Kultowe bohaterki seriali z lat 90-tych. Pamiętasz je, jeśli przekroczyłeś 30-tkę

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 czerwca 2017
Fot. Screen z YouTube / caesar brighton
Następny

Niektóre zapadły nam w serca do tego stopnia, że seriale z ich udziałem kolekcjonujemy na półkach, na starych kasetach video, albo płytach DVD. Inne doczekały się nawet swoich polskich odpowiedniczek, z efektem, niekoniecznie  udanym, ale zawsze wzbudzającym wiele dyskusji i chęci bezlitosnego porównywania ich z oryginałem. Przypominacie sobie prawniczkę Magdę M., która królowała na naszych ekranach przez dobre kilka sezonów i miała mnóstwo wolnego czasu na spacery z przyjacielem,  plotki z koleżankami i uckiekanie przed wymarzoną miłością?

Ukochane bohaterki seriali z lat 90-tych: wyraziste, silne, albo skromne i urocze „dziewczyny z sąsiedztwa”. Jeśli przekroczyłeś 30-tkę, na pewno je pamiętasz. Ale na wszelki wypadek – sprawdź.

Filip Chajzer: „Z ojcem cały czas jesteśmy kompletnie różni. Łączy nas głównie ten pracoholizm”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 czerwca 2017
Fot. Materiały prasowe
 

Do ojca wzdychały nasze mamy – przystojny szarmancki i ten głos… Z synem wielu z nas się utożsamia, bo jest taki „swój” dzięki szczerości, dystansowi do siebie, poczuciu humoru i wielkiemu sercu.

Są trochę jak ogień i woda. Dwa żywioły – jeden stateczny i poważny, drugi dynamiczny i przebojowy. Łączą ich geny, choć chyba nie tylko… Usiedli, porozmawiali o dzieciństwie, dorastaniu, o przygodach, przywołali wspomnienia i tak powstała książka – zapis tych rozmów – „Chajzerów dwóch”. A dzisiaj z okazji Dnia Ojca rozmawiamy z Filipem o tym, jak to jest mieć za ojca Zygmunta Chajzera.

Ewa Raczyńska: Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie związane z ojcem?

Filip Chajzer: O kurczę, muszę pomyśleć… W sumie nie wiem, czy to wspomnienie, czy może po prostu gdzieś zatrzymane w głowie nasze wspólne zdjęcie, bo to wspomnienie jest jednak czarno-białe. Łazienki, jest biały polonez i na pewno była wtedy jesień. To był spacer po Łazienkach i tam zrobiliśmy sobie takie wspólne słynne – oczywiście słynne z punktu widzenia naszej rodziny – zdjęcie, na którym ja stoję z jedną nogą podniesioną i wyglądam, jakbym tej nogi nie miał. I to jest chyba jedno z tych pierwszych wspomnień. Z drugiej strony pamiętam dokładnie zapach tego białego poloneza, choć w sumie one zawsze pachniały tak samo.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Ciekawostką jest to, że ojciec zawsze w bagażniku poloneza woził koc w kratkę i ten koc jeździł z nim we wszystkich kolejnych samochodach i ma go do dzisiaj. W bagażniku najnowszego auta taty leży wytarty i brudny, ale dokładnie ten sam koc w kratę.

Może jest emocjonalnie z nim związany?

Nawet jeśli o tym nie wie, to pewnie jest.

Twój ojciec, był ojcem obecnym?

Oj nie, był ojcem zupełnie nieobecnym. Był ojcem z pokolenia budującego nową Polskę, a to pokolenie miało to do siebie, że budowało wszystko, czego wcześniej nie było: cały ten kapitalizm, a w przypadku taty pewnie i showbiznes…

I muszę się tu uderzyć w pierś, że po ojcu odziedziczyłem przekonanie, że na wszystko trzeba bardzo ciężko zapracować. Nie ma w życiu pieniędzy za darmo, takie nie istnieją. Mój ojciec właśnie tak pracował. A mi nie wiem, czy przeszło to w DNA, czy może nauczyłem się tego patrząc jak on ciężko pracuje, bo z tego całego podpatrzenia też tak mi zostało. Wiem, że aby coś osiągnąć trzeba naprawdę dużo z siebie dać.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Relacja z ojca z synem jest trudna? Zastanawiam się, czy jako mężczyźni ze sobą rywalizujecie?

Tu nie chodzi o rywalizację. Relacja syna z matką jest zdecydowanie bardziej oczywista, wiadomo, że cieplejsza. Na Dzień Mamy zawsze są piosenki, wierszyki, występy, jakieś kolorowanki. To jest takie oczywiste. A z drugiej strony masz tego ojca, którego się trochę wstydzisz, który często zdaje się być taki posągowy, trochę jak zdjęty z pomnika…

Pamiętasz Dzień Ojca? Często się zbiega z zakończeniem roku szkolnego…

O rety, to była trauma, bo ja zawsze spieprzałem ze świadectwem, nie leciałem z nim do taty, żeby się pochwalić, bo raczej nie było czym. Zawsze ten dzień końca roku był dla mnie jakimś takim bardzo traumatycznym doświadczeniem, bo nie byłem dobrym uczniem, zdecydowanie bliżej mi było do tych trójkowych. A tu ojciec, odwieczny prymus…

Więc ten Dzień Ojca połączony z . zakończeniem roku szkolnego, to zawsze kończył się jakąś pogadanka. Musiałem wysłuchać, że czas najwyższy się otrząsnąć, że to już naprawdę rok ostatniej szansy. Bo jak się teraz nie otrząsnę, to skończę pod budką z browarem. W ogóle, kto jeszcze widział budkę z piwem? Mówi się: „skończysz pod budką z piwem”, kto i w którym roku taką budkę widział? Nie ma. Pod nią nie da się skończyć.

Z: (…) Raz, na koniec szkoły podstawowej, miałem same piątki.

F: A ja musiałem walczyć o trzy, ewentualnie cztery.

Z: Byłem zdolnym uczniem, z paskiem.

F: A ja byłem uczniem z paskiem na dupie.*

Trochę przekichane mieć ojca, który nie dość, że był świetnym uczniem, to jeszcze uwielbiał sport…

Kochał sport. Kochał porządek, no ideał taki, że o ja cię… (teraz następuje to słowo). A ja zawsze byłem taki, jaki byłem.

Aż niemożliwe, że tak się od siebie różniliście.

My cały czas jesteśmy kompletnie różni. Łączy nas głównie ten pracoholizm. Śmieję się, że nasza książka to pole do popisu dla genetyków, żeby rozkimnić, jak to możliwe, że tak jesteśmy inni, jak to możliwe, że tak jesteśmy inni w swoim podobieństwie.

Ale też widać, że im starsi, tym bardziej się do siebie zbliżacie.

Tak, ja myślę, że do tej relacji ojciec-syn trzeba dorosnąć, do tego, żeby w pełni ją zrozumieć, w pełni ją wykorzystać. Napić się wreszcie razem wódki, pogadać po tej wódce, bo wiadomo, że wtedy facetom się zupełnie inaczej rozmawia, zwłaszcza przy takich koligacjach blisko rodzinnych. I przychodzi czas, kiedy przełamuje się trochę tę barierę wstydu. Ale na to, jak widać, potrzeba kilku dobrych lat. Z drugiej strony to też jest na swój sposób urocze i piękne, prawda?

Z: A pamiętasz swój pierwszy autograf w życiu?

F: Nie, ale pamiętam swój pierwszy wywiad w życiu. To też było dobre. Zadzwoniła do mnie dziewczyna i mówi: „Dzień dobry, czy moglibyśmy umówić się na wywiad?”. A ja ze dwa tygodnie byłem reporterem w Dwójce, może jeden mój materiał leciał. Myślę, kurde, dziwne trochę. Ale dobra. No i sobie siedzę, czekam, mija pół godziny, czterdzieści minut, godzina. Bez sensu, ale miałem dużo motywacji, w końcu to pierwszy wywiad. No i dzwoni do mnie ta dziewczyna. Mówi, gdzie siedzi. Odpowiadam, że jestem obok. Podchodzi do mnie: „Przepraszam, chciałam się z panem Zygmuntem umówić. Ktoś mi zły numer dał”. I to był mój pierwszy wywiad.

Z: Mój był jeszcze lepszy. Mieliśmy z Latem z Radiem koncert gdzieś na Śląsku. Ostatni występował, jako gwiazda wieczoru, Oddział Zamknięty. No i trwa sprzątanie instrumentów, porządkowanie sceny. Usiadłem sobie na jakimś głośniku. No i podchodzi chłopiec z zeszycikiem i: „Proszę pana, czy mógłby mi pan dać autograf?”. Kurczę, nareszcie. Pierwszy autograf w życiu. „Jak masz na imię, chłopczyku?”. „Jasio”. To piszę: „Dla Jasia z pozdrowieniami”. Chłopczyk tak mi się przygląda, przygląda: „A pan jest z tego zespołu Oddział Zamknięty?”. Mówię, że niestety nie. „No to po co mi pan podpisał?”.

F: Nie lubię dawać autografów. Jestem dysgrafik i dyslektyk. *

Zawodowo poszedłeś śladami taty?

Absolutnie nie. To jest tak, jakbyśmy mówili, że razem pracujemy w branży lotniczej, tylko ja latam F16, a ojciec siedzi w wieży kontroli lotów. Albo na odwrót. Ogólnie zbiór rzeczywiście jest taki sam – branża medialna, czy dziennikarska, ale to są dwa tak zupełnie różne kierunki: to co ojciec robił i co ja robię… tego się nie da w żaden sposób porównać.

Był wymagającym ojcem? Takim narzucającym swoje zdanie?

No bardzo. Tu musisz grać w siatkówkę, tu musisz zrobić porządek, uczyć się.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

W tenisa grałeś.

No, ale też bez sukcesów. Ojcu się wydawało, że wszyscy muszą być tacy wspaniali i perfekcyjni jak on sam. A tymczasem trafiłem mu się ja. Tyle tylko, że z drugiej strony patrząc, najgorsze jest, że jak ja z kimś pracuję, czy to jest operator, czy montażysta, czy inny reporter, który dla mnie pracuje chwilowo, to też jestem takim sadystą jak ojciec. To mi akurat po nim zostało. Nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedy ja daję z siebie 250%, to ktoś inny może dawać zaledwie 125%. No nie, nie mieści mi się to w głowie. Mam czasami tak, że jak operator rozkłada kamerę i zaczyna dłubać w telefonie, to mi się nawet nie chce z nim gadać i sam nagrywam to, czego potrzebuję.

Na koniec książki napisałeś, że ważne jest to, skąd wychodzimy, co nas ukształtowało. Wiele zawdzięczasz ojcu?

Oczywiście. Wiele mu zawdzięczam, jeśli nie wszystko, a na pewno zdecydowaną większość. No tak już jest.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Zawsze możesz na niego liczyć? Mówisz o ojcu, że jest twoim przyjacielem.

Wydaje mi się, że istotą perfekcyjnej relacji z rodzicem i to nie tylko z ojcem, ale z mamą też, jest to, by w swoich rodzicach mieć przyjaciół… i na odwrót.

Z drugiej strony, gdyby to nie była dojrzała i mądra relacja, mogłeś ojca rozczarować gdzieś na etapie swojego dorastania.

Kurczę, no z tą siatkówką nie wyszło. Nie wiem, czy jest coś ważniejszego dla ojca niż siatkówka.

Wspólna książka chyba była dobrym pomysłem. Sam mówisz, że dzięki tym rozmowom poznałeś trochę ojca na nowo.

Oj tak. Wielu z tych historii, które opowiadał, w ogóle nie znałem. Na przykład z komuną niemiecką w Berlinie. To dla mnie jak historia z filmu, spokojnie można by było nakręcić RNF-owskich „przyjaciół”, z czasów, kiedy ojciec jeździł do Berlina remontować mieszkania.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

 

 

A sam pomysł powstania książki nie jest jakiś romantyczny, wydawnictwo zaproponowało nam jej wydanie. Tata się wahał, bo mówił, że on pisać nie będzie, bo nie umie i nie lubi. A kiedy okazało się, że mamy sobie po prostu porozmawiać, to jakoś poszło. Problem był w czym innym. Bo my dostaliśmy zaliczkę, szybko ją wydaliśmy, a potem książkę trzeba było napisać… a motywacja jakby siadła (śmiech).

Ale to, co w tej książce najciekawsze, że jest ona tak ponad podziałami, tak zupełnie apolityczna, jest rodzinna, bo tak naprawdę opowiada o tym, co jest najważniejsze – o rodzinie.

F: Pierwsze, co pamiętam, to Teleranek. Jeszcze się załapałem na ten słynny Teleranek. No i 5-10-15. Tam zaczynał Piotr Kraśko. I pamiętam, że jak byłem bardzo mały, to oglądałem  część dla pięciolatków. A potem już wyłączałem, bo to nudne było. Potem z kolei, jak człowiek miał w okolicy dziesięciu lat, to oglądał tę środkową część i tę dla najstarszych. Świetny pomysł na zagospodarowanie czasu. 5-10-15 było w sobotę, a Teleranek w niedzielę.

Z: Chyba Bożena Walter była współautorką 5-10-15.

F: Świetny naprawdę pomysł na dziecięce programy. Pamiętam Ziarno, straszna nuda. I pamiętam też program…

Z: Zwierzyniec?

F: Nie. O świniach i o cenach paszy. Nazywał się Agrobiznes. Pamiętam, jak się nie szło do szkoły, zostawało w domu i udawało chorobę, to właśnie rano po Domowym przedszkolu leciał ten gówniany Agrobiznes. Biedne dzieci leżały i oglądały ceny paszy i świnie, i krowy. Bo nie było nic innego.

*fragmenty książki „Chajzerów dwóch”, gdzie Z to Zygmunt, a F to Filip.

 

CHAJZERÓW DWÓCH_podglad_ok


„Chcę uświadomić Polkom, że mają dobre sylwetki, tylko nie potrafią dobrać do nich odpowiednich rzeczy”. Stylistka kobiet o stylu, swojej pracy i szafach Polek

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
23 czerwca 2017

Kiedy straciła pracę w korporacji, postanowiła poświęcić się pasji. Od kilku miesięcy pokazuje kobietom, jak powinny się ubierać, aby podkreślać swoje atuty i kobiecość oraz czego powinny unikać, żeby nie szkodzisz swojej atrakcyjności. Zagląda do szaf Polek i uczestniczy w przemianie, która zachodzi podczas jej wizyty.  O tym, jak ważne dla kobiet są ubrania, które noszą oraz o stylu Polek i ubieraniu przez matki, opowie Agnieszka Mikołajewska, stylistka kobiet.

Anna Wójtowicz: Kobiety chętnie pokazują zawartość swojej szafy? Wydaje mi się, że to jest dosyć osobista przestrzeń, do której ciężko kogoś zaprosić. Sama czułam się nieswojo, kiedy miałam ją przed Tobą otworzyć.

Agnieszka Mikołajewska: Klientki pomimo tego, że same decydują się na taką usługę i zgadzają się na pokazanie zawartości swojej szafy, są zdenerwowane, choć starają się tego nie okazywać. Dopiero po spotkaniu przyznają się do tego, ale zaznaczają, że szybko im ten stan przechodzi i stają się rozluźnione.

Tak naprawdę szafa to taka przenośnia, bo wszystkie ubrania trzeba z niej wyjąć. Kiedy wszystko jest wyłożone, zdecydowanie łatwiej jest zrobić przegląd. Jednak zauważyłam, że u kobiet zawsze jest tak, że coś ukrywają. Ja proszę je o to, żeby wyjęły wszystkie ubrania, bo będziemy wszystko przeglądać, bez względu na porę roku. I pomimo moich próśb, na sam koniec zawsze się zdarza, jak już nie mamy czasu, że kobieta przyznaje się, że ma jeszcze „ileśtam” rzeczy, których nie wyjęła, tłumacząc się, że a to przecież inna pora roku, a to mam taką biżuterię, w której nie chodzę. Jest chyba w nich taki strach, że im wszystko wyrzucę 🙂

Może boją się oceny?

Może tak. Bo to jest jednak bardzo intymne spotkanie. Klientka, która zaprasza mnie do szafy, to zaprasza mnie do swojego mieszkania. Wyjmuje z szafy swoje ubrania, w których się później pokazuje. I to jest dosyć intymne. Dlatego w tej pracy potrzeba wiele empatii i trzeba uszanować granice, nie zmuszać do niczego. Bo to się mija z celem. Unikam narzucania, co klientka ma wyrzucić i co jest złe, a co dobre. Pozostawiam jej wybór, ja tylko podpowiadam i daję rady.

Od czego zaczynasz przegląd?

Zanim przystąpimy do przeglądu, ustalamy na jakiej sferze swojego życia chce się skoncentrować, czyli czy skupiamy się na zestawach do pracy, czy na luźniejsze wyjścia. Bo żeby przejrzeć wszystkie sfery życia, to jeden dzień to za mało.

Jak on wygląda? To chyba niezła zabawa.

Wszystko trzeba przymierzyć, chyba że coś jest zniszczone albo klientka stwierdza, że już w tym nie chodzi. Później staje przed lustrem i robimy zdjęcie. To zaskakujące, ale na zdjęciach więcej widać. Często nasz mózg nas oszukuje. Kupujemy coś, co wyglądało obłędnie na innej kobiecie i my to kupujemy, bo wmawiamy sobie, że nam jest w tym dobrze. Potem w tym nie chodzimy. A na zdjęciach kobiety to dostrzegają. Dlatego wszystkie rzeczy trzeba przymierzyć, żeby klientka zobaczyła, w czym dobrze wygląda. Ja jej mówię, co pasuje do jej figury, a co nie.

Zazwyczaj w szafach mamy ubrania, które lubimy. Jak reagują kobiety, kiedy mówisz im, że jednak ta ukochana rzecz nie jest dopasowana do ich sylwetki?

Zazwyczaj same dostrzegają to na zdjęciach. Nie zawsze są zadowolone, ale rozumieją. Dzięki temu łatwiej im zaakceptować pozbycie się tej rzeczy.

Fot. iStock / AzmanJaka

Fot. iStock / AzmanJaka

Kobiety dobrze wiedzą, jak ciężko jest wyrzucić niektóre rzeczy. Trzymamy coś tłumacząc sobie, że może przyda się nam to później, że ubierzemy to na specjalną okazję. A Ty przychodzisz i mówisz, że powinnyśmy się jednak tego pozbyć.

Jest niewiele osób, które potrafią to same zrobić. Zaletą takiego przeglądu jest zmniejszenie ilości rzeczy w szafie i dlatego łatwiej jest nosić te ubrania, które zostały. Przez to nie ma tego chaosu i panikowania, co na siebie włożyć. Kluczowe jest to, aby pokazać klientce, co z czym powinna łączyć, bo czasami zdarza się tak, że mamy utarte schematy, że daną bluzkę muszę łączyć tylko z tymi konkretnymi spodniami. A ja przychodzę i znajduję nowe połączenia, na które klientka nie wpadłaby sama. Chodzi o to, żeby z tych ubrań, które zostają w szafie, zrobić zestawy do chodzenia.

Ubierasz je, a nie przebierasz? Nie zdarza się tak, że robisz coś wbrew woli klientki?

Oj, zdecydowanie. Na początku rozmawiam, jakie są jej oczekiwania i często też proszę, aby poszukała jakiś inspiracji w internecie i jaki styl jej się podoba. Przebieranie nie ma sensu. Klientka musi się dobrze czuć w tym, co jej zaproponuję. Zresztą, nie można zrobić dużej rewolucji od razu, nawet jak ktoś mówi, że jest otwarty na propozycje. Mamy swoje przyzwyczajenia i taka diametralna metamorfoza, która jest np. w gazecie czy telewizji, jest na pokaz. A te przemiany, przez które moje klientki przechodzą, to są tak naprawdę zmiany, które dzieją się po moim wyjściu. Chodzi o to, żeby kobieta zaczęła w inny sposób patrzeć na tę swoją szafę, na ubieranie się i zakupy.

Fot. iStock / sturti

Fot. iStock / sturti

Zabierasz także klientki do sklepów, żeby pokazać im, co powinny wybierać. Tam czują się swobodniej?

Zdecydowanie. Jesteśmy w miejscu publicznym, wybieramy nowe ubrania, klientka przymierza i ocenia, czy jej się to podoba, czy nie. Ja jej tłumaczę, dlaczego jej to pasuje, a czemu powinna z tego zrezygnować. Chcę jej pokazać, co powinna wybierać, aby w przyszłości zapobiec kompulsywnemu kupowaniu i zapychaniu szafy.

Jakie kobiety najczęściej się do Ciebie zgłaszają? Czy to są kobiety, które nie potrafią znaleźć swojego stylu, które chcą go zmienić czy może zakompleksione, które chciałyby odkryć swoją kobiecość?

Zgłaszają się różne kobiety, a ich cel jest zależny od wieku. Np. kobiety 30+ przechodzą przemianę z dziewczyny, którą już nie chcą być, w kobietę i w związku z tym chcą wyglądać poważniej. Zdecydowanie łatwiej ubiera się osoby, które mają już swój styl. To są już kobiety, które mają ustabilizowane życie i potrzebują odświeżenia albo rady, w czym dobrze wyglądają. Miałam np. młodą mamę, szczupłą, która nosiła za duże ubrania, chociaż te sprzed ciąży były dobrze dopasowane. Ona potrzebowała pomocy, żeby wrócić do swoich przyzwyczajeń modowych sprzed ciąży i zaakceptować nową sylwetkę.

Fot. iStock / LiudmylaSupynska

Fot. iStock / LiudmylaSupynska

Można powiedzieć, że jesteś też trochę psychologiem. Przez to, że im pokazujesz, że mogą dobrze wyglądać, też przywracasz im wiarę w swoją kobiecość.

To, z czym często się spotykam, to są kompleksy, które mają piękne kobiety. Więc może pod tym względem jestem trochę „psychologiem”, bo tłumaczę im, że powinny zaakceptować to, jakie są i wtedy będą szczęśliwe. Jestem od tego, żeby im pokazać, jak ich figury dobrze ubrać. Jestem też takim pomocnikiem, żeby im uświadomić, że mają dobre sylwetki, tylko nie potrafią dobrać do nich odpowiednich rzeczy.

Czyli nie ma brzydkich kobiet, są tylko źle ubrane.

Wbrew pozorom, dużo jest dobrze ubranych kobiet. W ogóle styl Polek (skupię się na terenie Warszawy, bo stąd pochodzę i tu mieszkam) jest bardzo zróżnicowany. Kobiety mają bardzo łatwy dostęp do ubrań i za niewielkie pieniądze można uzupełnić szafę. Wiele z nich dobrze to robi, ma niesamowity styl i są oryginalne. Jednak jest wiele kobiet, które tego nie potrafią, np. mając 30 lat są ubierane przez swoje mamy. Taka mama dobiera ubrania pod swój gust, dlatego ciężko, żeby taka osoba miała swój styl, bo jest ubierana przez kogoś innego. Zaproponowałam klientce, aby poprosiła mamę, że gdy będzie miała ochotę jej coś kupić, zamiast tego wrzucała pieniądze do puszki, którą wręczy córce na urodziny czy święta.

Zmiana szafy to zmiana w życiu?

Tak, jeśli kobiety zaczną wierzyć w to, co im mówię i zaakceptują swoją kobiecość:). Poza tym bardzo często przegląd szafy wiąże się z różnymi z wydarzeniami w życiu. Nowa praca, partner, kolejne urodziny pociągają za sobą zmiany, co widać także w szafach kobiet.


Agnieszka Mikołajewska – stylistka kobiet. Po tym, jak zwolnili ją z pracy, postanowiła poświęcić się pasji. Od 2017 roku przegląda szafy Polek i radzi im, jak przyjaciółka, w czym powinny chodzić, aby podkreślić swoje atuty.

 

 


Zobacz także

10 rzeczy, za które powinnaś podziękować przyjaciółce, a tego nie robisz

9 rzeczy, których nie warto (zbyt często) robić dla urody

14 mitów dotyczących związków i miłości, w które powinna odrzucić osoba DDA