Siostry od kuchni polecają: Tarta z malinami i figami na spodzie Oreo

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
24 września 2017
Tarta z malinami na spodzie oreo
Fot. Siostry od kuchni
 

Czas przygotowania: 60 min.

Składniki:

2 opakowania ciastek Oreo (2 x 176 g)

3 łyżki  rozpuszczonego masła

250 g serka mascarpone

3/4 szklanki mleczka skondensowanego słodzonego

3 jajka

ok. 450 g świeżych malin

2 figi

Wykonanie:

Piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni.

Ciasteczka rozdrobnić – najlepiej w blenderze i wymieszać z masłem. Gdy uzyskamy konsystencję mokrego piasku, wyłożyć masę na blaszkę i wyrównać, ugniatając palcami lub spodem płaskiej szklanki.  Włożyć do lodówki na 10 minut.

Jajka ubijać mikserem ok. 5 minut, dodać serek mascarpone oraz mleczko skondensowane i dokładnie zmiksować przez ok. 1 min.

Na schłodzony ciasteczkowy spód wylać przygotowaną masę, włożyć do piekarnika i piec ok. 40 min.  Żeby za bardzo nie przypiec tarty, należy po 25 minutach pieczenia, przykryć ją folią aluminiową i piec pozostałe 15 minut.

Figi umyć i pokroić w ósemki. Na upieczoną gorącą tartę wyłożyć maliny i pokrojone figi.

Fot. Siostry od kuchni

Fot. Siostry od kuchni

Zajrzyjcie koniecznie na bloga „Siostry od kuchni” i śledźcie na bieżąco ich poczynania na Facebooku!

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.

 


Trendy w ogrodzie na jesień 2017

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
24 września 2017
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Koniec lata nie musi oznaczać, że przydomowy ogród, również ten na tarasie lub balkonie, stanie się smutny i ponury na kolejne kilka miesięcy. Niezawodne będą kolorowe jesienne rośliny, które wystarczy połączyć z prostymi dekoracjami w intensywnych odcieniach farby ogrodowej. Takie rozwiązania doskonale przełamią dominujące jesienią barwy liści, ziemi i orzechów, oraz pozwolą cieszyć się ogrodem nawet przez cały rok. Oto kilka trendów na nadchodzącą jesień.   

Naturalistyczny ogród podkręcony kolorem

Ogród naturalistyczny to rozwiązanie, które najbardziej sprzyja wypoczynkowi i doskonale sprawdzi się właśnie jesienią. To przyroda tworzy jego formę, kompozycje i pełen krajobraz. Jesienne liście, drzewa i krzewy scalają całą przestrzeń, tworząc oryginalną i nie do końca przewidywalną całość. A odrobina barw (na ławce, altanie, pergoli lub płocie), które będą kontrastować ze złoto-czerwonymi i brązowymi jesiennymi liśćmi sprawi, że każda taka przydomowa przestrzeń nabierze jeszcze więcej życia. Stanie się idealnym miejscem do spędzenia ostatnich ciepłych, jesiennych dni.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Boho sposobem na jesienną chandrę

Boho opiera się przede wszystkim na dekoracjach w postaci dodatków, tkanin i żywych kolorów, które z powodzeniem jesienią możemy zastosować również w ogrodzie, na balkonie lub tarasie. Ten styl to miszmasz, mocne kolory i kombinacja wzorów z najróżniejszych stylistyk: etnicznych, kwiatowych i geometrycznych. Najważniejsza jest w nim indy­widualność gustu z odrobiną fantazji i luzu w doborze barw. Dzięki nowoczesnym farbom do dekoracji ogrodu, którymi można jednocześnie dekorować drewno, metal, beton, kamień a nawet terakotę,  wprowadzenie tego stylu w ogrodową przestrzeń jest bardzo proste.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Ogród z innej, jasnej strony!

Ogrodem zazwyczaj cieszymy się za dnia, kiedy możemy wygrzewać się w jesiennym słońcu i podziwiać tętniące w nim życie. Jednak po powrocie z pracy, nie zostaje nam zbyt wiele czasu, żeby wykorzystać w pełni jego potencjał. Dlatego ważne jest, aby ogród mógł cieszyć nasze oko także późnymi wieczorami, kiedy oświetlenie pozwala spędzić w nim wolne chwile także po zmroku. Pełni ono nie tylko funkcję użytkową, ale także ozdobną – odpowiednio podświetlone drzewa czy trawy zyskują zupełnie inny charakter, gdy ich kształt i strukturę wyodrębnia z ciemności światło. Doskonałym rozwiązaniem są ogrodowe drewniane lub metalowe lampiony, które po przemalowaniu na intensywne kolory rozświetlają ogród, a rośliny zamieniają się w żywe instalacje artystyczne.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– Spotykam się często z opiniami, że kolory w ogrodzie, na działce, balkonie lub tarasie dotyczą tylko kompozycji kwiatowych i to głównie latem. A przecież malując na odważne, wyraziste barwy większe elementy takie jak meble, murki czy donice, tworzymy niepowtarzalną przestrzeń, która będzie prezentować się pięknie także w chłodniejsze pory roku. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez IQS na zlecenie Altax[1], 43% kobiet w Polsce uważa, że ogród powinien być pełen kolorów o każdej porze roku, nawet jesienią i zimą. Dzięki nowoczesnym farbom można przemalować nie tylko elementy drewniane, ale też metalowe, wykonane z betonu, kamienia czy też terakoty. Każdy barwny dodatek może diametralnie zmienić nasz ogród, niezależnie od sezonu – mówi Martyna Kaczmarek projektantka i miłośniczka ogrodów, ambasadorka Altax Viva Garden!

trendbook_jesien_3 trendbook_jesien_5 trendbook_jesien_7 trendbook_jesien_9 trendbook_jesien_10 trendbook_jesien_11 trendbook_jesien_2 trendbook_jesien_12


 

[1]   Badanie wielokrotnego wyboru przeprowadzone przez IQS metodą CAWI w styczniu 2017, n=200, próba reprezentatywna użytkowników Internetu, kobiety w wieku 25-60.

Źródło:infowire.pl


„Być jak tata…”. Kiedy ambicja rodziców nie pozwala ci cieszyć się życiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 września 2017
Fot. Unsplash /
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Być kimś. Taki cel (bo to nie jest marzenie) przyświeca jej, odkąd pamięta. Rodzice, a właściwie tata, powtarzali, odkąd poszła do pierwszej klasy: „musisz się uczyć, musisz być ambitna, wtedy do czegoś dojdziesz”. Do „czegoś”, czyli do tego, czego dla ciebie chcemy. A chcemy najlepiej – dobrej pracy, wygodnego życia, zasobnego portfela.  Partnera godnego ciebie. Naszym zdaniem. Mamy dla ciebie gotowy przepis na szczęście. Nic tylko brać i stosować.

Musisz. To słowo znienawidzone równie mocno, jak wszystko, co ono oznacza. Matematyki nie znosiła od zawsze, ale MUSIAŁA ją opanować w takim stopniu, jak życzył sobie jej tata, żeby był z niej zadowolony. Dla niego wkuwała po nocach tabliczkę mnożenia, nie dla siebie. Żeby tylko był wreszcie dla niej miły, żeby zobaczyć aprobujący uśmiech w kącikach jego ust. Żeby przynieść do domu w zeszycie szóstkę, a nie „tylko” piątkę. Żeby poczuć się ważna, akceptowana, kochana. Mądra. Bo przez większość swojego życia czuła się przy nim głupia.

Rysować nigdy dobrze nie umiała i nie lubiła, ale MUSIAŁA chodzić na zajęcia plastyczne do tej wykładowczyni z ASP. Tej, która patrzyła z politowaniem na jej prace poklepując ją po ramieniu, a potem bez skrupułów zgarniała do portfela gruby banknot za półtorej godziny takiego współczującego podziwiania jej wysiłków. Tak, nauczyła się rysować. Ale jedynie odtwórczo, powielając pewne schematy. W jej szkicach nigdy nie było tego „czegoś więcej”, czegoś, co by ją wyróżniało, sprawiało, że można by było powiedzieć „to dziewczyna ma talent”. Były poprawne – to wszystko. Jakim cudem wystarczały jej ojcu? Nigdy tego nie zrozumie. Ona nie mogła na nie patrzeć, on wieszał je na ścianach jej domu i chwalił się nimi znajomym.

Na egzamin wstępny z ekonomii, zaraz po maturze (jedna z najlepiej napisanych w szkole), szła z duszą na ramieniu. Wiedziała, że tata będzie sprawdzał wyniki, porównywał punktację, żądał wyjaśnień. Nie, żadnych krzyków czy wyrzutów. Jedynie to, co zawsze. Spojrzenie – badawcze, surowe, oceniające. Spojrzenie mówiące więcej niż tysiące słów. No bo dlaczego ona jest „inna” niż cała reszta rodziny? Mniej zdolna? Mniej ambitna?

A przecież do tego egzaminu przygotowywała się całe dziesięć miesięcy. Dziesięć, długich miesięcy, podczas których nie mogła, tak jak jej rówieśnicy, zaznać trochę luzu, odpoczynku, położyć się na godzinę i nie myśleć o niczym. Oddać się dziewczęcym marzeniom, poleniuchować. Potracić czas. O nie, jej czas był zaplanowany – zawsze, co do minuty.

Ona nigdy nie była „wyluzowana”. Zawsze w stresie, zawsze przygotowana do zajęć, a po szkole biegnąca na dodatkowe lekcje. I pianino, raz w tygodniu, potem dwa. Z tym pianinem było jak z rysunkami. Nie dawało jej przyjemności, ale MUSIAŁA nauczyć się na nim grać. I dawać popisowe koncerty przed całą rodziną. Wymiotowała ze stresu, gdy zbliżało się Boże Narodzenie. Wiedziała, że tata jej „nie daruje”, że dla niego to oczywiste, że jego jedyna córka zagra podczas wigilijnego wieczoru. I że zagra BEZBŁĘDNIE.

O czym marzy?

Czasem, żeby zniknąć. Zaszyć się gdzieś, daleko, byle dalej od nich. Żeby dali jej wreszcie święty spokój, przestali kontrolować jej życie, zajęli się swoim. Nie, no jasne. Ich życie jest doskonałe, zgodne z planem, takie jak TRZEBA. Świetne studia, kariery pierwsza firma, druga firma, świetny dom. I golf wpleciony gdzieś między siłownią, a spotkaniem na kawie z KIMŚ ważnym.

A innym razem marzy o tym, że to ich nie ma. Umarli, albo wyjechali i nie wrócą. Że żyje sobie sama, całkiem wolna, że skończyła zupełnie inne studia, że podróżuje po Ameryce Południowej i spotyka tam miłość swojego życia. Zapomina się. Jest sobą, promienieje szczęściem.

Nauczyła się być ambitna, choć dobrze wie, że jedynie ze względu na nich. Może rzeczywiście inaczej, nic by nie osiągnęła?

Deszcz dzwoni o szyby jej gabinetu na 13 piętrze warszawskiego wieżowca. Szybko odrywa wzrok od tych deszczowych łez. Ma 32 lata, zdobyła tak wiele. Kierownicze stanowisko w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Musi sobie stale o tym przypominać, by nie zapomnieć, dokąd zmierza.

Stara się nie pobłażać swoim pracownikom, bo jej nigdy w życiu nikt nie pobłażał. Nawet wtedy, gdy z gorączką i zapaleniem ucha, musiała iść na klasówkę do szkoły. Jeden, jedyny raz błagała wtedy tatę, żeby pozwolił jej zostać w domu, że nadrobi zaległości, klasówkę napiszę w innym terminie. Pani od matematyki patrzyła na nią wtedy długo, a potem pogłaskała po ręce i powiedziała: „Dzielna jesteś, ale nie zawsze trzeba być dzielnym”.

Te słowa wracając do niej często, wtedy, kiedy w swoim własnym, całkiem sporym mieszkaniu płacze po cichu, by nie usłyszał jej tata, którego przecież tam nie ma. Jednego punktu nadal nie zrealizowała, choć rodzice nie potrafią zrozumieć, dlaczego. Jest przecież taka piękna, mądra, taka zdolna, ambitna. Ale nie ma nikogo bliskiego. I to się na razie nie zmieni.


Zobacz także

fot. iStock/ Rostislav_Sedlacek

Śniadanko – słodzianko, czyli cukier jest wszędzie – nawet w tych produktach, o których byście nie pomyśleli!

Fot. Pexels / stock.tookapic.com  / CC0 Public Domain

5 przepisów na kawę (trochę inaczej)

Słodka jesień

Słodka jesień: pomysły na proste i efektowne desery