Masakra w Orlando, to przede wszystkim śmierć 50 osób, ludzi, którzy byli czyimiś dziećmi, ukochanymi, przyjaciółmi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 czerwca 2016
Fot. Screen z YouTube / endorfinahub
 

W której grupie jesteście? W tej, która żyje swoim życiem i nie chce przejmować się tym, co wokół się dzieje? Czy w tej angażującej się, przeżywającej wszystkie istotne kwestie i wchodzącej w dyskusję na temat ważnych rzeczy?

Pytam, bo obserwuję dwie postawy. „Nie chcę się angażować, muszę zadbać o własne życie, swoje i najbliższych szczęście”. I drugą, w której kipi od opinii  i chęci konfrontacji poglądów.

Rozumiem jedną i drugą. Może dlatego, że sama byłam w tej grupie, która nie chciała dyskutować. Nie chciała poruszać trudnych tematów, bo przecież to tamten świat, który nie ma wpływu na moją mikro przestrzeń. Tutaj ja sama jestem sobie panem i władcą, zresztą po co mam się mieszać w rzeczy, które mnie bezpośrednio nie dotyczą, które są ode mnie daleko i na które kompletnie nie mam wpływu. „Mój głos nie ma i tak znaczenia” – to taka dobra wymówka, której większość będzie przytakiwać. Bo kogo obchodzi, co myślę. Muszę zadbać o siebie, swoje dzieci, o ich dobre życie i bezpieczeństwo.

No właśnie. O ten komfort życia się rozchodzi, o to bezpieczeństwo. Czy można pozostać głuchym wobec tego, co się dzieje? Czy można udawać, że coś nas nie dotyczy? Bo dzieje się daleko, bo w innym państwie, na innym kontynencie? Pewnie można. Ja nie potrafię.

Czytałam wczoraj przez cały dzień doniesienia z Orlando. Czytałam wszystkie dyskusje wokół. Czy chodziło o homofobię, czy o terroryzm, czy „Wiadomości” zmanipulowały informacje, i co kto w tej sprawie miał do powiedzenia.

Ludzie pochylali się nad treścią SMS-ów matki i syna, który w klubie podczas strzelaniny przebywał.

Mam wrażenie, że na tej sytuacji każdy „ugrał” coś dla siebie. Lewa strona sceny politycznej mogła wytknąć zdominowanym przez PiS „Wiadomościom” jak wybiórczo podana została informacja o masakrze w Orlando. Od razu wytknięto premier Szydło, że na Twitterze słowa nie zabrała na temat masakry gratulując jedynie piłkarzom zwycięstwa na EURO 2016. Prawa strona miała swój dzień triumfu mówią co tym, jak to radykalni islamiści terroryzują Stany Zjednoczone, jak zagrożenie napływem uchodźców (choć każdy mądrzejszy wie, że im do Polski w ogóle się nie spieszy) zwiększa prawdopodobieństwo zagrożenia terroryzmem. Każdy przeciągnął śmierć 50 osób na swoją korzyść.

Nie przeczytałam ani słowa o ludziach, którzy tam byli, o tym, że to wielka tragedia, że tak wiele niewinnych osób zginęło. Nie, ja czytałam o przepychankach Młodzieży Wszechpolskiej, która posługując się cytatem ze Starego Testamentu podkreślała, że masakra w gejowskim klubie to kara za homoseksualność jego uczestników. Wpis został usunięty, a do prokuratury wpłynie (a może już wpłynęło) doniesienie o pochwalaniu przez Młodzież Wszechpolską masakry w Orlando.

Wiecie, ja wierzę w człowieka, w to, że każdy z nas jest dobry. I że tę dobroć w sobie pielęgnować będziemy. Z drugiej strony wszystko to, co się dzieje udowadnia, że każdy z nas nosi w sobie cząstkę zła. Większość z nas nie chce jej zauważyć, bo też kto chciałby się przyznać, że stać go na okrucieństwo, na nienawiść.

Przeraża mnie jedno. Że każdy, kto publicznie zabiera głos w sprawie ostatnich wydarzeń próbuje oddziaływać na innych strachem. Jesteśmy zastraszani, a wiadomo, że ludźmi, którzy się boją łatwiej manipulować, łatwiej rządzić, łatwiej im wmówić wiele nieprawdziwych rzeczy tylko po to, by uspokoić ich emocje, by dać mętne poczucie bezpieczeństwa.

Powiedzą, tak zaopiekujemy się wami, przegonimy zło, wstawimy się za wami. Będziemy nienawidzić i nie godzić się na to, co się dzieje. Ilu z nas w to wierzy? A może inaczej powinnam zadać ypytanie: ilu chce wierzyć? Że problem ktoś inny rozwiąże, że zajmie się tym, że pewnego dnia usłyszymy, że już po wszystkim. Bo tak łatwiej, bo tak lepiej, bo ktoś inny podejmie decyzje, do których my sami nie chcielibyśmy się przyznać.

Nie macie wrażenia, że wszyscy wokół chcieliby, żebyśmy się bali. Że każdy prowadzi tę samą grę? Zastraszmy ich, a wtedy zgodzą się na wszystko, co im zaproponujemy? Znajoma dziś powiedziała, że jej kolega – niekryjący się ze swoją homoseksualnością, po raz pierwszy się przestraszył. Po raz pierwszy przestraszył się języka nienawiści. Pokazania, że nie tylko gdzieś w Stanach, że nie tylko, jak niektórzy chcieliby wierzyć, islamiści mogą przelać na niego falę nienawiści, a wręcz przeciwnie, że radykalizm istnieje w każdej religii, nawet w tej, w której Papież ogłasza rok, rokiem miłosierdzia.

Nienawiść podsyca nienawiść, a niechęć rodzi niechęć. Jaki jest cel wzbudzenia w nas tych emocji. Nigdy nie słyszałam tylu negatywnych opinii o innych ludziach, tylu złych słów, krzywdzących. Nigdy nie otaczała mnie taka niechęć do drugiego człowieka. Za wszystko – za poglądy, za orientację seksualną, za przynależność polityczną. Wyzywamy się, oblewamy jadem, najchętniej skoczylibyśmy drugiej osobie, z którą się nie zgadzamy do gardła. I zastanawiam się, gdzie my żyjemy? Jak sami  o możemy pozwolić sobie na założenie zaciskającej się na szyi pętli strachu i nienawiści? Czym różnimy się od tych, których się boimy i od tych, którzy uważają, że zawsze staną w naszej obronie?

Nadal chcę dbać o mój mikro świata, moją własną przestrzeń, o bezpieczeństwo swoje i najbliższych, ale nie chcę tego robić tak, jak inni próbują mi to pokazać. Nie chcę siać fali nienawiści i nietolerancji wśród bliskich mi osób, nie chcę powtarzać tego wszystkiego, co napawa mnie obrzydzeniem i wstydem za drugiego człowieka. Chcę tłumaczyć, że przemoc rodzi przemoc, a język nienawiści nie jest językiem porozumienia i pokoju. Chcę mówić, że przede wszystkim powinniśmy szanować drugiego człowieka bez względu na to, kim jest i skąd pochodzi. I tak, wierzę, że mój głos wysłuchany i zrozumiały dla najbliższych mi osób ma znaczenie. Ma większe znaczenie, niż udawanie, że nic się nie stało, jest bardziej istotny niż niereagowanie na to, co słyszymy i widzimy.

Masakra w Orlando, to przede wszystkim śmierć 50 osób, ludzi, którzy byli czyimiś dziećmi, ukochanymi, przyjaciółmi. To 50 przyczyn łez, smutku i żałoby dla wielu osób. Dlaczego o tym zapominamy?


W godzinę do euforii… czyli co ci daje godzina jazdy na rowerze

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
14 czerwca 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Wszyscy wiedzą, że słońce, wiatr we włosach i odrobina wysiłku to najlepszy przepis na codzienną porcję wzmocnienia i dobrego nastroju. Nawet tak nieobciążające ćwiczenia jak jazda na rowerze dokładają kolejną cegiełkę do poprawy samopoczucia. Jednak co właściwie powoduje tę zmianę nastroju? Co dokładnie dzieje się w organizmie przez godzinę jazdy?

10 minut

Twój organizm przestawia się na nieco intensywniejszy tryb działania. Pierwszy szok, nieuchronny zwłaszcza jeśli nie jesteś przyzwyczajony do ruchu, mija. Oddech i serce pracują już w normalnym tempie i zostaje tylko frajda z szybkiej jazdy, niezależnej od aktualnego stanu dróg.

20 minut

Zaczyna spadać poziom kortyzolu w twoim organizmie. To hormon stresu, którego nadmiar jest odpowiedzialny za takie rzeczy jak depozyty tkanki tłuszczowej, ścieńczenia skóry czy rozstępy. Redukcja kortyzolu to łatwiejsze zasypianie i sprawniejszy metabolizm.

40 minut

Po tym czasie twój organizm wyczerpał już cały zapas glukozy we krwi i zaczyna spalać tkankę tłuszczową. Jesteś w pełni dotleniony, a to oznacza zarówno łatwość w łączeniu logicznych faktów, jak i zwiększoną kreatywność. Cokolwiek cię czeka w ciągu dnia, stawisz temu czoła, zwłaszcza jeśli rowerem dojeżdżasz do pracy.

45 minut

Przysadka mózgowa produkuje endorfiny i serotoninę, czyli naturalne środki przeciwbólowe odpowiedzialne za poczucie szczęścia. Oprócz zwyczajnej satysfakcji może wzrosnąć ci pewność siebie. Mija poczucie odrętwienia, rośnie entuzjazm.

60 minut

Zaczynają oddziaływać efekty psychiczne – satysfakcja z pełnej godziny jazdy połączona z wszystkimi fizycznymi efektami, które dała ci godzina ciągłego wysiłku, nawet jeśli nie był zbyt intensywny. W dodatku jeśli wolisz jeździć rowerem po mieście, np. do pracy, prawdopodobnie i tak już dotarłeś na miejsce, podczas gdy w samochodzie ciągle mógłbyś stać w korkach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Autor: legrandbikes.pl

 

 


Okna nie muszą być nudne. Spraw, by stały się przestrzenią piękna, światła i komfortu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
14 czerwca 2016
rolety
Fot. Dekoria.pl

Okna są bez wątpienia wizytówką naszego domu. Zwracają na siebie uwagę tak samo, jak ład panujący w pomieszczeniach i meble nadające duszę domostwu. Okna są wyjątkowe, ponieważ pełnią funkcję łącznika z tym, co dzieje się poza murami budynku, umożliwiają wlewanie się promieni słonecznych, oraz świeżego powietrza i dźwięków z drugiej strony. 

Nawet jeśli widok za oknem nie zachwyca swoją wyjątkowością, warto sprawić, by ta ciekawa, jasna przestrzeń wypełniła się stylem i zaczęła pełnić funkcję tej kopki nad i, która zdefiniuje wygląd i charakter domu.

Długie, słoneczne dni zachęcają do wprowadzenia powiewu świeżości

Jeśli marzysz o zmianach w wystroju wnętrza, ale obawiasz się finansowej rewolucji w portfelu, postaw na subtelne ale zauważalne zmiany, własnie w obrębie okien. Jeśli nie czujesz się na siłach, by zaprojektować od początku do końca wygląd okien w różnych pomieszczeniach, możesz czerpać inspiracje z różnych katalogów czy stron internetowych. Niekiedy wystarczy jedna iskra, by w głowie utworzyła się cała koncepcja na idealny wygląd okna.

Ożyw parapety kwiatami i ozdobami

Wybierz ulubione kwiaty ozdobne, które same w sobie skupią uwagę w jednym miejscu. Ożyw parapet ładnymi doniczkami, ale nie upychaj kwiatka przy kwiatku, ponieważ rośliny mogą wzajemnie się zagłuszać, a nadmiar stanie się zwyczajnym zagraceniem. Minimalizm zawsze jest lepszy od groźby przeładowania i powstania bałaganu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Dekoria.pl

Jeśli nie lubisz kwiatów, ustaw na parapecie zdjęcia w pięknych ramkach, ozdobne świece, które stworzą klimat oraz puzderka czy pamiątki, które chciałabyś wyeksponować. Jeśli nadal nie masz pomysłu jak ozdobić parapet, zerknij na stronę Dekoria.pl. Tu znajdziesz lampiony, figurki, wazony i setki innych dekoracji które pozwolą na ozdobienie domu tak, jak tylko zechcesz.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Dekoria.pl

Zasłony i firany

W ten prosty sposób nie tylko stłumisz odrobinę zbyt intensywne słoneczne światło, ale i stworzysz delikatną intymność w pomieszczeniu, gdyż z zewnątrz będzie mniej widać to, co się dzieje w domu. Firanki mają jeszcze jeden pozytyw, ponieważ w pewien sposób maskują okno i zabrudzenia, które naturalnie powstają  powodu zmiennych warunków atmosferycznych i kurzu. Niestety, nie każdy może sobie pozwolić na mycie okien raz w miesiącu i zawieszanie świeżo wypranych firan i zasłon. Firany i zasłony wprowadzą świeżość, będą falować przy silniejszych podmuchach wiatru i budować klimat w domu. Zamiast grubych mięsistych tkanin, wybieraj lżejsze, które nie tylko nie przytłumią pomieszczenia, ale sprawią, że okno nabierze lekkości.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Dekoria.pl

Rolety rzymskie – europejski styl i komfort

W Europie królują niepodzielnie w oknach od już od wielu lat rolety rzymskie. To doskonałe rozwiązanie, ponieważ w zależności od wybranej tkaniny mogą całkowicie zaciemniać pomieszczenie, spełniać formę dekoracyjnej zasłony lub stanowić formę transparentnej firany. Spełniają one funkcję ozdobną, regulującą przepływ światła, oraz zapewniającą intymność.  Podnoszone przy pomocy specjalnego mechanizmu, tworzą dekoracyjne fałdy i z gracją prezentują się zarówno we wnętrzach nowoczesnych, jak również klasycznych domach. Mają one niewątpliwą przewagę nad zasłonami, ponieważ nie kradną cennej powierzchni użytkowej, którą potrzebują zasłony, by zostać odsunięte na bok. Rolety rzymskie można zamocować tak, jak jest wygodniej – do ściany, sufitu, bezinwazyjnie na ramie okna lub najprościej – zawiesić na karniszu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Dekoria.pl

Jeśli chcesz rozeznać się w rodzajach rolet, zerknij do mini-ściągawki:

  • Rolety rzymskie zaciemniające. Wyróżniają się prostym designem, gładkimi tkaninami w modnych kolorach a przede wszystkim funkcją zaciemnienia pomieszczenia w 95%! Idealnie pasują do urządzania nowoczesnych wnętrz oraz pomieszczeń, w których wypoczywamy – sypialni, pokoi dziecięcych oraz pokoi komputerowych i telewizyjnych.
  • Rolety rzymskie dekoracyjne (z falbaną prostą, falistą lub bez falbany). Falbana kończąca roletę dodaje jej bardziej ozdobnego, lecz wciąż nienachalnego wyglądu. Rolety bez falbany zajmują za to mniej miejsca po maksymalnym podciągnięciu więc można je zamontować niżej nad wnęką okienną, żeby nie utrudniać otwierania okna. Ten model świetnie sprawdzi się w każdym pomieszczeniu w zależności od wybranej tkaniny – bogactwo wyboru kolorów, wzorów i intensywności zaciemnienia jest ogromne.
  • Woalowa roleta rzymskadelikatna, zwiewna, transparentna, przepuszczająca światło, pełni rolę nowoczesnej firany – przysłania wnętrze mieszkania z zewnątrz ale nie zaciemnia pomieszczenia. Nie zamontujesz jej w sypialni, gdzie zależy Ci na prywatności i zaciemnieniu, ale już w salonie lub kuchni może wyglądać naprawdę pięknie. Można ją też połączyć z zasłonami i wtedy stanowi formę oryginalnej, pięknej firany.
  • Roleta rzymska Duo. Połączenie rolety woalowej z warstwą mniej lub bardziej zaciemniającą – perfekcyjne! Dzięki temu nie musisz wybierać między jednym rodzajem a drugim. Jednoczenie cieszysz się zwiewnością woalowej tkaniny i zaciemnieniem oferowanym przez grubszy materiał. To bardzo dekoracyjny element – świetnie sprawdzi się w reprezentacyjnej części domu lub w sypialni.

Jeśli urzekną cię właśnie rolety rzymskie, sprawdź ich największy wybór w sklepie Dekoria.pl. Tu znajdziesz rolety i firany oraz dekoracje idealne dla twojego domu.


Wpis powstał we współpracy z Dekoria.pl

 


Zobacz także

Dżem, ketchup i pasztet z cukinii. Kobiety pokochały te przepisy

Płatny urlop dla ofiar przemocy domowej wprowadza Nowa Zelandia. Niech będzie przykładem dla innych krajów

Pomoc

Ataki paniki