Kultowe „Dobranocki”. Teraz już takich nie robią, pamiętacie je jeszcze?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 października 2017
Następny

Zaczarowany Ołówek, który może wyczarować wszystko, czego potrzebujesz, bardzo rodzinny rozbójnik Rumcajs, sielskie przygody Kota Filemona, rozczulający Kubuś Puchatek ze Stumilowego Lasu…  Pamiętacie jeszcze ten dreszcz emocji, towarzyszący nam, kiedy siadaliśmy przed telewizorami, żeby obejrzeć „Dobranockę”… Dacie się zabrać w sentymentalną podróż w przeszłość?

Która z tych kreskówek jest bajką waszego dzieciństwa? Jakich zabrakło…?

Utrata rodzica boli zawsze tak samo, niezależnie od tego ile masz lat

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 października 2017
Fot. istock/lovell35
Fot. istock/lovell35
 

Czytałam kiedyś, że kiedy jesteśmy dorośli i umiera jedno z naszych rodziców, zostajemy sierotami, bo odbiera nam się jakiś fundament, na którym budowaliśmy siebie przez całe życie. Teraz nagle musimy zrobić wszystko, żeby sobie bez tego spoiwa podtrzymującego misterną konstrukcję poradzić. Gdy tracimy rodziców jako dzieci, jesteśmy poranieni, nieszczęśliwi, kończy nam się świat, ale mamy większe szanse na to, by wyjść z tej straty „cało”, a jeszcze dodatkowo na niej zyskać… Co takiego? Dojrzałość.

A jednak, to dorosłym współczujemy mniej, bo przecież oni mieli czas, by się na tę śmierć przygotować. Oni powinni umieć sobie z nią pogodzić. Oni już „coś” przeżyli, oni wiedzą, że tak musi być.  Oni powinni rozumieć. Tylko, że oni również mogą mieć ze swoimi rodzicami relacje tak skomplikowane, że jest im o wiele trudniej przeżyć żałobę w taki sposób, by pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby. A przynajmniej, by ją zaakceptować.

Mama Joanny, Basia, zmarła w zeszłym roku, tuż po 40 tych urodzinach swojej córki. To był rozległy zawał, zabrakło czasu na pożegnanie, na rozmowę, na wyjaśnienie sobie spraw, które od wielu lat przeszkadzały im ułożyć sobie jakoś tę relację. Bo choć żyły obok siebie, nigdy nie umiały być ze sobą blisko, pogadać od serca, przełamać tej bariery, która narodziła się w momencie, gdy od Basi odszedł mąż i zostawił je same bez środków do życia. Basia zamknęła się wtedy w sobie, stała się maszyną, zaprogramowaną na „przetrwanie”, na zapewnienie córce tego, co materialne. Nie myślała wtedy, że to niestety za mało.

Joanna nie zapomni momentu, gdy zadzwonił telefon. Odruchowo odpowiedziała na prośbę o potwierdzenie swojego imienia i nazwiska. Potem zrozumiała tylko słowo „zmarła”. I poczuła to. Nieodwracalność. Brak możliwości cofnięcia czasu.

Żal. Że nie umiała otworzyć się pierwsza, wziąć mamy za rękę, przytulić. Powiedzieć tego, co czuła – że brakuje jej szczerej rozmowy o tym, co się wydarzyło: o odejściu ojca, zmianach jakie nastąpiły między nimi. Swoich pierwszych miłościach i swoich pierwszych problemach w miłości. O nieudanym małżeństwie i lęku, że ją spotka to samo, co Basię. Ten lęk towarzyszy jej od zawsze. Teraz już nigdy jej o tym nie powie. Nigdy nie wytłumaczy, że w liceum wymiotowała ze stresu, kiedy miała przynieść do domu trójkę z polskiego. Że zabrakło wyrozumiałości, ciepła, porozumienia. Choć pewnie nie zabrakło uczucia. Nie nadrobią już straconego czasu. I to sprawia, że świat Joasi wciąż się chwieje.

Ewa mamę straciła wkraczając w wiek nastoletni. Zbyt wcześnie, niesprawiedliwie, w okrutny sposób –  w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Skazali go, więc dla Ewy ta śmierć kojarzy się przede wszystkim z walką jej taty o sprawiedliwość. W domu stała się nagle jedyną kobietą i to na długie lata, bo tata ożenił się ponownie kiedy była dorosła. Z macochą Ewa się zaprzyjaźniła, ale nigdy nie powiedziałaby, że jej obecność wypełniła miejsce po mamie. Nie. To zupełnie inna relacja, bardziej jak z ciocią, może starszą przyjaciółką. Ale nie mamą. Pamięta ją, że była delikatna, bardzo szczupła i miała ciepły, szeroki uśmiech. I jeszcze jej zapach. Perfumy Ewa ma „po mamie”. Wszystkie inne zapachy ją drażnią, nie potrafiłaby ich używać. Dużo ma dobrych, wspaniałych wspomnień z nią związanych. Są jej skarbem, umacniają ją. Sprawiają, że wierzy w dobro.

Kiedy mama zmarła, Ewa nie pytała „dlaczego”. Płakała, długo, przez wiele dni. Cierpiała, mocno, niezaprzeczalnie. Jej świat, ten dziecięcy, beztroski, zawalił się. Ale nie „rozkładała” sobie tej śmierci na części, elementy. Przyjęła ją, przeżyła i nagle stała się kimś innym. Dorosłym. Zbudowała sobie nowy świat. Po prostu musiała. Spoważniała. Wcześnie podjęła decyzję o tym, co chce w życiu osiągnąć i sobie powoli to realizowała. Bo mama byłaby dumna. Ewa jest dzielna.

Ból jest taki sam. Pustka, której nie da się wypełnić to cierpienie, którego nie da się zrozumieć, pragnienie by cofnąć czas. Złość. Bezradność. Komu z nas uda się teraz lepiej pokierować swoim życiem?


Ludzie cię nie lubią lub stale ignorują? Prawda może być okrutna

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
27 października 2017
Fot. iStock/Martin Dimitrov
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Znasz to nieprzyjemne uczucie, gdy ktoś cię ignoruje albo wyklucza? Najczęściej w takich sytuacjach myślimy, że to z tą drugą osobą jest coś nie tak. Rzadko przychodzi refleksja, że to może jednak my i nasze zachowanie działa ludziom na nerwy. Jest kilka rzeczy, które czasem nieświadomie robimy, a które powodują, że inni nie mają ochoty ani z nami rozmawiać, ani nawet przebywać w naszym towarzystwie. Zmierzenie się z tym wcale nie jest proste. 

Ciągle czegoś potrzebujesz

Czasem po prostu pomocy w pewnych sprawach, innym razem czyjejś obecności lub uwagi. Jeżeli nieustannie domagasz się czegoś od innych ludzi, oni czują się, jakby na ich szyi zaciskała się pętla. Często zupełnie nieświadomie unikamy takich ludzi jak ty, ponieważ wiemy, że dając im palec, wezmą całą rękę.

Nieustannie narzekasz

Wszystko widzisz w czarnych barwach. Negatywnie postrzegasz samą siebie, ale także i otoczenie. Nawet gdy ktoś, z kim rozmawiasz, jest radosny, podświadomie robisz wszystko, by udzielił mu się twój ponury nastrój. Nikt tak jak ty nie potrafi w ekspresowym tempie znaleźć dziury w całym. Bardzo lubisz również wszystko negować. Czy to czyjeś intencje, czy pomysł na weekend. Kto chciałby przebywać w towarzystwie takiej osoby?

Chcesz się przypodobać

Nigdy nie jesteś sobą, ponieważ bardzo ci zależy na sympatii innych. Chcesz być lubiana, więc mówisz to, co ludzie chcieliby usłyszeć, jesteś na każde zawołanie i nie ma za grosz asertywności. Problemy w tym, że ludzie szybko wyłapują ten fałsz. Po prostu na kilometr czuć, że czujesz się ze sobą źle.

Narzucasz innym swoje poglądy

Niektórzy ludzie potrafią w sposób jasny i rzeczowy przedstawić swoje stanowisko w jakiejś sprawie, ale i z uwagą wysłuchują cudzej opinii. Nawet jeśli nie dojdą do porozumienia, nie próbują przekonywać rozmówcy na siłę. Jeżeli należysz do osób, które agresywnie bronią swojego zdania i kompletnie nie szanujesz drugiej strony, inni będą cię unikać lub ignorować. To super, że masz jasne stanowisko w kwestii globalnego ocieplenia czy wycinki Puszczy Białowieskiej, ale staraj się trzymać nerwy na wodzy.

Nie wykazujesz zainteresowania

Jeżeli jesteś typowym mrukiem, który otwiera usta tylko wtedy, gdy ktoś go o coś zapyta, nie dziw się, że jesteś ignorowana. Już lepiej, żeby przy stole zostało puste miejsce, niż miałby je zająć ktoś taki jak ty – osoba, która siedzi z boku i nie angażuje się w rozmowę. Dwa, trzy razy ktoś nawiąże z tobą kontakt i to by było na tyle. Nie tylko rozmowa, ale relacje międzyludzkie tak w ogóle, opierają się na tym, by dawać i brać – obie strony po równi. Nikt nie będzie ci wiecznie nadskakiwał.

Masz dobrą radę na wszystko

To ten typ, który zawsze wie, co należy zrobić. Chociaż pomysły mogą nie być trafione, jest alfą i omegą. Najczęściej zaczyna od słów: „Wiesz, co powinieneś zrobić w takiej sytuacji?”, a potem już leci cała tyrada. Być może wydaje ci się, że w ten sposób jesteś postrzegana jako osoba pomocna, ale w rzeczywistości takich zachowaniem zniechęcasz do siebie ludzi. Czasem mówimy o swoich problemach po to, by po prostu odczuć ulgę. Gdy powiemy coś głośno, może nam być łatwiej spojrzeć na sprawę z innej perspektywy i znaleźć rozwiązanie. Co robić? Jeśli nikt nie prosi cię o radę, nie wyrywaj się.

Jesteś samolubna

Tu nie ma się nad czym rozwodzić. Ludzie nie chcą przebywać w towarzystwie kogoś, kto myśli tylko o swoim interesie. Samoluby często knują i manipulują innymi, by osiągnąć zamierzony cel.

Jesteś wyniosła

„To miło, że pytasz, ale nie, nie potrzebuję pomocy”. No pewnie, że nie, bo przecież jesteś taka samodzielna i samowystarczalna. Poza tym wszystko robisz najlepiej. Problem w tym, że najczęściej jest to zachowanie na pokaz, bo w rzeczywistości bardzo potrzebujesz pomocy i obecności innych. Każde fałszywe działanie sprawia, że odpychasz od siebie ludzi.

Jesteś wampirem energetycznym

Znajomi już dawno przestali pytać, co u ciebie słychać, bo wiedzą, że zaraz zaczniesz wylewać swoje żale. Że dzieciak przechodzi bunt dwulatka i już masz serdecznie dość. Że mąż w ogóle nie pomaga ci w domu i kolejny raz płakałaś całą noc. Że pogoda taka paskudna i żyć ci się odechciewa. Serio? W twoim życiu nie dzieje się nic pozytywnego?

I najważniejsze! Masz niewielki wpływ na zachowania i uczucia innych osób. Jeżeli robisz coś niewłaściwie, zdajesz sobie z tego sprawę i nie chcesz dłużej być odtrącana, pracuj nad sobą. Jeżeli natomiast inni mają cię w głębokim poważaniu, a tobie to wisi, żyj dalej swoim życiem i nie jęcz.


 

Na podstawie: Love Panky


Zobacz także

Fot. iStock

Jak przetrwać poniedziałek? Jest jednak kilka zasad, które pozwolą na stałe oswoić myśl o początku tygodnia

Fot. iStock/VisualCommunications

Joga Festiwal. V Górski Maraton Jogi już w ten weekend! Zapraszamy

Fot. Screen/Facebook

Maja Ostaszewska została pobita? Ruszyła kampania „Kocham.Szanuję”