W łóżku niczego nie oczekuję, cieszę się tym, co mi czasem dasz. Odtrącasz mnie już cały, długi rok

Seksualnie
Seksualnie
29 marca 2017
Fot. iStock/milos-kreckovic
Fot. iStock/milos-kreckovic
 

Najbardziej chyba nie lubię weekendów. Dziwne, prawda? W sobotę przecież wstajesz wcześniej niż ja, parzysz mi kawę i podajesz ją w moim ulubionym kubku. Dzieci jeszcze śpią. Sielanka. Pół kawy, pół mleka, łyżeczka cukru. Zawsze pamiętasz. Wiesz to tak samo dobrze jak to, że lubię kochać się od tyłu. Z tych dwóch przyjemności, dostaję od ciebie tylko kawę. Dziś też tak będzie. Patrzysz na mnie tak spokojnie, łagodnie. Wiem, że mnie kochasz i od razu tak bardzo chcę być blisko, chcę czuć na sobie twój dotyk. Szybko spuszczam wzrok, gaszę te myśli, tłumię pragnienia, niebezpieczne, bo niezaspokojone. Nie oczekuję. Odtrącasz mnie w łóżku już cały, długi rok.

Tak, to prawda, czasem, może raz na trzy miesiące, rzucasz się na mnie, trochę jak nieporadne zwierzę. Mam wtedy swoje upragnione 15, 20 minut. Celebruję ten czas, cieszę się nim, próbuję wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie. Skoro już mnie chcesz, zawsze jestem gotowa. Trochę to żałosne, prawda? Po wszystkim uśmiechasz się. Trochę przepraszająco, że tak rzadko we mnie gościsz, trochę dumnie, że TO zrobiłeś. Mi chce się płakać. Nie, w żadnym wypadku nie pokażę ci tych łez. Chcę, żebyś czuł się dobrze, najlepiej. Żebyś jeszcze mnie kiedyś zechciał…

Rozmawiamy o wszystkim. Znam imiona i problemy twoich współpracowników, daty spotkań w pracy, deadline’y. Wiem, co cię zdenerwowało, zanim jeszcze opowiesz mi o tym wieczorem. Piszesz SMS-y i wysyłasz emaile. Dzwonisz, żeby spytać co kupić. Szkoła, dom, rodzina, przyjaciele – nie mamy przed sobą tajemnic. Ale kiedy rozmowa schodzi na seks – nasz seks – zamykasz się szczelnie w swojej skorupie.

Kocham Cię. Bardzo chcę cię zrozumieć, nie oceniam. Nie wiem, co ci jest, ale bardzo chcę ci pomóc. I sobie pomóc, bo czuję, że przestaję istnieć. Moje ciało, zapomniane, niekochane znika. Wiesz, tak bardzo mi źle, tak bardzo tęsknię za twoim dotykiem, przyspieszonym oddechem, czułością i tymi momentami, gdy zapominamy się tak bardzo, że nie liczy się już nic, poza naszymi ciałami. Chciałeś mnie, tak bardzo. Czułam to, jeszcze całkiem niedawno, pamiętasz?

Teraz odtrącasz mnie, kiedy przytulam się do ciebie nago, mrucząc ci do ucha słowa, które kiedyś doprowadzały cię do szaleństwa i żałośnie licząc na to, że może tym razem mnie weźmiesz. – Jestem zmęczony – mówisz tym samym, sennym głosem. – Kochanie, chodźmy spać.

Innym razem dotkam cię władczo, zdecydowanie. Chcę wziąć sobie ten seks, jakby mi się należał. Kolejny błąd. Zdenerwowany, karcisz mnie chłodem i milczeniem. Zaciskam zęby, przełykam kolejne upokorzenie.

Zabieram cię na weekend bez dzieci. Dużo rozmawiamy, śmiejemy się. Jemy dobre rzeczy. Wieczorem zakładam nową bieliznę. – Kochanie – mówisz – nie dzisiaj.

Rezygnuję i nie robię już nic. Nie mówię o TYM. Nie myślę. I nic, nic się nie zmienia.

Boli za każdym razem. Na początku nie bolało. Każdy ma prawo być zmęczony. Albo czasem po prostu nie mieć ochoty na seks. Ale to się stało bardziej naszym „zawsze” niż czasem. Boję się. O ciebie też, bardzo

A ty uparcie nie chcesz rozmawiać, choć przyznajesz, że masz problem. Zmęczenie, stres? Kochanie, nie wiem co ci jest.  Prosiłam – może ktoś powinien nam pomóc, przecież to nie wstyd poprosić o pomoc. – Nie – przekonywałeś – muszę sam.

Moje ciało, takie niedotykane, smutne wyrywa się do czułości. A ty wracasz do domu i coraz częściej zasypiasz na kanapie przed telewizorem. Zostaję sama, w naszej ogromnej sypialni. Przychodzę w nocy, budzę cię lekko, ale sen masz tak mocny, że nie wstajesz. A może to tylko gra, żebyś nie musiał leżeć koło mnie ze świadomością, że nie możesz mi dać spełnienia?

Próbowałam, przysięgam, próbowałam wszystkiego. Byłam delikatna wspierająca, dyskretna. Byłam też wściekła, zła i nieszczęśliwa, przyznaję. Teraz tylko czekam. Ale przecież całkiem niedawno, wszystko było inaczej, pamiętasz? Potrafiliśmy kochać się przez kilka godzin, tuląc się do siebie potem, zmęczeni, szczęśliwi.

Czasem myślę, że odejdę. Wyobrażam sobie siebie z namiętnym, czułym kochankiem. Ale wiesz kochanie, on zawsze ma twoją twarz. Ciągle jeszcze marzę o tobie.


W seksie źle być księżniczką zdobywaną, czekającą na pierwszy dotyk, na słowo

Seksualnie
Seksualnie
7 maja 2017
Fot. iStock/Marjot
Fot. iStock/Marjot
 

Od dziecka żyłam wizją romantycznej miłości. Chciałam być tą księżniczką, którą dzielny i piękny książę uratuje z wysokiej wieży. Albo zbudzi pocałunkiem. A potem zabierze do zamku i poślubi. Co było dalej, jak potoczyło się ich wspólne życie, zupełnie mnie nie interesowało. Przecież każde wielkie uczucie prowadzi do ślubu – wpajała mi mama i babcia. Najlepiej kościelnego, w białej sukni i z welonem, jako symbolem kobiecej „czystości”.

Dziś myślę tylko o tym, czy kiedy ucichną już weselne dzwony, a zakochana para wyląduje w sypialni, książę stanie na wysokości zadania. I szczerze w to wątpię. I bardzo tej księżniczce współczuje. Bo sama nią jestem.

Czytałam gdzieś, że seks to lustro związku. Jeśli to prawda, nasz seks powinien być wspaniały. Znamy się od dziecka. W naszym małym miasteczku wszyscy się znają. Zakochaliśmy się w sobie na początku liceum – szczenięca, pierwsza miłość. I jak się miało okazać – ostatnia, ta na całe życie. Pierwsze pocałunki, pierwszy raz (zaraz po ślubie), wszystko to przeżywaliśmy razem. Nierozłączna para, taka idealna, zgodna. Razem wyjechaliśmy do miasta na studia, ale zamieszkaliśmy w oddzielnych pokojach w akademiku. Tak nas wychowano. Wmówiono nam, że wstrzemięźliwość przed ślubem to najlepszy sposób, by okazać sobie szacunek i miłość.

W noc poślubną zasnęliśmy obok siebie zmęczeni emocjami i trochę onieśmieleni tym, że oto nagle już wolno nam „więcej”. Nasz pierwszy raz, kilka dni później, był wzajemnym odkrywaniem siebie, swoich reakcji, swoich ciał. I każdy następny prowadził nas dalej, aż do momentu, kiedy ty powiedziałeś „stop”. Tak jest dobrze, wystarczająco. A ja posłuchałam. Dziś wiem, że wbrew sobie. Przecież tak naprawdę chcę więcej. Bo kocham siebie, trochę.

Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i dobrymi partnerami w tym naszym życiu. Zawsze mogłam na ciebie liczyć. Nigdy się nie rozstaliśmy, nigdy nie mieliśmy kryzysów. Nigdy, aż do teraz, kiedy, jak mówisz, „kompletnie mi odbiło”. Bo chcę lepszego seksu i mówię ci o tym głośno. (kiedy mówiłam cicho, udawałeś, że nie słyszysz)

Czy naprawdę jestem aż tak dziwna z tymi moimi pragnieniami? Czy powinnam je schować gdzieś głęboko, zapomnieć? Przecież mam tak wiele, nasze życie to spełnienie marzeń. Dobiegamy 30-tki, wychowujemy dwójkę dzieci, mamy wspólny kredyt na wymarzone mieszkanie w stolicy. I seks, który już nie zaskakuje. Seks raz na dwa tygodnie, jak w kalendarzu. Seks, który trwa góra 20 minut, bo tyle właśnie potrzebujesz. Po cichu, przy zgaszonym świetle, żeby dzieci się nie domyśliły. Na nic moje tłumaczenia, że są tak małe (2 i 4 lata), że nawet gdyby nas „przyłapały” , nie wiedziałaby, o co chodzi.

Dotykamy swoich ciał od 7 lat. I stale dotykamy ich tak samo. Nie wiem, co obudziło we mnie pragnienia, żebyś dotykał mnie inaczej, nie tak pospiesznie, zdawkowo jak dotąd. Nie wiem dlaczego, kiedy urodziło się nam drugie dziecko, ten szybki, przewidywalny seks, przestał mi wystarczać. Ale wiem, że jest mi bardzo źle, kiedy patrzysz na mnie jak na dziwadło, kiedy mówię, że chcę uważności, że chcę, żebyś na mnie patrzył, gdy się przy tobie dotykam. Odwracasz wzrok, wydymasz usta, a w nocy kładziesz mnie zawsze na plecach, żeby szybko wziąć tylko tyle, ile sam potrzebujesz. Ani więcej, ani mniej. Dobrze ci w tym naszym seksie, bezpiecznie. A mi coraz gorzej.

Zrobiłam się nieznośna, tworzę napięcia, żeby się z tobą pokłócić, żeby dać ujście tym emocjom.  Nie można odejść od męża z powodu kiepskiego seksu – powiedziała mi przyjaciółka. Takie rzeczy się leczy, o tym się rozmawia, nad tym się pracuje.

Ale co wtedy, gdy ty nie chcesz nic zmieniać? Czy zawsze już będę tylko marzyć, uciekać od ciebie w nocy, zawstydzona, że zdradzam cię w mojej głowie?

Źle być tą bierną księżniczką w seksie, zdobywaną, czekającą na pierwszy dotyk, na słowo. Na wszystko, co mi dasz. Żeby być szczęśliwą kochanką, trzeba umieć brać sobie to, o czym marzysz.


Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już same. I nie wyobrażamy sobie świata, bez waszego zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc

Seksualnie
Seksualnie
10 marca 2017
Fot. iStock/shironosov
Fot. iStock/shironosov

Michał…

…gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że dzięki tobie, przez blisko dwa lata, będę najszczęśliwszą istotą na ziemi, parsknęłabym śmiechem. Patrzyłam na ciebie z lekkim politowaniem, gdy mówiłeś o zdrowym rozsądku i umiarze. A potem, dziękowałam ci za to, że miałeś go na tyle dużo, że starczało dla nas obojga. Nauczyłeś mnie spokoju i głębszego oddechu, przed podjęciem każdej poważnej decyzji. Pokazałeś, że za sercem poukładanego analityka, skrywa się piękna dusza, która czytała mi fragmenty romantycznych powieści, gdy chorowałam. Dzięki tobie zrozumiałam, że siła, to nie tylko masa mięśniowa i godziny, zaliczone na siłowni. Bo podnosiłeś mnie nawet wtedy, gdy upadałam raz po raz. I później, gdy nasze drogi, okazały się jednak zbyt dalekie od siebie i przyszedł czas rozstania, podziękowałeś mi za uczucie, którym darzyłam cię każdego dnia. Zrozumiałam dzięki tobie, kim jest mężczyzna, który kocha dojrzale.

Piotrek…

… gdy koleżanka zaczęła mi insynuować romans, ze wskazaniem na ciebie, miałam ochotę postukać się w czoło. Z sarkazmem i niedowierzaniem, bo niby o czym ja miałam rozmawiać i co mogłoby mnie łączyć, z twardym a czasem wręcz, bezwzględnym w poglądach facetem. Aż któregoś dnia, okazało się, że jesteś zupełnie inny a twoja  stanowcza postawa, daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. A gdy twoje silne ramiona, zabierały mnie z jadalni i przenosiły do sypialnianego łóżka, ostatnią rzeczą o jakiej myślałam, była ucieczka i strach. Chciałam tak tkwić, krucha i bezbronna, w otoczeniu, męskiego schronienia, jakie mi dawałeś. I nawet gdy już pod koniec tego, co było ” nami”  się kłóciliśmy, nigdy mnie o nic nie obwiniłeś i zawsze z honorem, brałeś winę na siebie. Albo z pokorą milczałeś. I cały czas powtarzałeś, żebym na siebie uważała i dbała, bo zawsze zapominam o szaliku i rękawiczkach. I wtedy zrozumiałam, czym jest miłość z zasadami.

Karol…

… czasem odnosiłam wrażenie, że będąc z tobą, ciągle gdzieś pędzę. I nie tylko wtedy, gdy biegliśmy przez park w gorącym deszczu, a ty przystawałeś co chwilę, mówiąc, że jestem niezwykłym zjawiskiem. I robiłeś mi, miliony zdjęć. Co chwilę słyszałam, że  prawdziwe uczucie, to niczym nie ograniczona wolność i odpowiednia szczypta obłędu. A tego nam, nie brakowało. I choć denerwowało mnie, twoje ciągłe roztrzepanie i  chaos, jaki wprowadził się pod nasz dach wraz z tobą, to wszystko i tak mijało, z każdym kolejnym dźwiękiem gitary. Gdy po raz kolejny, śpiewałeś pod moim oknem, że nikt tylko ja. I kiedy mówiłeś, że gdy jesteś ze mną, to już nie boisz się miłości. I choć nasz związek był burzliwy i rozstawaliśmy się tak głośno, że słyszało nas pół osiedla, dziś już wiem. Dzięki tobie wiem, jak to jest kochać jak wariat.

Łukasz…

… sprawiłeś, że uwierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. I do ostatniego tchnienia, bo rozdzielić, mogła nas tylko śmierć. Każdy dzień z tobą, odkrywał coś nowego i zaskakującego. Dowiadywałam się dzień po dniu, o twojej delikatności, która zawsze idealnie była połączona, z niesamowitą siłą. I wiarą, która nie dawała czarnym chmurom, większych szans. I ta mądrość, doświadczonego człowieka, któremu czas, pomalował skronie szronem. I wigor, młodego mężczyzny, jakim przecież byłeś, zarówno w byciu tatą, jak i mężem, przyjacielem, kumplem z baru i kochankiem, poznanym letnim wieczorem. Patrzyłam na ciebie, jak w jednej chwili, jesteś odpowiedzialną głową rodziny, która dwoi się i troi, żeby jego najbliższym, niczego nie brakowało. A w kolejnych minutach, zamieniasz się w bezradnego chłopca, który nie bardzo odróżnia podkoszulki swoich dzieci i gotów jest myśleć, że to skaza na jego ojcostwie. I ten romantyzm, który wyskakiwał nagle zza drzwi, wraz z uśmiechniętym kurierem z poczty kwiatowej. I chmurnym buntownikiem bywałeś, gdy nie wracałeś na noc i pijany do słuchawki, krzyczałeś mi, że masz dość. I oddychałam ze spokojem, bo wiedziałam, że to jednak prawda. To, że można kochać najmocniej. I prawdziwie, póki śmierć nas nie rozłączy.

Roman…

…pierwszy i przez wiele lat, jedyny mężczyzna w życiu dziewczyny. Fundament, wszystkich mądrych słów i czynów. Ktoś, kto swoją postawą, daje wskazówki i pozwala, zawsze mądrze wybrać. Niezłomny i odważny, bo wiesz, że pójdzie za tobą, nawet w najbardziej straszny mrok. Ryzykując własne życie, nigdy nie zostawi cię samej i nie pozwoli, innym krzywdzić. Patrzysz na niego, dorastasz w jego ochronnym cieniu i marzysz, żeby los podarował ci takiego samego faceta. Tego, dla którego zawsze i przez resztę życia, będziesz tą jedyną. Najważniejszą, najpiękniejszą, mądrą i dobrą. Idealną i wartą wszystkiego. Tą, która od urodzenia i po wszelki czas, ma specjalne miejsce, w jego sercu. A tak, może kochać tylko ojciec. I cieszę się, że mogę patrzeć na miłość bezwarunkową. I absolutną, bo w pełni oddaną.
Mężczyźni. Niby gruboskórni, niby silni jak stal, nie do zdarcia i złamania. Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już samej. Ale gdy oglądamy się wstecz i patrzymy w przyszłość, to wszędzie was widzimy. Dobrych, mądrych, potrafiących nas okiełznać, umiejętnie kochać i chronić, gdy pakujemy się w kolejne kłopoty. I nie wyobrażamy sobie świata, bez ich zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc. Dlatego dziś i każdego dnia, wszystkiego pięknego w dniu waszego święta, drodzy Panowie.
Wdzięczna kobieta