwagę na język, jakim bliska ci osoba posługuję się w gniewie. Czy masz wrażenie, że zamienia się w kogoś innego? Czy często myślisz, że nie podejrzewałbyś jej o „takie zachowanie”…?

7. Arogancja

Unikaj związku z kimś, kto uwielbia się przechwalać i jest zarozumiały. Takie zachowanie sygnalizuje niską samoocenę. Droga do zyskania jego zaufania będzie kręta i wyboista.

8. Nieterminowość, niesłowność

Chroniczne spóźnianie się jest nie tylko nieuprzejme, ale może także wskazywać, że dana osoba unika relacji, chce się z niej „wywinąć”.

9. Natarczywość/Tajemniczość

Niewłaściwe, zbyt wcześnie zadane pytania (np. o pieniądze czy seks) mają często na celu zniechęcenie drugiej strony, uniemożliwienie rozwoju waszemu związkowi.

10. Presja zbliżenia

Uważaj na bodźce seksualne wysyłane zbyt wcześnie. Uwodziciele unikają prawdy, autentyczności, ponieważ nie wierzą, że sami są w stanie „zatrzymać” partnera na dłużej. Kiedy związek staje się realny, oni go sabotują. Zbliżenie ma dać im pewność, której i tak nigdy nie poczują.

Większość ludzi ujawnia swoją emocjonalną niedostępność  bardzo wcześnie. Obserwuj, zwracaj uwagę na niepokojące, powyższe sygnały, zwłaszcza jeśli czujesz, że zaczynasz się angażować.


Zobacz także

fot. iStock/Stefano Tinti

Zakończona przyjaźń boli bardziej niż zakończony związek

Fot. Pixabay/ Unsplash /

Pokolenie delikatesów – dlaczego nie zawalczą o szczęście i satysfakcję? Jak realizować cele na przekór wygodzie

Fot. iStock / AleksandarNakic

Marzy ci się być idealną matką? Oto kilka praktycznych porad. Spróbuj, może ci się uda!